Kasia Mazurek

Kitka z nitką


19 Komentarzy

Kolorowy ptak albo spódnica w stylu New Look

DSC02087

Ile lat bym nie miała, nie potrafię się oprzeć rozkloszowanym spódnicom i sukienkom. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, co mnie w nich najbardziej urzeka – ilość tkaniny, szelest w trakcie chodzenia (choć przecież nie wszystkie tkaniny szeleszczą), +20 punktów do wdzięku czy może to że można się w nich kręcić niczym mała dziewczynka, dopóki nikt nas nie przyłapie na tej małej słabości 😉

Spódnica (model 127) z okładki lipcowej Burdy mnie zachwyciła. Oszczędna w formie, a jaka bogata! Zdaje się, że nie ja jedna na nią zachorowałam. Jedyne co dość długo wstrzymywało mnie przed jej uszyciem, to długość tejże. Zdarzało mi się już wspomnieć co nieco na temat moich nóg. Mam świadomość, że są całkiem zgrabne, proste i generalnie nie ma się co czepiać poza jednym ale. Mam niezbyt filigranowe łydki i kostki. Obrazowo rzecz ujmując – trochę jak u kolarza. No i jak bym nie próbowała czarować rzeczywistości, to jednak pewne długości nie najlepiej tym moim nogom robią. Że jednak się na spódnicę uparłam, postanowiłam nie ponosić zbyt wielkiego ryzyka tkaninowego, bo projekt materiałożerny, i do uszycia próbnego modelu wykorzystałam tkaninę, z której uszyłam podszewkę do mojego trencza.

DSC02086

DSC02089
DSC02082
DSC02090

Jeszcze na etapie szycia, przykładając do siebie przód z zszytym milionem zaszewek i przeglądając się w lustrze, widziałam w nim ciotkę-klotkę. Mąż miał nieco łaskawsze oko, kazał tylko ściągnąć spod spodu spodnie dresowe oraz skarpety, które jednak rzeczywiście nieco zniekształcały odbiór. Nie wypadało mi wobec tego porzucić szycia spódnicy. Pomyślałam sobie, że sprawdzę sobie w takim razie jeszcze przy okazji, jak mi się będzie wszywać kieszeń w szwie bocznym razem z zamkiem krytym. Poszło że ło ho ho i z całą resztą spódnicy również. Kiedy ją uszyłam, spojrzałam nań łaskawszym okiem, bo zabawa w przebieranki potwierdziła mężowe zapewnienia, a spódnica zaczęła mi się podobać.

DSC02098

DSC02094

DSC02175

Powiem Wam, że oprócz tego, że sama spódnica mi się podoba, to i ja w takim wydaniu a’la dziewczyna włóczykija się sobie podobam. Taka elegancka wersja jak na okładce Burdy też jest świetna i serce mi szybciej bije na jej widok, ale ja się jednak na co dzień tak nie noszę. Chciałabym sobie teraz uszyć taką wersję docelową, ale do noszenia trochę bardziej na luzie. Płaskie buty, listonoszka albo plecak, coś w ten deseń. Żakardy się idealnie nadają na tego rodzaju spódnice, ale wymagają już pewnej oprawy. Tu jest potrzebna raczej sztywna tkanina, ale chciałabym coś innego, casualowego. Macie jakieś pomysły? Może podrzucicie jakieś linki?

DSC02138

DSC02143

DSC02153

DSC02121

DSC02113

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


30 Komentarzy

Lato ≠ wełna?

DSC08292

Rozbudźcie wyobraźnię. Lato. Z nieba leje się żar. Słońce ani na chwilę nie zachodzi za choćby maleńki obłoczek, bo obłoczka, choćby najmniejszego, w taki dzień próżno szukać. W mieście beton i asfalt oddają ciepło ze zdwojoną siłą.  Istna patelnia. Chciałoby się wskoczyć w kostium kąpielowy i czmychnąć na jaką plażę albo basen w egzotycznym kurorcie. A tu lipa. Do pracy trzeba przyodzianą godnie i odpowiednio się udać. Co by tu w takim razie włożyć? Coś lekkiego i przewiewnego. Len, bawełna wiskoza? Jedwab? A może wełna? Ale jak to wełna?! Puchate owieczki z podhalańskich pastwisk → wełniane swetrzyska → zima i szczękanie zębami na mrozie. Taki to u mnie ciąg skojarzeń. Wełna na lato? Ano tak, wełna :). Tyle że to nie jest tak, że ja nie wiedziałam, że wełna może być świetną tkaniną na lato. W końcu z wełny szyje się przecież garnitury, a w tych mój mąż chadza cały rok. Ale to była, że tak powiem, wiedza teoretyczna. Na własnej skórze przekonałam się jednak ostatnio, jak fantastycznym letnim materiałem może być wełna. DSC08376DSC08377DSC08347DSC08374DSC08378

A było to tak. Wstąpiłam sobie do sklepu, żeby kupić tkaninę na bluzkę. Tę, którą macie już prawie wszystkie albo zamierzacie w najbliższej przyszłości sobie sprawić. Obmacałam wszystkie bawełny, wiskozy, jedwabie. Ale nic nie zyskało mojego uznania. Dotarłam wreszcie do belek z wełną. I wśród nich znalazłam przecenioną końcówkę wprost idealną na bluzkę z Burdy 5/2017 model 109 A. A zaraz obok piękną bordowo-grafitową wełnę na spódnicę z tego samego numeru (model 117 A). Zestawienie tych kolorów mnie zauroczyło. W wyobraźni widziałam już ten super komplet, który z nich powstanie i muszę przyznać, że ani wyobraźnia, ani intuicja mnie tym razem nie zawiodły. Zestaw uszyłam sobie przedni. DSC08373DSC08339DSC08241DSC08295

Dzikich upałów jeszcze nie zaliczyłam, ale i tak to, co już mamy, jest na tyle wystarczające, by własnym doświadczeniem potwierdzić, jak cudowną tkaniną letnią może być wełna. Jest przewiewna, chłonie wilgoć, nie gniecie się prawie w ogóle, no i wygląda szlachetnie. Noszę ją z wielką przyjemnością. DSC08297DSC08296

Zarówno bluzka, jak i spódnica nie sprawiły mi żadnych kłopotów podczas szycia. Modele to proste, z małą ilością elementów i nieskomplikowanym opisem szycia. Idealne na szycie pomiędzy obowiązkami, posiłkami, zabawą albo przed wyjściem do pracy. Ani się człowiek obejrzy i już ciuch gotowy. To lubię. I mogę z czystym sumieniem polecić. DSC08308DSC08301

To że uszyłam sobie ten uroczy cukierkowy komplecik, nie znaczy, że zużywanie resztek oraz zapasów mam za sobą. Ta górka ciągle jest. Zaobserwowałam bowiem jedną rzecz. W nagrodę za uszycie resztkowych ubrań kupiłam sobie nowe tkaniny (nie pierwszy zresztą raz). A z tych znów zostały jakieś ścinki, które są za duże, żeby je wyrzucić. Trafiły więc na kupkę. I tym sposobem jej objętość utrzymuje się stale na tym samym poziomie. Chyba czas się z tym pogodzić ;).

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


29 Komentarzy

Business Class

dsc07216

A Wy co robiliście w Sylwestra? Bo ja spędziłam go trochę nietypowo, czyli szyjąc ;). Oczywiście zostawiłam sobie trochę czasu na świętowanie i przywitanie się z Nowym Rokiem, ale miałam tak nieprzepartą ochotę, żeby usiąść po tej całej świątecznej zawierusze  i wreszcie coś uszyć, że po prostu usiadłam i szyłam. Najpierw żakiet, a kiedy skończyłam (następnego dnia oczywiście, bo aż taka torpeda ne jestem) z resztek materiału w Trzech Króli wycisnęłam jeszcze spódnicę. dsc07214dsc07203dsc07207

Żakiet bez klap chodził za mną od dawna albo jeszcze dłużej. Szukałam odpowiedniego wykroju, ale w moich naprawdę dużych zbiorach nie znalazłam takiego. Był jeden dla kobiet 44+ i jeden dla niskich pań. Konstrukcyjnie niestety nie czuję się na tyle mocna, żeby przerabiać żakiety, więc przeglądałam kolejne numery Burd z nadzieją, że w końcu pojawi się coś, co wpisze się w moje potrzeby. W styczniowej Burdzie trafiłam wreszcie na żakiet (model 117), który nie do końca był tym, czego szukałam, ale uznałam że może być, bo mogę się nie doczekać, a przecież mam taki piękny kawałek wełny, który nie powinien już czekać do następnego sezonu i muszę go wreszcie wykorzystać. Nożyce poszły w ruch. dsc07212dsc07206dsc07204

Żakiet, mimo że składa się z wielu części, szyło się dobrze, szybko i przyjemnie. Nie napotkałam na żadne przeszkody ani zawiłe opisy. Od siebie dodałam kieszonki, takie malutkie, żeby chociaż telefon się zmieścił, wpuszczone w szew w talii. Szlufki z kolei sobie odpuściłam, ponieważ pasek będę nosić raczej sporadycznie. dsc07089dsc07091

Z reszty materiału udało mi się jeszcze wykroić spódnicę do kompletu, przy czym nie wystarczyło mi go na tę dłuższą wersję. W zupełności jednak zadowala mnie model 114. Spodobały mi się w niej zwłaszcza te boczne karczki z zakładkami. dsc07069dsc07080dsc07079

Całość wygląda dość oficjalnie, ale już w pojedynkę zarówno żakiet, jak i spódniczkę można potraktować trochę bardziej na luzie. Jak zwykle wszystko to kwestia dodatków. dsc07094

Ps. Zaraz po tym, jak uszyłam żakiet, okazało się, że w marcowej Burdzie będzie żakiet z moich marzeń. Ale nie żałuję uszycia tego wełnianego. Ten na zimę, marcowy na wiosnę. Już nie mogę się doczekać :).

Pozdrawiam, K.