Kasia Mazurek

Kitka z nitką


28 Komentarzy

Koszula jeansowa

DSC00575

Pewnie wiecie, jak to jest, kiedy od początku nie czujecie przekonania do jakiejś rzeczy, ale mimo wszystko staracie się ją uszyć do końca. Tak miałam właśnie z tą koszulą. Zaczęło się już od tego, że jeans, który zamówiłam, mimo że w nazwie miał „koszulowy”, bardziej nadawałby się na lekką kurtkę niż koszulę. Kolor też nie do końca na żywo wyglądał tak jak na zdjęciach w sklepie. Materiał leżał więc długo nieruszany, a ja się nie mogłam zdecydować. W końcu jednak z braku laku postanowiłam się z nim zmierzyć. Nie wiem, jak bardzo nieodpowiednie nastawienie wpływa na pracę, ale faktem pozostaje niezaprzeczalnym, że ta koszula mi się po prostu stawiała. Pomyliłam na przykład strony materiału na plecach i karczek doszyłam oraz przystębnowałam lewą stroną na wierzch. Potem prułam. Kieszonki z takiego sztywnego materiału też nie przyszyły mi się idealnie (łuki tu i ówdzie nie były idealne), musiałam więc zmienić trochę ich kształt. Znowu prułam. Przy jednym z rękawów pomyliłam stronę zapięcia mankietu. I co? Bingo! Czyli prułam. I tak sobie po trochu szyłam i prułam tę koszulę, aż ją wreszcie skończyłam. DSC00638DSC00644DSC00619DSC00639

Z kwestii czysto technicznych to tak: wykrój jest z Burdy 10/2012 model 115. To jest bardzo dobry model i wykorzystam go jeszcze nie raz, tylko będę musiała przedłużyć trochę rękawy. Przy moich długich szkitkach te są po prostu zbyt kuse. Prawdopodobnie też zrezygnuję z środkowego szwu na plecach, ale za to wytaliuję koszulę zaszewkami. No i przed wszystkim użyję znacznie lżejszej tkaniny. Wtedy wszystko będzie jak należy. DSC00643DSC00629

Tak sobie myślę, że nie do końca mam pomysł na noszenie tej koszuli. Bo jako bluzka to jest dosyć sztywna i gruba. Ale wygodna. Jako narzutka na t-shirt latem będzie za ciepła. Ale może wiosną się nada? Choć nie do końca mam do niej przekonanie, to kiedy patrzę na nią wiszącą na wieszaku, to mi się podoba i szkoda mi ją spisać na straty. Pozwolę jej jeszcze trochę zostać 😉 DSC00642

Pozdrawiam, Kasia!

Reklamy


23 Komentarze

Zestaw nieco bardziej wyjściowy dla chłopca

DSC09752

Chłopiec, czyli syn, żywo interesuje się tym, czym interesuje się mama, a jak mama skroluje listę blogów i na czymś zawiesi oko, to i syn chętnie głowę wsadzi, obraz przysłoni i pyta: Co to? No i pewnego razu przeglądałam sobie te blogi i u którejś z Was coś dziecięcego oglądałam i padło rzeczone pytanie, po uprzednim wsadzeniu nosa w ekran mojego telefonu rzecz jasna. Mówię więc, że to ubranka uszyte przez taką panią, co jak mamusia lubi szyć i szyje też dla swoich dzieci. A potem to już poszło szybko, bo syna mam, co lubi szyte przez mamę ubrania, a w przedszkolu to potrafi się nawet pochwalić tymi, których akurat ja nie szyłam. Zażyczyło sobie dziecko sztuk odzieży trzy: spodni, koszulki i bluzy. Z dzianiny, dodam, bo to takie codzienne miały ubrania być. To ja mu na to: Misiu, takich ubrań to Ci dostatek, może uszyję Ci coś takiego bardziej. Takiego na przykład, żeby się na zdjęcia w przedszkolu nadawało. No i Misiu z wrodzonym sobie entuzjazmem dla nowych przedsięwzięć się zgodził i wybraliśmy się na zakupy tkaninowe, by ów plan zrealizować.

I tak uszyłam spodnie, trochę jakby jeansowe, ale nie do końca, z tkaniny, którą akurat już miałam. Trochę z nią zabawna historia. To znaczy teraz, po czasie, bo wcześniej to jakoś nie bardzo ubawiona byłam. Jakiś rok temu zamówiłam sobie u Natana tkaninę (bawełnę z elastanem) na spodnie. Przyszła, na zdjęciach podobała mi się bardziej niż na żywo, była też nieco inna w chwycie niż sobie wyobrażałam, poszła więc leżakować. Ostatnio zaś, skuszona rabatem znów zrobiłam zakupy w Natanie. Wybrałam sobie tkaninę na płaszcz, która po przyjściu, a potem po praniu okazała się kiepskim wyborem, co może pamiętacie ze wzmianki na Instargamie. Co więcej okazała się dokładnie tą samą tkaniną, którą zamówiłam rok wcześniej. I tak mój skład „wzbogacił” się o 4 m tkaniny, co do której nie miałam specjalnego przekonania. By jednak nie mieć poczucia straty, postanowiłam ją przerobić na parkę i spodnie właśnie. Spodnie dla dziecka. Wybrałam wykrój z Ottobre 4/2015 model 21. Uszyłam szybko i sprawnie, ozdobiłam stębnowaniem jak w jeansach. Oszukałam z rozporkiem, w pasie wszyłam gumę. Guzik to ściema. Zdjęcia szczegółów lepiej widać na zdjęciach na Instagramie, bo jakoś tak z rana przed pójściem do przedszkola to mi dziecko pozować nie chciało, w związku z czym umówiliśmy się na dziesięć zdjęć, co i tak uważam za spory sukces. DSC09764DSC09765DSC09775DSC09741DSC09770

Do spodni uszyłam zaś koszulę. Tkaninę wybraliśmy razem i musieliśmy pogodzić tu dwie racje, bo postanowiłam, że tym samym wzorem wypełnię sobie wnętrze kurtki. Ale że ja potrafię swoje dziecko skutecznie przekonać, używając sztuki perswazji oraz siły niepodważalnych argumentów, wybór tkaniny, która spodoba się nam obojgu okazał się czystą przyjemnością. Jeśli zaś chodzi o wykrój, wybrałam model 152 A z Burdy 8/2012. Rękawy zrobiłam krótkie, żeby było swobodniej, i dodałam pagony, żeby dać coś od siebie. A koszulę uszyłam tak, jak się szyje standardowo koszule męskie. No i popatrzcie, jak mi dobrze to szycie wyszło. DSC09739DSC09744DSC09776DSC09740DSC09756

I powiem Wam, że nic mnie tak nie cieszy w całym tym szyciu dla dziecka, jak to, że dziecko najchętniej to by codziennie w tej nowej koszuli do przedszkola chodziło. Nawet te równiutkie szwy i schodząca się pięknie kratka tracą na znaczeniu, choć nie ukrywam, że cieszą moje oko. W dodatku całe to szycie jest jednak łatwiejsze i takie odprężające. A nagroda w postaci szczerej dziecięcej radości warta jest rzucenia w kąt swoich spraw.

DSC09779

A tu już wersja tuż przed wyjściem do przedszkola, czyli spodnie dresowe, t-shirt i koszula na luzaka.