Kasia Mazurek

Kitka z nitką


21 Komentarzy

Chwilo, trwaj!

DSC01575Jaram się. Cieszę się jak dziecko, że mamy wiosnę, a pogoda iście letnia. Nie nudzi mi się to nic a nic. Nie męczy. Nie narzekam, a chłonę i się napawam. Smakuję i rozkoszuję. Najpierw zapach bzu, potem słodkich akacji (próbowaliście kwiatów akacji w dzieciństwie?). Truskawki. Niebo w gębie. Ciepły wiatr we włosach. Rozbuchana do granic możliwości zieleń koi wzrok. Słońce rozpieszcza, a ja wciąż chcę więcej.

Uszycie jednej długiej sukienki natychmiast obudziło we mnie potrzebę uszycia kolejnej. Kto nosi długie sukienki, ten zalety zna. Kto nie nosi, niech szybko porzuca swe dotychczasowe przekonania i sprawdzi na własnej skórze (dosłownie), jak doskonała to część letniej garderoby. Tym razem kryterium, jakie powinien spełniać fason, miałam jedno – ma nie przysparzać problemów w szyciu. Wobec tak sprecyzowanej potrzeby przystąpiłam do poszukiwań odpowiedniego wykroju i nie zabrnęłam daleko, bo wykrój 110 B z Burdy 6/2018 oferował wszystko, czego było mi potrzeba. A nawet trochę więcej, ale rękawów pozbyłam się już na etapie kopiowania formy. Poza tym na sukienkę składa się już niewiele elementów, czyli przód, tył i dół z prostokąta. Zero zaszewek, zero pułapek. Sama rozkosz szycia.DSC01577DSC01576DSC01585DSC01586DSC01589

Do uszycia sukienki wykorzystałam 2,5 m tkaniny (silky lycra ze sklepu Textilmar – szczerze polecam na tego rodzaju sukienki). Ponieważ była dostatecznie szeroka, przód i tył wycięłam jako pojedyncze części. Z kolei ze względu na to, że mogłoby mi jej braknąć, dekolt i podkroje pach wykończyłam satynową lamówką. Dół ułożony jest w zakładki i dodatkowo zmarszczony na gumie. Dzięki temu jednak, że tkanina jest cieniutka niczym mgiełka, w pasie sukienka układa się gładko i niczego nie dodaje. Chyba że uroku 😉 DSC01596DSC01595DSC01592DSC01593DSC01590

Dacie wiarę, że wciąż jeszcze mamy wiosnę, a lato dopiero przed nami? Mnie nadal to zaskakuje, kiedy o tym pomyślę, i jednocześnie cieszy, bo tyle jeszcze ciepłych dni przed nami. I choć chwilowo wydaje mi się, że zaspokoiłam swoją potrzebę posiadania długich sukienek, to niewykluczone, że uszyję sobie jeszcze jakąś. DSC01556DSC01562DSC01569DSC01550

No to teraz łapka w górę temu, kto dał się przekonać do sukienek maxi 🙂 Wszystkie inne komentarze także z przyjemnością przeczytam i chętnie na nie odpowiem.

Tymczasem pozdrawiam Was słonecznie i serdecznie! Kasia

Reklamy


32 Komentarze

Trencz a’la Burberry

DSC01109

Granatowy trencz marzył mi się od dawna. Wiecie, dla mnie to taki klasyk nad klasyki, płaszcz idealny zarówno do sukienki, jak i do spodni, do szpilek, ale i balerin, a także moich ulubionych butów – trampków. Kiedy w ręce wpadł mi magazyn Szycie Wydanie Specjalne 1/2018 i kiedy zobaczyłam te wszystkie propozycje płaszczy, pomyślałam, a co mi tam, podejmę wyzwanie, jak sprawdzać wykroje z nowej gazety, to najlepiej na czymś trochę bardziej skomplikowanym. Wahałam się chwilę między modelem 25 a 26 i ostatecznie postawiłam na 25. Popatrzcie sobie teraz na zdjęcia, a za chwilę, nieco niżej, przeczytacie, co też sobie myślę na temat całego tego szycia z „Szyciem”. DSC01091DSC01090DSC01089DSC01086DSC01088DSC01094DSC01100

Pozwólcie, że zacznę najpierw od zmian, które wprowadziłam w stosunku do oryginalnego wykroju. Jest ich niewiele, właściwie to czysta kosmetyka. Pierwsza z nich to wydłużenie rękawów o 6 cm już na etapie przygotowywania formy, druga natomiast związana jest z paskami. Nie udało mi się tak na szybko zorganizować klamerek do nich, wobec czego zrezygnowałam z nich zupełnie i pasek zrobiłam wiązany, a przy rękawach wszyłam paski w szwy i przytwierdziłam je guzikami. Zrezygnowałam także z szycia odpinanego kołnierza.DSC01102DSC01124DSC01138DSC01111DSC01122

Szycie tego płaszcza to była przygoda, ale niestety z kategorii tych, których podczas szycia chciałoby się raczej uniknąć. Pomna uwag Beaty na temat szycia jej płaszcza, bardzo skrupulatnie podeszłam do kopiowania formy i sprawdzania później wszystkich punktów stycznych. I co? Pstro! Albo się nie bardzo chciały stykać, albo długość poszczególnych elementów płaszcza do siebie nie pasowała, a już przy kopiowaniu kieszeni i wlotów zupełnie zgłupiałam. Linie kieszeni na przodzie i na części bocznej w ogóle się nie pokrywały. Z tym sobie jednak poradziłam, poprawki naniosłam i parłam nieśpiesznie naprzód. Nie przewidziałam natomiast, i z tym przyszło mi się zmierzyć już podczas szycia, że długość kołnierza i podkrój na niego rozjadą mi się tak bardzo, tzn. aż o 3 cm (tkaniny miałam na styk, więc nie było mowy o krojeniu nowego kołnierza). To już mnie wkurzyło. Ostatecznie i z tym sobie poradziłam, ale niesmak pozostał. Lecz i to nie koniec. Wisienką na szczycie tego nieudanego tortu okazały się guziki, dziurki na nie i wygląd płaszcza, który nijak się ma do tego, co w gazecie. W gazecie jest tak: CCF20180427Rewers jest jakby węższy. Stójka się schodzi (można ją zapiąć). Według rysunku technicznego brzeg przodu płaszcza styka się z karczkiem. A widzicie ten guzik tuż nad dziurką na zdjęciu samego płaszcza? A kuku, niespodzianka! Na wykroju tego nie ma. Na rysunku technicznym też. To gdzie powinien być? Ano na gotowym wyrobie.

Kompletnie zgłupiałam. Najpierw przyszyłam guziki według tego, co wskazywał rysunek techniczny. Potem odprułam guziki, przeklinając rysunek techniczny. Przyszyłam je według tego, co na formie. Było lepiej, ale to wciąż nie to. Stójka się nadal nie schodzi, a płaszcz nie do końca jest tym, którego się spodziewałam, choć ostatecznie wygląda dobrze i nie sądzę, żeby ktoś postronny zorientował się, że coś tu nie gra. Popatrzcie na zbliżenia na manekinie. DSC01164DSC01175DSC01180DSC01179DSC01173DSC01171DSC01167DSC01165DSC01184DSC01186

Jak poza tym oceniam gazetę? Wiecie, trudno się doszukiwać pozytywów, gdy tak naprawdę najważniejsze kwestie leżą. Trudno też nie porównać jej do Burdy, która na naszym rynku jest od dawien dawna i jednak wyznaczyła pewne standardy. Czego mi brakuje? Na przykład dokładnych miniatur poszczególnych części wykroju, które ułatwiają kopiowanie. Tej krótkiej notki wyjaśniającej, na co przed skrojeniem należy zwrócić uwagę i w trakcie (które linie którego rozmiaru dotyczą, ile zapasów na szwy). Dokładnej informacji, jak choćby tej, gdzie należy przyszyć guziki. Tak, są to sprawy, z którymi osoba doświadczona sobie poradzi. Ale osoba, która dopiero rozpoczyna swoją przygodę z krawiectwem, może wyłożyć się już na starcie. Bo cóż z tego, że na początku opisów wykonania jest napisane, że wykroje nie zawierają naddatków, skoro każde ubranie wymaga jednak nieco innych zapasów. Ja to już wiem, Ty to wiesz, a ktoś inny będzie być może musiał zepsuć kawał materiału, by się o tym przekonać. I jeszcze zahaczę o opisy szycia. Gdzieś przeczytałam, że są bardziej zrozumiałe niż w Burdzie. Fakt, są mniej naszpikowane technicznym słownictwem, przez co sprawiają wrażenie klarowniejszych. Ale, ale… Są tak ogólnikowe, że konia z rzędem temu, kto przy szyciu, wspomagając się opisem (bo jeszcze na przykład nigdy tego nie robił), wszyje podszewkę do takiego płaszcza, mając opis tej czynności zawarty w dosłownie jednym zdaniu. Pozwólcie, że zacytuję: „Zszyć części z podszewki tak samo jak płaszcz i wszyć podszewkę”. A gdzie jakaś wskazówka o fałdzie na plecach albo o tym jak przyszyć tę podszewkę do rozcięcia z tyłu?! Mówicie, co chcecie, ale dla mnie Burda tu jednak wygrywa.

Na koniec jednak do całej tej beczki dziegciu dodam łyżeczkę miodu 🙂 To, czym zachęciło mnie do siebie „Szycie”, to klasyczne modele, które właściwie nie wychodzą z mody. Są na tyle uniwersalne, że mogą służyć także jako baza do tworzenia innych form. Uwiodły mnie zdjęcia, które pokazują ubranie, a nie ukrywają jego mankamenty (choć majowy numer Burdy też ma wreszcie porządne zdjęcia). Tych modeli na numer jest naprawdę dużo i gdyby tylko jakość wykrojów była lepsza, to nie wiedziałabym, od czego zacząć szycie. Gazety jednak już więcej nie kupię, choć nie wykluczam, że jeszcze kiedyś coś uszyję z tych, które mam.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do płaszcza. Uszyłam go z bawełny z nylonem ze sklepu Textilmar. To jest bardzo dobra tkanina na płaszcz. Nie strzępi się, nie gniecie za bardzo, a jak pogniecie, to się później sama wygładza. Na garnitury też się nada. I sukienki. Trochę się naddaje, więc będzie się ładnie dopasowywać do sylwetki. Podszewka zaś to według sprzedawcy satyna bawełniana, choć bez satynowego połysku i dość sztywna. Ale jednak bawełna, bo sprawdziłam, czy się pali 😉 Nie będę ukrywać, że to te kolory zawróciły mi w głowie. A zostało mi jej jeszcze tak dużo, że zastanawiam się teraz, co by tu z niej jeszcze uszyć. Może macie jakieś pomysły? DSC01154DSC01153DSC01149DSC01146DSC01160DSC01159

Jeśli macie jakieś doświadczenia z „Szyciem”, podzielcie się, proszę, nimi w komentarzach. Jestem ciekawa, czy tylko w konstrukcji płaszczy jest jakiś problem, czy jednak brak precyzji dolega wszystkim wykrojom. Chciałabym kiedyś jeszcze spróbować zmierzyć się ze spodniami i bluzkami z tej gazety.

Pozdrawiam wiosennie, Kasia!


35 Komentarzy

Prawie jak Lois Lane – sukienka w stylu lat 60.

Ja się nie skarżę. Ja tylko piszę, jak było. Ja nawet muszę powiedzieć, że gdyby nie ta nienajlepsza pogoda na wakacjach, to nie przyszłoby mi pewnie do głowy, żeby zawracać sobie ją myślą o materiałowych zakupach. I to nie, że tak na miejscu, bo o! wpadł mi w oko sklep z tkaninami przy okazji spaceru nadmorską promenadą, bo czego jak czego, ale sklepów z materiałami to na nadbałtyckich straganach akurat się nie znajdzie. Ja sobie pomyślałam, że skoro już tak sobie podczas tego deszczowego dnia jeździmy po tym Pomorzu, to może w drodze powrotnej do naszego wakacyjnego domku zatoczylibyśmy sobie jakieś takie kółeczko większe bądź mniejsze, żebym tej wakacyjnej radości z przywleczenia ze sobą suwenirów do domu zaznała, skoro nie dane mi było zaznać wakacyjnej opalenizny. I nawet kół zataczać nie musieliśmy, bo sklep z tkaninami to mi się trafił w Wejherowie właściwie przy drodze wiodącej do domku. W ostatniej chwili udało mi się złapać panią, która właśnie swój przybytek zamykała, ale jak jej opowiedziałam, że szukam pocieszenia w materiałowych zakupach, to mi sklep otworzyła i ucięłyśmy sobie miłą pogawędkę. Pocieszona bowiem znalezieniem się otoczeniu ze wszech miar przyjaznym, głaskając tkaniny i rozważając, która spełniłaby moje oczekiwania, rozluźniłam się i opowiedziałam pani o moich upodobaniach zakupowych. Od słowa do słowa doszłyśmy do sklepu Textilmar, ale też do wyboru pięknej tkaniny, którą pokażę dopiero, jak z niej uszyję sukienkę. Od pani dowiedziałam się, że ten sklep w Gdyni, niemalże obok którego będziemy przejeżdżać w drodze powrotnej z wakacji, to jest nie tylko internetowy, a w dodatku jest otwarty w sobotę. Kolejne więc wakacyjne zakupy zaplanowałam z premedytacją. Rodzina postawiona w stan gotowości stawiła się w sobotni poranek w miejscu zbiórki i po krótkim pożegnalnym apelu ruszyliśmy w drogę. Sklep został odwiedzony, zakupy zrobione, a tkaniny wygłaskane, by na przyszłość wiedzieć, co czym jest. DSC09299DSC09303DSC09302

Na sukienkę z dzisiejszego wpisu wybrałam żorżetę marchiano prawdopodobnie w kolorze latte, ale nie jestem pewna na sto procent. Jest zdecydowanie grubsza niż być powinna dla tego rodzaju sukienki, ale nic cieńszego, lejącego, nietransparentnego nie znalazłam. Postanowiłam więc zaryzykować. Sukienka zaś to model 115 z Burdy 8/2017. Od razu wiedziałam, że będę chciała ją uszyć. Kiedy więc wróciłam do domu, zabrałam się za szycie. I teraz coś Wam powiem. Myślałam sobie, że skoro przez najbliższy tydzień wyzwolona będę z obowiązków względem dziecka, bo dziecko bawiło u dziadków na wsi, to ja szyciowe góry normalnie przeniosę z tego nadmiaru czasu wolnego. Znaczy górę tkanin, które mi zalegają, zamienię na górę nowych ubrań. I wiecie co? Pomyliłam się tak, że aż szkoda gadać! Człowiek to jednak sam siebie potrafi zaskoczyć. Może to upał, a może jednak coś innego, ale dłubałam sobie tę sukieneczkę przez kilka dni nieśpiesznie, po kawalątku i w efekcie tego podczas nieobecności dziecka uszyłam tylko ją. Czyli jednak chyba wolę powoli, bez presji i ścigania się sama ze sobą. DSC09305DSC09314DSC09327DSC09318

W każdym razie sukienka jest. W pierwotnej wersji uszyłam ją z tymi marszczonymi główkami rękawów, ale przy tkaninie tej grubości wyglądało to koszmarnie. Przezwyciężyłam więc swoją niechęć do prucia i postanowiłam poprawić te rękawy. Najpierw poczyniłam tak jak Anetta ze swoją sukienką, ale nadal było licho, więc poszłam na całość i zlikwidowałam całe marszczenie. Odrysowałam sobie główkę od tego wykroju, wdałam i wszyłam rękawy. I teraz to ja już nie mam uwag. DSC09332DSC09338DSC09429DSC09430

Podczas szycia sukienki gdzieś w TV mignął mi „Superman” z 1978 roku. Popatrzyłam, łezka w oku się zakręciła, wszak dziecięciem będąc, oglądałam. Kiedy zaś zobaczyłam Lois Lane w jednej ze swoich kreacji, od razu skojarzyła mi się z tą sukienką. I choć Burda umieszcza ten fason gdzieś w latach 60., to i pod koniec lat 70. nadal nie byłby passe. Pierwsze co rzuca się w oczy, to właśnie te szerokie marszczone rękawy. Ale i to wiązanie jest bardzo częstym elementem strojów z tamtych lat. Od początku szyłam je z założeniem, że nie będę go wiązać ciasno wokół szyi, bo nie lubię nosić niczego tak blisko niej, a poza tym nie robi to dobrze mojej sylwetce, ale do zdjęć na chwilkę się oplątałam. No i teraz mam grzeczną sukienkę do biura ;).DSC09431DSC09432

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!