Kasia Mazurek

Kitka z nitką


16 Komentarzy

Tymczasem

Czekanie jest zajęciem dla cierpliwych. Zdecydowanie tej cnoty nie posiadam. Jak muszę czekać, to mnie od razu nosi. Uszyłam już spódnicę do bluzki, ale muszę czekać, żeby je pokazać. Przyzwoite światło, weekend i osobisty fotograf – czekam jak kania dżdżu. By nieco odwrócić uwagę, zajęłam się czymś zajmującym, ale nieprzesadnie wymagającym. Uszyłam spodnie dresowe. Dla siebie. Na próbę. DSC03871

Takich gaci nigdy dla siebie nie szyłam. Dresówka została kupiona z myślą o bluzie. Okazała się jednak dość cienka, straszliwie rozciągliwa we wszystkich kierunkach, prześwitująca i kulkująca się na potęgę. No i ma wściekły kolor. Kupowałam ją przez internet – nie wiem, co mnie wtedy napadło. Miałam obawy co do wykroju z Burdy 11/2012 model 135, ale na szczęście zupełnie niesłusznie. Wszystko jest jak trzeba. DSC03821-horz

No dobra, drobne zmiany wprowadziłam, ale zasadniczo w formie nic nie zmieniałam. Przedłużyłam nogawkę o 7,5 cm, a skróciłam ściągacz. Nie szyłam worków kieszeni, tylko zmieniłam na przodzie kształt ich wlotu i obszyłam brzeg lamówką ze ściągacza. Tylne części worków kieszeni przyszyłam do przednich części nogawek, żeby za grubo nie było. Wszyłam też gumę w ściągacz. I już. To wszystko. DSC03855-horzTymczasem jest wtorek. Do soboty tak daleko…

Reklamy


15 Komentarzy

Jesień? Już?!

Nadejście chłodniejszej pory roku wywołuje falę skrajnych uczuć i pociąga za sobą rozmaite konsekwencje. Najpierw jest szok i niedowierzanie, że to już. Potem, kiedy się człowiek oswoi z myślą, że czeka go chłód i słota, zagląda do szafy w poszukiwaniu właściwego odzienia. Pół biedy, jeśli szuka dla siebie. Istnieje spora szansa, że znajdzie się coś z ubiegłego sezonu. Może mniej modne, światu dobrze znane, ale na pierwsze jesienne wyjścia akurat. Jeszcze będzie czas, żeby uzupełnić zapasy. Dramat, proszę Państwa, rozgrywa się wtedy, kiedy zagląda się do szafy dziecka. Dziecka rosnącego jak warzywa hojnie opryskiwane pestycydami.

Nie w pełni świadoma tego, co mnie czeka, bez drżenia serca właściwego stanowi niepokoju i niepewności, ze zwyczajnym sobie impetem i beztroską towarzyszącą mi w takich sytuacjach otworzyłam nieco ponad tydzień temu szafę ubraniową Misiaka w celu przeorganizowania jej zawartości. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że spodnie dresowe, w których dygał jeszcze kilka miesięcy temu, skurczyły się w którymś praniu tak bardzo, że nie idzie ich nosić – kostki na wierzchu, góra a’la hydraulik, tylko po szerokości nic się nie stało… Z całego bogatego zapasu ostały się tylko trzy pary. Musiały się gdzieś zawieruszyć czy coś, ale na szczęście się im się upiekło. Mi za to wcale. Pognałam do sklepu po dresówkę, dodałam do tego schomikowane zapasy, wyrysowałam formy i uszyłam w weekend trzy pary.

DSC03473-horz

Spodnie czerwone

Wykrój pochodzi z Burdy MDD 2015 (model 634). Odrysowałam najmniejszy możliwy rozmiar, czyli 110. Ponieważ Misiek jest mniejszy troszkę, kroiłam materiał bez zapasów na szwy. Zwęziłam nieznacznie nogawki, skróciłam górę. Od siebie dodałam trójkąty, żółtą wypustkę i sprytne ściągacze. Ich spryt polega na tym, że powstrzymują dość długą nogawkę przed wleczeniem się po ziemi, można je elegancko wywinąć, eliminując wrażenie nadmiaru tkaniny, a przede wszystkim dają nadzieję, że spodnie nie skurczą się tak szybko. DSC03513-horz DSC03517-horz

Spodnie chabrowe

Wykrój pochodzi z tego samego wydania Burdy. Jest to jednak model 618. Ponownie skopiowałam najmniejszy możliwy rozmiar oraz wycięłam model z materiału nie dodając zapasów na szwy. A to był błąd. Duży jak jasny pierun. Po pierwsze dlatego, że dresówka praktycznie się nie rozciąga. A po drugie – spodnie mają modny rurkowaty fason, a Misiek ma zupełnie nierurkowate nogi oraz pupę. Musiałam więc nogawki poszerzać o milimetry, a górę ozdobić tym czerwonym paskiem o szerokości 2 cm, żeby mu się hydraulik nie robił. Robi się za to balon z przodu, ale tak jest w końcu teraz modnie. Czerwone dupne kieszonki oraz wypustkę przy kieszonkach przednich dodałam od siebie. DSC03512-horz DSC03511-horz

Spodnie mieszane

Mieszane jest w nich wszystko. Kolory, bo wykorzystałam na te spodnie resztki dresówki pozostałe z szycia letnich spodenek. Wykrój też, bo połączyłam oba wcześniejsze i stworzyłam jeden doskonały ;). Zasadnicza forma, długość spodni oraz sprytne ściągacze pochodzą z wykroju czerwonych, kieszonki z przodu są z niebieskich, a karczki oraz ukośne cięcia na przodzie dodałam od siebie. Misio założył, powiedział, że cieplutkie i nie chce ich zdjąć. Mam nadzieję, że w przedszkolu się wszystkim pochwali i tym samym wzbudzi powszechny zachwyt nad moim talentem. DSC03499-horzDSC03502-horz

Ps. Ja się zachwyciłam, bo mnie znowu Burda (tym razem Szycie Krok Po Kroku) opublikowała na swoich łamach :). DSC03525


4 Komentarze

Dziecku się też należy, a co!

Zupełnie nie mogę pojąć, gdzie tym dzieciom tak się spieszy ze wzrastaniem swym. Przede wszystkim mojemu dziecku. Było nam zupełnie dobrze, kiedy Misiak swą osobą sięgał ledwie do brzegu stołu, a wdrapanie się na krzesło stanowiło dla niego wyzwanie, którego nie próbował podejmować. Czas, kiedy nie widział kuszących światełek na płycie kuchennej, a noże można było bezkarnie zostawiać gdziekolwiek, będę wspominać zawsze z ukłuciem tęsknoty i zalewającą mnie falą rozrzewnienia. Było nam tak sielsko i bezpiecznie…

Zimą jednak, zupełnie niepostrzeżenie, Misiek rozpędził się i nagle zaczął swą głową… Co ja piszę?! Jaką głową?! Wszak i głową, i szyją, i jeszcze kawałkiem popiersia gdzieniegdzie! Zaczął nam po prostu wystawać. Ponad stół, blat w kuchni, umywalkę (a z podnóżkiem to już nie ma dla niego tajemnic)… Jak się okazało, wyciągnął się nie tylko od pasa w górę, ale i nogi się jakoś tak wydłużyły. Zeszłoroczne bermudy stały się nagle szortami, a szorty bokserkami właściwie. I wszystko się jakoś tak bardziej dopasowało.

Na szczęście matka szyjąca może wyjść potrzebom dziecka naprzeciw i tak też uczyniłam. Trzasnęłam dziecku gatki. Zwyczajne, dresowe, wygodne. Na razie sztuk trzy, ale na początek powinno wystarczyć.

DSC01579

Są zielone, bo to ulubiony kolor. Są z łódką, żeby kojarzyły się wakacyjnie. A te trzecie to wyszły takie trochę w barwach dziewczyńskie, ale co tam. Ważne, że są kółka. Misiaka kręcą kółka.

Na spodenkach nie poprzestałam. Właściwie nie od nich zaczęłam, tylko od kamizelki. Z tegorocznej Burdy dla dzieci model 627 uszyłam. Bez kaptura, bo w naszym przypadku jest to ta część ubrania, z którą nigdy nie wiadomo, co zrobić. Majta się bez sensu, w foteliku przeszkadza, a jakby miało być chłodniej albo mokrzej, to nie, bo nie. Poza tym to w końcu z myślą o lecie, prawda? Po co komu latem kaptur ;)…

   No to czekamy na lato…


13 Komentarzy

Żakiet z fasonem

Półtora metra niebieskiej dresówki pętelkowej kupiłam z myślą o uszyciu sukienki. Sportowej oczywiście. Takiej do śmigania i polegiwania, w zależności od nastroju oraz warunków. Dresówka wypróbowywała więc sobie wariant polegiwania w moim szmacianym składziku, aż ją w końcu stamtąd wyciągnęłam i zaczęłam miętosić. Im dłużej miętosiłam, tym bardziej myśl o sukience blakła. W końcu niedawno uszyłam pasiaka. Potem zaczęłam miętosić segregator z wykazami wykrojów z Burdy w poszukiwaniu natchnienia. Bo coś mnie tchnęło, że może by pójść w stronę okryć wierzchnich, ale trochę innych niż ostatnio. No to poszłam w żakiety…

Wykrój znalazłam w Burdzie 8/2013. Omiatałam go wzrokiem już wielokrotnie, ale ciągle miałam w związku z nim obawy. Aż w końcu się przełamałam i pomyślałam, że uszyję żakiet według modelu 124 w ramach treningu własnego oraz testowania formy.

Ponieważ chciałam nadać żakietowi luźnego charakteru, wprowadziłam trochę modyfikacji. Ścięłam listwę na zapięcie, by przody się tylko nieśmiało schodziły. Skróciłam formę o 8 cm i zrezygnowałam z rozcięcia z tyłu. Zmniejszyłam nieznacznie szerokość ramienia (jak się okazuje, mogłam ciachać śmielej) oraz inaczej poprowadziłam linię ramion, bo nie chciałam wszywać poduszek. Zaokrągliłam przody i dodałam kieszenie (wygodnie jest mieć gdzie wsunąć telefon, a w spodniach nosić nie lubię).

DSC01064

I wiecie co? Znalazłam formę idealną! Mimo że wersja z dzianiny ma pewne niedoskonałości, wiem, że to jet to, czego od dawna szukałam. (Kto nie pamięta o moich poszukiwaniach, niech zerknie choćby tu).

DSC01100

Żeby nie było, że kokietuję, opowiem teraz o tych drobnostkach. Przede wszystkim żakiet ma wciąż za szerokie ramiona, ale gdybym szyła go z nieelastycznej taniny, na podszewce, z poduszkami, wszystko byłoby ok. Jeśli będę szyć jeszcze wersję luzacką (a podejrzewam, że na tej jednej się nie skończy), będę musiała popracować więc nad lepszym dopasowaniem góry. Również rękawy w tej wersji są trochę za szerokie. Ale gdyby od wewnątrz towarzyszyła im podszewka, nawet nieelastyczna, byłoby idealnie. Uważam też, że jednak za bardzo skróciłam całość, ale to według mnie najmniejsze uchybienie. Wspomnę jeszcze tylko o kieszonkach, które mogłam skroić trochę inaczej (tak, żeby ich łuki odpowiadały zaokrągleniom przodów). Jest jak jest, ale następnym razem przemyślę temat dogłębniej.

DSC01099

Fason okazał się modelem idealnym nie tylko dlatego, że jest w miarę dobrze dopasowany i pozwala na rozmaite modyfikacje. Jego forma okazała się zwyczajnie łatwa i do tego uboga w elementy, dzięki czemu powinno szyć się ten żakiet błyskawicznie. Ja jednak, jako człowiek lubiący czasem komplikować sobie sprawy zbyt łatwe, uatrakcyjniłam sobie szycie i wydłużyłam je w dwójnasób. Najpierw zdecydowałam, że przestębnuję wszystkie szwy (po obu stronach!) tak jak w wykroju…

DSC01074

… a potem coś mnie napadło i postanowiłam wykończyć wnętrze w ten sposób:

Te metry (choć chciałoby się napisać kilometry ;)) lamówki z podszewki zrobiłam sama. Kiedyś w otchłani Internetu znalazłam na to fajny sposób (używa się do tego obudowy od nożyka do tapet) i przy tej okazji postanowiłam spróbować (działa!). Jedyne miejsce, w którym zrezygnowałam z zabezpieczenia szwów lamówką, to rękawy. Obrzuciłam je po prostu zygzakiem. Produkcja lamówki i jej przyszywanie były dość żmudnymi czynnościami. Trwały też dość długo w porównaniu z szyciem całego żakietu (wydłużyły czas szycia dwukrotnie), ale powiem Wam na koniec, że prawie spuchłam z zadowolenia, kiedy zobaczyłam efekt końcowy.