Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


37 komentarzy

Srebrzyście

DSC05257

Wieść o tym, że czeka nas wesele, prędko przywiodła na myśl rozważania na temat nowej sukienki. Ale że długo nie znaliśmy dokładnego terminu, wesele dwa razy zostało przełożone, jedyne kroki, jakie poczyniłam, ograniczyły się do zakupu tkaniny. I tak przeleżały sobie srebrne groszki około rok w materiałowym składziku. Data jednak w końcu została podana do wiadomości, mogłam więc wreszcie pomyśleć o szyciu. DSC05312DSC05263DSC05313DSC05265DSC05274

Początkowo myślałam, że tym razem całą sukienkę uszyję wg modelu 112 z Burdy 11/2007. Decyzję jednak szybko zmieniłam, bo pod groszki koniecznie trzeba było wszyć podszewkę, a model 112 jej nie przewidywał. Mogłam kombinować, ale materiał jest na tyle sztywny, że obawiałam się nieciekawego efektu na biuście. Koncepcję więc nieco zmodyfikowałam, w wyniku czego z tego modelu został mi tył. Właściwie tylko góra tyłu wydłużona o szerokość pasa. Na przód wybrałam górną część przodu z modelu 112 B z Burdy 5/2005. Odrobinę przemodelowałam dekolt, szerokość ramion zrównałam z tyłem i uszyłam wersję próbną góry. Okazała się za duża (szyłam rozmiar 38), więc zaczęłam ją dopasowywać. Kiedy osiągnęłam zadowalający efekt i pomierzyłam ją, wyszło mi, że będzie do niej pasować dół w rozmiarze 36 z Burdy 11/2012 model 121. W ten sposób skomponowałam swoją weselną sukienkę i z miejsca się w niej zakochałam. Po dodaniu zaś halki z tiulową wstawką uzyskałam dokładnie taki efekt rozkloszowania, o jaki mi chodziło. DSC05291DSC05287

Teraz, już po zabawie, mogę napisać, że sukienka naprawdę mi się udała. Leżała dobrze, nigdzie nie odstawała ani nie uwierała (choć materiał w dotyku jest dość szorstki, więc miałam obawy, czy mnie gdzieś nie obetrze) i pięknie wirowała w tańcu. No i była jedyna taka. Gdyby tylko było trochę cieplej, a deszcz nie padał na nas podczas wygibasów z aparatem, być może udałoby się uchwycić nieco więcej szczegółów. Tymczasem w zbiorze zdjęć z sobotniej sesji najwięcej jest ujęć pleców ;). DSC05298DSC05302DSC05303DSC05299DSC05301


34 komentarzy

Przerywniki

Z szyciem płaszcza mi nie idzie. Nie idzie mi tak bardzo, że cokolwiek mam zrobić w związku z nim, rzucam to w diabły po 5 minutach i biorę się za coś innego. Czasem są to poprawki, innym razem łatanie dziur, a bywa, że machnę coś prostego, żeby zadowolić się szybko i bez przesadnego wysiłku.

Podobają mi się spódniczki rozkloszowane. Ale takie naprawdę sterczące zalotnie na boki. To chyba jeszcze pozostałość z dzieciństwa. Jak byłam sobie dziewczęciem w wieku przedszkolnym, to miałam taką spódniczkę-baletniczkę (a właściwie sukienkę) uszytą przez mamę specjalnie na zabawę choinkową. Cudo. Założona raz, a w pamięci została już na zawsze. Zasadniczo ten efekt można osiągnąć albo dzięki sztywnemu suto marszczonemu materiałowi i formie z koła, albo dzięki tiulowej halce. Jednak jak na codzienną wersję to trochę zbyt strojnie. Można  też uszyć sobie spódniczkę z pianki (albo nurka; w sumie nie wiem, czy to to samo, bo się nie znam na tych nowościach). Długo się wzbraniałam przed tą materią, być może dlatego, że fasony ubrań z niej szytych nie do końca mi odpowiadały. Ale się przemogłam, bo zobaczyłam taką piankę a’la zamsz. I z metra uszyłam spódniczkę. Sześć kontrafałd, dwie kieszenie i jeden ozdobny zamek. Moda na nie już pewnie mija, ale jakoś wcześniej nie miałam na niego koncepcji. Z drugiej strony nie widzę siebie jako osoby goniącej za trendami, więc w ogóle mi to nie przeszkadza. DSC04708

Szycie tej dzianiny jakoś specjalnie mnie nie zachwyciło. Jest dosyć gruba i włochata, więc musiałam pilnować, żeby warstwy mi się nie rozjeżdżały. Ponieważ mam owerloka, poobrzucałam wszystkie brzegi. Na stębnówce bym tego nie zrobiła. Szwy rozprasowywało mi się stosunkowo dobrze, ale że dół zostawiłam, o zgrozo, surowy zupełnie, zapasy szwów przyszyłam ręcznie do spódniczki. Ogólnie roboty ze spódniczką miałam niewiele, ale z efektu jestem bardzo zadowolona. Miałabym jeszcze mniej, gdybym tył rozcięła prosto, narysowawszy sobie uprzednio linię pomocniczą, a nie jak jakaś lebiega byle jak na zasadzie „a może się uda”. Nie udało się, musiałam naprawiać. Ale ponieważ sprytnie udało mi się sprawę uratować, nie będę się chwalić szczegółami.

* * *

Pomyślałam sobie, że sprawdzę, czy gdzieś jeszcze mam zdjęcie siebie jako przedszkolnej baletnicy. Mam! A skoro mam, to Wam pokażę bezzębną sześciolatkę o krzywej grzywce, ale bardzo z siebie zadowoloną. Uważam, że jak na tamte siermiężne czasy miałam kieckę niczego sobie ;). CCI20160124


8 komentarzy

Koralowa spódnica z kontrafałdami

Albo różowa, łososiowa czy inna jakaś. W każdym razie na spódnicę z kontrafałdami miałam ochotę już od jakiegoś czasu. Miałam też ochotę na uszycie czegoś mało skomplikowanego po żakietowych przebojach. I miałam tylko dwa koralowe zamki błyskawiczne w długościach odpowiednich do spódnic. Zostałam więc przy tej samej tkaninie i niciach, co niewątpliwie ma pewne zalety. Powstała więc taka zwyczajna w gruncie rzeczy spódnica (długość przed kolano). DSC00220

W szwach bocznych, jak zwykle w moim przypadku, umieściłam kieszenie na swoje skarby 😉 W szwie tylnym umościł się zamek błyskawiczny kryty. Za zapięcie służą na razie trzy małe zatrzaski, bo nie miałam ładnych guziczków.

Pasek od wewnętrznej strony oraz dół spódnicy przyszyłam ręcznie. To była najtrudniejsza i najżmudniejsza część pracy 😉 DSC00239 DSC00236

Michu, słysząc, że zamierzam iść w niej do pracy, zażartował, że zimą to się chodzi na buro, a nie w kolorach 🙂

Na koniec jeszcze pokażę Manię całą w koralu. Przyznam jednak, że jak dla mnie to zbyt wiele, noszenie całego zestawu więc raczej mi nie grozi.DSC00233