Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


23 komentarzy

Sukienka z wpadką

Tak, tak. Zaliczyłam wpadkę. Najpierw był grom z jasnego nieba – jedno spojrzenie, strzała amora i trrraaach!  Najprawdziwsza miłość od pierwszego wejrzenia. Kolejne, coraz śmielsze spojrzenia, tylko wzmagały pożądanie. Stało się jasne, że musimy się spotkać. Jak najprędzej, nie zważając na wcześniejsze zobowiązania i plany. Los zdawał się sprzyjać gorączkowym poszukiwaniom okazji do jak najszybszej realizacji postanowienia. Znacie to uczucie? Wszystko układa się tak, że wydaje się wręcz niewiarygodne, że idzie aż tak dobrze. Byłam tak pochłonięta wizją niechybnego spotkania, że w ogóle nie przewidziałam, że coś się może nie udać. Ale że przyroda żąda bezwarunkowo równowagi (przynajmniej w moim przypadku), nadmiar powodzenia, którym natenczas zostałam obdarowana, został mi odebrany tak nagle i bezwzględnie, i to niemalże na ostatniej prostej, że ogarnęła mnie rozpacz i tak ogromne poczucie niesprawiedliwości. Jak zwykle w takich sytuacjach odechciało mi się wszystkiego, a już najbardziej to odechciało mi się szyć. A tak bardzo jej pragnęłam.

szmizjerkaSukienka w gruncie rzeczy zwyczajna, model widziany przeze mnie wiele razy w rozmaitych odmianach, a jednak w okolicach września, kiedy się nań natknęłam, wywołał przyspieszone bicie serca. Nie wiem, czy to model, tkanina czy może modelka, a może nawet wszystko razem, ale od razu zaiskrzyło. W te pędy rzuciłam się do sklepu po tkaninę, odrysowałam właściwy rozmiar, skroiłam całość i siadłam do maszyny. I szyłam nieniepokojona przez nikogo i nic. Do czasu. Sukienka była w zasadzie uszyta, rękawy przygotowane do wszycia. Zostało tylko obrzucić szwy boczne. Wieczór był już późny, ale pomyślałam, że jak to zrobię, to następnego dnia tylko te rękawy i sukienka będzie gotowa. Chichot losu zamienił się w jednej chwili w rżenie starej kobyły. Podczas obrzucania gdzieś pod nóż dostał się kawał materiału z pleców sukienki i tym sposobem wyrąbałam sobie dziurę w kształcie rombu o wymiarach 6 x 1,5 cm w odległości 2 cm od szwu bocznego. Na plecach. Nieco powyżej talii. Serce mi pękło.

Mąż pomógł mi w rozpaczy, a serce rozbite w drobny mak poskładał do kupy. Wciąż mnie  zaskakuje to, że choć na moje szyciowe cugi kręci nosem, to jednak w takich momentach stara się pomóc i razem ze mną szuka rozwiązania. I tym razem dostałam solidną dawkę wsparcia. Kiedy wreszcie złość na siebie samą mi przeszła, przyszło mi do głowy rozwiązanie. A wraz z nim dostałam upragnioną sukienkę. dsc06703

Zwężać nie było z czego, bo model okazał się dość dopasowany. Przez chwilę myślałam o tym, żeby ponaszywać jakieś aplikacje. Teraz w sklepach jest sporo ubrań z rozmaitymi naszywkami. Ale mąż, wyrażając swą opinię, stwierdził, że jednak w linii pod pachą nieco powyżej talii, nawet przy kilku naszytych aplikacjach, to nie najlepsze miejsce i może jednak coś innego dałoby się wykombinować. Na szczęście został mi kawałek materiału na tyle duży, że wymyśliłam jeszcze coś. Wyprułam i wycięłam górną część tyłu od karczka aż do talii. W to miejsce wszyłam nowo skrojony kawałek, a w talii dodatkowo przyszyłam do zapasów gumę, żeby sukienka marszczyła się równomiernie pod paskiem. I wiecie co? Efekt nie dość, że okazał się lepszy od oczekiwanego, to wręcz jestem gotowa stwierdzić, że warto było! dsc06719dsc06722dsc06721

Tak bardzo chciałam pokazać tę sukienkę w plenerze, że mimo niezbyt wysokiej temperatury w połowie października zabrałam ją ze sobą na wycieczkę w Kieleckie. Ruiny zamku Krzyżtopór były zachwycone ;). Ja byłam zachwycona ruinami. W sali balowej oraz na wieży bramnej emocje, zachwyt i słońce rozgrzały mnie na tyle, że zrzuciłam na chwilę z siebie odzienie wierzchnie. Szmizjerkę pokochałam miłością czystą i bezgraniczną. A bez emocji… Cóż to by było za szycie! 😉dsc06724dsc06805dsc06737dsc06807


20 komentarzy

Sztywniara

Nie, moi mili Czytelnicy, nie o mnie tu chodzi. Miewam co prawda poważne momenty, jakieś chwile zadumy, bywam mocno wkurzona, ale zasadniczo jestem całkiem wyluzowana. Staram się też być wesoła, pogodna i nienapinająca się. O sukienkę mi chodziło. Tę, którą sobie ostatnio sprawiłam. DSC03355DSC03348

Półtora metra niezbyt grubego jeansu bez żadnych elastycznych bajerów kupiłam z myślą o spodniach. Uszyłam nawet jedne próbne i po tym wyczynie do spodni się zniechęciłam. Spódniczki nie brałam pod uwagę. Kurtka byłaby za cienka. Uszyłam więc sukienkę według modelu 119 A z Burdy 10/2005. Piękny jest ten dekolt w kształcie serca, prawda? Mi też się spodobał tak bardzo, że postanowiłam go mieć. Poza tym sukienka ma dosyć prosty fason, więc uznałam, że uszycie jej z nieco sztywnego materiału może się nawet udać. DSC03356

Chcąc być przezorną, nie żałować żadnego zbyt pochopnego cięcia, żadnego niewłaściwego szwu, na wszelki wypadek poszerzyłam sukienkę po bokach już na etapie kopiowania formy. W pierwszej chwili pomyślałam: „Punkt dla mnie”. W drugiej, czyli praktycznie kiedy sukienka była gotowa, doszłam do wniosku, że może jednak będzie ona zbyt obszerna. Pogłębiłam więc trochę zaszewki na plecach, żeby się w talii wysmuklić. Ostatecznie przyznałam sobie pół punktu, bo mogła być bardziej dopasowana, ale z drugiej strony to miejsce, co dycha, ma trochę swobody, nic się nie ciśnie, nic nie załamuje. Znacznie lepiej mieć odrobinę luzu, niż zostać brutalnie spłaszczoną przez kawałek materiału. DSC03315DSC03343

Zrezygnowałam z podszewki na rzecz odszycia dekoltu. Do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy wszycie kieszeni w szwach bocznych będzie dobrym rozwiązaniem. Obawiałam się, że będzie za dużo warstw grubszego bądź co bądź materiału, że się coś marszczyć będzie. Pomyślałam, że uszyję całą sukienkę i zostawię otwarte wloty kieszeni, żeby sprawdzić, czy w ogóle będzie na nie miejsce. Było, więc je wszyłam i przestębnowałam po wierzchniej stronie sukienki. To podkręciło jej sportowy charakter. A skrócenie jej o 10 cm definitywnie pożegnało jej elegancki wymiar. DSC03316

I tylko z rękawami mi nie wyszło. Chciałam, żeby sięgały za łokieć, ale jak się okazało, mogłabym zapomnieć o zginaniu rąk. Byłoby to nieco kłopotliwe i nastręczało sporo trudności. Dlatego rękawy kończą się tuż przed łokciem. I właściwie też mnie zadowalają. Muszę też się Wam przyznać (i sami to pewnie zauważycie), że główki rękawów nie są idealne. Niby wszystko szyte zgodnie ze sztuką, zapasy idealnie wymierzone, żadnych szczypanek, a jednak się marszczą. Ale machnęłam na o ręką, licząc, że może po praniu jeszcze raz spróbuję je rozprasować. Może to coś da. DSC03357

Nie powiem, miałam obawy podczas szycia, że będzie sztywno, niewygodnie, nienaturalnie jakoś. W pewnym momencie myślałam o sobie jak o pancerniku albo innym zwierzu kokoniastym. Ale ostatecznie jest znacznie lepiej. Nie znaczy to, że materiał układa się miękko, ewentualnie pięknie faluje na wietrze. Nadal jest lekko sztywny, ma to jednak swoją zaletę. Dekolt bardzo ładnie trzyma formę, zresztą cała sukienka również. Jest ok. DSC03323