Kasia Mazurek

Kitka z nitką


35 Komentarzy

Prawie jak Lois Lane – sukienka w stylu lat 60.

Ja się nie skarżę. Ja tylko piszę, jak było. Ja nawet muszę powiedzieć, że gdyby nie ta nienajlepsza pogoda na wakacjach, to nie przyszłoby mi pewnie do głowy, żeby zawracać sobie ją myślą o materiałowych zakupach. I to nie, że tak na miejscu, bo o! wpadł mi w oko sklep z tkaninami przy okazji spaceru nadmorską promenadą, bo czego jak czego, ale sklepów z materiałami to na nadbałtyckich straganach akurat się nie znajdzie. Ja sobie pomyślałam, że skoro już tak sobie podczas tego deszczowego dnia jeździmy po tym Pomorzu, to może w drodze powrotnej do naszego wakacyjnego domku zatoczylibyśmy sobie jakieś takie kółeczko większe bądź mniejsze, żebym tej wakacyjnej radości z przywleczenia ze sobą suwenirów do domu zaznała, skoro nie dane mi było zaznać wakacyjnej opalenizny. I nawet kół zataczać nie musieliśmy, bo sklep z tkaninami to mi się trafił w Wejherowie właściwie przy drodze wiodącej do domku. W ostatniej chwili udało mi się złapać panią, która właśnie swój przybytek zamykała, ale jak jej opowiedziałam, że szukam pocieszenia w materiałowych zakupach, to mi sklep otworzyła i ucięłyśmy sobie miłą pogawędkę. Pocieszona bowiem znalezieniem się otoczeniu ze wszech miar przyjaznym, głaskając tkaniny i rozważając, która spełniłaby moje oczekiwania, rozluźniłam się i opowiedziałam pani o moich upodobaniach zakupowych. Od słowa do słowa doszłyśmy do sklepu Textilmar, ale też do wyboru pięknej tkaniny, którą pokażę dopiero, jak z niej uszyję sukienkę. Od pani dowiedziałam się, że ten sklep w Gdyni, niemalże obok którego będziemy przejeżdżać w drodze powrotnej z wakacji, to jest nie tylko internetowy, a w dodatku jest otwarty w sobotę. Kolejne więc wakacyjne zakupy zaplanowałam z premedytacją. Rodzina postawiona w stan gotowości stawiła się w sobotni poranek w miejscu zbiórki i po krótkim pożegnalnym apelu ruszyliśmy w drogę. Sklep został odwiedzony, zakupy zrobione, a tkaniny wygłaskane, by na przyszłość wiedzieć, co czym jest. DSC09299DSC09303DSC09302

Na sukienkę z dzisiejszego wpisu wybrałam żorżetę marchiano prawdopodobnie w kolorze latte, ale nie jestem pewna na sto procent. Jest zdecydowanie grubsza niż być powinna dla tego rodzaju sukienki, ale nic cieńszego, lejącego, nietransparentnego nie znalazłam. Postanowiłam więc zaryzykować. Sukienka zaś to model 115 z Burdy 8/2017. Od razu wiedziałam, że będę chciała ją uszyć. Kiedy więc wróciłam do domu, zabrałam się za szycie. I teraz coś Wam powiem. Myślałam sobie, że skoro przez najbliższy tydzień wyzwolona będę z obowiązków względem dziecka, bo dziecko bawiło u dziadków na wsi, to ja szyciowe góry normalnie przeniosę z tego nadmiaru czasu wolnego. Znaczy górę tkanin, które mi zalegają, zamienię na górę nowych ubrań. I wiecie co? Pomyliłam się tak, że aż szkoda gadać! Człowiek to jednak sam siebie potrafi zaskoczyć. Może to upał, a może jednak coś innego, ale dłubałam sobie tę sukieneczkę przez kilka dni nieśpiesznie, po kawalątku i w efekcie tego podczas nieobecności dziecka uszyłam tylko ją. Czyli jednak chyba wolę powoli, bez presji i ścigania się sama ze sobą. DSC09305DSC09314DSC09327DSC09318

W każdym razie sukienka jest. W pierwotnej wersji uszyłam ją z tymi marszczonymi główkami rękawów, ale przy tkaninie tej grubości wyglądało to koszmarnie. Przezwyciężyłam więc swoją niechęć do prucia i postanowiłam poprawić te rękawy. Najpierw poczyniłam tak jak Anetta ze swoją sukienką, ale nadal było licho, więc poszłam na całość i zlikwidowałam całe marszczenie. Odrysowałam sobie główkę od tego wykroju, wdałam i wszyłam rękawy. I teraz to ja już nie mam uwag. DSC09332DSC09338DSC09429DSC09430

Podczas szycia sukienki gdzieś w TV mignął mi „Superman” z 1978 roku. Popatrzyłam, łezka w oku się zakręciła, wszak dziecięciem będąc, oglądałam. Kiedy zaś zobaczyłam Lois Lane w jednej ze swoich kreacji, od razu skojarzyła mi się z tą sukienką. I choć Burda umieszcza ten fason gdzieś w latach 60., to i pod koniec lat 70. nadal nie byłby passe. Pierwsze co rzuca się w oczy, to właśnie te szerokie marszczone rękawy. Ale i to wiązanie jest bardzo częstym elementem strojów z tamtych lat. Od początku szyłam je z założeniem, że nie będę go wiązać ciasno wokół szyi, bo nie lubię nosić niczego tak blisko niej, a poza tym nie robi to dobrze mojej sylwetce, ale do zdjęć na chwilkę się oplątałam. No i teraz mam grzeczną sukienkę do biura ;).DSC09431DSC09432

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


41 Komentarzy

Świąteczny cukierek

Grudzień to nieodmiennie miesiąc gonitwy i ścigania się z dwudziestym czwartym dniem. Planów mam znowu milion, czasu niewiele, a tu jeszcze Burda podrzuciła na koniec roku dwa ciekawe numery. Nie zastanawiając się długo, nakupiłam materiałów i zabrałam się za realizację planów.

Dzisiaj wracam z tarczą. Sukienką 110 A z numeru 12/2015 byłam zachwycona od chwili, kiedy ujrzałam ją w zapowiedziach. Mogę śmiało napisać, że mi nie przejdzie, bo po jej uszyciu zapragnęłam już wersji letniej. Tymczasem jednak zostanę przy zrealizowanym projekcie i Wam pokrótce o nim napiszę.

DSC04410

DSC04408

DSC04407

Jak na mój gust oraz potrzeby model jest bardzo dobrze skonstruowany. Mocno przyłożyłam się do idealnego wycięcia formy z materiału i dzięki temu podczas szycia nie miałam żadnych problemów. Skróciłam jedynie całość o 10 cm (choć teraz myślę, że odrobinkę za dużo), a zamek z pleców przeniosłam na lewy bok. Dwie rzeczy mnie w tym modelu urzekły – asymetryczny przód i rękawy z zaszewkami.  Jeszcze nigdy nie wszywało mi się ich tak bezproblemowo. Cały myk polega na tym, że wszywa się je przy jeszcze niezszytych ramionach, a potem dopiero zszywa ramiona i zamyka zaszewkę na główce. Będę tak robić częściej, bo w końcu życie trzeba sobie ułatwiać. Poza tym te rękawy bardzo ładnie się układają.

DSC04402

DSC04414

DSC04411

Jednak na dwie sprawy nie mogę nie zwrócić uwagi. Pierwsza rzecz to to, że modelka na zdjęciu burdowej sukienki ma znacznie więcej miejsca w niej w okolicach biustu. Wnoszę stąd, zapewne sporo się omsknęła jej sylwetka z wymiarami z tabelki. Moja nie układa się już tak swobodnie, ale w sumie mi  to nie przeszkadza. Piszę o tym raczej dlatego, żeby zasygnalizować potencjalny problem. A druga kwestia to dolna część sukienki z zaszewkami. Zastanawiam się, czy nie zaprasować zakładek do samego dołu, bo mi się wywijają rozmaicie i nie mogę nad nimi zapanować.

DSC04401

Tkanina, z której uszyłam sukienkę, to według nomenklatury sklepu Textilmar zara soft (czyli wiskoza z 2% lycry) w cudownym kolorze lollipop. Miałam trochę obaw, bo to jednak kolejny zakup przez internet, ale tym razem się nie zawiodłam. Ten lizaczek jest piękny, a w święta będę wyglądać w nim cudownie. Grudniowa sukienka z nawiązką wynagrodziła mi poprzednie niepowodzenie.

***

Zdjęcia chciałam koniecznie zrobić na dworze, bo w domu światło do kitu i przestrzeni jakoś mniej. Na tę okazję postanowiłam odziać się w płaszcz, który uszyłam dawno temu (chodzę w nim trzeci sezon), a który jest moją dumą krawiecką. Składa się z trzech warstw (wełna, watolina oraz podszewka), ma trochę bajerów (granatowe wypustki przy stójce, pagonach oraz wlotach kieszeni) i złote guziki! Popełniłam przy jego szyciu też kilka wykroczeń, ale to w końcu mój pierwszy płaszcz, więc sobie wszystko wybaczyłam. Jest granatowy i bardzo ciepły. Model to wykrój nr 104 z Burdy 12/2012. Skrojony w rozmiarze 40, bo wtedy do takiego było mi bliżej. Poza tym ma te warstwy i ma się sprawdzić nawet na Syberii (chociaż wcale się nie wybieram).

DSC04424

DSC04416

DSC04417

DSC04419

DSC04426