Kasia Mazurek

Kitka z nitką


16 Komentarzy

Bluzki dwie

Wiadomo, jak to jest z bluzkami – wieczny deficyt. Wiadomo też (ale to już mi, no i może komuś jeszcze, w każdym razie na pewno nie dotyczy to ogółu szyjących), że jak czasu mało, a bardzo chce się coś uszyć, to bluzka jest dobrym rozwiązaniem. Materiału trochę się zawsze znajdzie, z czasem też jakoś łatwiej, elementów do krojenia niewiele. A że ostatnio więcej dygam w spodniach niż sukienkach, decyzje o szyciu bluzek przychodzą mi wyjątkowo łatwo.

Tym razem uszyłam sobie dwie bluzki z tej samej formy (Simplicity 8215), wykańczając dekolty troszkę inaczej, żeby aż tak podobne do siebie nie były. Ponieważ postanowiłam pozużywać na ich uszycie jakieś materiałowe resztki, musiałam zlikwidować marszczenia na dolnych częściach. Trochę mi się te bluzki wyszczupliły, ale się w nie wciąż mieszczę, więc jest ok. Sama forma jest całkiem fajna i pozwala na wiele kombinacji, podejrzewam więc, że jeszcze kiedyś do niej sięgnę.

Pierwszą bluzkę pokazałam już na Instagramie. Znaki charakterystyczne to pękniecie, zapięcie na guziczek – perełkę i kołnierzyk bebe. Na człowieku wygląda tak: DSC00434DSC00442DSC00446DSC00439DSC00440

Druga natomiast ma właśnie swoją premierę. Od pierwszej różni się tym, że z tyłu zapina się na zamek, a dekolt (trochę chyba jednak za mały, więc trzeba będzie go pogłębić) ma wykończony wypustką. I to tyle 🙂 DSC00459DSC00456DSC00467DSC00463

Pozdrawiam ciepło, Kasia!

Reklamy


30 Komentarzy

Buzka zwyczajna

DSC09675

W najbliższym czasie nie planuję szyć żadnych sukienek. Nie ma okazji, nie ma weny, nie ma nawet sensownej pogody. Lato mnie zupełnie zniechęciło w tym roku do kiecek. Nie mam nawet tkanin przeznaczonych na ich uszycie. Mam za to jako taki zbiór sukienek, które na dziś wydają się w zupełności zaspokajać moje potrzeby.

Nie mam też za bardzo planów na szycie. To znaczy inaczej. Nie mam ciśnienia, że coś tam koniecznie muszę sobie uszyć, bo inaczej spuchnę albo jaki inny nieciekawy los mnie spotka. Mam zapas tkanin przeznaczony na uszycie różnych rzeczy, ale zamierzam po prostu dać się ponieść chwilowym nastrojom i chęciom. Rozgrzebaną mam parkę i koszulę dla syna, myślę o kardiganie i może jakimś zimowym płaszczu, skoro z trenczem mi nie wyszło. W międzyczasie zapewne wypadnie cały stos innych rzeczy, które wpłyną na to, co i kiedy będę szyć. Postanowiłam za bardzo nic nie planować i cieszyć się chwilą 😉

Działając w ten sposób, naszła mnie właśnie ostatnio chęć na uszycie bluzki. Takiej zwykłej koszulowej, bo w sumie wcale ich jakoś za wiele nie mam, a bardzo lubię. Kupiłam sobie w Natanie tkaninę koszulową i normalnie czuję, że aż muszę ją Wam zareklamować, bo jest fantastyczna! Jest cienka, nie gniecie się za bardzo i jest przemiła w dotyku. Po tym dotykaniu poczułam to! Impuls taki, żeby koniecznie i już uszyć z niej bluzkę. Zależało mi na czymś maksymalnie prostym i z długim rękawem, a że wcale za dużo takich bluzek w Burdzie nie ma (a właściwe to ja nie znalazłam nic dokładnie takiego, na czym mi zależało), to sobie wzięłam wykrój z październikowej Burdy i go dopasowałam do swoich potrzeb.

DSC09670DSC09668DSC09663

Wykrój to model 116 z Burdy 10/2017. Do dyspozycji miałam metr tkaniny (z jakimś jak zwykle dodatkiem od Natana). Zmian wprowadziłam niewiele, ale zmieniły one jednak charakter bluzki. Zrezygnowałam z riuszek oraz zamka błyskawicznego w rozcięciu z obawy, że będzie ciągnął tkaninę w dół. Pogłębiłam dekolt (bo ten na formie Burdy był maleńki, co widać zresztą na zdjęciu z gazety – mam wrażenie, że zamek dziabie modelkę w szyję) i zrobiłam rozcięcie. Obniżyłam też o jakiś centymetr zaszewki, no i wyrysowałam sobie odpowiednie odszycie dekoltu. Samą bluzkę uszyłam raz-dwa, bo i nie ma tu żadnych podchwytliwych miejsc i krawieckich trudności do pokonania. Mankiety wykończyłam guziczkami w kształcie perełek, co możecie obejrzeć na Instagramie, bo do zdjęć w plenerze postanowiłam sobie nonszalancko wywinąć rękawy. Do bluzki założyłam moje różowiutkie spodnie i ten cukierkowy zestaw bardzo mi się spodobał.

DSC09677DSC09674DSC09673DSC09678

Ps. Mój mąż powiedział, a ja akurat w tej materii to się z nim zupełnie zgadzam, że cała ta jesień to mogłaby tak wyglądać aż do wiosny z przerwą tylko na dwa tygodnie śniegu w okolicy świąt (tych grudniowych oczywiście). Na inną to ja się stanowczo nie godzę. DSC09683

Pozdrawiam, Kasia!


32 Komentarze

Francja-elegancja

Ten tydzień, mimo że jego początek był także początkiem mojego urlopu, zaczęliśmy na pełnej petardzie i w szaleńczym biegu. A wszystko dlatego, że nadprogramowy tydzień poprzedzający wyjazd mógł się okazać wakacyjnym tygodniem niezagospodarowanym, czyli w mojej świadomości zupełnie zmarnowanym. Nie mogąc do tego dopuścić, szybko postanowiłam, czym sobie wypełnimy to radosne oczekiwanie na wakacyjny wyjazd. Wymyśliłam sobie odświeżanie. Tym razem jednak nie garderoby, a mieszkania, a konkretnie dziecięcego pokoju i przedpokoju. No i muszę Wam powiedzieć, że czasami to mam jednak wrażenie, że w pracy zawodowej za biurkiem przy komputerze to ja się chyba marnuję. Taki fajny obraz do pokoju synka wymyśliłam, a jak go zrobiliśmy, to się okazało, że wygląda jeszcze lepiej niż w wyobrażeniach :). Siedzieliśmy później po skończonej pracy, przyglądaliśmy się dziełu własnych rąk i puchliśmy z dumy. A dziecko nagrodziło naszą pracę radosnym piskiem.

Kosmiczny obraz

Obraz na płycie kartonowo-gipsowej podświetlany diodami led dla małego fana kosmosu

No i między jednym malowaniem a drugim udało nam się wreszcie zrobić zdjęcia. Proszę Państwa, fanfary! Oto spodnie, których szycie pokazałam w tym poście, a uszyte zostały według modelu 139 z Burdy 8/2012. Napiszę to jeszcze raz, ale to tak dobrze dopasowana do mojej sylwetki forma, że nie będę już szukać żadnej innej, kiedy zachce mi się kolejnych. A w planach na najbliższy czas mam co najmniej jeszcze jedne. DSC08980DSC08989DSC08983

Bluzkę, którą widzicie na zdjęciach, uszyłam właśnie z myślą o noszeniu jej do tych spodni. Ostatnio bowiem przy wyborze rzeczy do uszycia myślę zestawami, żeby mi później było się łatwo ubierać. A uszyłam ją też dlatego, ponieważ już od dawna miałam na pintereście przypięte zdjęcie bluzki z taką kokardą na ramieniu i co na nie patrzyłam, miałam poczucie, że muszę sobie taką uszyć. No to uszyłam, nie korzystając z żadnego wykroju. Narysowałam sobie tę bluzkę sama i uszyłam raz-dwa, bo to najprostsza bluzka z możliwych. DSC08986DSC08991DSC08994DSC09003DSC08999DSC09007DSC08992

I teraz to ja się Wam do czegoś przyznam. Te tkaniny to zupełnie nienaturalne są. Ze mną to jest tak, że jak kupuję przez Internet, to nawet na te syntetyczne patrzeć nie chcę. Ale jak czasem wejdę do stacjonarnego sklepu i coś zobaczę, to już opór przed kupowaniem tego, czego nie kupiłabym w sieci jest jakby mniejszy. A jeśli wchodzę z nastawieniem, że koniecznie muszę coś kupić, to znikają wszelkie opory. I w ten sposób nabyłam właśnie materiały na spodnie i bluzeczkę. Tkanina na spodnie jest dosyć mięsista, nietransparentna i ma dodatek elastanu. Zdaje mi się, że to taka typowa tkanina kostiumowa. Natomiast bluzkę uszyłam z grubej żorżety, która prawą stronę ma powleczoną złotymi drobinkami. I te właśnie drobinki mnie kupiły, a ja kupiłam je. DSC09013DSC09011DSC09012

Powiem Wam, że w tym zestawie to ja się czuję świetnie. Elegancko, ale bardzo wygodnie, w spodniach, ale wciąż bardzo kobieco. I prosto, choć nie nudno. Jestem z moich nowych ubrań bardzo zadowolona i mam ochotę na więcej.DSC09025DSC09028DSC09032DSC09029DSC09037DSC09035DSC09040

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


30 Komentarzy

Historia całkiem do przewidzenia

Dzieckiem byłam sobie na przełomie siermiężnych lat 80. i 90. W pamięci zostały mi jakieś strzępy wspomnień tamtej rzeczywistości, pojedyncze obrazy sklepowych półek i dom towarowy, w którym można było kupić wszystko, a tak naprawdę nic, jeśli nie miało się kartek. Pamiętam też, że ubrań dla dzieci raczej się nie kupowało. Ubrania się zdobywało albo własnoręcznie tworzyło. Pamiętam moją mamę, która wieczorami (a pewnie i nocami, ale skąd mi to pamiętać, skoro o tej porze już dawno spałam) w kuchni spędzała godziny nad maszyną, żeby wyczarować mi i mojej siostrze śliczne ubranka i przebrania na rozmaite przedszkolne i wczesnoszkolne uroczystości. Pamiętam, kiedy furorę zrobiła „Lambada” i wszystkie dziewczynki musiały mieć lambadówki. Ja miałam w biało-granatowe paseczki i do tego króciutki top, wszystko made by mama. Pamiętam bluzeczkę z haftami na kołnierzyku i sukienkę w kratkę vichy. Pamiętam strój Myszki Minnie dla mojej siostry (och, żebym miała zdjęcie i mogła Wam to cudo pokazać) i sukienkę baletnicy, którą już kiedyś pokazałam. Pamiętam, jak już nieco starszej mnie mama haftowała na ubraniach z jeansu jakieś wesołe myszki, żebym te ubrania miała ładniejsze. Pamiętam jeszcze dzierganie na drutach i wielką skórzaną torbę z włóczkami i drutami stojącą za fotelem, na które to druty kiedyś się nadziałam, bawiąc się w chowanego, po czym zresztą bliznę na prawej piszczeli podziwiam do dziś. Pamiętam, że mama ten dziecięcy ubraniowy koncert życzeń spełniała zawsze i bez mrugnięcia okiem. I jak to w życiu bywa, przyszło mi za ten koncert zapłacić 😉. No dobra, to nie do końca tak. Sama się wyrwałam z propozycją, bo każdy powód, żeby usiąść przy maszynie, jest dobry. Uszyłam mamie ostatnio dwie bluzki.

Bluzka pierwsza

Prawda jest taka, że zakupy ubraniowe sprawiają mi teraz przyjemność tylko w towarzystwie mamy. To już niemalże taka nasza tradycja, że kiedy jadę do niej w odwiedziny, wyskakujemy sobie na małe buszowanie po sklepach. Tym razem mama wypatrzyła w jednej z sieciówek bluzkę, wokół której dreptała i się zastanawiała, i nie chciała jej z rąk wypuścić. A z drugiej strony cena bluzki była dla niej trudna do zaakceptowania. I tu decyzję pomogłam podjąć ja, bo powiedziałam, że przecież taka bluzka to prościzna i można taką raz-dwa uszyć. Uszyć miała mama, a skończyło się na tym, ze piątkowe popołudnie i wieczór to ja spędziłam przy maszynie. Wykrój wyrysowałyśmy same. Sklepowa bluzka uszyta była z tkaniny mającej w składzie 65% poliestru i 35% bawełny. W bluzce mamy jest 65% bawełny, 28% poliestru i 7% elastanu. Uszyta została staranniej i za 40% ceny sklepowej 🙂. DSC08878DSC08879DSC08877DSC08884DSC08882DSC08886DSC08888

… i bluzka druga

Z mojej mamy to jest straszny łakomczuch. I nie mówię tu tylko o kulinariach. Kiedy coś jej posmakuje, spodoba się, przypadnie do gustu i ma apetyt na więcej, to z tym apetytem stara się raczej nie walczyć. Kiedy więc pomiziała kupiony przeze mnie materiał, z którego powstała pierwsza bluzka, a ja jej zaproponowałam, że przecież możemy pojechać do sklepu i kupić coś jeszcze, ochoczo przystała na propozycję. W sklepie wybrałyśmy zaś szyfon wiskozowy i ustaliłyśmy, że nada się on na bluzkę z wodą. Jakoś tak bez zbędnego dogadywania się wiadomo było, że to ja ją uszyję. Na bluzkę wybrałam wykrój 117 z Burdy 10/2012. Ale zerkniecie tu, zerkniecie tam i powiecie: ale jak to? Ano tak, że z tego wykroju to ja sobie wzięłam tę zakładkę, co się stała wodą, kawałek pleców i przodu, kawałek rękawa i podkroje pach. Całą resztę dopasować musiałam do nieelastycznej i cienkiej tkaniny. Bluzka nie ma zaszewek na plecach, nie ma wcięcia w talii, nie ma marszczenia, a rękawy skróciłam, poszerzyłam, zrobiłam na każdym po dwie zakładki i wykończyłam mankietami. Bardzo proszę, oto i ona. DSC08870DSC08869DSC08868DSC08871DSC08874

***

No i widzicie, tak się to jakoś porobiło, że teraz to ja jestem tą szyjącą uszczęśliwiającą najbliższe otoczenie i spełniającą życzenia te wypowiedziane i nie. I co najważniejsze, sprawia mi to dużą przyjemność i niemałą satysfakcję, zwłaszcza jak obdarowani przychodzą po więcej. Znaczy – podoba im się! Przemiłe to uczucie 🙂.


36 Komentarzy

Bluzka z geometrycznym wzorem, czyli mój pierwszy raz z jedwabiem

DSC08501

No i stało się! Skuszona ofertą promocyjną, choć w zanadrzu miałam jeszcze kilka kuponów materiałów do wykorzystania, a w planach już poukładane, co i z czego ma powstać, złożyłam zamówienie w Natanie, nie byłabym bowiem sobą, gdybym z promocji nie skorzystała. Trzeba przyznać, ci to wiedzą, jak pokrzyżować plany i poważnie nadszarpnąć budżet. Skompletowałam więc sobie koszyczek z zakupami, a do niego postanowiłam wsadzić coś dla mnie zupełnie nowego. Uznałam, że najwyższa już pora zmierzyć się z jedwabiem. Nie powiem, miałam trochę wątpliwości, nie pierwszy już raz wkładałam do koszyka jedwabne tkaniny, tyle że do tej pory ostatecznie je z niego usuwałam. Tym razem się powstrzymałam, dzięki czemu teraz mam czadową bluzeczkę i niczym Osioł ze „Shreka” chcę krzyczeć: Ja chcę jeszcze raz!

DSC08505DSC08503

Najpierw to Wam chciałam napisać, że uczucia po otwarciu paczki miałam mieszane. No bo tkanina piękna, ciesząca oko, leciutka i przewiewna, a nie prześwitująca. Dla mnie bomba! Ale do tego przytrafiła mi się taka trochę niemiła niespodzianka, bo na tkaninie było sporo niewidocznych co prawda, ale jednak tam się znajdujących śladów kleju. Musiała to być więc prawdopodobnie końcówka nawoju na belce. Na szczęście tkaniny było więcej niż 80 cm, o których była informacja na stronie sklepu, więc stwierdziłam, że zaryzykuję i zobaczę, co mi z tego wyjdzie. Nim jednak zabrałam się za pranie, bo wymyśliłam, że spróbuję to sprać, pomyślałam, że sprawdzę, co internet radzi w sprawie jedwabiu. A radził sporo i tym prawdopodobnie zraził wiele osób do szycia z tej materii, w tym mnie kiedyś, bo sobie przypomniałam, że ja już to przecież gdzieś kiedyś czytałam. Przyswoiłam więc, co przeczytałam, po czym zrobiłam tak jak postanowiłam, czyli jedwab ręcznie wyprałam i bez wykręcania rozwiesiłam na kiju od szczotki nad wanną, żeby nie było żadnych zagnieceń oraz powodzi w mieszkaniu. Po wyschnięciu kleju było jakby nieco mniej, ale okazało się, że ten jedwab się elektryzuje, co mnie dość zaskoczyło. I teraz pytanie do Was, które miałyście do czynienia z jedwabiem – czy jedwab, mimo że to tkanina naturalna, rzeczywiście się elektryzuje czy dałam się zrobić w bambuko?

DSC08506

Wybór wykroju i szycie to była już prosta sprawa. Ten dodatkowy kawałek tkaniny pozwolił na uszycie bluzki wg wykroju 109 A z Burdy 4/2016, z którego korzystałam w zeszłym roku do uszycia bluzki z wodą, a którą Burda kazała szyć koniecznie z dzianin. Postanowiłam teraz przymknąć oko na tę wskazówkę i zrobić po swojemu, ostatnie moje doświadczenia bluzkowe pozwalały mi z dużą pewnością zakładać, że plan się powiedzie. Poszerzyłam ją tylko nieznacznie w obwodzie (może o jakieś 1,5–2 cm). Miałam jeszcze zrobić zaszewki piersiowe, ale tak się zamotałam, że pomyliłam przód z tyłem przy krojeniu (czwartek, siódma rano to zdecydowanie jednak nie moja pora na takie ekscesy) i ostatecznie z planów wyszły nici. Jedwab jednak układa się tak miękko i wdzięcznie opływa różnorakie kształty, że brak tych zaszewek w ogóle nie wpłynął negatywnie na wygląd bluzki.

DSC08514DSC08513

Plan miałam taki, żeby kupić igły do jedwabiu i nici do jedwabiu, ale jak to z planami bywa, czasami te nie wychodzą. Znaczy w tym przypadku igły z pasmanterii wyszły, a nici w odpowiednim kolorze nie było. Zadowoliłam się więc najcieńszymi standardowymi igłami (70) i zwykłymi nićmi Gütermanna. Poszło pięknie i bez kłopotów. Bluzkę wykończyłam szwem francuskim, dół podłożyłam podwójnie. Fastrygi użyłam tyle co zwykle, ale ja jej zawsze używam, bo jednak ze względu na umiłowanie starannych wykończeń lubię się nią wspomóc, zamiast pruć później to, co mnie nie zadowoli. I w ten oto sposób stałam się posiadaczką super bluzki na lato, którą jeszcze przed założeniem wypłukałam w płynie do płukania tkanin, a potem już mogłam się cieszyć się jej lekkością i przyjemnym dotykiem. Także z wyliczanki „kocha, lubi, szanuje…” zdecydowanie wybieram „kocha”.

DSC08511

A Wy jakie macie doświadczenia z jedwabiem? O czymś szczególnie warto wiedzieć? Podzielcie się ze mną, bo na kupce czeka jeszcze jeden kupon do przerobienia na bluzkę. A może i oprócz mnie ktoś jeszcze skorzysta z tej wiedzy :).

Pozdrawiam ciepło, Kasia!