Kasia Mazurek

Kitka z nitką


38 Komentarzy

Moja letnia miłość, moja maxi sukienka

DSC01389Do trzech razie sztuka. Tak sobie pomyślałam po dwóch poprzednich razach z długimi kiecami, spódnicami co prawda, ale właśnie o długość tu chodzi. Pierwszą długą spódnicę uszyłam sobie z szyfonu. Ale postąpiłam nieroztropnie i nieco bezmyślnie, bo uszyłam dość wąską tubę (wiecie, szerokość tkaniny to był mój obwód na dole), w której nie mogłam zrobić normalnego kroku. W domu, i owszem, od lustra do maszyny przechadzałam się i trudności nie dostrzegłam, ale jak trzeba było lecieć na autobus, to coś mnie tak jakby hamowało. Jakiś czas później uszyłam sobie inną długą spódnicę. Nauczona doświadczeniem dół zrobiłam dwa razy dłuższy  obwodzie niż poprzednim razem. Do tego skroiłam pasek, ale taki leżący poniżej linii pasa (wydawało mi się, że w pasie byłoby za dużo marszczenia) i w to wszyłam zmarszczone 3 metry spódnicy. Spódnicę założyłam raz, a potem rzuciłam ją do szafy, bo moje biodra wydawały mi się w niej ekstremalnie szerokie. Na jakiś czas myśli o posiadaniu długiej spódnicy czy sukienki porzuciłam i żyłam sobie w przekonaniu, że jednak długie to nie dla mnie. W zeszłym roku jednak coś mnie tknęło i na dzień przed wyjazdem na wakacje postanowiłam kupić sobie długą sukienkę. No bo sukienka a spódnica to jednak nie to samo, a wszyscy dookoła te długie sukienki tak pięknie noszą i chwalą. No i po gorączkowych poszukiwaniach znalazłam jedną taką całkiem fajną, a gdy zaczęłam jej później używać, to wiedziałam już, że przepadłam. DSC01395DSC01393DSC01396DSC01397

W tym sezonie dałam sobie więc trzecią i ostatnią szansę. I uszyłam tę sukienkę, dość spontanicznie, bo planowałam długą co prawda, ale z innego materiału i z zupełnie innej formy (ale nie ma się co przejmować, tamtą też uszyję). Ale może wiecie, jak to jest. Przyjaciółka była. Razem na materiały poszłyśmy. Ona sobie kupiła, a ja miałam nie kupić?! No nie da się. To sobie kupiłam 3 metry wiskozy takiej pomiędzy szyfonem i żorżetą z przekonaniem, że z tego to musi mi wyjść super ekstra kiecka. A kiedy uporałam się z robaczkiem, przystąpiłam do wymyślania mojej maxi sukienki. DSC01421DSC01419

Falbanki. Musiała mieć falbanki, bo tkanina cienka i zwiewna aż się o nie prosiła. Doskonale sprawdziły się falbanki w mojej ostatniej bluzce, to dlaczego by ich i tu nie wykorzystać? No to siup, falbanki są. Teraz dół. Pomna moich nieudanych przygód z marszczeniem długiej spódnicy, chciałam go zwyczajnie uniknąć. Z drugiej strony zaś chciałam, by sukienka była pozbawiona zapięć. Raz-dwa przez głowę i jest na mnie. Wybrałam więc rozwiązanie, przez które potem trochę brzydko na siebie mówiłam, ale ostatecznie sukienkę przecież okiełznałam i teraz już się nie gniewam. Zdecydowałam się na trapezowy dół z nieznacznie poszerzonym obwodem w pasie, który potem zmarszczyłam trzema rzędami gumonici. Ale ile ja się musiałam nawyrównywać tej ciągnącej się we wszystkie strony kiecki, to głowa mała. Dół naciągał się wściekle, falbanka przy dekolcie też. Porządne zwilżenie sukienki na manekinie (dzięki za radę, Domowa Krawcowa) nadało jej wreszcie ostateczny kształt (choć myślałam, że takie rzeczy to raczej przy formach z koła albo półkoła, a tu się okazało, że i wiotkie tkaniny takie zabiegi lubią) i mogłam ciąć. Potem już tylko mereżka i oto jest. DSC01407DSC01402DSC01403DSC01425

Dziewczyny (i chłopaki), jak ona się fantastycznie nosi! Jaka jest przewiewna i miła! Jak pięknie fruwa na wietrze! Powiem Wam, że dopóki nie przetestowałam jej w terenie, byłam na nią jeszcze odrobinę zła, że mi przysporzyła pracy i chwilami do siebie zniechęcała, bo miała być prosta w szyciu, a się opierała. Teraz już nie jestem. DSC01436DSC01444Na sukienkę wykorzystałam 3 m tkaniny. Myślałam, że będzie tego aż świat, tymczasem chcąc uszyć dół bez rozcięć, wykorzystałam ją do końca. Górę uszyłam w ten sam sposób co białą bluzkę z falbankami (oczywiście znacznie krótszą), dół natomiast to przerobiona wersja dołu sukni ślubnej 105 z Burdy 3/2017 (ma znacznie mniej objętości i nie ma zakładek). Obwód w pasie spódnicy jest dopasowany do obwodu topu. Dopiero po zszyciu całości sukienkę zmarszczyłam w pasie. Z obawy przed tym, że sukienka może prześwitywać, choć w domu testy tego nie potwierdziły, dół ma wszytą halkę do kolan z siatki.

I wiecie, co? Uwielbiam letnie maxi sukienki. A Wy?

DSC01456

Ps. Zdjęcie zrobione przez mojego pięciolatka. Zdecydowanie czas wręczyć mu jego własny aparat fotograficzny, niech się chłopak szkoli 😉

Pozdrawiam letnio, serdecznie i słonecznie, Kasia!

Reklamy


15 Komentarzy

Sukienka koncertowa

DSC01065

Na koncercie w zeszłą środę byłam. Ależ to była wyborna zabawa. Długo na niego czekałam, czując przez ten czas niepewność, czy to się uda, w końcu tyle rzeczy może się zepsuć przez pół roku i pokrzyżować plany. Nic się na szczęście nie sknociło – los okazał się łaskawy, dziecko zdrowe, a okoliczności zdawały się sprzyjać. W poniedziałek wieczorem śmiało już zaczęłam planować dwudniowy wypad do Łodzi, a wraz z tym planowaniem w głowie urodził mi się taki pomysł, żeby sobie trochę zaszaleć i uszyć sukienkę. Prostą, ale krótką i błyszczącą. Jak na moje codzienne odzieżowe wybory – szaloną! DSC01070DSC01064DSC01061DSC01060

Z szafy wyciągnęłam półtora metra uciapanej czymś błyszczącym, lekko elastycznej żorżety. Z innej szafy wywlekłam gazety i zaczęłam szukać. Zdecydowałam się na wykrój 124 z Burdy 2/2014, gdyż forma zdawała się nie ukrywać żadnych trudności. I wiecie co? Poszło naprawdę łatwo, a poszłoby jeszcze szybciej, gdyby połowy czasu nie zajęło mi szycie troczków. Żorżeta nie chciała się zaprasowywać, więc wszystkie musiałam fastrygować. Szycie to jednak niezła szkoła cierpliwości.

Tkanina, z której uszyłam sukienkę, jest grubsza niż popelina zaproponowana w Burdzie. Inaczej się w związku z tym układa. Rękawki nieco bardziej sterczą, a ciężar całości powoduje, że sukienka w górnej części się bluzuje. Być może gdybym jeszcze ściągnęła troczki, byłoby tego efektu mniej, ale w tym pośpiechu w ogóle nie pomyślałam, żeby to sprawdzić. W połączeniu z kurtką taki efekt bardzo mi się podoba. Bez kurtki trochę mniej, ale za to jest bardzo wygodnie i można dużo zjeść 😀 DSC01049DSC01053DSC01046

Na koncercie, co tu ściemniać, szalałam jak nastolatka, a sukienka przetrwała to wszystko i w niczym mnie nie ograniczała. Jestem z niej bardzo zadowolona i sobie tak myślę, że to może być całkiem fajna kiecka nie tylko na koncerty. W ogóle to bardzo fajny fason jest (te marszczenia tak wdzięcznie wszystko ukrywają) i chcę ją jeszcze uszyć z cienkiej wzorzystej dzianiny, ale koniecznie o rozmiar mniejszą. Czuję tu niezły potencjał. DSC01044DSC01077DSC01079DSC01081

***

Miniony tydzień okazał się kumulacją samych pozytywnych przeżyć, wrażeń i spotkań. W weekend wzięłam udział w organizowanych po raz pierwszy Warsaw Sewing Days. Możliwość spędzenia dwóch dni wśród osób tak pozytywnie szyciowo zakręconych, w miejscu, gdzie głównym i wciąż niewyczerpanym tematem rozmów było szycie, to była niesamowita przygoda. Ale dla mnie największą wartością targów okazało się spotkanie z Wami! Dziękuję za te wspaniałe chwile!

4T4A5640

Od lewej: Magda (Lans Dwa Trzy), Kinga (domoweszycie.pl), Ela (me2u.pl), Natalia (nataliaszyje.pl), ja, Agnieszka (bymondfee.com), Paulina (mashyna.pl), Julia (charczerka.com), a na dole Alina, Monika (dzięki mężowi której mamy tę fotografię) i Kasia.


26 Komentarzy

Kopertowa sukienka

DSC00914

Bywa to nieco frustrujące, gdy kupuje się dwa metry materiału, po dekatyzacji zostaje metr osiemdziesiąt, a w przepisie na sukienkę stoi, że trzeba dwa czterdzieści. I nie ma takiej możliwości, żeby teraz zmienić zdanie, bo właśnie z myślą o tej sukience kupiło się tę dzianinę, choć nieco ryzykowne było kupowanie mniej niż zalecała gazeta. Poza tym wrodzona upartość nie pozwala tak po prostu porzucić podjętej już decyzji. Skoro postanowiłam, to choćbym miała się skichać, zmieszczę ten wykrój i już. Dwa popołudnia zajęło mi główkowanie, jak tu te puzzle sukienkowe poukładać na za małej płachcie, aż w końcu się udało, choć nie bez ofiar. Na szczęście po szyciu innej sukienki zostało mi trochę dzianiny punto, więc odszycia, których nijak nie mogłam zmieścić na właściwej dzianinie, wycięłam z tamtych resztek. Sukces.

Bywa też nieco frustrujące, gdy się człowiek naprawdę, ale to naprawdę przyłoży do przygotowania formy, uwzględni swoje wymiary i skoryguje formę, a potem okaże się, że w całym tym ferworze przygotowań zapomniał o jednym, ale jakże istotnym miejscu, w wyniku czego dekolt zjechał o trzy piętra w dół i nijak sukienki bez założenia czegoś pod spód założyć i nosić się nie da. To naprawdę potrafi podciąć skrzydła. Ale… DSC00912DSC00910DSC00908

Sukienkę uszyłam już dość dawno i miałam trochę czasu, by gorycz tej porażki nieco mi się uleżała. Jak się uleżała, a sukienka nawisiała na manekinie, doszłam do wniosku, że nie chcę jej nikomu oddawać, bo mi się podoba i byłoby mi jej szkoda. Poza tym z taką koronką wystającą spod spodu jest całkiem nieźle. DSC00904

Wykrój pochodzi z Burdy 8/2017 (model 109 B). Do uszycia sukienki wykorzystałam dzianinę punto, niezbyt grubą, ale mogłaby być cieńsza, bo przy tych zakładkach, kiedy trzeba połączyć górę z dołem, robi się niebezpiecznie dużo warstw. Całość, poza podłożeniami i zakładkami oczywiście, poleciałam na owerloku. Ależ to przyspiesza i ułatwia robotę. DSC00902

No i jak? Podoba Wam się sukienka z takim głębokim dekoltem?

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!