Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


27 komentarzy

Najwygodniejsze spodnie świata. I bluzka oczywiście

Bo w końcu pisałam ostatnio, że zamierzam trochę energii oraz zalegających resztek materiałowych wykorzystać do uszycia bluzek. Tych odczuwałam spory niedostatek, a górka tkanin pozostałych z szycia innych rzeczy sukcesywnie się powiększa. Tym bardziej, że rzucam też na nią rzeczy, które uszyłam, ale nie do końca trafiłam z fasonem albo już mi się znudziły. I na niej też znalazłam bluzkę, którą uszyłam niezwłocznie z pozostałości po tej sukience. Ale bluzka to była nieudana, bo uszyta z połączenia dwóch szerokich trapezów, a za ramiączka służyła taśma wciągnięta w tunel z przodu i tyłu. W ogóle jej nie nosiłam. Poszła więc pod nożyce. Postąpiłam z nią dokładnie jak z bluzką, czyli dopasowałam wykrój 120 c z Burdy 8/2015 do tego kawałka materiału, którym dysponowałam. I już. Wtedy. Później oczywiście szycie wystawiło mnie na próbę. Ale o tym za chwilę. DSC08130DSC08117DSC08138

W poczuciu dobrze spełnionego postanowienia (w końcu dwie bluzki resztkowe uszyłam) postanowiłam się nagrodzić. Tak mi się spieszyło do szerokich spodni, że nie chciałam już dłużej czekać. Naoglądałam się ich u Anetty, Redhairdressmaker, na stronie Burdy. Potem jeszcze na pintereście znalazłam takie z wysokim stanem i zachorowałam już doszczętnie. Same rozumiecie. Z tym się nie walczy. To trzeba od razu szyć. DSC08129DSC08143DSC08125

W swoich zapasach miałam kuprę wiskozową kupioną właśnie z myślą o spodniach, tyle że bermudach. Miałam jej więc 1,5 metra. Na szerokie spodnie trochę za mało. Na te z lutowej Burdy, które tam były spódnicospodniami do połowy łydki, a które musiałabym przedłużyć, zdecydowanie za mało. Te z marca nie miały odpowiedniej góry. Ale w Burdzie 1/2003 znalazłam model 105A i przepadłam. Szybko skroiłam i uszyłam. Okazało się tylko, że rozmiar 38 po długiej zimie oraz zimnej wiośnie okazał się odrobinę przyciasny w bioderkach. Na szczęście z przodu miałam zakładki, więc zwężając je trochę, zyskałam miejsce na to, czego przybyło. Pasek oraz odszycie skrojone z całością uszyłam tak, żeby uzyskać efekt jak w spodniach z kolekcji Escada Resort 2017. DSC08131DSC08116DSC08141

Tę bluzkę i te spodnie postanowiłam pokazać w komplecie. Bez przymierzania było wiadomo, że będą do siebie pasować. Ale ja tam postanowiłam założyć, powyginać się przed lustrem i pozachwycać wspaniale skomponowanym strojem oraz własną zmyślnością. Tylko że bluzkę założyłam tył na przód i jak chciałam zdjąć i poprawić, to się tak napowietrzyłam, tak naprężyłam, że bluzka trzasnęła pod pachą z lewej strony wzdłuż szwu. Załamka, co? Gorzej nawet, bo ja już zdążyłam się z tą bluzką zaprzyjaźnić. Ciepnęłam ją z powrotem na tę moją nieszczęsną górę i nawet myśleć o niej nie chciałam. I tak nie myśląc o niej przez kilka dni, zupełnie przypadkiem i nawet nie pamiętam, w którym momencie, wymyśliłam, że  mogę przecież ją uratować, wszywając pod pachą kryty zamek (20 cm). Bluzka straci niewiele na szerokości, ale zyska na swobodzie podczas zdejmowania. Co też uczyniłam i potwierdzam – to działa. DSC08115DSC08139

Spodniami jestem wręcz zachwycona. Są lekkie, szerokie, wygodne, przewiewne. Gniotą się tylko trochę, co w takim wydaniu w ogóle mi nie przeszkadza. Powiedziałabym nawet, że to gniecenie to takiego swobodnego sznytu im nadaje. Nadają się do wszystkiego i wszędzie. Najchętniej bym ich nie zdejmowała. Najchętniej uszyłabym kolejne. Myślę, że znalezienie odpowiedniej tkaniny bardzo mi pomoże w realizacji tego planu. DSC08121


21 komentarzy

Inspiracje, motywacje…

DSC07656

Pamiętam, że pierwszy raz myśl o założeniu bloga pojawiła się u mnie, kiedy szukałam informacji o tym, jak uszyć pewną sukienkę z Burdy. Opis jej wykonania, jak i wielu innych burdowych rzeczy, był wówczas dla mnie dość zawiły, ja natomiast nie byłam jeszcze dość biegła w ich interpretacji. Myślałam sobie, że fajnie by było znaleźć się w gronie osób wymieniających się doświadczeniem i mających tę samą pasję, żeby móc samej się czegoś nauczyć. Bo podglądanie innych szyjących to jedno, a wymiana doświadczeń to zupełnie inna rzecz. Wtedy sobie pomyślałam jednak, rety, z czym ja się do ludzi pcham, i sama jakoś tę sukienkę uszyłam. Ale tych rzeczy szyłam coraz więcej i jakiś czas później temat bloga powrócił. Pomyślałam, a co mi tam, zaryzykuję. Przynajmniej jak będę chciała o coś spytać albo coś skomentować, to nie będę anonimowa. A może uda się z kimś nawiązać nić (o, nić to bardzo adekwatne słowo) porozumienia?

Dziś z całą pewnością mogę powiedzieć, że ten blog to całkiem trafiony pomysł był. Przede wszystkim dzięki niemu poznałam wiele utalentowanych osób z dokładnie takim samym szyciowym bzikiem jak mój (a może nawet jeszcze większym). Oprócz tego wiele się nauczyłam, całkiem sporo dzięki niemu uszyłam i w całym tym odzieżowym zamieszaniu znalazłam siebie. No i wreszcie zaczęłam chodzić w sukienkach! Naprawdę. Kiedyś tylko spodnie. Koniec, kropka.DSC07610DSC07619DSC07637

Ale na przekór temu, co przed chwilą przeczytaliście, właśnie spodnie pokazuję. I bluzkę. I nawet kurtkę, którą już co niektórzy z Was pewnie znają. Te spodnie to zaczęłam szyć zaraz po tych, tak byłam pozytywnie naładowana pochlebnymi komentarzami. Postanowiłam, że pójdę za ciosem, przynajmniej będę miała w głowie na świeżo wspomnienie szycia rozporka, co wciąż jeszcze budzi u mnie odrobinę niepewności. Ale właśnie przed uszyciem rozporka coś mnie od tych spodni oderwało, potem coś innego pilnego wskoczyło, a później to już szyłam inne rzeczy i jakoś te niedokończone portki omijałam wzrokiem. Do czasu, aż Anetta pokazała swoje kolejne spodnie. Nie powiem, podziałało. Wyciągnęłam te swoje zszyte nogawki z mocnym postanowieniem doprowadzenia sprawy do szczęśliwego finału. Spodnie to model 107 A z Burdy 11/2012. Coś mi się po głowie telepie, że nic w nich nie poprawiałam, a leżą dobrze. Tzn. mnie zadowalają w zupełności. Nogawki mogłyby być dłuższe, ale to akurat mnie zanadto nie martwi. W następnych będą dłuższe, bo sobie wykrój pieczołowicie opiszę i zaznaczę, że tak, to ten, co można szyć w ciemno. Chociaż teraz to chciałabym uszyć takie szerokie z lejącego materiału. Zawsze lubiłam szerokie spodnie. DSC07631

O, a właśnie! Mam jedno pytanie, bo niewiedza mnie trapi. Z której na którą stronę powinny się odpinać spodnie? Bo ja zasugerowałam się dżinsami i swoje materiałowe szyłam tak jak dżiny, czyli z lewą stroną na wierzchu. A potem znalazłam materiałowe jakieś kupne i się okazało, że zamek jest przyszyty do lewej, czyli spodnie odpinają się z lewej na prawą. No i kurka nie wiem. DSC07624DSC07634

Wracając jednak do mojej prezentacji – tuż przed wykończeniem spodni sprawiłam sobie z kolei bluzkę. Szyłam sukienkę (jeszcze nie skończyłam), ale odwiesiłam ją do ponaciągania i późniejszego wyrównania. I jak co dzień przeglądałam sobie, co słychać tu i tam. Jak tylko zobaczyłam tę bluzkę Beaty, tak od razu zapragnęłam czegoś podobnego. Udałam się na stacjonarne materiałowe łowy, wszak bluzkę chciałam mieć szybko, i zakupiłam kawałek bardzo sztucznego (coś jak organza), kreszowanego materiału. Podczas zakupów internetowych jestem właściwie bezkompromisowa, jeśli chodzi o skład materiałów, a stacjonarnie dostaję czasem jakiegoś obłędu. Ale bardzo chciałam mieć taką ładną zwykłą bluzkę. Kupiłam więc 70 cm tkaniny i uszyłam sobie bluzkę na podstawie wykroju 120 c z Burdy 8/2015. Dokonałam tylko niewielkich korekt, które sprawiły, że moja bluzka niewiele ma wspólnego z tą z Burdy. Pogłębiłam dekolt o szerokość odszycia dekoltu, obniżyłam zaszewkę piersiową (standard), zrezygnowałam z rękawów, ale wydłużyłam linię ramion i wyrównałam bluzkę z przodu do długości tyłu. Takie tam drobiażdżki ;). Taka zwykła, a jak ona mi się podoba! I jak dobrze komponuje się z moim nowym jasnym żakietem. I ze spodniami, i spódnicami. Mówię Wam!DSC07630DSC07648

***

Bardzo się cieszę, że w całym tym blogowym świecie znalazłam kawałek miejsca dla siebie, umościłam się i mam Was, moich czytelników. To jest niezwykle motywujące, że tu zaglądacie, komentujecie i wymieniacie ze mną swoje doświadczenia. Bardzo Wam dziękuję.

Ponieważ prowadzenie bloga stało się częścią mojego życia i wiąże się nierozerwalnie z moją  pasją, postanowiłam wziąć w tym roku udział w konkursie Szyciowy Blog Roku 2016. Jeśli chcecie mnie wesprzeć, możecie zagłosować na mój blog na stronie konkursu. Odnośnik do mojego zgłoszenia znajdziecie na blogu w panelu bocznym na samej górze. Każdy głos sprawi mi mnóstwo radości.

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


26 komentarzy

Spodnie, prawie 7/8

Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Ja miałam 2 metry 30 centymetrów gabardyny wiskozowo-bawełnianej w kolorze orzecha (dzięki ci Natanie za te nadprogramowe centymetry!) kupione na żakiet, ale jak zobaczyłam, ile mi tkaniny z tego żakietu może zostać, uparłam się, żeby wycisnąć z niej jeszcze spodnie. Bardzo chciałam mieć cygaretki, bowiem takiego fasonu jeszcze nie nosiłam, a coś mi się zdawało, że może być fajnie. Co ja się naukładałam i narysowałam, nim pociachałam ostatecznie tkaninę… W chwilach zwątpienia przeglądałam nawet wykroje na spódnice. Zdałam sobie jednak sprawę, że spódnicę w podobnym kolorze już mam, a nie do końca chciałam powielać posiadane sztuki odzieży, tylko uzupełniać szafę o nowe. No więc biedziłam się nad tymi puzzlami długie minuty, a może nawet godziny, aż w końcu mi się udało. Nie powiem, że obeszło się bez kompromisów, ale o tym za chwilę. DSC06360DSC06332DSC06329

Spodnie skroiłam prawie dokładnie według instruktażu do modelu 117 B z Burdy 4/2016. Pominęłam jednak wszystkie przykieszeniowe klapki, nogawki skroiłam jako całość i także te nogawki nieco zwęziłam, posiłkując się formą moich poprzednich spodni. Później, już na etapie szycia, zrobiłam to, co poradziła Burda tym, które nie chciały, by spodnie zsuwały się z pasa do okolic bioder. U mnie naprawdę kiepsko to wyglądało. W ogóle kiepsko moim zdaniem wygląda taki tylny zwis. Kiedy taki widzę, zawsze się zastanawiam, czy tak miało być, czy ktoś kupił za duże spodnie, żeby wyglądać na szczuplejszą osobę. Zdecydowanie wolę dopasowane spodnie w tych rejonach. Zwęziłam je więc w biodrach i w pasie, nie dając im praktycznie szans na zjeżdżanie z zadka. Teraz ani drgną. DSC06361DSC06359

By kronikarskiej stronie mojego blogowania uczynić zadość, muszę jednak wspomnieć o tym, co nie do końca moim zdaniem mi w tych spodniach wyszło. Wszystko to wciąż efekt mojego małego doświadczenia w szyciu tej części odzieży, ale myślę, że z każdą parą będzie coraz lepiej. Przejdę jednak do rzeczy. Zwężając spodnie w pasie i biodrach mogłam nieco obniżyć stan, bo spodnie kończą (albo zaczynają – jak kto woli) się niemal pod pępkiem. Przy dłuższym siedzeniu mogą stawać się niewygodne. Długość rozporka także okazała się niezbyt satysfakcjonująca. Jak dla mnie 14 cm to stanowczo za dużo, bo nie podoba mi się, jak spodnie układają się w jego dolnych okolicach. Następnym razem będę musiała pamiętać, żeby skrócić go o co najmniej 2 cm, jeśli stan spodni będzie miał podobną wysokość lub proporcjonalnie skrócić w stosunku do tego wykroju.  Przez to, że spodnie zaczynają się w pasie, a nie w okolicy bioder, w górnej części nogawki mam teraz nadmiar materiału, co mi jakoś nie przeszkadza, bo w końcu to całkiem wygodne, kiedy nic się nie wżyna, ale nie do końca o taki efekt mi chodziło. To kolejne dość newralgiczne miejsce, o którym trzeba będzie pamiętać przy kolejnych spodniach. No i rzecz ostatnia – spodnie zaczynają się wyżej, ale nogawka się niestety nie wydłużyła. Czyli zamiast 7/8 mam jakieś 5/6. Ale to już zupełnie świadomie, gdyż nie mogłam sobie pozwolić nawet na pół centymetra więcej, bo ucierpiałby na tym żakiet. A! jeszcze dziurka! Dziurkę na guzik, po dwóch godzinach mordowania paska maszyną, wydziergałam ręcznie. Dzięki „Burdo. Szycie jest łatwe” za poradnik, jak się do tego zabrać, ale to i tak nie do końca to samo co szycie maszynowe.DSC06358DSC06350

Mimo tych drobiazgów spodnie uważam za całkiem udany projekt. Leżą nieźle, są starannie wykończone, a przede wszystkim są wygodne (choć bardzo długo w nich jeszcze nie siedziałam). Są niewątpliwie elementem uzupełniającym moją garderobę i pasującym do jej części składowych. Jestem z nich naprawdę zadowolona.

Kolor spodni (jak i żakietu, który niebawem pokażę) to realizacja kolejnego bazowego kroku. Nieco jaśniejszy odcień pokazywałam Wam w drugiej paletce w poście o moich wyborach kolorystycznych. Bardzo go lubię i mam kilka rzeczy w tej barwie. Dlatego dziś ja w wersji total look. No prawie, bo buty jednak nie do końca się w nią wpisują. Ale przymknijmy na to oko.

I jeszcze na koniec wrócę do pierwszego akapitu. By dopiąć swego, czyli mieć i spodnie, i żakiet, worki kieszeni skroiłam z podszewki (ni to czerwonej, ni to różowej), a lewą stronę paska z gabardyny w innym kolorze. Jak mi się to spodobało! Czasami cieszę się, kiedy napotykam na takie trudności, bo to zmusza do kreatywnego działania. I mimo, że to niewidoczne dla nikogo poza mną elementy, bardzo mnie one cieszą, bo czynią one moje rzeczy wyjątkowymi :). I tym pozytywnym wnioskiem kończę na dzisiaj. DSC06604DSC06602DSC06607DSC06609

Pozdrawiam serdecznie, Kasia.


13 komentarzy

Mały elegancik

Niektóre uroczystości wymagają nieco bardziej odświętnej garderoby. A że tych ważnych dni ostatnio u nas co nieco, uznałam, że dziecku memu przy takich okazjach będę przyodziewać doły w nieco bardziej wyjściowe spodnie. Takowych nie mieliśmy, należało je więc uszyć. W Ottobre 3/2012 znalazłam model 20, który idealnie wpasował się w nasze potrzeby. A także zadowolił się skrawkami materiału pozostałymi z szycia sukienki oraz zamkiem błyskawicznym wyprutym z moich starych spodni. DSC05357DSC05360DSC05359

Spodnie dziecięce są bermudami, bo jakby nie patrzeć ciepłe miesiące przed nami, a mama ze mnie taka, co lubi, jak dziecko ładnie wygląda, ale litość przy tym ma. Chciałabym, abyście dali  mi wiarę, że próbowałam je rozprasować, o czym świadczą kanty zaprasowane za każdym razem inaczej, ale to wszystko, co udało mi się osiągnąć. Bawełna, nawet satynowana, tak chyba po prostu ma. Ja natomiast nie miałam już więcej cierpliwości. Tej także nie stykło Miśkowi, który nie chciał się ani na chwilę zatrzymać w celu uwiecznienia maminych wyczynów maszynowych. Łapałam go więc w locie.DSC05364DSC05374


18 komentarzy

Na majówkę

DSC05314

W piątek po południu znalazłam wolną chwilkę, w sobotę poranek oraz syn okazali się łaskawi, na majówkę najmłodszy ruszył więc przyodziany w nowy zestaw maminej produkcji. Do uszycia spodni dżinsowych o kroju dresowym wykorzystałam przetestowany już wykrój na porciaki dresowe z Burdy MDD 2015 (model 634) i resztki po uszyciu swoich spodni. Żeby dodać im charakteru, przyozdobiłam je fałszywym rozporkiem i kieszonkami na pupie. T-shirt powstał z mojej koszulki, w której nie chadzałam z racji zbyt małego dekoltu. Przyłożyłam więc do niej wykrój z papavero, poszerzyłam jak w koszulkach z mega pakietu, szast prast i jest. Do swojego konta sprytu doliczam 120 pkt – wykorzystałam podłożenie dołu i rękawów, a zestaw w całości uszyłam ze staroci. DSC05333DSC05316DSC05318