Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


41 komentarzy

Świąteczny cukierek

Grudzień to nieodmiennie miesiąc gonitwy i ścigania się z dwudziestym czwartym dniem. Planów mam znowu milion, czasu niewiele, a tu jeszcze Burda podrzuciła na koniec roku dwa ciekawe numery. Nie zastanawiając się długo, nakupiłam materiałów i zabrałam się za realizację planów.

Dzisiaj wracam z tarczą. Sukienką 110 A z numeru 12/2015 byłam zachwycona od chwili, kiedy ujrzałam ją w zapowiedziach. Mogę śmiało napisać, że mi nie przejdzie, bo po jej uszyciu zapragnęłam już wersji letniej. Tymczasem jednak zostanę przy zrealizowanym projekcie i Wam pokrótce o nim napiszę.

DSC04410

DSC04408

DSC04407

Jak na mój gust oraz potrzeby model jest bardzo dobrze skonstruowany. Mocno przyłożyłam się do idealnego wycięcia formy z materiału i dzięki temu podczas szycia nie miałam żadnych problemów. Skróciłam jedynie całość o 10 cm (choć teraz myślę, że odrobinkę za dużo), a zamek z pleców przeniosłam na lewy bok. Dwie rzeczy mnie w tym modelu urzekły – asymetryczny przód i rękawy z zaszewkami.  Jeszcze nigdy nie wszywało mi się ich tak bezproblemowo. Cały myk polega na tym, że wszywa się je przy jeszcze niezszytych ramionach, a potem dopiero zszywa ramiona i zamyka zaszewkę na główce. Będę tak robić częściej, bo w końcu życie trzeba sobie ułatwiać. Poza tym te rękawy bardzo ładnie się układają.

DSC04402

DSC04414

DSC04411

Jednak na dwie sprawy nie mogę nie zwrócić uwagi. Pierwsza rzecz to to, że modelka na zdjęciu burdowej sukienki ma znacznie więcej miejsca w niej w okolicach biustu. Wnoszę stąd, zapewne sporo się omsknęła jej sylwetka z wymiarami z tabelki. Moja nie układa się już tak swobodnie, ale w sumie mi  to nie przeszkadza. Piszę o tym raczej dlatego, żeby zasygnalizować potencjalny problem. A druga kwestia to dolna część sukienki z zaszewkami. Zastanawiam się, czy nie zaprasować zakładek do samego dołu, bo mi się wywijają rozmaicie i nie mogę nad nimi zapanować.

DSC04401

Tkanina, z której uszyłam sukienkę, to według nomenklatury sklepu Textilmar zara soft (czyli wiskoza z 2% lycry) w cudownym kolorze lollipop. Miałam trochę obaw, bo to jednak kolejny zakup przez internet, ale tym razem się nie zawiodłam. Ten lizaczek jest piękny, a w święta będę wyglądać w nim cudownie. Grudniowa sukienka z nawiązką wynagrodziła mi poprzednie niepowodzenie.

***

Zdjęcia chciałam koniecznie zrobić na dworze, bo w domu światło do kitu i przestrzeni jakoś mniej. Na tę okazję postanowiłam odziać się w płaszcz, który uszyłam dawno temu (chodzę w nim trzeci sezon), a który jest moją dumą krawiecką. Składa się z trzech warstw (wełna, watolina oraz podszewka), ma trochę bajerów (granatowe wypustki przy stójce, pagonach oraz wlotach kieszeni) i złote guziki! Popełniłam przy jego szyciu też kilka wykroczeń, ale to w końcu mój pierwszy płaszcz, więc sobie wszystko wybaczyłam. Jest granatowy i bardzo ciepły. Model to wykrój nr 104 z Burdy 12/2012. Skrojony w rozmiarze 40, bo wtedy do takiego było mi bliżej. Poza tym ma te warstwy i ma się sprawdzić nawet na Syberii (chociaż wcale się nie wybieram).

DSC04424

DSC04416

DSC04417

DSC04419

DSC04426