Kasia Mazurek

Kitka z nitką


21 Komentarzy

Ja noszę dres

Tak to jest, jak człowiek pójdzie na imprezę (nieważne, że ta impreza to akurat urodziny sześciolatki) i napije się trochę napojów wyskokowych. Godzi się potem taki upojony imprezowicz na rozmaite przedsięwzięcia, choć wcześniej w ogóle pewnych spraw nie rozważał, a grafik wydawał tak napięty, że już nic tam nie wciśniesz. Jeszcze następnego dnia ma się nadzieję, że kiedy towarzystwo się wyśpi, to temat rozejdzie się gdzieś po kościach i tyle. Jak się jednak okazało – nie tym razem. Także ten, kupiłam sobie karnet na fitness i zobowiązana danym słowem dygam sobie parę razy w tygodniu na wygibondo, bo jak się chce (powiedzmy), to i czas się znajdzie.

Na tę okazję postanowiłam uszyć sobie odpowiednie sportowe wdzianko. Znacznie łatwiej wbić się po zajęciach w dres niż niż rurki i coś tam jeszcze. A tak naprawdę to był trochę pretekst, żeby po prostu móc kupić sobie jakąś zarąbiaszczą dresówkę i zaszaleć z wzorem na wiosnę 😉

Bluzę uszyłam według wykroju z Burdy Szycie krok po kroku 1/2015. Już na etapie kopiowania wprowadziłam jednak pewne zmiany. Nie chciałam mieć szwu na środku rękawa, więc złączyłam obie części formy, zostawiając tylko na ramieniu rozcięcie, żeby wymodelować do miejsce zaszewką. Całe rękawy zwęziłam. Kaptur natomiast pogłębiłam, bo chciałam, żeby jego brzeg kończył się równo z brzegiem zapięcia. Wnętrze kaptura wykonałam z dzianiny koszulkowej, dziurki na sznurek wydziergałam na maszynie, bo nie miałam oczek do nabicia, w szew nasady rękawa wszyłam białą wypustkę, a kieszonki wykończyłam białym ściągaczem. Szyłam rozmiar 38, czyli taki, który zwykle dla siebie wybieram, i po uszyciu okazało się, że całość jest szeroka. Bardzo szeroka. Tak bardzo, że nie byłam sobie w stanie wmówić, że tak jest ok., a i pranie nie pomogło, bo dresówka była już zdekatyzowana i za nic nie chciała się bardziej skurczyć. Po jakimś tygodniu od uszycia zdecydowałam, że nie ma co się czarować, trzeba usiąść do maszyny i w 20 minut się sprawę załatwi. To usiadłam i załatwiłam i teraz to już jestem zadowolona.

Spodnie natomiast powstały na bazie wykroju 112 z Burdy 3/2014. Tu pominęłam część udającą rozporek. Jak na mój gust kieszonki z tyłu wyszły za wysoko, ale prucie mogło grozić puszczeniem oczek, więc dałam sobie z tym spokój. Ponownie wybrałam rozmiar 38 i wniosek po uszyciu tego zestawu nasuwa mi się jeden – następnym razem przy szyciu z dzianiny muszę wybierać jednak rozmiar 36.

Obie rzeczy uszyłam z dzianin kupionych w sklepie internetowym fabricshop.pl. Z dresówkami za wiele do czynienia miałam, więc i materiał porównawczy niezbyt bogaty, ale mogę powiedzieć tyle, że dzianiny póki co sprawują się świetnie, przetrwały kilka prań oraz wygibasy w lesie. Po noszeniu ubrania dalej zachowują swoją formę, nie wypychają się na kolanach i łokciach i ogólnie wrażenie sprawiają całkiem porządne. Także jakby co, to polecam 🙂

Pozdrawiam ciepło i wreszcie wiosennie, Kasia!

Reklamy


28 Komentarzy

Spryt matki

Mówię do męża: Będziecie wracać z przedszkola, to pogadaj z Młodym o karnawale. Powiedz mu, co to jest i co się wtedy robi. Spróbuj go przekonać, że Piotruś Pan jest fajnym chłopcem i będzie super, jak się za niego przebierze. Dostaję wiadomość: No to masz pole do popisu. Zaniepokojona proszę o szczegóły. Misiek się chce przebrać jak Mikołaj, choinka i prezenty, ale na niebiesko jak niebo i samoloty, i helikopter. Ryknęłam śmiechem, bo co miałam zrobić. W pierwszym odruchu zaczęłam się zastanawiać, jakby tu ugryźć temat. Na szczęście już  w drugim poszłam po rozum do głowy. Mam ledwie tydzień, więc nie ma mowy o fajerwerkach i wodotryskach, Młody będzie strażakiem. Udałam się więc do niego uzbrojona w gadkę o strażaku Samie, gadżety i entuzjazm, którym po prostu musiał się zarazić. Ledwie otworzyłam buzię, a pomysł został natychmiast zaakceptowany. Ma się tę moc.

Poszło łatwo, więc gdzie indziej musiałam sobie trochę utrudnić. Tak zwany życiowy pragmatyzm dał o sobie znać. No bo sobie myślę, ja mu uszyję ten strój, nie z byle czego, on go założy na dwie godzinki, a potem z niego wyrośnie. Bez sensu. Wymyśliłam więc, że podejdę do sprawy niekonwencjonalnie. Najpierw uszyłam dziecku dres. Prościutki, granatowy. Granatowy ładniejszy, gdzieś nie-czarne stroje widziałam. Bluza z Ottobre 4/2014 model 32, spodnie z Ottobre 1/2015 model 12. Bluza na razie bez kieszeni, spodnie i owszem. DSC04632

W międzyczasie zamówiłam sprzęt do walki z ogniem w terenie i nie tylko. Z samochodu zabrałam natomiast kamizelkę odblaskową w celu przerobienia jej na paski. Ależ to żółte pieruńsko się siepie! I tak cięłam te paski i naszywałam. Cięłam i naszywałam. Na rękawach ręcznie, gdzie indziej na szczęście nie. Całe popołudnie i wieczór mi te paski zabrały. Ale efekt był taki, że łał. Potem jeszcze ślęczałam nad napisami. Ten z przodu zrobiłam na piance konstrukcyjnej, bo na tkaninie kiepściej wyglądał. Marker na piance się jednak rozmazywał, co okazało się dość szybko, więc na placach zrobiłam napis na dresówce. Co za mordęga. Warta jednak mego trudu, wszak strażak wyszedł bosko.

DSC04673DSC04674

Bal karnawałowy odbył się w piątek. W sobotę sprułam paski, dziś skończyłam szyć dres, naszywszy na bluzę kieszonki. Szach mat!