Kasia Mazurek

Kitka z nitką


30 Komentarzy

Koralowa szmizjerka

Życie osoby naiwnej to w gruncie rzeczy bardzo ekscytująca przygoda. Stąpa sobie taki człowiek wyboistą drogą swej codzienności z niezmąconym przekonaniem, że co jak co, ale wszystko zapewne ułoży się po jego myśli, a drobne przeszkody w mig ominie na wszelki wypadek slalomem gigantem, by nie zahaczyć kijkiem nieroztropności o chorągiewkę pecha. Wszelkie bowiem sygnały należy brać za dobrą monetę, wszak to łaskawy los puszcza oko, klepie poufale po ramieniu, zdając się mówić, spoko, nic się nie martw, wiem, co robię. Autobus Ci uciekł? Na pewno po drodze zepsują mu się wszystkie drzwi i nie będzie można wysiąść. Zepsuta zmywarka nagle ożyła? Na bank sama się naprawiła i można zapomnieć o kupnie nowej przez następne pięć lat. W kalendarzu wiosna, a za oknem słońce? No ciepło jest przecież, robimy zdjęcia, a jakże! Lecz nagle ku wielkiemu zdziwieniu zza najbliższego rogu rzeczywistości wyskakują niespodzianki. Przegapionym autobusem jechała koleżanka, która powie, że widziała, jak Cię światła zatrzymały na przejściu, i jaka to szkoda, że nie zdążyłaś, bo przecież mogłyście jechać razem. Zmywarka ożyła tylko, by wydać ostatnie tchnienie swojego nad wyraz długiego agiedowego życia, ale ciesz się, bo słyszałaś, że producent ustawił żywotność na połowę tego czasu, więc to i tak jakby ominęły cię jedne zakupy. Spodziewałaś się, że będzie ciepło i wreszcie zrobisz sobie zdjęcia z prawdziwego zdarzenia, a nie w biegu między jednym a drugim podmuchem sześciostopniowego wiatru, bo jak wiadomo – nie ma jak plener. A w ogóle to zostaw tę halkę, nie musisz jej kończyć, wiosna jest. Wychodzimy!DSC07688

Ha, ha, ha, okulary nawet wzięłam na to słońce, które zdążyło już zajść za chmury. A jak zdjęłam kurtkę, to musiałam się najpierw przebiec, żeby się rozgrzać. Sukienkę będącą kolejną wersją szmizjerki (pierwszą możecie zobaczyć tu) uwiecznialiśmy na zdjęciach, chowając się przed wiatrem między żywopłotami, skacząc (tzn. ja skakałam), kręcąc się (to też ja) i podbiegając świńskim truchtem tu i tam, by nos mi się za szybko czerwony nie zrobił. DSC07698DSC07705DSC07692

Korzystałam z tego samego wykroju, co poprzednim razem (dostępny w internetach tu). Tym razem wybrałam model b i dodałam do niego kołnierzyk. Odjęłam kieszenie (ależ chirurgicznie zabrzmiało), bo prześwitywały i jakoś nie bardzo mi się to podobało. Reszta została według wykroju. Sukienkę uszyłam z poliestrowej żorżety wyciągniętej z zapasów i już mi się przypomniało, dlaczego więcej nie powinnam tego czynić. Z poliestru szyć oczywiście. Elektryzuje się toto na  potęgę, czepia wszystkiego i strzela bez ostrzeżenia. Dobrze, że się ładnie się układa, bo musiałabym ją skazać na zawiśnięcie w szafie, a potem bezpowrotne wydalenie. A tak, mając kartę przetargową, ma spore szanse na wychodne.DSC07708DSC07690DSC07679

Kolor sukienki to istna żarówa. Wali po oczach na odległość i nie ma dla mnie litości (czuję, że zamieniam się w niej w żółtko). W sztucznym świetle wpada trochę w pomarańczowy, w dziennym w koralowy. Za ciepły jest (w przeciwieństwie do tej wiosny, która właśnie przyszła). Nie do końca czuję, że to mój odcień, ale takie niestety ryzyko zakupów w internecie. Mam nadzieję, że jak mnie słońce omiecie swym łaskawym promyczkiem (o ile zacznie wychodzić na dłużej niż pół godziny), będę się czuć w nim troszkę lepiej. DSC07723DSC07718DSC07717DSC07713DSC07722

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


23 Komentarze

Sukienka z wpadką

Tak, tak. Zaliczyłam wpadkę. Najpierw był grom z jasnego nieba – jedno spojrzenie, strzała amora i trrraaach!  Najprawdziwsza miłość od pierwszego wejrzenia. Kolejne, coraz śmielsze spojrzenia, tylko wzmagały pożądanie. Stało się jasne, że musimy się spotkać. Jak najprędzej, nie zważając na wcześniejsze zobowiązania i plany. Los zdawał się sprzyjać gorączkowym poszukiwaniom okazji do jak najszybszej realizacji postanowienia. Znacie to uczucie? Wszystko układa się tak, że wydaje się wręcz niewiarygodne, że idzie aż tak dobrze. Byłam tak pochłonięta wizją niechybnego spotkania, że w ogóle nie przewidziałam, że coś się może nie udać. Ale że przyroda żąda bezwarunkowo równowagi (przynajmniej w moim przypadku), nadmiar powodzenia, którym natenczas zostałam obdarowana, został mi odebrany tak nagle i bezwzględnie, i to niemalże na ostatniej prostej, że ogarnęła mnie rozpacz i tak ogromne poczucie niesprawiedliwości. Jak zwykle w takich sytuacjach odechciało mi się wszystkiego, a już najbardziej to odechciało mi się szyć. A tak bardzo jej pragnęłam.

szmizjerkaSukienka w gruncie rzeczy zwyczajna, model widziany przeze mnie wiele razy w rozmaitych odmianach, a jednak w okolicach września, kiedy się nań natknęłam, wywołał przyspieszone bicie serca. Nie wiem, czy to model, tkanina czy może modelka, a może nawet wszystko razem, ale od razu zaiskrzyło. W te pędy rzuciłam się do sklepu po tkaninę, odrysowałam właściwy rozmiar, skroiłam całość i siadłam do maszyny. I szyłam nieniepokojona przez nikogo i nic. Do czasu. Sukienka była w zasadzie uszyta, rękawy przygotowane do wszycia. Zostało tylko obrzucić szwy boczne. Wieczór był już późny, ale pomyślałam, że jak to zrobię, to następnego dnia tylko te rękawy i sukienka będzie gotowa. Chichot losu zamienił się w jednej chwili w rżenie starej kobyły. Podczas obrzucania gdzieś pod nóż dostał się kawał materiału z pleców sukienki i tym sposobem wyrąbałam sobie dziurę w kształcie rombu o wymiarach 6 x 1,5 cm w odległości 2 cm od szwu bocznego. Na plecach. Nieco powyżej talii. Serce mi pękło.

Mąż pomógł mi w rozpaczy, a serce rozbite w drobny mak poskładał do kupy. Wciąż mnie  zaskakuje to, że choć na moje szyciowe cugi kręci nosem, to jednak w takich momentach stara się pomóc i razem ze mną szuka rozwiązania. I tym razem dostałam solidną dawkę wsparcia. Kiedy wreszcie złość na siebie samą mi przeszła, przyszło mi do głowy rozwiązanie. A wraz z nim dostałam upragnioną sukienkę. dsc06703

Zwężać nie było z czego, bo model okazał się dość dopasowany. Przez chwilę myślałam o tym, żeby ponaszywać jakieś aplikacje. Teraz w sklepach jest sporo ubrań z rozmaitymi naszywkami. Ale mąż, wyrażając swą opinię, stwierdził, że jednak w linii pod pachą nieco powyżej talii, nawet przy kilku naszytych aplikacjach, to nie najlepsze miejsce i może jednak coś innego dałoby się wykombinować. Na szczęście został mi kawałek materiału na tyle duży, że wymyśliłam jeszcze coś. Wyprułam i wycięłam górną część tyłu od karczka aż do talii. W to miejsce wszyłam nowo skrojony kawałek, a w talii dodatkowo przyszyłam do zapasów gumę, żeby sukienka marszczyła się równomiernie pod paskiem. I wiecie co? Efekt nie dość, że okazał się lepszy od oczekiwanego, to wręcz jestem gotowa stwierdzić, że warto było! dsc06719dsc06722dsc06721

Tak bardzo chciałam pokazać tę sukienkę w plenerze, że mimo niezbyt wysokiej temperatury w połowie października zabrałam ją ze sobą na wycieczkę w Kieleckie. Ruiny zamku Krzyżtopór były zachwycone ;). Ja byłam zachwycona ruinami. W sali balowej oraz na wieży bramnej emocje, zachwyt i słońce rozgrzały mnie na tyle, że zrzuciłam na chwilę z siebie odzienie wierzchnie. Szmizjerkę pokochałam miłością czystą i bezgraniczną. A bez emocji… Cóż to by było za szycie! 😉dsc06724dsc06805dsc06737dsc06807