Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


30 komentarzy

Spełnienie marzeń

Kiedy moja młodsza siostra podzieliła się radosną nowiną, że wychodzi za mąż, i poprosiła bym z0stała jej świadkową, ucieszyłam się bardzo. Na tę wyjątkową okazję postanowiłam uszyć sukienkę, o jakiej od dawna marzyłam. Tak naprawdę to chciałam w jednej kreacji pomieścić dwie koncepcje, bo do samego końca nie mogłam się zdecydować, na czym bardziej mi zależy – tiulu czy koronce. Z jednej bowiem strony napatrzyłam się na cudeńka szyte przez Beatę, a z drugiej miałam ochotę na koronkową sukienkę w pełnym wydaniu.

Szukając odpowiedniej koronki, natknęłam się na ten turkusowo-beżowy kwiatowy wzór. A że był tani, postanowiłam kupić i ewentualnie później się zastanowić, czy wykorzystam tę koronkę czy będę szukać innej. Gdy otworzyłam paczkę, to , co zobaczyłam, skojarzyło mi się raczej z firanką niż z wymarzoną koronką. Poprzymierzałam jednak materię, poupinałam, dodałam jasny podkład, po czym stwierdziłam, że skoro Scarlet O’Hara mogła w zasłonie, to ja dam radę w firance. DSC05342

Tym razem szyciowe eksperymenty odłożyłam na bok i postanowiłam wykorzystać sprawdzoną już formę, by nie zaskoczyła mnie po drodze jakaś przykra niespodzianka. Na górę sukienki wykorzystałam opracowany przez siebie wykrój z poprzedniej weselnej sukienki (Srebrzyście), dół natomiast uszyłam według przepisu Beaty na tiulową spódnicę. Nauczona poprzednim doświadczeniem (kawał imprezy na wdechu), dodałam w pasie w obwodzie około 2 cm luzu, by nie martwić się o trzeszczące pod naporem zjedzonych smakołyków szwy. DSC05734DSC05737DSC05672

Do uszycia sukienki wykorzystałam 2 m koronki, 1,5 m tafty i tyleż samo podszewki, a także 4 m średniosztywnego tiulu o szerokości niespełna 3 m. I turkusowe resztki na pasek. Taftę i koronkę na górnej części sukienki potraktowałam jako jedną warstwę. Dół to zmarszczony pas koronki (0,6 x 3 m), 6 warstw tiulu, koło z tafty i koło z podszewki. Z tymi kołami to w ogóle kupę roboty miałam. Wyciągało się toto niemiłosiernie. Myślałam już, że nad nimi nie zapanuję, ale w obu przypadkach w końcu po którymś cięciu okazało się, że jest dobrze. Do podszewki na ramionach znów przymocowałam moje haczyki. DSC05736DSC05735

Myślę, że sukienka zdała ten trudny egzamin, z przeznaczeniem do którego ją szyłam. Czułam się w niej bardzo dobrze, swobodnie i odpowiednio do roli, którą pełniłam podczas minionej sobotniej nocy. Tańcowanie w niej to była czysta przyjemność. A podczas rock’n’rollowych kawałków mogłam trzepotać tymi wszystkimi warstwami tiulu niczym dziewczyny na potańcówkach w latach 50. Co za wspaniałe uczucie! Prawie tak samo przyjemne, jak te zakwasy, które przypominają mi, jak dobrze się bawiłam ;). DSC05730DSC05688DSC05683


37 komentarzy

Srebrzyście

DSC05257

Wieść o tym, że czeka nas wesele, prędko przywiodła na myśl rozważania na temat nowej sukienki. Ale że długo nie znaliśmy dokładnego terminu, wesele dwa razy zostało przełożone, jedyne kroki, jakie poczyniłam, ograniczyły się do zakupu tkaniny. I tak przeleżały sobie srebrne groszki około rok w materiałowym składziku. Data jednak w końcu została podana do wiadomości, mogłam więc wreszcie pomyśleć o szyciu. DSC05312DSC05263DSC05313DSC05265DSC05274

Początkowo myślałam, że tym razem całą sukienkę uszyję wg modelu 112 z Burdy 11/2007. Decyzję jednak szybko zmieniłam, bo pod groszki koniecznie trzeba było wszyć podszewkę, a model 112 jej nie przewidywał. Mogłam kombinować, ale materiał jest na tyle sztywny, że obawiałam się nieciekawego efektu na biuście. Koncepcję więc nieco zmodyfikowałam, w wyniku czego z tego modelu został mi tył. Właściwie tylko góra tyłu wydłużona o szerokość pasa. Na przód wybrałam górną część przodu z modelu 112 B z Burdy 5/2005. Odrobinę przemodelowałam dekolt, szerokość ramion zrównałam z tyłem i uszyłam wersję próbną góry. Okazała się za duża (szyłam rozmiar 38), więc zaczęłam ją dopasowywać. Kiedy osiągnęłam zadowalający efekt i pomierzyłam ją, wyszło mi, że będzie do niej pasować dół w rozmiarze 36 z Burdy 11/2012 model 121. W ten sposób skomponowałam swoją weselną sukienkę i z miejsca się w niej zakochałam. Po dodaniu zaś halki z tiulową wstawką uzyskałam dokładnie taki efekt rozkloszowania, o jaki mi chodziło. DSC05291DSC05287

Teraz, już po zabawie, mogę napisać, że sukienka naprawdę mi się udała. Leżała dobrze, nigdzie nie odstawała ani nie uwierała (choć materiał w dotyku jest dość szorstki, więc miałam obawy, czy mnie gdzieś nie obetrze) i pięknie wirowała w tańcu. No i była jedyna taka. Gdyby tylko było trochę cieplej, a deszcz nie padał na nas podczas wygibasów z aparatem, być może udałoby się uchwycić nieco więcej szczegółów. Tymczasem w zbiorze zdjęć z sobotniej sesji najwięcej jest ujęć pleców ;). DSC05298DSC05302DSC05303DSC05299DSC05301