Kasia Mazurek

Kitka z nitką


26 Komentarzy

Żakiet z militarnym akcentem

DSC00662

Wiem, że też tak macie. Trudno tak nie mieć, kiedy zamawia się materiały przez internet większymi partiami, a potem albo okazuje się, że to, co przyszło, nie do końca jest tym, czym miało być, albo zwyczajnie zapomina się, co się chciało z tego uszyć. Leżał mi więc kawał bawełny lekko elastycznej od dawien dawna w zapasach i długo nie miałam pomysłu, co z nim zrobić. Co jakiś czas sobie na niego patrzyłam, zastanawiałam się, co by tu można, ale nic nie robiłam, bo żaden z wcześniejszych pomysłów nie przekonał mnie dostatecznie. Aż w końcu mnie natchnęło i uznałam, że tkanina sprawdzi się jako wiosenny żakiet. Ale nie taki zwykły, tylko z bajerami 😉 DSC00669DSC00666DSC00665DSC00660

Te bajery znalazłam w modelu 121 w Burdzie 6/2016. Początkowo żakiet miał być cały granatowy, a tylko guziki miały stanowić jakiś akcent kolorystyczny, ale w trakcie szycia znów mnie coś tknęło i przypomniałam sobie, że mam taką srebrną tasiemkę, lekko elastyczną, kupioną wieki temu, żeby mi służyła jako ozdobny pasek czy coś. Dawno już nie służyła i leżała w szufladzie, a było jej dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby ozdobić żakiet. DSC00671DSC00683DSC00679DSC00678

Zmian w modelu dokonałam nielicznych. Pierwszą decyzją było jego przedłużenie o 5 cm (choć sądzę, że i drugie tyle też by nie zaszkodziło). Rękawy mają dobrą długość, bo to model dla osób wysokich, więc przynajmniej tym razem nie musiałam robić korekt w tym miejscu. Postanowiłam do żakietu dodać kieszonki, choćby takie małe, żeby w razie czego było wetknąć gdzie telefon. W trakcie szycia doszłam jeszcze do wniosku, że skoro przedłużyłam żakiet, to lepiej będzie wyglądać, jeśli dodam jeszcze jedną parę wstawek. Żakiet uszyłam bez podszewki, bez poduszek, za to wewnątrz obszyłam cały satynową lamówką. Klasa. Może wiać podle i rozwiewać poły, nie będę się miała czego wstydzić 😉 DSC00673DSC00681DSC00677DSC00686

Byle do wiosny! Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


28 Komentarzy

Rodzina

Nieco ponad dwa tygodnie temu miałam plany. Można powiedzieć dość śmiałe, biorąc pod uwagę, co nastąpiło chwilę później. Otóż postanowiłam wziąć dwa dni wolnego (piątek i poniedziałek), żeby co nieco się zrelaksować. Kino, szycie, takie tam przyjemnostki. Poczyniłam odpowiednie przygotowania – sprawdziłam repertuar, nabyłam materiał potrzebny do szycia, zdekatyzowałam go (!). W drodze do kina miałam kupić Burdę, by po południu przygotować wykrój. Poniedziałek miał być dniem szycia. Wszystko zdawało się ogarnięte na tip top. I nadszedł, proszę Was, ten piątek, wstałam, kawę wypiłam, wstało dziecko, które należało przygotować do wyjścia do przedszkola. Podczas ubierania zaniepokoiły mnie jednak takie małe bąbelki na jego ciele. Sztuk ledwie kilka, ale lampka w głowie od razu się zapaliła. Jak szybko się zaś się zapaliła, tak szybko zgasła nadzieja na piątkowy seans filmowy. Zamiast do kina, wybrałam się z Bąkiem do pediatry, który potwierdził ospę. Z nosem na kwintę i widmem uziemienia wróciliśmy do domu. Piątek zleciał, a w sobotę coś dopadło mnie. Dosyć skutecznie, bo mimo potencjalnych warunków do szycia, nie miałam na nie ani siły, ani ochoty. W poniedziałek wieczorem zaś, o zgrozo, dołączył do nas mój ledwo zipiący mąż. Oj, los sobie lubi ze mnie żartować. Chciałam mieć chwilę dla siebie, a przyszło mi nie dość, że zaniemóc, to jeszcze w towarzystwie. Kiedy jednak poczułam poprawę, zaraz wróciłam do myśli o wymarzonym żakiecie. Raz dwa wyrysowałam formę i zabrałam się za krojenie. Wszystko sobie przygotowałam, a gdy mąż wydobrzał na tyle, by móc pobrykać z Młodym, ja nareszcie zabrałam się za szycie. dsc07593dsc07556dsc07557

Wykrój na wymarzony żakiet pochodzi z Burdy 3/2017 model 114. Wierzcie mi na słowo – długo na taki czekałam, bo jednak nie miałam odwagi, by wziąć się za przemodelowanie jakiegoś z klapami albo na niższy wzrost. Może to wcale nie takie trudne. Może mając już ten jako punkt odniesienia zyskam nieco pewności i kiedyś, nawet tak dla sportu, za takie ćwiczenie się zabiorę. Ale wracając do mojego żakietu – muszę dodać, że Burda, prezentując go na swojej stronie w zapowiedziach, zrobiła takiego małego psikusa. Otóż wcale nie pokazała, jak wyglądają tyły. A tyły, że tak powiem, zostały uatrakcyjnione. Z tej drogi nie było już jednak odwrotu. Maszyna poszła w ruch. dsc07579dsc07595dsc07598

Mimo domu pełnego osób, rozmaitych potrzeb, gencjanowych kropek i pustych żołądków szycie poszło jak z płatka. Jak mi się rodzina solidarnie rozchorowała wcześniej, tak później zajęła się zabawą, a ja mogłam odpocząć przy maszynie. Choć  model żakietu nie należy do najłatwiejszych, forma została dobrze przygotowana, a ja nie musiałam wprowadzać żadnych poprawek. Zrezygnowałam tylko z zapięcia, w związku z czym zmieniłam linię brzegową na środku przodu. dsc07600dsc07563dsc07562dsc07561

Tkanina, z której uszyłam żakiet, to bawełna z elastanem o diagonalnym splocie. Jest może trochę za jasna (chciałam czegoś w piaskowym kolorze, jednak wiosennych tkanin w sklepach stacjonarnych uświadczyłam tyle co kot napłakał), ale szukałam czegoś we wtorek na piątek, a gdybym zamówiła przez Internet, mogłoby nie dojść. Wygrzebałam ją z kosza z końcówkami i uszkodzonymi kuponami i zapłaciłam całe 30 zł. Uznałam więc, że potraktuję to szycie jako testowanie modelu. Nie sądziłam, że tkanina będzie się aż tak strzępić, więc wszystkie brzegi obrzuciłam owerlokiem. Cały przód podkleiłam flizeliną – dzięki temu żakiet ładnie trzyma formę. Pod spód zaś dałam elastyczną podszewkę. dsc07597dsc07602

Żakiet ma długość, która znacznie lepiej sprawdzi się w przypadku zestawienia go z sukienkami (wiem, sprawdziłam). Ponieważ jednak zdjęcia były robione przy okazji rodzinnego wyjścia na spotkanie ze Strażakiem Samem, uznałam, że w spodniach będzie mi wygodniej kucać, przysiadać, wyginać się i robić fotorelację z wydarzenia. Szyjąc go następnym razem, pomyślę, czy nie dodać mu kilku centymetrów długości. Bo że jeszcze taki uszyję, nie mam co do tego wątpliwości.

Jak się okazuje, biały jest równie trudnym kolorem do uchwycenia na zdjęciach co czarny. Mimo że słońce było za chmurami, biel tkaniny skutecznie odbijała wszelkie światło i szczegóły żakietu można dojrzeć dopiero na zbliżeniach. Na tych samych zbliżeniach widać też niestety, że nie udało mi się skutecznie rozprasować niektórych miejsc. Mam jednak nadzieję, że po kolejnym praniu mi się to uda. dsc07603dsc07606

Tymczasem wracam do rodziny, która właśnie wstaje z łóżek i zaraz zacznie domagać się śniadania. Pozdrawiam słonecznie!


29 Komentarzy

Business Class

dsc07216

A Wy co robiliście w Sylwestra? Bo ja spędziłam go trochę nietypowo, czyli szyjąc ;). Oczywiście zostawiłam sobie trochę czasu na świętowanie i przywitanie się z Nowym Rokiem, ale miałam tak nieprzepartą ochotę, żeby usiąść po tej całej świątecznej zawierusze  i wreszcie coś uszyć, że po prostu usiadłam i szyłam. Najpierw żakiet, a kiedy skończyłam (następnego dnia oczywiście, bo aż taka torpeda ne jestem) z resztek materiału w Trzech Króli wycisnęłam jeszcze spódnicę. dsc07214dsc07203dsc07207

Żakiet bez klap chodził za mną od dawna albo jeszcze dłużej. Szukałam odpowiedniego wykroju, ale w moich naprawdę dużych zbiorach nie znalazłam takiego. Był jeden dla kobiet 44+ i jeden dla niskich pań. Konstrukcyjnie niestety nie czuję się na tyle mocna, żeby przerabiać żakiety, więc przeglądałam kolejne numery Burd z nadzieją, że w końcu pojawi się coś, co wpisze się w moje potrzeby. W styczniowej Burdzie trafiłam wreszcie na żakiet (model 117), który nie do końca był tym, czego szukałam, ale uznałam że może być, bo mogę się nie doczekać, a przecież mam taki piękny kawałek wełny, który nie powinien już czekać do następnego sezonu i muszę go wreszcie wykorzystać. Nożyce poszły w ruch. dsc07212dsc07206dsc07204

Żakiet, mimo że składa się z wielu części, szyło się dobrze, szybko i przyjemnie. Nie napotkałam na żadne przeszkody ani zawiłe opisy. Od siebie dodałam kieszonki, takie malutkie, żeby chociaż telefon się zmieścił, wpuszczone w szew w talii. Szlufki z kolei sobie odpuściłam, ponieważ pasek będę nosić raczej sporadycznie. dsc07089dsc07091

Z reszty materiału udało mi się jeszcze wykroić spódnicę do kompletu, przy czym nie wystarczyło mi go na tę dłuższą wersję. W zupełności jednak zadowala mnie model 114. Spodobały mi się w niej zwłaszcza te boczne karczki z zakładkami. dsc07069dsc07080dsc07079

Całość wygląda dość oficjalnie, ale już w pojedynkę zarówno żakiet, jak i spódniczkę można potraktować trochę bardziej na luzie. Jak zwykle wszystko to kwestia dodatków. dsc07094

Ps. Zaraz po tym, jak uszyłam żakiet, okazało się, że w marcowej Burdzie będzie żakiet z moich marzeń. Ale nie żałuję uszycia tego wełnianego. Ten na zimę, marcowy na wiosnę. Już nie mogę się doczekać :).

Pozdrawiam, K.