Kasia Mazurek

Kitka z nitką


8 Komentarzy

Torba-nie-plecak, czyli zawiedzione nadzieje

Ostatnimi czasy, czując oddech lata na plecach i skreślając kolejne dni w kalendarzu pozostałe do urlopu, rzucam się na szycie jak Książę Igthorn na sok z gumijagód. Wszystko dlatego, że wymyśliłam sobie uszycie tylu rzeczy, że gdybym usłyszała je wszystkie wymienione na głos, musiałabym popukać się w czoło z politowaniem. Więc tego nie zrobię. Oraz na wszelki wypadek nie napiszę. Opowiem Wam za to, jak uszyłam torbę. Taką, o: DSC01219

Nie wymyśliłam jej sama, nie miałam jakoś specjalnie w planach. Nie miałam nawet nigdy zakusów, żeby torbę szyć. Ale pewnego razu przeglądałam sobie „Szycie krok po kroku” i tak po prostu mnie rąbnęło. Po oczach, po głowie, po wszystkim. Trafiłam na coś, co w założeniu miało być spełnieniem moich potrzeb w zakresie wygodnego transportowania klamotów wszelakich. Na torbo-plecak trafiłam.

Pomyślałam: „A co mi tam. Spróbuję!” i udałam się na zakupy. Kupiłam, tak jak gazeta kazała, w ilościach i materiach wskazanych. No może zrobiłam parę małych wyjątków, ale po kolei. Miałam eko-skórę czy też jakiś inny wyrób skóropodobny, więc wykorzystałam zapasy zamiast kupować skórę prawdziwą. W sklepie nie było tkaniny strukturalnej w odpowiadającym mi kolorze, więc wzięłam jakąś-po-prostu-mocną tkaninę i nadałam jej strukturę sama. Tak! To pikowanie to jam uczyniła, łącząc ze sobą piankę (neopren) i tę błękitną szmatkę. Trzeci składnik, czyli piankę, zakupiłam według przepisu. I zabrałam się za szycie. Nie przedłużając specjalnie tego wywodu, napiszę tylko, że szyło się całkiem dobrze, choć przy tylu grubych warstwach maszyna i ja troszkę się napociłyśmy. Ale dałyśmy radę. Jedyne miejsce, które nas pokonało, to uchwyty na sprzączki. Tu w ruch poszła igła i ręce. DSC01221

Od siebie dodałam podszewkę. Bez niej środek wyglądał na niewykończony. Właściwie był niewykończony. Chciałam też doszyć do niej jakąś wewnętrzną kieszonkę, ale że miał to być także plecak, nie udało mi się ustalić sensownego miejsca, w którym miałaby się znaleźć.  DSC01226

Uszytą przez siebie torbę, która miała być też plecakiem, zabrałam na majówkę. Przetestowałam. Funkcja „plecak” nie zdała niestety egzaminu. Sądzę, że główną przeszkodą okazał się pomysł, by szelki na dole mocować tylko do jednej sprzączki. Przez to plecak turlał się z prawa na lewo, z lewa na prawo, wpadał pod pachę to jedną, to drugą. No nie mogłam nad nim zapanować. To, co miało stanowić o jego użyteczności i wielofunkcyjności, okazało się niestety porażką. Nie pomogło też okrągłe dno.

Kolejnym rozwiązaniem, które nie sprawdziło się przy tej torbie, było użycie karabińczyków. Niezależnie od tego, czy torbę wieszałam na jednym ramieniu, czy przewieszałam po skosie, ślizgały się po sprzączkach, zjeżdżały do rogu, co powodowało, że mocowanie tych sprzączek, mimo że wzmocnione, pod ciężarem torby i zawartości marszczyło się i brzydko wyglądało.

Nie wiem, co Wy nosicie w swoich torebkach, ale ja mam wrażenie, że czasami dźwigam cegły. Mogłabym napisać, że sztabki złota, ale to już by była czysta fantastyka. Kursując na trasie dom–praca–dom, przede wszystkim targam ze sobą w mojej torbie komputer. Torby do niego, jak to się modnie dzisiaj mówi, dedykowanej nie używam, gdyż ten, kto próbował wsiąść do komunikacji miejskiej z więcej niż jednym tobołkiem, wie, czym grozi taka zuchwałość. W każdym razie w tej torbie na pewno nie da się komputera nosić. Problemem niestety staje się też cięższa książka czy portfel i trochę resoraków. Neopren nie daje sobie rady z ciężarem. Wypchany watą pięknie trzyma formę, ale jak powszechnie wiadomo, kobiety w torbach może i noszą waciki, ale oprócz tego 1/3 warsztatu, pół salonu kosmetycznego oraz dział dziecięcy z dowolnego marketu.

DSC01225

Zbliżając się już do końca, muszę przyznać, że zadowolona jestem połowicznie. Zrezygnowałam z karabińczyków i przyszyłam pasek bezpośrednio do sprzączek. Plecaka więc z tej torby nie będzie. Gdybym miała nieco więcej czasu i zacięcia, być może zachciałoby mi się przerobić dno na jakiś bardziej owalny bądź prostokątny kształt, żeby torba zgrabniej wisiała, ale nie mam ani jednego, ani drugiego. Jest więc koło. DSC01228

Podoba mi się za to połączenie kolorów, wykończenie i pikowanie (niby taka prościzna, a ręka drżała, jak pikowała). I podobałby mi się kształt, gdyby dno było inne (może do niego wrócę). Uszyłam sobie zatem torbę niecodzienną, podwórkowo-zakupową bardziej, ale w sumie takiej nie miałam, więc może być. Na tym egzemplarzu jednak poprzestanę. Szycie toreb to nie moja bajka.

Reklamy