Kasia Mazurek

Kitka z nitką


28 Komentarzy

Chwilo, trwaj!

DSC01575Jaram się. Cieszę się jak dziecko, że mamy wiosnę, a pogoda iście letnia. Nie nudzi mi się to nic a nic. Nie męczy. Nie narzekam, a chłonę i się napawam. Smakuję i rozkoszuję. Najpierw zapach bzu, potem słodkich akacji (próbowaliście kwiatów akacji w dzieciństwie?). Truskawki. Niebo w gębie. Ciepły wiatr we włosach. Rozbuchana do granic możliwości zieleń koi wzrok. Słońce rozpieszcza, a ja wciąż chcę więcej.

Uszycie jednej długiej sukienki natychmiast obudziło we mnie potrzebę uszycia kolejnej. Kto nosi długie sukienki, ten zalety zna. Kto nie nosi, niech szybko porzuca swe dotychczasowe przekonania i sprawdzi na własnej skórze (dosłownie), jak doskonała to część letniej garderoby. Tym razem kryterium, jakie powinien spełniać fason, miałam jedno – ma nie przysparzać problemów w szyciu. Wobec tak sprecyzowanej potrzeby przystąpiłam do poszukiwań odpowiedniego wykroju i nie zabrnęłam daleko, bo wykrój 110 B z Burdy 6/2018 oferował wszystko, czego było mi potrzeba. A nawet trochę więcej, ale rękawów pozbyłam się już na etapie kopiowania formy. Poza tym na sukienkę składa się już niewiele elementów, czyli przód, tył i dół z prostokąta. Zero zaszewek, zero pułapek. Sama rozkosz szycia.DSC01577DSC01576DSC01585DSC01586DSC01589

Do uszycia sukienki wykorzystałam 2,5 m tkaniny (silky lycra ze sklepu Textilmar – szczerze polecam na tego rodzaju sukienki). Ponieważ była dostatecznie szeroka, przód i tył wycięłam jako pojedyncze części. Z kolei ze względu na to, że mogłoby mi jej braknąć, dekolt i podkroje pach wykończyłam satynową lamówką. Dół ułożony jest w zakładki i dodatkowo zmarszczony na gumie. Dzięki temu jednak, że tkanina jest cieniutka niczym mgiełka, w pasie sukienka układa się gładko i niczego nie dodaje. Chyba że uroku 😉 DSC01596DSC01595DSC01592DSC01593DSC01590

Dacie wiarę, że wciąż jeszcze mamy wiosnę, a lato dopiero przed nami? Mnie nadal to zaskakuje, kiedy o tym pomyślę, i jednocześnie cieszy, bo tyle jeszcze ciepłych dni przed nami. I choć chwilowo wydaje mi się, że zaspokoiłam swoją potrzebę posiadania długich sukienek, to niewykluczone, że uszyję sobie jeszcze jakąś. DSC01556DSC01562DSC01569DSC01550

No to teraz łapka w górę temu, kto dał się przekonać do sukienek maxi 🙂 Wszystkie inne komentarze także z przyjemnością przeczytam i chętnie na nie odpowiem.

Tymczasem pozdrawiam Was słonecznie i serdecznie! Kasia

Reklamy


38 Komentarzy

Moja letnia miłość, moja maxi sukienka

DSC01389Do trzech razie sztuka. Tak sobie pomyślałam po dwóch poprzednich razach z długimi kiecami, spódnicami co prawda, ale właśnie o długość tu chodzi. Pierwszą długą spódnicę uszyłam sobie z szyfonu. Ale postąpiłam nieroztropnie i nieco bezmyślnie, bo uszyłam dość wąską tubę (wiecie, szerokość tkaniny to był mój obwód na dole), w której nie mogłam zrobić normalnego kroku. W domu, i owszem, od lustra do maszyny przechadzałam się i trudności nie dostrzegłam, ale jak trzeba było lecieć na autobus, to coś mnie tak jakby hamowało. Jakiś czas później uszyłam sobie inną długą spódnicę. Nauczona doświadczeniem dół zrobiłam dwa razy dłuższy  obwodzie niż poprzednim razem. Do tego skroiłam pasek, ale taki leżący poniżej linii pasa (wydawało mi się, że w pasie byłoby za dużo marszczenia) i w to wszyłam zmarszczone 3 metry spódnicy. Spódnicę założyłam raz, a potem rzuciłam ją do szafy, bo moje biodra wydawały mi się w niej ekstremalnie szerokie. Na jakiś czas myśli o posiadaniu długiej spódnicy czy sukienki porzuciłam i żyłam sobie w przekonaniu, że jednak długie to nie dla mnie. W zeszłym roku jednak coś mnie tknęło i na dzień przed wyjazdem na wakacje postanowiłam kupić sobie długą sukienkę. No bo sukienka a spódnica to jednak nie to samo, a wszyscy dookoła te długie sukienki tak pięknie noszą i chwalą. No i po gorączkowych poszukiwaniach znalazłam jedną taką całkiem fajną, a gdy zaczęłam jej później używać, to wiedziałam już, że przepadłam. DSC01395DSC01393DSC01396DSC01397

W tym sezonie dałam sobie więc trzecią i ostatnią szansę. I uszyłam tę sukienkę, dość spontanicznie, bo planowałam długą co prawda, ale z innego materiału i z zupełnie innej formy (ale nie ma się co przejmować, tamtą też uszyję). Ale może wiecie, jak to jest. Przyjaciółka była. Razem na materiały poszłyśmy. Ona sobie kupiła, a ja miałam nie kupić?! No nie da się. To sobie kupiłam 3 metry wiskozy takiej pomiędzy szyfonem i żorżetą z przekonaniem, że z tego to musi mi wyjść super ekstra kiecka. A kiedy uporałam się z robaczkiem, przystąpiłam do wymyślania mojej maxi sukienki. DSC01421DSC01419

Falbanki. Musiała mieć falbanki, bo tkanina cienka i zwiewna aż się o nie prosiła. Doskonale sprawdziły się falbanki w mojej ostatniej bluzce, to dlaczego by ich i tu nie wykorzystać? No to siup, falbanki są. Teraz dół. Pomna moich nieudanych przygód z marszczeniem długiej spódnicy, chciałam go zwyczajnie uniknąć. Z drugiej strony zaś chciałam, by sukienka była pozbawiona zapięć. Raz-dwa przez głowę i jest na mnie. Wybrałam więc rozwiązanie, przez które potem trochę brzydko na siebie mówiłam, ale ostatecznie sukienkę przecież okiełznałam i teraz już się nie gniewam. Zdecydowałam się na trapezowy dół z nieznacznie poszerzonym obwodem w pasie, który potem zmarszczyłam trzema rzędami gumonici. Ale ile ja się musiałam nawyrównywać tej ciągnącej się we wszystkie strony kiecki, to głowa mała. Dół naciągał się wściekle, falbanka przy dekolcie też. Porządne zwilżenie sukienki na manekinie (dzięki za radę, Domowa Krawcowa) nadało jej wreszcie ostateczny kształt (choć myślałam, że takie rzeczy to raczej przy formach z koła albo półkoła, a tu się okazało, że i wiotkie tkaniny takie zabiegi lubią) i mogłam ciąć. Potem już tylko mereżka i oto jest. DSC01407DSC01402DSC01403DSC01425

Dziewczyny (i chłopaki), jak ona się fantastycznie nosi! Jaka jest przewiewna i miła! Jak pięknie fruwa na wietrze! Powiem Wam, że dopóki nie przetestowałam jej w terenie, byłam na nią jeszcze odrobinę zła, że mi przysporzyła pracy i chwilami do siebie zniechęcała, bo miała być prosta w szyciu, a się opierała. Teraz już nie jestem. DSC01436DSC01444Na sukienkę wykorzystałam 3 m tkaniny. Myślałam, że będzie tego aż świat, tymczasem chcąc uszyć dół bez rozcięć, wykorzystałam ją do końca. Górę uszyłam w ten sam sposób co białą bluzkę z falbankami (oczywiście znacznie krótszą), dół natomiast to przerobiona wersja dołu sukni ślubnej 105 z Burdy 3/2017 (ma znacznie mniej objętości i nie ma zakładek). Obwód w pasie spódnicy jest dopasowany do obwodu topu. Dopiero po zszyciu całości sukienkę zmarszczyłam w pasie. Z obawy przed tym, że sukienka może prześwitywać, choć w domu testy tego nie potwierdziły, dół ma wszytą halkę do kolan z siatki.

I wiecie, co? Uwielbiam letnie maxi sukienki. A Wy?

DSC01456

Ps. Zdjęcie zrobione przez mojego pięciolatka. Zdecydowanie czas wręczyć mu jego własny aparat fotograficzny, niech się chłopak szkoli 😉

Pozdrawiam letnio, serdecznie i słonecznie, Kasia!