Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


26 komentarzy

Rzecz o tym, dlaczego warto szyć 

To nie jest tak, że odkąd szyję sobie ubrania na poważnie (czyli tak od około dwóch lat), do sklepów odzieżowych zaglądam tylko wtedy, gdy uznaję, że czas uzupełnić bieliźniane zapasy albo zaopatrzyć się w nową parę dżinsów. Co prawda mam świadomość, że co jak co, ja sobie mogę uszyć wszystko, ale to chyba nie do końca o to chodzi, a poza tym popadanie w skrajności raczej rzadko kończy się dobrze. No więc zdarza się, że raz na jakiś czas robię sobie rundkę po sklepach, zwykle nie poszukując niczego konkretnego, raczej szukając inspiracji i chcąc przy tym połechtać swoje ego, porównując jakość tego, co na sklepowym wieszaku i co na wieszaku u mnie. I wtedy też od czasu do czasu zdarzy mi się coś kupić, no bo umówmy się, nie każdy ciuch to znowu taki łach nie warty uwagi. W ten sposób parę sztuk odzieży produkcji masowej stało się moją własnością.

I tak sobie naprzemiennie noszę: coś swojego, coś kupionego, coś swojego, czasem jakiś miks. Taka zmiksowana poszłam sobie ostatnio do pracy. Ot, dzień jak co dzień, troszkę pracy, kawka, praca, obiad, praca. Wróć. Do obiadu wszystko, jak zwykle. Idę sobie do biurowej kuchni z kolegami z pokoju, wstawiam obiad do mikrofali, czekam wpatrzona w jedzonko. Wchodzi do kuchni jakaś dziewczyna. Wchodzi, staje i na mnie patrzy. Patrzy i się uśmiecha. Ja patrzę i założę się, że mam jakąś taką niewyraźną minę. Ale próbuję się uśmiechać, chociaż nie wiem, o co chodzi. W końcu ona mówi: dobry gust. Ja myślę o jedzeniu. W końcu ona pokazuje moją bluzkę. Ja patrzę na jej. Mówię bardzo elokwentnie: no, już więcej jej nie założę. Śmiech. Kurtyna.

Koleżeństwo pracowe spytało mnie, czy ja tak na poważnie. Odparłam, że niestety tak. Bluzka od teraz trafi do działu z rzeczami „wszędzie, byle nie do pracy”. Z nieznanych sobie zupełnie przyczyn mam tak, że ciężko znoszę świadomość, że ktoś w pobliżu ma takie samo ubranie albo jakieś akcesorium. Tak, wiem, kupując w sieciówkach, raczej proszę się o takie niespodzianki. Ale serio – kiedyś dałam siostrze płaszcz, kiedy okazało się, że taki sam zobaczyłam u innej dziewczyny (już go mam z powrotem, ale wciąż jeszcze się nie przemogłam i w nim nie chodzę). W autobusie zobaczyłam kiedyś dziewczynę, która miała takie same srebrne kolczyki. Trochę miałam z tym problem, ale ponieważ to prezent od męża, to jednak w nich chodzę. A poza tym kolczyki na szczęście są dość małe. Zdarzyło mi się też, że jak któregoś zimowego ranka schodziłam do metra po schodach, to przed sobą zobaczyłam dziewczynę w identycznych botkach. Od razu wyhamowałam i puściłam ją bardzo przodem, żeby uniknąć kłopotliwego spotkania. Taka ma pokrętna natura.

DSC07786DSC07798DSC07795

Ale kiedy uszyję sobie taką sukienkę, no to po prostu przepełnia mnie radość, bo POTRAFIĘ i do tego mam coś innego od całej reszty. Dusza śpiewa, ooo, mogę wszystko, a duma, rozpierając mnie od środka, wyłazi na zewnątrz, bo nie mogę utrzymać języka za zębami i powtarzam co chwilę, wow, ale sobie sukienkę uszyłam. DSC07809DSC07813DSC07829DSC07821DSC07824

Sukienkę uszyłam na podstawie wykroju z Susanna Moden 3/2015 mod. 2588 (tutaj można podejrzeć, co to za model). Ale najpierw kupiłam materiał. W środę dotarły do mnie pozytywne prognozy pogodowe. Jak sobie to uzmysłowiłam, to w drodze z pracy, mimo tego że akurat deszcz lał mi się na głowę, a ja nie miałam parasolki, wpadłam do sklepu z tkaninami złakniona wiosennych nowości. I po całym tym stonowanym zimowym sezonie za ostatnie pieniądze tuż przed wypłatą kupiłam dwa kupony bawełny pełne kwiatów, kolorów i życia. (Ten dzisiejszy to 100% realizacji palety kolorystycznej, którą wybrałam sobie za podstawę mojej bazy). W czwartek przygotowałam wykrój. Byłam tak nakręcona, że nawet mężowi się chyba udzielił mój entuzjazm, bo ja rysowałam, a on wycinał. W piątek i sobotę popołudniami oraz wieczorem szyłam. Troszkę musiałam popracować z wykrojem w okolicach biustu, troszkę popruć, wyciąć, przeszyć jeszcze raz, ale kto by tam o tym pamiętał teraz, kiedy sukienka taka, że ojej. Nawet to, że muszę jeszcze poprawić dekolt z tyłu, bo odstaje, a co wyszło dopiero dzisiaj, w ogóle mnie nie zraża, bo sukienka na to zasługuje. Ja na to zasługuję. W końcu szyję po to, żeby mieć rzeczy (subiektywnie przede wszystkim) idealne. DSC07818DSC07817DSC07833DSC07846

Jakież to cudowne uczucie zrzucić po zimie długie buty, rajtki, kurtki, płaszcze i inne rzeczy tak jednoznacznie kojarzące się z zimą. Mnie wiosna opętała zupełnie. Mam tak co roku. Cieszę się jak dziecko, wystawiam twarz do słońca, a energia mnie rozsadza. Ale jakie to miłe uczucie zdjąć buty i boso przechadzać się po trawniku! DSC07851DSC07841

Dziś spragnionych pogody, ciepła i dobrych warunków do zdjęć znalazło się wielu. Wiedziałam, że park, do którego wpadamy na zdjęcia przy okazji odwiedzin u mojej siostry jest popularny, bo poznaję go na zdjęciach na innych blogach. Ale dzisiaj to było istne oblężenie. Aparaty, fotografowie, blogerki i ciuchy zmieniane w krzakach. Na szczęście miejsca dość, by każdy dostał kawałek dla siebie 😉 DSC07869DSC07828DSC07825


30 komentarzy

Koralowa szmizjerka

Życie osoby naiwnej to w gruncie rzeczy bardzo ekscytująca przygoda. Stąpa sobie taki człowiek wyboistą drogą swej codzienności z niezmąconym przekonaniem, że co jak co, ale wszystko zapewne ułoży się po jego myśli, a drobne przeszkody w mig ominie na wszelki wypadek slalomem gigantem, by nie zahaczyć kijkiem nieroztropności o chorągiewkę pecha. Wszelkie bowiem sygnały należy brać za dobrą monetę, wszak to łaskawy los puszcza oko, klepie poufale po ramieniu, zdając się mówić, spoko, nic się nie martw, wiem, co robię. Autobus Ci uciekł? Na pewno po drodze zepsują mu się wszystkie drzwi i nie będzie można wysiąść. Zepsuta zmywarka nagle ożyła? Na bank sama się naprawiła i można zapomnieć o kupnie nowej przez następne pięć lat. W kalendarzu wiosna, a za oknem słońce? No ciepło jest przecież, robimy zdjęcia, a jakże! Lecz nagle ku wielkiemu zdziwieniu zza najbliższego rogu rzeczywistości wyskakują niespodzianki. Przegapionym autobusem jechała koleżanka, która powie, że widziała, jak Cię światła zatrzymały na przejściu, i jaka to szkoda, że nie zdążyłaś, bo przecież mogłyście jechać razem. Zmywarka ożyła tylko, by wydać ostatnie tchnienie swojego nad wyraz długiego agiedowego życia, ale ciesz się, bo słyszałaś, że producent ustawił żywotność na połowę tego czasu, więc to i tak jakby ominęły cię jedne zakupy. Spodziewałaś się, że będzie ciepło i wreszcie zrobisz sobie zdjęcia z prawdziwego zdarzenia, a nie w biegu między jednym a drugim podmuchem sześciostopniowego wiatru, bo jak wiadomo – nie ma jak plener. A w ogóle to zostaw tę halkę, nie musisz jej kończyć, wiosna jest. Wychodzimy!DSC07688

Ha, ha, ha, okulary nawet wzięłam na to słońce, które zdążyło już zajść za chmury. A jak zdjęłam kurtkę, to musiałam się najpierw przebiec, żeby się rozgrzać. Sukienkę będącą kolejną wersją szmizjerki (pierwszą możecie zobaczyć tu) uwiecznialiśmy na zdjęciach, chowając się przed wiatrem między żywopłotami, skacząc (tzn. ja skakałam), kręcąc się (to też ja) i podbiegając świńskim truchtem tu i tam, by nos mi się za szybko czerwony nie zrobił. DSC07698DSC07705DSC07692

Korzystałam z tego samego wykroju, co poprzednim razem (dostępny w internetach tu). Tym razem wybrałam model b i dodałam do niego kołnierzyk. Odjęłam kieszenie (ależ chirurgicznie zabrzmiało), bo prześwitywały i jakoś nie bardzo mi się to podobało. Reszta została według wykroju. Sukienkę uszyłam z poliestrowej żorżety wyciągniętej z zapasów i już mi się przypomniało, dlaczego więcej nie powinnam tego czynić. Z poliestru szyć oczywiście. Elektryzuje się toto na  potęgę, czepia wszystkiego i strzela bez ostrzeżenia. Dobrze, że się ładnie się układa, bo musiałabym ją skazać na zawiśnięcie w szafie, a potem bezpowrotne wydalenie. A tak, mając kartę przetargową, ma spore szanse na wychodne.DSC07708DSC07690DSC07679

Kolor sukienki to istna żarówa. Wali po oczach na odległość i nie ma dla mnie litości (czuję, że zamieniam się w niej w żółtko). W sztucznym świetle wpada trochę w pomarańczowy, w dziennym w koralowy. Za ciepły jest (w przeciwieństwie do tej wiosny, która właśnie przyszła). Nie do końca czuję, że to mój odcień, ale takie niestety ryzyko zakupów w internecie. Mam nadzieję, że jak mnie słońce omiecie swym łaskawym promyczkiem (o ile zacznie wychodzić na dłużej niż pół godziny), będę się czuć w nim troszkę lepiej. DSC07723DSC07718DSC07717DSC07713DSC07722

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


20 komentarzy

Snowflake

dsc07395

To już postanowione! Żegnam się z zimą. Prognoza pogody od tygodnia niezmiennie na swoich wykresach pokazuje, że idzie zmiana. Do tego łupie mnie w kościach (tych, co niegdyś połamane były), czacha mi ciąży, a do sypialni mimo zasłoniętych okien co rano próbuje przedostać się coraz więcej światła. Nie ma bata, wiosna idzie. Nikt mnie mnie nie przekona, że skoro mamy luty, to zima musi być w pełni. dsc07381dsc07390dsc07388

Tak się złożyło zupełnie niezamierzenie, że żegnam się z zimą prostą białą sukienką, której zapowiedź mogliście już zobaczyć w poprzednim poście. To kolejne podejście to tego modelu. Poprzednia realizacja miała charakter raczej sportowy, ta zaś jest nieco bardziej neutralna. Uszyłam ją ze średnio grubej z dzianiny bawełniano-wiskozowej typu punto w jodełkę. Karczek odszyłam tym samym materiałem, zaś dolną część zaopatrzyłam w podszewkę, ponieważ niezaopatrzona mogła zdradzać pewne tajemnice. A że prosta ta sukienka jak… (niech sobie każdy wstawi tu, co chce), to i więcej na jej temat nie ma co pisać. No chyba że to, że za tę jej prostotę i odrobinę miejsca w talii, to ja ją lubię od pierwszego włożenia.  dsc07404dsc07397dsc07393

No dobra, wiosna wiosną, ale dzisiaj to jednak trochę wiało. I jak tym jednym stopniem powyżej zera zawiało, a słońce bryknęło za chmurkę, to tak chłodnawo się robiło. Także trzymam się tego, że zima już za nami, ale ubierać się muszę cieplej. Albo zdjęcia robić w domu do czasu, aż sąsiedzi przestaną mieć pretekst, żeby patrzeć ze zdziwieniem na wariatkę, co to ubrać się, jak przystało na luty, nie potrafi.dsc07382


22 komentarze

Wino w szafie

dsc07267

Sądzę, że na drodze do kolorystycznego porządkowania mojej garderoby doszłam już do takiego etapu, że można dostrzec w tym jakąś prawidłowość. Moja szafa staje się coraz bardziej harmonijna, a dzięki temu znacznie łatwiej mi się ubierać i tworzyć różne zestawy. W końcu takie miałam założenie, żeby z tego całego miszmaszu odcieni wybrać te, które do mnie pasują, ale i w których dobrze się czuję. Pośród tego kolorystycznego spokoju skupionego wokół granatu i złamanej bieli pojawiają się akcenty. Próbuję znaleźć dla siebie odpowiedni odcień różu, od czasu do czasu przywdziewam też coś czerwonego bądź koralowego. Tyle że czerwone ubranie krzyczy „Patrzcie na mnie!”,  więc kiedy zakładam coś takiego, muszę liczyć się z tym, że nie przemknę niezauważona ;). Ponieważ nie zawsze mam ochotę rzucać się aż tak bardzo w oczy, postanowiłam sprawdzić, czy dogadam się z bordowym. Najpierw przezornie kupiłam sweterek w takim kolorze, a kiedy okazało się, że dobrze się w nim czuję, poszłam za ciosem i zamówiłam bawełnę z elastanem w pięknym kolorze wina.  dsc07266dsc07265dsc07263dsc07264

Z wyborem sukienki do uszycia nie miałam właściwie problemu, bo kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź tej (Burda 1/2017 model 116), od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. Wiecie, ten dekolt. Koło takich elementów nie przechodzę obojętnie. Tylko że o ile dekolt był moim priorytetem, o tyle na ołówkowym dole mi już tak nie zależało, bo właśnie uszyłam sobie taką spódnicę, a poza tym chciałam czegoś odrobinę swobodniejszego. Z racji ograniczonej materii postawiłam na taki prosty dół z niewielkimi kontrafałdami. Dodałam też pasek, bo mimo przedłużenia góry wciąż miałam wrażenie, że jest za krótka. Dół jest na podszewce, góra nie. Aha! Są obowiązkowe kieszenie :). Trochę szerszy dół plus sztywniejszy materiał – w takiej konfiguracji sprawdzają się i układają najlepiej.dsc07260dsc07258dsc07256dsc07253dsc07248dsc07244dsc07236dsc07240

Pozdrawiam z nadzieją na coraz więcej słońca :).


14 komentarzy

Gorrrąca… sukienka

dsc07119

Jak dobrze wiemy, zrobienie zimą zadowalających zdjęć ciemnym albo jaskrawym ubraniom jest nie lada wyczynem. W końcu nie chodzi tylko o to, żeby pokazać kolorową plamę, bo w szyciu przecież liczą się często detale. Te chciałam uchwycić, pokazując Wam prostą sukienkę, ale w domowym zaciszu nie udało mi się złapać tego za wiele. Użyjcie więc wyobraźni ;). dsc07118dsc07009

Sukienka powstała jeszcze przed świętami i miała być tą jedną czerwoną w roku. Miała być także sukienką świąteczną i zimową zarazem. Uszyłam ją więc z grubaśnej wełnianej dzianiny w kolorze zgaszonej czerwieni. Na święta okazała się jednak za ciepła. Na szczęście w mrozy sprawdza się wyśmienicie. dsc07019dsc06995dsc07054

Pisałam już, że wyjątkowo przypadła mi do gustu forma sukienki z sierpniowej Burdy. Uszyłam ją raz, uszyłam drugi, przerobiwszy na sukienkę kopertową, uszyłam teraz po raz trzeci, wprowadzając znów niewielkie zmiany. Miałam wielkie zakusy na sukienkę z październikowej Burdy, ale równie wielkie obawy co do tego, czy jest to dla mnie własciwy model. A i tak najbardziej podobał mi się dekolt. Przeniosłam więc jego kształt na formę z sierpniowej Burdy, a na dół wykorzystałam wykrój spódnicy z sukienki „Jane” z Burdy Vintage 2015. Musiałam ją jednak sporo zwężać, żeby dopasować ją do góry, co ostatecznie doprowadziło ją do kształtu spódnicy z pierwotnej sukienki, odrobinę tylko poszerzonej na dole. Tym samym otrzymałam sukienkę bardzo prostą w formie, wyrazistą ze względu na kolor, ale przy tym wszystkim jednak dość uniwersalną. dsc07117

Dzianina, mimo że gruba, przytulając się do ciała, jest bezwzględna dla wszelkich nierówności, które chciałoby się ukryć. Ponieważ sukienkę uszyłam bez podszewki, niezbędna przy jej noszeniu na dzień dzisiejszy jest halka. Najlepszym rozwiązaniem byłoby po prostu pozbycie się tych nierówności, ku czemu pewne kroki podjęłam, ale nie będzie łatwo, biorąc pod uwagę, że czekolada zawsze zwycięża ;).