Kasia Mazurek

Kitka z nitką


28 Komentarzy

Letni kardigan

Latem to ja myślę bardzo ciepło o pogodzie.  Mówię jej, że jest super, że lubię, jak słońce świeci. Lubię nawet, jak czasem pada (najlepiej wieczorami i wtedy, kiedy jestem w domu). Lubię to, że nie trzeba nosić wielu warstw ubrań, a nawet im mniej, tym lepiej. I lubię myśleć, że jak jadę na wakacje, to wystarczą mi trzy ciuchy na krzyż, sandałki i okulary przeciwsłoneczne. Bo skoro ja o pogodzie ciepło, to i ona się ciepłem odwdzięczy. Tak myśląc, wybrałam się w zeszłym roku nad nasze morze i dzień, a właściwie noc, kiedy dotarłam, był w zasadzie ostatnim ciepłym dniem nad Bałtykiem w czasie mojego pobytu (nawet wspominałam o tym przy okazji wpisu o kombinezonie w łowicki wzór). Zaopatrzona tylko w letnie ciuchy, bo zimowe latem wędrują do schowka i o nich zapominam, tylko dzięki mamie i jej bluzie nie przemarzłam wtedy na kość. Dlatego w tym roku to ja sobie pomyślałam, o co to to nie, chłodem mnie ty Bałtyku jeden kapryśny nie weźmiesz. W ramach tego pomyślunku postanowiłam uszyć sobie kardigan, ale nie taki bardzo ciepły zimowy i puchaty jak mała owieczka, tylko taki zupełnie letni. I choć w ogóle się nie cieszę, że musiałam z niego skorzystać częściej niż nakazywałoby wyobrażenie o letniej przyzwoitości, to nie napiszę, że nie tli się tam we mnie żaden płomyczek dzikiej satysfakcji. Bo ja sobie tym swetrzyskiem bardzo dobrze utrafiłam we własne gusta, formy i zgromadzone kolory w szafie. DSC09147DSC09148DSC09150DSC09157DSC09160

Do mojej koncepcji letniego kardiganu najbardziej wpasował się wykrój na szlafrok z Burdy 1/2012 model 108, ale czekało mnie z tą formą trochę gimnastyki. Zamówiłam sobie z Natana taką bowiem dzianinę swetrową (i bardzo ją polecam, bo jest świetnej jakości), ale zamówiłam jej 1,5 m. Przyszło jak zwykle trochę więcej, ale po upraniu zrobiło się trochę mniej. No i na tym półtorametrze rozpoczęłam wygibasy, żeby mi ten długi sweter się udał. Zlikwidowałam  tę dużą zaszewkę z przodu, tył skroiłam jako całość. Zwęziłam trochę przody i wykończyłam je zwykłym podłożeniem na jakieś 1,5 cm, bo ich odszycia nie miałam już z czego wyrzeźbić. Sweter skróciłam do kolan, bo kieszenie, i to takie duże, to ja musiałam po prostu mieć. A rękawy zostały dwuczęściowe, choć gdybym tej dzianiny miała jednak więcej, to zrobiłabym jednoczęściowe. DSC09170DSC09167DSC09169DSC09172

Oprócz ciepłego lata to ja lubię jeszcze, jak mi się te moje pomysły tak dobrze udają. Jak ta moja urzeczywistniona już wizja jest dokładnie tym, czym miała być, albo nawet czymś lepszym. Kardigan wprowadził mnie w stan błogiego zadowolenia z co najmniej dwóch powodów. Raz że sprawdził się nad tym humorzastym morzem, a dwa – w szyciu wszystko zagrało jak trzeba: i połączenie wykroju z dzianiną, i niezbędne (bo wymuszone zbyt małym kawałkiem dzianiny) poprawki.

Wykrój na ten kardigan, a właściwie szlafrok, dodaję do swoich ulubionych i gdy tylko nadejdą chłody, zmierzę się z nim jeszcze raz. To jest bardzo wygodna alternatywa dla płaszcza, zwłaszcza że można pod niego założyć wszystko. A że z moją szafą jest coraz lepiej i przy zakupach zamiast porywów serca coraz częściej kieruję się chłodną kalkulacją, to mi z tych moich ubraniowych puzzli wychodzi coraz więcej układanek. DSC09184DSC09185DSC09186DSC09209DSC09208DSC09211DSC09220DSC09218DSC09222

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


32 Komentarze

Wełniany kardigan

Oj, dużo wody w Wiśle upłynęło, zanim od powzięcia myśli o uszyciu swetra przeszłam do aktywnego działania. Kardigany szyli prawie wszyscy, ja też chciałam, ale gdy nie miałam jeszcze owerloka, wydawało mi się to w ogóle niemożliwie (a to nieprawda, bo teraz wiem, że taką akurat rzecz to z powodzeniem można uszyć bez). Potem pojawiła się maszyna, ale jakoś szybko minęła zima, a wraz z nią moje chęci. W tym sezonie znów się zasadziłam na własnoręcznie szyte długaśne swetrzysko, ale nim do tego doszło, pomyślałam jeszcze, że może jednak rozejrzę się po sklepach i obejdzie się bez szycia. Nachodziłam się sporo, nie powiem, naszukałam, naprzymierzałam. Ale wiecie co? Kiedy doszłam do tego, że w większości przypadków za sweter w najlepszym razie w połowie z włókien naturalnych zapłaciłabym krocie, postanowiłam zaryzykować i uszyć go sama. W Natanie kupiłam dzianinę w osiemdziesięciu procentach wełnianą i sprawiłam sobie kardigan. dsc07145dsc07142

Wybrałam wykrój 107 z Burdy 11/2013. Mimo że noszę rozmiar 38, zdecydowałam od razu, że odrysuję najmniejszy rozmiar (36) i dopasuję go do własnych potrzeb. Już na starcie zwęziłam jego przednie części tak, żeby na siebie nie zachodziły. Skróciłam go także o 10 cm i  zwęziłam rękawy. Po zszyciu okazało się jednak, że sweter dalej jest wielki :). Nie mając już zbyt wielu możliwości, zwęziłam nieco rękawy na całej długości i górną część swetra, tak jakbym chciała go wytaliować. I tak jest go dużo, ale przynajmniej mieści się pod kurtką lub płaszczem. dsc07144dsc07146

Z braku doświadczenia z dzianinami swetrowymi nie miałam pojęcia, jak będzie wyglądał i jak będzie się nosić taki sweter z akurat tej swetrówki. Ta jest dość zwarta, średnio elastyczna i przez to też trochę sztywna. Jako odzienie wierzchnie kardigan sprawdza się świetnie – trzyma formę i grzeje. Zdecydowanie będzie z niego pożytek także wiosną. Natomiast muszę przyznać, że nie jest to miękki otulacz, w który z chęcią zawinęłabym się w zimną noc, siedząc na kanapie i oglądając film. Jest zbyt sztywny i trochę drapie. Ale ma jedną niepodważalną zaletę –  grzeje jak opętany. Dlatego ja jestem na tak :). dsc07147dsc07152

Nie szyłam kieszeni w szwach bocznych, choć przecież jestem niemalże kieszeniową maniaczką. Ale w tym przypadku obawiałam się znacznego poszerzenia mnie w biodrach. Pomyślałam, że może naszyję jakieś kieszenie bardziej z przodu, bo jednak bardzo by mi się przydały, ale brakuje mi koncepcji, jeśli chodzi o ich kształt. Może pomożecie? Pomóżcie :).