Kasia Mazurek

Kitka z nitką


9 Komentarzy

Mamusia, a uszyjesz mi…

… koszulkę, taką wiosenną, i będzie na niej kwiatek, trawka, blok… albo nie – trawka, może jakiś blok, słońce… DSC00893

Uwielbiam w moim dziecku tę jego wyobraźnię i wiarę w to, że potrafię zrobić dla niego wszystko, o co poprosi. No a skoro póki co za każdym razem te prośby udaje mi się spełnić, dziecko nie narzuca sobie absolutnie żadnych ograniczeń, a lista życzeń czasem zdaje się nie mieć końca 😀 Tym razem jednak postanowiłam zmienić taktykę. Dobra – powiedziałam – uszyję, ale ty mi narysujesz to, co ma być na tej koszulce. Umowa  została zawarta, po czym każde z nas zajęło się swoim zadaniem. Efekt zaś widzicie na zdjęciach. DSC00884

Jak rysunek znalazł się na koszulce? To akurat całkiem proste i sprytne rozwiązanie, zwłaszcza, jeśli tak jak mi czasem zdaje się Wam, że nie nadążacie za wyobraźnią swoich latorośli 😉 Otóż zeskanowałam to, co narysował syn, a następnie wydrukowałam na papierze transferowym i przeniosłam zgodnie z instrukcją na koszulkę. To już moje kolejne podejście do tego papieru (zerknijcie tu). DSC00885

Jak w praktyce sprawdza się taki wydruk na koszulce? No cóż, nie jest to najtrwalsze rozwiązanie (choć nie wiem jeszcze, jaki wpływ na to ma jakość papieru i czy są istotne różnice w papierach różnych producentów). Poprzednim razem nie zwracałam na to przesadnej uwagi, więc i nadruk z koszulki schodził stopniowo z każdym praniem oraz prasowaniem. Tym razem, mając już trochę doświadczenia, postanowiłam sprawdzić, jak to będzie, gdy będę jednak trochę bardziej uważać. Na razie pranie w niskiej temperaturze i prasowanie żelazkiem ze specjalną stopą (taką nieprzywierającą) albo przez papier do pieczenia sprawdza się całkiem nieźle, a aplikacja pozostaje nienaruszona. Spore znaczenie ma też to, że dzianina bardzo nieznacznie się rozciąga. Nie ma się jednak co czarować – prędzej czy później rysunek zacznie się odklejać, tak samo zresztą jak w przypadku sklepowych ubrań. Ale nie martwi mnie to w ogóle, będzie powód, żeby przyjąć kolejne zlecenia 😉 DSC00878

Ps. A  tymczasem powiem Wam w sekrecie, że na pokazanie czekają jeszcze spodnie, dres, szyje się płaszcz, a kurierzy znoszą mi paczki z tkaninami. Czasu mało, ale staram się małymi kroczkami realizować kolejne pomysły. Do zobaczenia niebawem!

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


16 Komentarzy

Mega pakiet

Na chwilę pozostanę jeszcze w klimatach dziecięcych. Być może nie robiłabym tego z powodu zwykłych koszulek, ale ponieważ pomysł ozdobienia jednej z nich wydał mi się całkiem przebiegły, pomyślałam, że się pochwalę.DSC05241

Tydzień temu piękna pogoda wygnała nas na długaśny spacer. Szwędaliśmy się z Miśkiem po rozmaitych miejscach, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności dotarliśmy także do sklepu z tkaninami na Kondratowicza. To ten, w którym kiedyś pani sprzedała mi taśmę termo do podkładania, kiedy ja niedoświadczona chciałam kupić flizelinową taśmę formującą. Wówczas ten sklep składał się z dwóch „działów” – części upominkowej i materiałowej. Ta druga nie wydawała mi się powalająca, więc nie bywałam. Ale w zeszły weekend zajrzałam i ku memu zaskoczeniu okazało się, że upominki zniknęły na rzecz szmatek. Ponieważ w dużej mierze okazały się one rozmaitowzorzystymi dzianinami, postanowiłam kawałek zakupić. A że miałam ze sobą Smyka, pomyślałam o nim i o tych wszystkich koszulkach, które ledwo mu pępek zakrywają. Wybór (częściowy) pozostawiłam więc najmłodszemu w rodzinie. Wybrał łapki. Kupiłam więc 60 cm łapek, 60 cm białej dzianiny i trochę białego ściągacza. DSC05248DSC05247

Wykrój na koszulkę wzięłam z papavero. Tę pierwszą całą w łapki uszyłam wg rozmiaru 110 (Misiek ma jakieś 105). Jak na nasze potrzeby okazała się dość szczupła, ale co gorsza – nijak nie chciała przejść przez głowę. Otwór więc powiększyłam, a kolejne koszulki poszerzałam już o ok. 8 cm (przesuwałam formę o ok. 2 cm od linii złożenia materiału i wycinałam). Z metra i dwudziestu centymetrów dzianiny udało mi się wycisnąć cztery sztuki. DSC05249

No dobra, ale co z tym ozdabianiem, spytacie. A mi chodzi o tę łapkę na białej koszulce. Już dawno temu zaopatrzyłam się w papier transferowy i chciałam sprawdzić, co się da z tym zrobić. Pomyślałam, że pozostanę w temacie łapek i znajdę jakiś wzór w otchłani Internetu, który będzie można wydrukować i naprasować na koszulkę. Nic jednak niepłatnego, a pasującego do koncepcji, nie znalazłam. Ugryzłam więc temat z innej strony. Takiej mianowicie, że ułożyłam płachtę materiału w skanerze i sprawdziłam, co z tego będzie. Wybrałam skanowanie bez tła i w wysokiej rozdzielczości i w ten sposób uzyskałam piękną wielką łapkę (z widocznym nawet wzorem dziania). Potem obróbka w paint’cie i Wordzie (to moje na najbardziej wypasione programy graficzne ;)), wydruk z opcją lustrzanego odbicia, prasowanko i oto jest czwarta koszulka z serii. DSC05244DSC05242DSC05246DSC05245

Dwie rzeczy mnie w całym tym koszulkowym szyciu za serce ujęły. Pierwsza, kiedy dziecię na pomysł t-shirta zareagowało bardzo entuzjastycznie i prosiło, żeby już teraz mu uszyć tę koszulkę. A druga, kiedy któregoś dnia wrócił z przedszkola, zobaczył jedną z nowych koszulek i krzyknął: „Mamusiu, dziękuję!”.