Kasia Mazurek

Kitka z nitką


27 Komentarzy

W falbanach i kwiatach do lata będę szła

DSC01199

Kiedyś już wspominałam, że jestem typem dość odpornym na panujące trendy albo reagującym na nie z dość sporym opóźnieniem. Kiedy w zeszłym roku rozpoczął się szał na kwiatowe wzory, ja raczej konsekwentnie trzymałam się gładkich materiałów bądź takich z geometrycznym nadrukiem (choć ostatecznie uszyłam sobie dwie kwieciste sukienki). Podobnie z falbankami. Były absolutnie wszędzie, gazety pełne wykrojów na falbaniaste ciuchy, a ja uszyłam całe dwie bluzki. W tym sezonie jednak się przebudziłam i powiem Wam, że jeśli chodzi o kwiatowe wzory i falbanki, to przepadłam z kredensem, jak się u mnie mawia. Oznacza to mniej więcej tyle, że w sklepach z tkaninami szukam albo kwiatków, albo czegoś, co nada się na falbanki. Nakupiłam też bluzek z kwiatowymi nadrukami, którym oczywiście nie brakuje falbanek, oraz kwiatowe aplikacje. (Te to pewnie wykorzystam, jak już moda na nie zupełnie minie, bo wcześniej mogę się nie wyrobić). Obłęd jednym słowem.

Mam wrażenie, że równolegle z rozkwitem (ha ha) mojego uwielbienia dla kwiatów zaczęłam się zastanawiać, jak by tu jednak tę florę okiełznać, żeby się jednak zanadto nie rozrosła. I wymyśliłam sobie, że może gdyby szyć nie tylko sukienki, ale i spódniczki, uda mi się zachować równowagę oraz uchronić przed przesytem. Dlatego też tej karelii w kwiaty zamówiłam tyle co na spódnicę ołówkową. Kwiatów na rozkloszowanej byłoby wg mnie za dużo. A potem wszystko się pięknie złożyło, bo jak Wam wspominałam, wzięłam udział w Warsaw Sewing Days, a w ramach tego wydarzenia w warsztatach z konstrukcji spódnicy. I żeby nauka nie poszła w las, to ja sobie szybko te nauki sprawdziłam w praktyce w domu, a ich efektem jest ołówkowa spódnica z krytym rozcięciem z tyłu, którą widzicie na zdjęciach. I ona jest idealna! DSC01192DSC01193DSC01297

Uszycie tej spódnicy wprawiło mnie w stan zachwytu, ale i niedosytu. Z jednej strony cieszyłam się, że od początku do końca uszyłam ją sama i do tego ona taka ładna i tak dobrze leży, a z drugiej zachciało mi się jakiejś nowej bluzki do niej. Z trzeciej – to była sobota, a na niedzielę planowałam zdjęcia. A z czwartej – wiadomo – muszą być falbanki! Okoliczności sprzyjały, więc nie czekając, aż się los odmieni, prędziutko obmyśliłam koncepcję bluzki. Na model 135 z Burdy 2/2013 naniosłam kształt dekoltu z wykroju 109 z Burdy 3/2018 i dodałam do tego falbanę wykańczającą dekolt. Całość wycięłam z batystu, falbanę obrzuciłam wąskim ściegiem rolującym i to była zdecydowanie najdłuższa część procesu szycia. W niedzielę rano trzasnęłam jeszcze opaskę do włosów, a po śniadaniu udaliśmy się na zdjęcia. DSC01214DSC01212DSC01222DSC01208

Jak sięgam pamięcią, nie byłam jakoś przesadną fanką spódnic ołówkowych, co zresztą część z Was na pewno kojarzy choćby z tego faktu, że zbyt często ich na blogu nie było. Myślę sobie, że to pewnie nawet nie o to chodzi, że one jakoś mniej wygodne. Sądzę, że raczej do tej pory postrzegałam je jako ubiór dość formalny i jednoznacznie kojarzący się z pracą w biurze, gdzie zasady ubioru są jasno określone. Ale uszycie spódnicy ołówkowej w kwiaty zupełnie odmieniło moje postrzeganie. Taką spódnicę z chęcią założę i do pracy (na szczęście u mnie panuje całkowita swoboda ubioru), i po niej. DSC01267DSC01299DSC01235DSC01241DSC01236

A Wam jak się podoba ta romantyczna, kwiatowo-falbankowa moda? Uległyście jej czy czujecie już przesyt i marzycie o czymś bardziej stonowanym? DSC01265DSC01254DSC01248DSC01274

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


12 Komentarzy

Klasycznie z akcentem

Muszę przyznać, że dotąd nie miałam klasycznej spódnicy ołówkowej. Nie potrzebowałam. Ani do pracy, ani na inne okazje. Wydawała mi się zbyt oficjalna i taka poważna. Aż w końcu, przekopując się, przez moje zasoby, natrafiłam na materiałowe pozostałości po spódnicy z koła. Czarne. Pomyślałam, że czas z nimi coś zrobić.

Zrobiłam wykrój, z Burdy oczywiście (numer 9/2012, model 127), na klasykę klasyki. Poprzymierzałam do skrawków. Wystarczyło. Na styk. Postanowiłam jednak tę czerń czymś ożywić. A że niedawno nakupiłam tasiemek, zameczków i suwaczków od… (bardzo dużo), miałam w czym wybierać. Wybrałam zamek o spirali w złotym kolorze. Od dłuższego już czasu tęsknie spoglądałam bowiem w stronę uszytków ozdobionych w ten sposób i sama chciałam coś takiego mieć. No to mam. DSC00512

Najwięcej czasu zajęły mi prace koncepcyjne. Suwak okazał się dość sztywny i niechętnie współpracujący. Ostatecznie oczywiście go ujarzmiłam, ale nie było łatwo. Sporym wyzwaniem okazało się również opracowanie sposobu zapinania spódnicy ponad zamkiem krytym. Najpierw pomyślałam, że będzie to jakiś ładny guziczek. W pasmanterii takowy nabyłam, jak również paczuszkę haftek (tak na wszelki wypadek). A w domu zaczęłam „rzeźbić”. Guziczek odpadł w przedbiegach, ponieważ pasek spódnicy nie był wszywany klasycznie. Poza tym nie utrzymałby paska w ryzach i wszystko by się jakoś tak rozłaziło. Szkoda. Haftki okazały się zbyt skomplikowane w przytwierdzaniu, a potem zapinaniu i odpinaniu. Nie wyglądały też zbyt elegancko. Deską ratunku zostały zatrzaski. Zamontowałam je na wszytej w pasek „wkładce” (nie mam pojęcia, jak to nazwać) maskującej dziurę między suwakiem ozdobnym a paskiem.

Ostatecznie zrezygnowałam z wszywania podszewki, ale tylko dlatego, że nie miałam elastycznej. Ponieważ spódnicę uszyłam z bawegi, która pozwala na zjedzenie dużego obiadu, wszywanie podszewki wydawało mi się ograniczeniem, na które nie chciałam sobie pozwolić. DSC00532DSC00530