Kasia Mazurek

Kitka z nitką


9 Komentarzy

Sukienka z kontrafałdami

DSC09589Sukienka, z którą dziś do Was przychodzę, to poniekąd efekt nagłego natchnienia spowodowanego niezbyt zajmującymi obowiązkami zawodowymi, o czym niektórzy z Was już wiedzą, bo sobie konto niedawno na Instagramie założyłam, by pokazywać, co się u mnie dzieje, kiedy nie dzieje się na blogu. Siedziałam sobie więc w pracy, myśli moje krążyły wokół różnych spraw, a najbardziej to mnie ciągnęło w tych myślach w stronę szycia. Niewiele się zastanawiając, wzięłam małe żółte kwadratowe karteczki z przylepcem, cienkopis i nabazgrałam sobie sukienkę. No i kiedy ją już zwizualizowałam, to tak mi się spodobała, że postanowiłam sobie ją uszyć. DSC09584DSC09586DSC09582DSC09590

Za bazę posłużyła mi sukienka z wykroju 121 z Burdy 11/2012. Tym razem jednak zabrałam się do rysowania, krojenia i szycia porządnie, bo zależało mi na idealnym dopasowaniu sukienki (niby zawsze mi zależy, ale nie zawsze mi się chce, a i rezygnacja z szycia modeli próbnych powoduje, że czasami znacznie trudniej osiągnąć zamierzony efekt, zwłaszcza kiedy nie stopniuje się wykroju, tylko poszerza albo zmniejsza tu i ówdzie). Ten wykrój miałam już przetestowany, wiem więc, że rozmiar 38 jest miejscami dla mnie za duży. Z grubsza sprowadza się to do tego, że w pionie powinnam go zachować, a w poziomie zmniejszyć do 36. I tak też zrobiłam, dopasowując podkroje pach do rozmiaru 38, bo w mniejszy moje nieco napakowane ramiona by nie weszły. Wydłużyłam też górną część sukienki o 1 cm, żeby talia wypadała idealnie w pasie. Od siebie już dodałam kształt dekoltu, skróciłam i poszerzyłam rękawy w ich dolnej części, by móc potem wciągnąć w nie gumkę oraz dodałam kokardki, żeby było słodko i uroczo. A z wykroju 116 B z Burdy 8/2013 ściągnęłam pomysł na przesunięcie linii ramienia na plecy. Aha, nie wykańczałam sukienki podszewką, bo rozważam doszycie do niej halki z warstwą tiulu. Ale to kiedyś w bliżej nieokreślonej przyszłości. DSC09594DSC09593DSC09598DSC09620

Sukienkę uszyłam z nie wiadomo czego, ale sztucznego, ładnego, lekko naddającego się, o ciekawej fakturze, no i pudrowobrudnoróżowego. To tkanina, którą przywiozłam sobie z wakacji od tej miłej pani ze sklepu w Wejherowie, o której niedawno wspominałam. Tak się nam dobrze gawędziło, że pani za grosiki dosłownie dodała mi (przynajmniej ja sobie to tak tłumaczę) do tego, co potrzebowałam, końcówkę materiału z belki. Przy szyciu sukienki mogłam więc zaszaleć, a i mam nadzieję, że wystarczy mi go jeszcze na spódniczkę. DSC09610DSC09602DSC09601

I to tyle opowieści. Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


31 Komentarzy

Francja-elegancja

Ten tydzień, mimo że jego początek był także początkiem mojego urlopu, zaczęliśmy na pełnej petardzie i w szaleńczym biegu. A wszystko dlatego, że nadprogramowy tydzień poprzedzający wyjazd mógł się okazać wakacyjnym tygodniem niezagospodarowanym, czyli w mojej świadomości zupełnie zmarnowanym. Nie mogąc do tego dopuścić, szybko postanowiłam, czym sobie wypełnimy to radosne oczekiwanie na wakacyjny wyjazd. Wymyśliłam sobie odświeżanie. Tym razem jednak nie garderoby, a mieszkania, a konkretnie dziecięcego pokoju i przedpokoju. No i muszę Wam powiedzieć, że czasami to mam jednak wrażenie, że w pracy zawodowej za biurkiem przy komputerze to ja się chyba marnuję. Taki fajny obraz do pokoju synka wymyśliłam, a jak go zrobiliśmy, to się okazało, że wygląda jeszcze lepiej niż w wyobrażeniach :). Siedzieliśmy później po skończonej pracy, przyglądaliśmy się dziełu własnych rąk i puchliśmy z dumy. A dziecko nagrodziło naszą pracę radosnym piskiem.

Kosmiczny obraz

Obraz na płycie kartonowo-gipsowej podświetlany diodami led dla małego fana kosmosu

No i między jednym malowaniem a drugim udało nam się wreszcie zrobić zdjęcia. Proszę Państwa, fanfary! Oto spodnie, których szycie pokazałam w tym poście, a uszyte zostały według modelu 139 z Burdy 8/2012. Napiszę to jeszcze raz, ale to tak dobrze dopasowana do mojej sylwetki forma, że nie będę już szukać żadnej innej, kiedy zachce mi się kolejnych. A w planach na najbliższy czas mam co najmniej jeszcze jedne. DSC08980DSC08989DSC08983

Bluzkę, którą widzicie na zdjęciach, uszyłam właśnie z myślą o noszeniu jej do tych spodni. Ostatnio bowiem przy wyborze rzeczy do uszycia myślę zestawami, żeby mi później było się łatwo ubierać. A uszyłam ją też dlatego, ponieważ już od dawna miałam na pintereście przypięte zdjęcie bluzki z taką kokardą na ramieniu i co na nie patrzyłam, miałam poczucie, że muszę sobie taką uszyć. No to uszyłam, nie korzystając z żadnego wykroju. Narysowałam sobie tę bluzkę sama i uszyłam raz-dwa, bo to najprostsza bluzka z możliwych. DSC08986DSC08991DSC08994DSC09003DSC08999DSC09007DSC08992

I teraz to ja się Wam do czegoś przyznam. Te tkaniny to zupełnie nienaturalne są. Ze mną to jest tak, że jak kupuję przez Internet, to nawet na te syntetyczne patrzeć nie chcę. Ale jak czasem wejdę do stacjonarnego sklepu i coś zobaczę, to już opór przed kupowaniem tego, czego nie kupiłabym w sieci jest jakby mniejszy. A jeśli wchodzę z nastawieniem, że koniecznie muszę coś kupić, to znikają wszelkie opory. I w ten sposób nabyłam właśnie materiały na spodnie i bluzeczkę. Tkanina na spodnie jest dosyć mięsista, nietransparentna i ma dodatek elastanu. Zdaje mi się, że to taka typowa tkanina kostiumowa. Natomiast bluzkę uszyłam z grubej żorżety, która prawą stronę ma powleczoną złotymi drobinkami. I te właśnie drobinki mnie kupiły, a ja kupiłam je. DSC09013DSC09011DSC09012

Powiem Wam, że w tym zestawie to ja się czuję świetnie. Elegancko, ale bardzo wygodnie, w spodniach, ale wciąż bardzo kobieco. I prosto, choć nie nudno. Jestem z moich nowych ubrań bardzo zadowolona i mam ochotę na więcej.DSC09025DSC09028DSC09032DSC09029DSC09037DSC09035DSC09040

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


24 Komentarze

Zmiana kursu, czyli skok w spodniowy bok

Tego lata, choć z sukienkami jestem za pan brat i chętnie je noszę, zdecydowałam ograniczyć nieco ich szycie i uzupełnić szafę o spodnie. Bo sukienek rozmaitych ci u mnie dostatek, a spodni to jednak trochę mniej. Tak bardzo przez to całe szycie zakręciłam się na punkcie sukienek, że spodnie poszły w odstawkę. A ja spodnie bardzo lubię, chętnie noszę i czasami w moim przypadku są lepszym rozwiązaniem niż sukienka. Tylko okazało się, że z ich wyborem u mnie jednak jest dość marnie. Skoro jednak nabrałam już wprawy w szyciu, postanowiłam, że troszkę ich sobie poszyję. Pokazałam już, jak uszyłam jedne spodnie, pokażę Wam teraz siebie. DSC08955

Ale zaraz zaraz. Miały być długie i różowe, a ja tu tymczasem wyskakuję z krótkimi spodenkami, które na pierwszy rzut oka niewiele mają wspólnego z poprzednimi. To ja już Wam szybko zaraz wszystko opowiem. Bo to było tak, że ja te spodnie różowe uszyłam i one sobie wiszą w szafie. Wiszą i czekają na urlop, pogodę i fotografa, bo sobie zdjęcia wymyśliłam nieco dalej od domu. Tak, żeby mi tło pasowało do tego, co mam na sobie. A kiedy już te spodnie uszyłam, to przyszło mi do głowy, że przecież skoro niebawem już mam ten urlop, to przecież ja muszę sobie w końcu uszyć te krótkie spodenki, które sobie zaplanowałam na urlop na lato. Bo na co mi będą krótkie spodenki, jak ja już będę po? No dobra, pewnie by się przydały, ale radość z ich uszycia byłaby pewnie mniejsza. I wymyśliłam sobie spodenki dokładnie takie, jak widzicie na zdjęciach. DSC08957DSC08972DSC08943

A jaki mają związek z poprzednimi? Ano taki, że do ich uszycia wykorzystałam ten sam wykrój, co do różowych spodni, czyli model 139 z Burdy 8/2012 (w ogóle to uważam, że to jeden z lepszych numerów; okładkę mam już całą zwichrowaną od tego ciągłego jego wertowania). Szukałam takiego modelu w innych numerach, ale nie natrafiłam na nic, co byłoby idealną odpowiedzią na moje poszukiwania. Z każdym wykrojem musiałabym trochę popracować i coś przerobić, pomyślałam więc sobie, po co będę ryzykować, wykorzystam to, co mam i znam. Bo muszę się podzielić już tu z Wami informacją taką, że ten model spodni jest dla mnie absolutnie doskonały. Wszystko jest w nim na moją miarę: podkroje, obwody, długości. Wykrój marzenie. Narysowałam więc sobie krótką wersję spodenek, dodałam zakładki, obniżyłam stan o 3 cm i wyrysowałam mankiety, dodałam kieszenie na pupie. No i doszyłam paseczek, żeby wiązać sobie filuterną kokardkę. I tu nawę mąż, który pomagał mi tę upiornie sztywną tkaninę wywrócić na prawą stronę, zastanawiając się, po kiego grzyba cały ten trud, przyznał po wszystkim, że ta kokardka to całkiem fajny detal. DSC08949DSC08951DSC08950DSC08963

Spodenki mają szerokie i dość długie jak na szorty (a może to już bermudy?) nogawki. Dokładnie o takie mi jednak chodziło, bo chciałam czuć się w nich swobodnie i bez skrępowania i ciągłego myślenia o pilnowaniu godności wyginać, wypinać i tarzać, jeśli będzie trzeba, w piachu. Uszyłam je z bawełny z elastanem (kupionej tutaj) i uważam, że tkanina na spodnie nadaje się idealnie, zwłaszcza jesienne. Jest zwarta, mięsista, nie strzępi się podczas pracy. Ale, ło matko jedyna, jak trudno się w nią wbija szpilki, jak ciężko fastryguje. Taka jest zwarta! Palce pokłułam sobie koncertowo i porobiłam odciski. Najważniejsze jednak, że trud się opłacił. Spodenki są dokładnie takie, jak miały być. DSC08964DSC08967DSC08968

Na koniec to Wam jeszcze powiem, że już dawno, aż do tych spodenek, nie przytrafiła mi się żadna przygoda. A tu przyszło mi się znów zmierzyć dziurą wyciętą w przodzie przez owerloka. Kiedy już odkryłam, co sobie znów zaserwowałam, w akcie niemej rozpaczy udałam się do kuchni, ukroiłam kawał ciasta i otworzyłam piwo. Skonsumowałam. Pomogło. Potem wyprułam lewy przód, wykroiłam nowy (jakbym nie miała zapasu materiału, to rozpacz byłaby pewnie dzika i nieokiełznana) i wstawiłam puzzla w odpowiednie miejsce. Dalej poszło jak z płatka. DSC08947

Spodenki z miejsca stały się moimi ulubionymi i tylko żal, że pogoda jest tak marna, że póki co to ich miejsce jest nie na mnie tylko w szafie. Jak zwykle jednak liczę (mam nadzieję, że nie naiwnie) na to, że jak tylko rozpoczną mi się wakacje, to i słońca i ciepła będzie tyle, ile mi trzeba. Czyli najlepiej tyle, ile podczas ostatniej niedzieli, kiedy robiliśmy zdjęcia.


26 Komentarzy

Retro bluzka

DSC08217

Jak daleko sięgnę pamięcią, a sięgam hen hen, trwam w przekonaniu, że człowiek rodzi się z pakietem pewnych predyspozycji. No dobra, może nie człowiek w ogóle, może to tylko ja. No więc urodziłam się pewnego zimowego dnia i od razu zostałam naznaczona. Cholera, a może to była jakaś wróżka chrzestna, jak u Śpiącej Królewny. Piorun wie, ale fakt jest faktem, że z jakichś nieznanych przyczyn to ja się zupełnie do prac kuchennych nie nadaję. I to nie to, że jak gotuję, to pomylę sól z cukrem, jak piekę, to przypalę, a w ogóle to nie mam jakiejś takiej kulinarnej wyobraźni. Wręcz przeciwnie. Uważam, że jedzenie to mi całkiem smaczne wychodzi. Uważają też tak Ci, co je spożywają. Problem natomiast tkwi w ostrych narzędziach kuchennych. Tępych w zasadzie też. I gorących, jak sobie teraz o tym pomyślę. No więc jak sięgam pamięcią, to ja się w ogóle z nimi nie mogę dogadać. Pierwsze wspomnienie braku porozumienia mam z wczesnego dzieciństwa. Jakieś cztery lata miałam, może trochę więcej. W domu ja i moja młodsza o dwa lata siostra. Tata w pracy, mama wyszła na zakupy (ledwie na drugą stronę ulicy) – kiedyś norma, dziś nie do wyobrażenia. Siostra głodna była. Postanowiłam uszykować jej kanapkę. Potem był nóż zjeżdżający po świeżej skórce chleba, środkowy palec i krew. Musiało być jej sporo od kuchni do przedpokoju, bo jak wspomina moja mama, prawie jej serce stanęło na widok tego, co zastała, po kilkunastu minutach nieobecności w domu. Od tego się w każdym razie zaczęło, a później to już kuchenne okaleczanie się poszło gładko i regularnie. Noże, tarki, piekarnik, myślę, że nie ma takiego kuchennego sprzętu, którym nie byłabym w stanie sobie czegoś uszkodzić. Chociaż na przykład pędzel do lukru nie wydaje się przerażająco niebezpieczny, ale kto go tam wie.

Zupełnie natomiast inaczej wygląda sprawa z szyciem. I choć raz (ale tylko ten jeden jedyniutki) przyszyłam sobie palec igłą do czegoś, nad czym akurat pracowałam, szycie uważam za czynność wyjątkowo bezpieczną. Nożyce, noże krążkowe, nóż w owerloku – tyle potencjalnych zagrożeń, a ja nic. Cała i nienaruszona. Przypadek? Nie sądzę. To wielka radość móc sobie uszyć coś i mieć przy tym świadomość, że się przy tym fizycznie nie ucierpi, a myśl o krwi przywodzić będzie jedynie skojarzenia z odcieniem czerwieni tej pięknej tkaniny, którą widziało się ostatnio w sklepie. Krojenie natomiast nie wywoła nieprzyjemnego dreszczu przeszywającego ciało na samo wspomnienie o tym nożu, co Ci ostatnio zjechał na kciuka i pozbawił kawałek paznokcia, a jedynie wzbudzi dreszczyk podniecenia na myśl o nowej, właśnie powstającej, rzeczy.

Z takim sobie zwyczajnym dreszczykiem podniecenia zasiadłam do szycia kolejnej bluzki. Dalej z postanowieniem zużywania resztek. Bardzo chciałam uszyć coś z tkaniny pozostałej po szyciu bluzki koszulowej. Bardzo chciałam, żeby ta bluzka miała falbany. Ale niestety nie znalazłam żadnego wykroju, który nie ukazywałby lewej strony falban, a na takim mi zależało, bo moja tkanina miała zupełnie niereprezentacyjną lewą stronę. Szukałam więc czegoś ciekawego, co mogłoby te falbany zastąpić. I znalazłam bluzkę, która przykuła moją uwagę, w Burdzie Specjal E724 z 1984 r. model 653. burda.Spec_E-724_1984-028Gazeta po bośniacku czy jakoś tak, gdyż akurat takim wydaniem dysponuję, więc i opis szycia w tymże języku. Tylko że ja po bośniacku nic a nic. Po chorwacku czy serbsku też nie bardzo. Ale się uparłam i postanowiłam ją uszyć. Żeby jednak nie zmarnować resztki materiału, kołnierz uszyłam na próbę z jakiegoś płótna bawełnianego. Jaki ten próbny wyszedł mi ładny i jak się wspaniale układał. Tak jak w gazecie. Za to ten właściwy nie chciał się w ogóle trzymać. Przeszywałam go na rozmaite sposoby, mocowałam, a on mi się wyciągał i rozjeżdżał. Do tego bluzka okazała się stanowczo za szeroka. No nie szło mi nic a nic. Calusieńką więc bluzkę rozprułam. Część Was ręce załamuje, bo założę się, że już widzicie oczami wyobraźni, jak ta właśnie bluzka ląduje w koszu. Ale ja to jednak uparte stworzenie jestem. Zszyłam ten kołnierz inaczej (stracił nieco swojego uroku i zupełnie stracił falbanki. Szpic przedni zyskał nieco ostrzejszy kąt, bo po poprzednich manewrach pozostały mi nacięcia i takie tam. Zwęziłam też samą bluzkę o co najmniej 10 cm. Nie chciałam mieć szwu na środku, więc kombinowałam po bokach. Wyszło, jak widać. DSC08219DSC08216DSC08214DSC08211DSC08206

Zadowolona jestem więc połowicznie, bo resztki zużyłam, kolejną bluzkę zyskałam, ale czy będę ją nosić chętnie i często, to się dopiero okaże. Faktem jest, że owa bluzka ma całkiem ciekawy fason, uszyta jest ze świetnej tkaniny i będzie mi pasowała do wielu rzeczy. Na przykład do tej ołówkowej spódnicy, którą miałam na sobie dziś. Przyznam nawet, że mam ochotę zmierzyć się z tym modelem jeszcze raz. A Wam jak podoba się taka retro bluzka? Proszę szczerze i bez ściemy :). DSC08197DSC08213DSC08198DSC08195DSC08199


29 Komentarzy

Najwygodniejsze spodnie świata. I bluzka oczywiście

Bo w końcu pisałam ostatnio, że zamierzam trochę energii oraz zalegających resztek materiałowych wykorzystać do uszycia bluzek. Tych odczuwałam spory niedostatek, a górka tkanin pozostałych z szycia innych rzeczy sukcesywnie się powiększa. Tym bardziej, że rzucam też na nią rzeczy, które uszyłam, ale nie do końca trafiłam z fasonem albo już mi się znudziły. I na niej też znalazłam bluzkę, którą uszyłam niezwłocznie z pozostałości po tej sukience. Ale bluzka to była nieudana, bo uszyta z połączenia dwóch szerokich trapezów, a za ramiączka służyła taśma wciągnięta w tunel z przodu i tyłu. W ogóle jej nie nosiłam. Poszła więc pod nożyce. Postąpiłam z nią dokładnie jak z bluzką, czyli dopasowałam wykrój 120 c z Burdy 8/2015 do tego kawałka materiału, którym dysponowałam. I już. Wtedy. Później oczywiście szycie wystawiło mnie na próbę. Ale o tym za chwilę. DSC08130DSC08117DSC08138

W poczuciu dobrze spełnionego postanowienia (w końcu dwie bluzki resztkowe uszyłam) postanowiłam się nagrodzić. Tak mi się spieszyło do szerokich spodni, że nie chciałam już dłużej czekać. Naoglądałam się ich u Anetty, Redhairdressmaker, na stronie Burdy. Potem jeszcze na pintereście znalazłam takie z wysokim stanem i zachorowałam już doszczętnie. Same rozumiecie. Z tym się nie walczy. To trzeba od razu szyć. DSC08129DSC08143DSC08125

W swoich zapasach miałam kuprę wiskozową kupioną właśnie z myślą o spodniach, tyle że bermudach. Miałam jej więc 1,5 metra. Na szerokie spodnie trochę za mało. Na te z lutowej Burdy, które tam były spódnicospodniami do połowy łydki, a które musiałabym przedłużyć, zdecydowanie za mało. Te z marca nie miały odpowiedniej góry. Ale w Burdzie 1/2003 znalazłam model 105A i przepadłam. Szybko skroiłam i uszyłam. Okazało się tylko, że rozmiar 38 po długiej zimie oraz zimnej wiośnie okazał się odrobinę przyciasny w bioderkach. Na szczęście z przodu miałam zakładki, więc zwężając je trochę, zyskałam miejsce na to, czego przybyło. Pasek oraz odszycie skrojone z całością uszyłam tak, żeby uzyskać efekt jak w spodniach z kolekcji Escada Resort 2017. DSC08131DSC08116DSC08141

Tę bluzkę i te spodnie postanowiłam pokazać w komplecie. Bez przymierzania było wiadomo, że będą do siebie pasować. Ale ja tam postanowiłam założyć, powyginać się przed lustrem i pozachwycać wspaniale skomponowanym strojem oraz własną zmyślnością. Tylko że bluzkę założyłam tył na przód i jak chciałam zdjąć i poprawić, to się tak napowietrzyłam, tak naprężyłam, że bluzka trzasnęła pod pachą z lewej strony wzdłuż szwu. Załamka, co? Gorzej nawet, bo ja już zdążyłam się z tą bluzką zaprzyjaźnić. Ciepnęłam ją z powrotem na tę moją nieszczęsną górę i nawet myśleć o niej nie chciałam. I tak nie myśląc o niej przez kilka dni, zupełnie przypadkiem i nawet nie pamiętam, w którym momencie, wymyśliłam, że  mogę przecież ją uratować, wszywając pod pachą kryty zamek (20 cm). Bluzka straci niewiele na szerokości, ale zyska na swobodzie podczas zdejmowania. Co też uczyniłam i potwierdzam – to działa. DSC08115DSC08139

Spodniami jestem wręcz zachwycona. Są lekkie, szerokie, wygodne, przewiewne. Gniotą się tylko trochę, co w takim wydaniu w ogóle mi nie przeszkadza. Powiedziałabym nawet, że to gniecenie to takiego swobodnego sznytu im nadaje. Nadają się do wszystkiego i wszędzie. Najchętniej bym ich nie zdejmowała. Najchętniej uszyłabym kolejne. Myślę, że znalezienie odpowiedniej tkaniny bardzo mi pomoże w realizacji tego planu. DSC08121