Kasia Mazurek

Kitka z nitką


12 Komentarzy

Przerwa na relaks

Ostatnio zachęcona nieco okolicznościami dokonałam lekkiego skoku w bok i z szycia ubrań przerzuciłam się najpierw myślami, a później działaniami, na balkon. Balkon jest duży, a dokładniej rzecz ujmując długi, bo leci sobie wzdłuż całego mieszkania (wschodnio-południowy róg), przez długi jednak czas miałam problem z jego zagospodarowaniem. Głównie z tego powodu, że nie dysponujemy żadną piwnicą ani komórką, w związku z czym balkon (a właściwie loggia) służył nam długo jako skład sprzętów wszelakich. Co prawda podzieliłam go na część wypoczynkową i magazynową, ale ciągle to było za mało. Z roku na rok próbowałam też zazieleniać go jakimiś roślinami, ale większość z nich nie była w stanie przetrwać spartańskich warunków, które im zapewniałam. Ostały się jałowice, jodła, która nie wie, czy paść czy rosnąć dalej, i bluszcze, które uważam za najlepsze dla mnie rośliny do uprawy. Wiosną na balkon wystawiam jeszcze sukulenty, żeby miały więcej światła.

Pierwszym impulsem do zajęcia się balkonem był remont sypialni. Dobrze czytacie – wówczas z sypialni wyfrunęła wielka szafa ubraniowa. Po namyśle i po zimie postanowiliśmy ją skręcić, postawić na balkonie po tej stronie, która robiła za magazyn, i upchnąć w niej cały kłujący w oczy rozgardiasz. Po stronie wypoczynkowej stała natomiast już ławka ogrodowa, na którą kiedyś uszyłam materac, i trochę kwiatków. W maju postanowiłam zmierzyć się z kwitnącymi jednoroczniakami. Wybrałam się do marketu, nakupiłam donic, ziemi i sadzonek z surfiniami. Posadziłam, wywiesiłam i patrzyłam, jak rosną.  Dokupiłam komarzyc oraz takich jednorocznych kompozycji kwiatowych.

Drugi impuls był już bardzo konkretny. Niedawno odwiedziliśmy kolegę w jego nowym mieszkaniu z całkiem sporym tarasem, na którym stał stół i krzesła. Wiedziałam, że wypoczynek na balkonie z choć kawałkiem blatu, na którym będzie można postawić talerz czy filiżankę, nabierze całkiem nowego wymiaru. Wyszukałam więc w Internecie potencjalnie pasujące nam stoliczki i zabrałam męża na tournée po sklepach. Okazało się to o tyle trudne, że dla sklepów jest już po sezonie, a towar w większości wypadków został wyprzedany. Ale nam się udało dorwać ostatni stolik :).

Potem już tylko wiercenie, przykręcanie, wieszanie i tym sposobem urządziliśmy sobie wreszcie kącik, który pozwala nam całkiem miło wypoczywać za dnia i wieczorem. Ponieważ w swoich zapasach miałam całkiem sporo kolorowych kuponów bawełny, naszyłam z tego poszewek na poduszki, żeby było radośnie i miło. I tak rzeczywiście jest. Za dnia można napić się kawy, siedząc na ławeczce, zjeść obiad (trzy talerze się mieszczą!), a wieczorem uraczyć się się jakimś innym trunkiem w blasku migoczących światełek.

Choć teraz jest już miło i całkiem ładnie, wiem, że w przyszłym roku, zrezygnuję z surfinii na rzecz jakichś innych kwitnących kwiatów. Surfinie są bardzo wymagające, nie znoszą przesuszenia i po pewnym czasie zaczęły lepiej prezentować się, gdy ogląda się je z dołu. Kompozycję z wiklinowego kosza musiałam też zlikwidować, ponieważ stojąc w rogu, nie miała dostatecznie dużo światła, co niestety kosztowało mnie utratę jej sporej kwitnącej części części. Kwiaty przeniosłam na półkę koło ławki i zdaje się, że teraz jest im lepiej.

DSC06050

I tylko jedna rzecz chwilowo lekko mnie trwoży. Od kilku dni zgarnialiśmy z ławki takie małe czarne kuleczki. Wyglądały jak mak. I było ich duuużo. Na początku myśleliśmy, że to może ziemia sypie się z doniczki wiszącej nad ławką podczas podlewania. Aż wczoraj dojrzałam, że na naszych komarzycach żerują gąsienice. Struchlałam, dostałam gęsiej skórki, bo wyobraźnia zrobiła swoje, i wezwałam posiłki. Mąż mnie olał. Ale na szczęście na miejscu jest mama, która niczym Leon Zawodowiec przystąpiła do działania. Od wczoraj mamy regularne polowanie. Trzymajcie kciuki ;).

Pozdrawiam!

Reklamy


18 Komentarzy

Jestem, szyję

Zaraz czerwiec się skończy, zaraz wreszcie odetchnę. Szyciowo wypełniałam sobie niemal każdą wolną chwilę, ale plan jak na moje możliwości miałam ambitny. Uszyłam sukienkę na wesele i garnitur dla Bąka (kieszenie, wypustki, patki, podszewka – full zestaw po prostu). W międzyczasie zaś powstawały drobiazgi.

Na Dzień Matki w ramach nieco spóźnionego prezentu dla mamy z resztek po sukience na wesele uszyłam dwie poszewki na jaśki. Wierzch, jak widzicie, to materiał właściwy, od spodu jest już tylko podszewka. DSC05512

Dla małej damy  na podstawie tutorialu dziewczyn z Eti uszyłam torebkę–kotka. Projekt zyskał aprobatę :).DSC05543DSC05544DSC05545

Dla dużej damy zaś z niewielkiej ilości materiału, z którą długo nie wiedziałyśmy, co zrobić, uszyłam letnią batystową spódniczkę wg wykroju z Burdy 4/2013 model 117 B. Żeby zbytnio się nie wypychała w newralgicznych miejscach, została wzbogacona cieniutką siateczkową podszewką. DSC05546

Na dziś to tyle, następnym razem pokażę nasze weselne odzienia. Do zobaczenia!


4 Komentarze

Prezenty

Jesteśmy już po świętach, więc wreszcie mogę pochwalić się tym, co uszyłam w ramach prezentów podchoinkowych 🙂 Oba zestawy zostały podarowane miłośnikom żagli, którzy właśnie urządzili się w nowym mieszkaniu.

Na pierwszy ogień – poduchy. W ich powstawanie postanowiłam zaangażować Micha. Ponieważ nie rwał się jakoś do szycia, dałam mu materiały i poprosiłam o projekt. Ja go zrealizowałam. SDC18010

Na poduchach są „ukryte” literki, czyli pierwsze litery imion obdarowanych. Ot, taka łamigłówka 😉 Tyły wyglądają tak: SDC18026Tyły mogą być też przodami – jak kto woli 🙂

Na drugi prezent pomysł miałam od razu. Potrzebowałam tylko podpowiedzi, jak się do tego zabrać. Tu z pomocą przyszedł etiblog.com.pl. Wymyśliłam bowiem rękawice kuchenne. Taką: SDC17995

…i taką:SDC18000

Razem, pewnie się już domyślacie, tworzą taki ładny obrazek 🙂SDC17992

Najbardziej jestem zadowolona z pomysłu na maszt z wypustki własnej produkcji 🙂 SDC17975

Obdarowani zachwycili się natomiast kotwicami. Z tymi kotwicami to sprawa wygląda tak, że akurat one nie były planowane. Dodałam je, żeby odwrócić uwagę od własnej pomyłki. Bo jak się rękawice powiesi, to żaglówka nurkuje. Miało być zupełnie odwrotnie. Ale kto by na to zwracał uwagę… 🙂 SDC17971