Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


26 komentarzy

Mały mężczyzna

Bywa,  że w swoim macierzyństwie popadam w skrajności. Czasami wydaje mi się, że mój trzyipółlatek jest taaaki duży i samodzielny, że mógłby biegać po podwórku bez nadzoru albo wyskoczyć po coś do sklepu w razie nagłej potrzeby. A innym razem myślę, że to taki mój mały bąbelek i trzeba wszystko za niego zrobić, a już na pewno nie wymagać od niego jakichś czynów ekstra. I właśnie wtedy najczęściej bywam zaskoczona.

Na wesele, które odbyło się w ubiegłym tygodniu, postanowiłam wyprawić mojego syna w pełnym odzieżowym rynsztunku. Ceny nieco porządniejszych (w żadnym wypadku stuprocentowo wełnianych) chłopięcych garniturów w sklepach mnie poraziły, więc jako matka szyjąca postanowiłam, że na tę okazję przygotuję coś sama. Nakupiłam materii (96% wełny + 4% elastanu) i przystąpiłam do prac. Spodnie uszyłam ponownie według wykroju nr 20 z Ottobre 3/2012 (poprzednie w wersji krótszej pokazywałam tu). Tym razem wyszły długie, nawet odrobinę za, współpraca jednak z dzieckiem podczas szycia nie układała się najlepiej ;). DSC05513DSC05516

Dopiero marynarka okazała się niezłym wyzwaniem, o czym przekonywałam się na bieżąco podczas szycia. Tym razem nie znalazłam odpowiedniego wykroju w Ottobre, więc przeszukałam Burdę. Wybrałam więc wykrój 139 z numeru 4/2013 i zabrałam się za dostosowywanie go do naszych potrzeb. To, co najbardziej może rzucać się w oczy, to zamiana nakładanych kieszeni na klasyczne z podwójnymi wypustkami i patkami. To moja duma. Oprócz tego wyposażyłam marynarkę w poszetkę. Szycie ułatwiłam sobie, rezygnując z guzików na mankietach i dziergając na przodzie dwie dziurki zamiast trzech (dla mojej maszyny to zawsze strach i zgrzytanie podzespołów). DSC05517anigif

To to pieruńskie rozcięcie okazało się moją największą zmorą. Uszycie tego z samego materiału wierzchniego nie było zbyt kłopotliwe. Powiem więcej, uszyłam to tak sprawnie i ładnie, że niemal poczułam, jak obrastam w piórka. Dopiero kiedy przyszło mi się zmierzyć z podszewką i umieścić ją w odpowiednim miejscu, musiałam piórek się pozbyć i z pokorą przyznać, że długa jeszcze droga przede mną w zdobywaniu krawieckich umiejętności. Co więcej jedna z niewielu przymiarek, na jakie zgodził się mój model, pokazała, jak niewłaściwy dla jego sylwetki okazał się ten wykrój. Misio bowiem ma dość wystający zadek. I brzuszek, który rośnie jak balonik po każdym zjedzonym posiłku. O ile więc rano marynarka leżała jako tako, o tyle po południu  dopinała się z niejakim trudem, a na pupie rozłaziła. Koszmar. Ale że wiele nie dało się z tym zrobić, jedyne manewry, na jakie mogłam sobie pozwolić, to przesunięcie guzików. W dniu wesela sprzymierzeńcem (o ironio) okazał się upał, który odebrał apetyt dziecku i dzięki temu marynarka układała się w sposób zadowalający. DSC05532

Muchę sprawiłam dziecku sama dawno dawno temu, kiedy Misio kończył roczek i wyprawiał swoją pierwszą imprezę. Pięknie przełamała granat i powagę garnituru oraz skomponowała się z czerwonymi sznurówkami.DSC05535

Mój mały mężczyzna upał w pełnym mundurku zniósł bardzo dzielnie, zapięty na ostatni guzik i zwieńczony muszką nie skarżył się wcale. W końcu tata też miał na sobie garnitur, a wyglądać dokładnie jak tata, to dla takiego smyka samo szczęście. DSC05658

Misio dostał też niezwykle ważne zadanie do wykonania. Moja siostra bardzo chciała, by jej ukochany siostrzeniec podał im, młodym, obrączki podczas udzielania ślubu. Ja, matka tym razem sceptyczna, miałam wątpliwości, czy to się uda. Nawet został przygotowany plan awaryjny. Na szczęście jednak dostałam prztyczka w nos, bo Miś z zadania wywiązał się na szóstkę, a ja dumna patrzyłam, jak wręcza przygotowane przeze mnie pudełeczko księdzu :). DSC05634

Pozdrawiam serdecznie!


13 komentarzy

Mały elegancik

Niektóre uroczystości wymagają nieco bardziej odświętnej garderoby. A że tych ważnych dni ostatnio u nas co nieco, uznałam, że dziecku memu przy takich okazjach będę przyodziewać doły w nieco bardziej wyjściowe spodnie. Takowych nie mieliśmy, należało je więc uszyć. W Ottobre 3/2012 znalazłam model 20, który idealnie wpasował się w nasze potrzeby. A także zadowolił się skrawkami materiału pozostałymi z szycia sukienki oraz zamkiem błyskawicznym wyprutym z moich starych spodni. DSC05357DSC05360DSC05359

Spodnie dziecięce są bermudami, bo jakby nie patrzeć ciepłe miesiące przed nami, a mama ze mnie taka, co lubi, jak dziecko ładnie wygląda, ale litość przy tym ma. Chciałabym, abyście dali  mi wiarę, że próbowałam je rozprasować, o czym świadczą kanty zaprasowane za każdym razem inaczej, ale to wszystko, co udało mi się osiągnąć. Bawełna, nawet satynowana, tak chyba po prostu ma. Ja natomiast nie miałam już więcej cierpliwości. Tej także nie stykło Miśkowi, który nie chciał się ani na chwilę zatrzymać w celu uwiecznienia maminych wyczynów maszynowych. Łapałam go więc w locie.DSC05364DSC05374


22 komentarze

Wiosenna kurtka dla małego łobuziaka

Z tym, że najmłodszy w rodzinie rośnie na potęgę i nie zatrzymuje się ani na chwilę, już się oswoiłam i nie dziwię się głupio, kiedy okazuje się, że a to już kosteczka z nogawki wygląda, a tam nereczka nieśmiało spod koszulki się uśmiecha. Ot, taka kolej rzeczy. Wiadomo na przykład, że z zaraz będzie nam potrzeba dużo t-shirtów sięgających niżej niż okolice pępka i trochę cieńszych spodni do całodziennego ciekania po dworze. Do tych jednak łatwo dających się przewidzieć potrzeb nieoczekiwanie dołączy czasem jakaś „niespodzianka”. Ostatnio dołączają dziury. Tylko w minionym tygodniu kolano postanowiło sforsować aż dwie pary spodni. Skutecznie. Dziurami w spodniach przejęłam się chyba niewystarczająco, uznając, że łaty szybko rozwiążą problem, więc na deser dostałam rozerwaną przy kieszeni kurtkę. Precyzując – kieszeń oderwana, materiał wierzchni rozerwany na linii szwu, dziecko nie wie, jak to się stało. Wobec zaistniałej sytuacji uznałam, że nie będę reanimować trupa i sprawię dziecku nową kapotę.DSC05205

Wybrałam model 22 z Ottobre Design 1/2015. Z zasobów własnych wyciągnęłam pozostałości po tej sukience, tej spódnicy oraz tę kieckę (trochę w niej chodziłam, ale ta tkanina i rozkloszowany dół nie do końca ze sobą grały, zwłaszcza w wietrzne dni). Tych resztek było tak dużo, że właściwie każda kombinacja kolorystyczna wchodziła w grę. Tak się rozkręciłam przy tym kombinowaniu, że wymyśliłam sześć wersji. Ostatecznie jednak względy praktyczne wzięły górę, więc padło na ciemne rękawy i środek przodu. I całą resztę, którą widzicie.

Wierzch to bawełna satynowana, dlatego kurtka będzie wiecznie wygnieciona. Ale będzie za to oddychać. Spód, czyli podszewka, to dzianina bawełniana będąca onegdaj moją koszulą nocną, w której i tak nie spałam. Rękawy spodnie uszyłam z podszewki wiskozowej. Niebieskiej. Jak szaleć kolorystycznie, to na całego. Szare ściągacze są szare i też resztkowe, a granatowe mi nie pasowały. Wloty kieszeni czerwienią się zuchwale, by przy nadarzającej się okazji dawały o sobie znać. A równie czerwone łaty na łokciach ożywiają tyły. Zamek błyskawiczny miał być błękitny, ale jak grom spadła na mnie wizja czerwonego, więc mąż, jako osoba zaangażowana zawsze w tworzenie garderoby dziecięcia swego, zjeździł wczoraj pół Pragi Pn. w poszukiwaniu tego jedynego. Misja zakończyła się sukcesem, a nowa bajerancka kurtka kosztowała nas całe 8 zł.

Szczerze Wam powiem, że w miarę jak kurtka nabierała kształtów, miałam coraz większego rogala na twarzy. Tak mi się podobała! A kiedy ją uszyłam, pozazdrościłam własnemu dziecku takiego odjazdowego ciucha.


28 komentarzy

Spryt matki

Mówię do męża: Będziecie wracać z przedszkola, to pogadaj z Młodym o karnawale. Powiedz mu, co to jest i co się wtedy robi. Spróbuj go przekonać, że Piotruś Pan jest fajnym chłopcem i będzie super, jak się za niego przebierze. Dostaję wiadomość: No to masz pole do popisu. Zaniepokojona proszę o szczegóły. Misiek się chce przebrać jak Mikołaj, choinka i prezenty, ale na niebiesko jak niebo i samoloty, i helikopter. Ryknęłam śmiechem, bo co miałam zrobić. W pierwszym odruchu zaczęłam się zastanawiać, jakby tu ugryźć temat. Na szczęście już  w drugim poszłam po rozum do głowy. Mam ledwie tydzień, więc nie ma mowy o fajerwerkach i wodotryskach, Młody będzie strażakiem. Udałam się więc do niego uzbrojona w gadkę o strażaku Samie, gadżety i entuzjazm, którym po prostu musiał się zarazić. Ledwie otworzyłam buzię, a pomysł został natychmiast zaakceptowany. Ma się tę moc.

Poszło łatwo, więc gdzie indziej musiałam sobie trochę utrudnić. Tak zwany życiowy pragmatyzm dał o sobie znać. No bo sobie myślę, ja mu uszyję ten strój, nie z byle czego, on go założy na dwie godzinki, a potem z niego wyrośnie. Bez sensu. Wymyśliłam więc, że podejdę do sprawy niekonwencjonalnie. Najpierw uszyłam dziecku dres. Prościutki, granatowy. Granatowy ładniejszy, gdzieś nie-czarne stroje widziałam. Bluza z Ottobre 4/2014 model 32, spodnie z Ottobre 1/2015 model 12. Bluza na razie bez kieszeni, spodnie i owszem. DSC04632

W międzyczasie zamówiłam sprzęt do walki z ogniem w terenie i nie tylko. Z samochodu zabrałam natomiast kamizelkę odblaskową w celu przerobienia jej na paski. Ależ to żółte pieruńsko się siepie! I tak cięłam te paski i naszywałam. Cięłam i naszywałam. Na rękawach ręcznie, gdzie indziej na szczęście nie. Całe popołudnie i wieczór mi te paski zabrały. Ale efekt był taki, że łał. Potem jeszcze ślęczałam nad napisami. Ten z przodu zrobiłam na piance konstrukcyjnej, bo na tkaninie kiepściej wyglądał. Marker na piance się jednak rozmazywał, co okazało się dość szybko, więc na placach zrobiłam napis na dresówce. Co za mordęga. Warta jednak mego trudu, wszak strażak wyszedł bosko.

DSC04673DSC04674

Bal karnawałowy odbył się w piątek. W sobotę sprułam paski, dziś skończyłam szyć dres, naszywszy na bluzę kieszonki. Szach mat!