Kasia Mazurek

Kitka z nitką


22 Komentarze

Zestaw nieco bardziej wyjściowy dla chłopca

DSC09752

Chłopiec, czyli syn, żywo interesuje się tym, czym interesuje się mama, a jak mama skroluje listę blogów i na czymś zawiesi oko, to i syn chętnie głowę wsadzi, obraz przysłoni i pyta: Co to? No i pewnego razu przeglądałam sobie te blogi i u którejś z Was coś dziecięcego oglądałam i padło rzeczone pytanie, po uprzednim wsadzeniu nosa w ekran mojego telefonu rzecz jasna. Mówię więc, że to ubranka uszyte przez taką panią, co jak mamusia lubi szyć i szyje też dla swoich dzieci. A potem to już poszło szybko, bo syna mam, co lubi szyte przez mamę ubrania, a w przedszkolu to potrafi się nawet pochwalić tymi, których akurat ja nie szyłam. Zażyczyło sobie dziecko sztuk odzieży trzy: spodni, koszulki i bluzy. Z dzianiny, dodam, bo to takie codzienne miały ubrania być. To ja mu na to: Misiu, takich ubrań to Ci dostatek, może uszyję Ci coś takiego bardziej. Takiego na przykład, żeby się na zdjęcia w przedszkolu nadawało. No i Misiu z wrodzonym sobie entuzjazmem dla nowych przedsięwzięć się zgodził i wybraliśmy się na zakupy tkaninowe, by ów plan zrealizować.

I tak uszyłam spodnie, trochę jakby jeansowe, ale nie do końca, z tkaniny, którą akurat już miałam. Trochę z nią zabawna historia. To znaczy teraz, po czasie, bo wcześniej to jakoś nie bardzo ubawiona byłam. Jakiś rok temu zamówiłam sobie u Natana tkaninę (bawełnę z elastanem) na spodnie. Przyszła, na zdjęciach podobała mi się bardziej niż na żywo, była też nieco inna w chwycie niż sobie wyobrażałam, poszła więc leżakować. Ostatnio zaś, skuszona rabatem znów zrobiłam zakupy w Natanie. Wybrałam sobie tkaninę na płaszcz, która po przyjściu, a potem po praniu okazała się kiepskim wyborem, co może pamiętacie ze wzmianki na Instargamie. Co więcej okazała się dokładnie tą samą tkaniną, którą zamówiłam rok wcześniej. I tak mój skład „wzbogacił” się o 4 m tkaniny, co do której nie miałam specjalnego przekonania. By jednak nie mieć poczucia straty, postanowiłam ją przerobić na parkę i spodnie właśnie. Spodnie dla dziecka. Wybrałam wykrój z Ottobre 4/2015 model 21. Uszyłam szybko i sprawnie, ozdobiłam stębnowaniem jak w jeansach. Oszukałam z rozporkiem, w pasie wszyłam gumę. Guzik to ściema. Zdjęcia szczegółów lepiej widać na zdjęciach na Instagramie, bo jakoś tak z rana przed pójściem do przedszkola to mi dziecko pozować nie chciało, w związku z czym umówiliśmy się na dziesięć zdjęć, co i tak uważam za spory sukces. DSC09764DSC09765DSC09775DSC09741DSC09770

Do spodni uszyłam zaś koszulę. Tkaninę wybraliśmy razem i musieliśmy pogodzić tu dwie racje, bo postanowiłam, że tym samym wzorem wypełnię sobie wnętrze kurtki. Ale że ja potrafię swoje dziecko skutecznie przekonać, używając sztuki perswazji oraz siły niepodważalnych argumentów, wybór tkaniny, która spodoba się nam obojgu okazał się czystą przyjemnością. Jeśli zaś chodzi o wykrój, wybrałam model 152 A z Burdy 8/2012. Rękawy zrobiłam krótkie, żeby było swobodniej, i dodałam pagony, żeby dać coś od siebie. A koszulę uszyłam tak, jak się szyje standardowo koszule męskie. No i popatrzcie, jak mi dobrze to szycie wyszło. DSC09739DSC09744DSC09776DSC09740DSC09756

I powiem Wam, że nic mnie tak nie cieszy w całym tym szyciu dla dziecka, jak to, że dziecko najchętniej to by codziennie w tej nowej koszuli do przedszkola chodziło. Nawet te równiutkie szwy i schodząca się pięknie kratka tracą na znaczeniu, choć nie ukrywam, że cieszą moje oko. W dodatku całe to szycie jest jednak łatwiejsze i takie odprężające. A nagroda w postaci szczerej dziecięcej radości warta jest rzucenia w kąt swoich spraw.

DSC09779

A tu już wersja tuż przed wyjściem do przedszkola, czyli spodnie dresowe, t-shirt i koszula na luzaka.

Reklamy