Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


20 komentarzy

Zmiana kursu, czyli skok w spodniowy bok

Tego lata, choć z sukienkami jestem za pan brat i chętnie je noszę, zdecydowałam ograniczyć nieco ich szycie i uzupełnić szafę o spodnie. Bo sukienek rozmaitych ci u mnie dostatek, a spodni to jednak trochę mniej. Tak bardzo przez to całe szycie zakręciłam się na punkcie sukienek, że spodnie poszły w odstawkę. A ja spodnie bardzo lubię, chętnie noszę i czasami w moim przypadku są lepszym rozwiązaniem niż sukienka. Tylko okazało się, że z ich wyborem u mnie jednak jest dość marnie. Skoro jednak nabrałam już wprawy w szyciu, postanowiłam, że troszkę ich sobie poszyję. Pokazałam już, jak uszyłam jedne spodnie, pokażę Wam teraz siebie. DSC08955

Ale zaraz zaraz. Miały być długie i różowe, a ja tu tymczasem wyskakuję z krótkimi spodenkami, które na pierwszy rzut oka niewiele mają wspólnego z poprzednimi. To ja już Wam szybko zaraz wszystko opowiem. Bo to było tak, że ja te spodnie różowe uszyłam i one sobie wiszą w szafie. Wiszą i czekają na urlop, pogodę i fotografa, bo sobie zdjęcia wymyśliłam nieco dalej od domu. Tak, żeby mi tło pasowało do tego, co mam na sobie. A kiedy już te spodnie uszyłam, to przyszło mi do głowy, że przecież skoro niebawem już mam ten urlop, to przecież ja muszę sobie w końcu uszyć te krótkie spodenki, które sobie zaplanowałam na urlop na lato. Bo na co mi będą krótkie spodenki, jak ja już będę po? No dobra, pewnie by się przydały, ale radość z ich uszycia byłaby pewnie mniejsza. I wymyśliłam sobie spodenki dokładnie takie, jak widzicie na zdjęciach. DSC08957DSC08972DSC08943

A jaki mają związek z poprzednimi? Ano taki, że do ich uszycia wykorzystałam ten sam wykrój, co do różowych spodni, czyli model 139 z Burdy 8/2012 (w ogóle to uważam, że to jeden z lepszych numerów; okładkę mam już całą zwichrowaną od tego ciągłego jego wertowania). Szukałam takiego modelu w innych numerach, ale nie natrafiłam na nic, co byłoby idealną odpowiedzią na moje poszukiwania. Z każdym wykrojem musiałabym trochę popracować i coś przerobić, pomyślałam więc sobie, po co będę ryzykować, wykorzystam to, co mam i znam. Bo muszę się podzielić już tu z Wami informacją taką, że ten model spodni jest dla mnie absolutnie doskonały. Wszystko jest w nim na moją miarę: podkroje, obwody, długości. Wykrój marzenie. Narysowałam więc sobie krótką wersję spodenek, dodałam zakładki, obniżyłam stan o 3 cm i wyrysowałam mankiety, dodałam kieszenie na pupie. No i doszyłam paseczek, żeby wiązać sobie filuterną kokardkę. I tu nawę mąż, który pomagał mi tę upiornie sztywną tkaninę wywrócić na prawą stronę, zastanawiając się, po kiego grzyba cały ten trud, przyznał po wszystkim, że ta kokardka to całkiem fajny detal. DSC08949DSC08951DSC08950DSC08963

Spodenki mają szerokie i dość długie jak na szorty (a może to już bermudy?) nogawki. Dokładnie o takie mi jednak chodziło, bo chciałam czuć się w nich swobodnie i bez skrępowania i ciągłego myślenia o pilnowaniu godności wyginać, wypinać i tarzać, jeśli będzie trzeba, w piachu. Uszyłam je z bawełny z elastanem (kupionej tutaj) i uważam, że tkanina na spodnie nadaje się idealnie, zwłaszcza jesienne. Jest zwarta, mięsista, nie strzępi się podczas pracy. Ale, ło matko jedyna, jak trudno się w nią wbija szpilki, jak ciężko fastryguje. Taka jest zwarta! Palce pokłułam sobie koncertowo i porobiłam odciski. Najważniejsze jednak, że trud się opłacił. Spodenki są dokładnie takie, jak miały być. DSC08964DSC08967DSC08968

Na koniec to Wam jeszcze powiem, że już dawno, aż do tych spodenek, nie przytrafiła mi się żadna przygoda. A tu przyszło mi się znów zmierzyć dziurą wyciętą w przodzie przez owerloka. Kiedy już odkryłam, co sobie znów zaserwowałam, w akcie niemej rozpaczy udałam się do kuchni, ukroiłam kawał ciasta i otworzyłam piwo. Skonsumowałam. Pomogło. Potem wyprułam lewy przód, wykroiłam nowy (jakbym nie miała zapasu materiału, to rozpacz byłaby pewnie dzika i nieokiełznana) i wstawiłam puzzla w odpowiednie miejsce. Dalej poszło jak z płatka. DSC08947

Spodenki z miejsca stały się moimi ulubionymi i tylko żal, że pogoda jest tak marna, że póki co to ich miejsce jest nie na mnie tylko w szafie. Jak zwykle jednak liczę (mam nadzieję, że nie naiwnie) na to, że jak tylko rozpoczną mi się wakacje, to i słońca i ciepła będzie tyle, ile mi trzeba. Czyli najlepiej tyle, ile podczas ostatniej niedzieli, kiedy robiliśmy zdjęcia.


28 komentarzy

Wiśniowa sukienka

DSC08395

Ta sukienka, jak na moje warunki i możliwości, to była szybka akcja. Wykrój na nią wybrałam co prawda już w kwietniu, kiedy razem z materiałem na sukienkę kupiłam jeszcze jeden, zupełnie kolorystycznie nieprzystający do moich dotychczasowych wyborów. Cóż jednak mogłam zrobić, kiedy wpadł mi w oko i ręce i już za nic nie chciał wypaść. Skoro więc wpadł, musiałam wybrać odpowiedni doń wykrój. Mnogość wiśniowego (tak myślę, że to wiśnia, ale jeśli się mylę, to mnie poprawcie) kwiecia w wyborach mnie ograniczyła, na co bowiem szukać wymyślnych cięć i ciekawych rozwiązań, kiedy i tak wszystko skryje się w tym gęstym listowiu. W kwietniu wybrałam zatem model 107 z Burdy 3/2009 i na tym chwilowo się skończyło, gdyż w międzyczasie z radością oddawałam się innym projektom. Ale w zeszłą sobotę, wieczorem, kiedy dziecko zaskoczyło mnie swą dość wczesną sennością pomyślałam sobie, a może by tak w końcu uszyć tę sukienkę. Przejście od myśli do czynu zajęło mi chwilkę, uzbrojona po zęby w odpowiednie narzędzia zabrałam się do pracy. Wykrój skopiowałam, z materii wycięłam i nawet częściowo zszyłam. W niedzielę rano zaś pozwoliłam spać mężowi do ósmej, po czym turkotem maszyny wygoniłam go z sypialni, bo pomyślałam sobie, że w nowej sukience z chęcią wybrałabym się na obiad i poobiedni spacer. DSC08451DSC08467DSC08429DSC08461

I wiecie co, udało mi się. Udałoby mi się nawet szybciej (tak w okolicy drugiego śniadania), ale jednak sukienka wymagała trochę poprawek w okolicach talii. Potrzebowała mianowicie wcięcia, które w wykroju wyszło takie jakieś niezbyt zdecydowane. Postanowiłam jednak nie czynić z sukienki sztywnej (choć tkanina wcale sztywna nie jest) zbroi, tylko mimo taliowania zostawić sobie w niej trochę swobody, bo ja sobie swobodę bardzo cenię, zwłaszcza w letnich ubraniach. Nie zmienia to faktu, że i tak wszystkie szwy pionowe musiałam rozpruć, przeszyć na nowo i obrzucić, a to zawsze trochę czasu zajmuje. DSC08473DSC08433DSC08439

Sukienkę uszyłam sobie codzienną, wygodną i właściwie bardzo praktyczną. Mimo dość dopasowanego fasonu zapewnia całkiem sporo swobody (nawet się w niej wspinałam na placu zabaw po skałkach!), kolorystyka natomiast gwarantuje idealny kamuflaż dla plam ;). A ponieważ wciąż noszę w sobie dziecko, w sensie metaforycznym oczywiście, co najczęściej wyłazi ze mnie właśnie podczas zabaw z dziećmi, taki strój bywa idealnym kompromisem pomiędzy chęcią bycia kobiecą a niczym nieskrępowaną podczas rozmaitych szaleństw. DSC08435

DSC08422DSC08403DSC08407

Ps. Jeśli jeszcze nie widziałyście, zajrzyjcie na blogi Anetty i Beaty. One też szyły sukienki z tego modelu. Obie są fantastyczne i pokazują, jaki potencjał w nim drzemie. Jak widziałyście, to i tak zajrzyjcie, choćby gwoli porównania. Polecam!

Pozdrawiam słonecznie, Kasia!


32 komentarze

Blue jeans

DSC07911 z efektem

Nosi mnie. Czuję, że mam zespół niespokojnych nóg, niespokojnych rąk i niespokojnej głowy. Nie żebym narzekała jakoś na ten stan, ale ogrom potencjalnych działań, które mogłabym podjąć w wyniku tego nadmiaru aktywności moich członków, zaczyna mnie przytłaczać. Miotam się więc między tym, co dla domu i rodziny, a tym, co dla mnie. Dla domu jak zawsze: nowe kwiaty na balkon, dekoracje, jakieś sprawy porządkowe. Dla rodziny to, co akurat wypadnie w danej chwili. Dla mnie – wiadomo. Nowe szaty. Ale co najpierw? Sadzić czy szyć? Malować jajka czy nowy wykrój. Łatać dziury? (Bo budżetu i tak nie da się już załatać w tym miesiącu). A jak szyć, to co? Sukienki czy bluzki, bluzki czy spodnie? Planów tyle, a minut ubywa. Działać trzeba!DSC07952 z efektem

Biorę więc na warsztat bluzki. Bluzki jako towar stale deficytowy musiały doczekać się uszycia. Bluzki są dobre, bo w tym wirze codziennych zajęć dają się uszyć szybko i w wolnych chwilach pomiędzy zabawą w chowanego a gotowaniem zupy. Tylko trzeba pamiętać o myciu rąk za każdym razem, kiedy siada się do szycia zaraz po odejściu od garów. Mi się raz zapomniało… Ale do brzegu. Uszyłam sobie bluzkę wg modelu 106 A z Burdy 2/2017. Falbanki. Fachowo wolanty. Jakież to piękne zwieńczenie wiosennych i letnich fatałaszków. Dodają lekkości, uroku i żyją własnym życiem, kiedy wiatr mocniej wieje. Zauroczyły mnie od razu. DSC07912 z efektemDSC07914 z efektem

Bluzkę uszyłam z lejącego batystu bawełnianego. Wszystko fajnie, bo jest lekko, przewiewnie, idealnie na ciepłe dni. Ale jak to się gniecie! Łomatkobosko! Prasowanie tej bluzki to istne wyzwanie. Niby wiedziałam, jak tkaninę wybierałam, bo szyłam z niej nie raz, a jednak ta lekkość, naturalne włókna i kolor przeważyły. I jestem teraz jako ta rozdarta sosna, bo prasować zanadto nie lubię (a falban to już w ogóle), ale sztuczne niegniotące włókna noszę raczej mniej chętnie niż bardziej. A taką bluzkę jeszcze jedną na pewno chciałabym mieć. Jakąś jasną. Na lato. Musi oddychać. I musi być cieniutka, żeby brzegi wolantów wyglądały estetycznie. Z czego szyć? Może coś podpowiecie? Podpowiedzcie, proszę 🙂

DSC07946 z efektemDSC07947 z efektem

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


39 komentarzy

W stylu Claire U.

DSC06456DSC06626

No cóż, kalendarza nie da się oszukać. Choć dni jeszcze pełne słońca, to wieczory robią się coraz chłodniejsze, słońce znika jakoś tak szybciej za horyzontem, a z drzew spadają pierwsze liście. Jesień się zbliża, jak bum cyk-cyk. Dla mnie oznacza to, że czas rozejrzeć się za sukienkami z zasłoniętymi ramionami. Rozsiadłam się więc wygodnie otoczona moim zbiorem z wykrojami i bach! Ledwie rozpoczęłam poszukiwania, a już trafiłam na idealną propozycję – sukienkę z Burdy 8/2016 model 124 A. Następnie poczułam, jak przez mój mózg z jednego neuronu wystartował sygnał z obrazem sukienki, a z innego swój galop rozpoczął ten materiałowy. Potem to już tylko eksplozja, chaos i twórcze działanie. DSC06447DSC06472DSC06619

Wszystkie części skopiowałam, nie czyniąc żadnych zmian w wykroju. Doświadczenie z burdowymi modelami nauczyło mnie, że jeżeli sukienka posiada cięcia francuskie, to jest całkiem prawdopodobne, że będzie dobrze dopasowana. Wykroiłam elementy z materiału i prędziutko zabrałam się za szycie. Sukienka w końcu prosta, bez podszewki, więc powinno pójść całkiem sprawnie. Ale temu mojemu szyciu w jego pierwszej fazie wyjątkowo uparcie towarzyszył jakiś chochlik. A to mi się coś źle wdało, wzór się rozjechał, zamek wszyłam tak, że się sukienki zapiąć nie dało (jedną taśmę przekręciłam nie w tę stronę, co trzeba). Prucie, prucie, prucie. Szczyt i jednocześnie granicę moich marnych poczynań osiągnęłam, kiedy po starannym wykończeniu dekoltu zszyłam boki, po czym okazało się, że jakimś cudem jedno ramię jest skręcone. Trzy głębokie wdechy, szybka decyzja, co pruć – ramię czy zamek – i poszło (sprułam ramię). Dalej na szczęście obyło się już bez ekscesów.  DSC06452DSC06470DSC06464DSC06461

Sukienka nosi się świetnie. Tkanina jest miękka, przyjemna dla ciała i dosyć przewiewna, ponieważ jej splot nie jest zbyt gęsty. Krój jest jednym z tych, który na pewno jeszcze powtórzę. Co nie znaczy, że nie powinnam dokonać drobnej korekty. Pierwsza rzecz to zaszewki piersiowe. Zaćmienie jakieś mnie dotknęło, bo powinnam była je obniżyć o jakiś centymetr, ale nie wiedzieć czemu tego nie zrobiłam (a to taka zmiana z automatu jak poprawka z tyłu przy dekolcie). Może jak mnie któregoś dnia najdzie, to jeszcze to poprawię. A druga sprawa to konieczność wydłużenia górnej części sukienki o 1-1,5 cm. Widać to najlepiej, kiedy mam pasek. Bez szlufek zjeżdża sobie tam, gdzie mam talię, za nic mając szew łączący górę i dół spódnicy. Wydaje mi się też, że podniesiona linia talii nieco zaburza moje proporcje, więc jej obniżenie powinno wyjść mi na dobre. I to tyle. Drobiazgi takie. DSC06635DSC06459DSC06629DSC06473

Pozdrawiam, Kasia


31 komentarzy

No i nie zdążyłam

DSC03289DSC03305

Tę sukienkę szyłam wyjątkowo długo. Nie dlatego, że była trudna. Wręcz przeciwnie – sądzę, że to jedna z łatwiejszych sukienek, które uszyłam. Ciągle jednak coś mnie odciągało od pracy przy niej. A to sprawy domowe, a to inne, pilniejsze rzeczy wpadły do uszycia. Poza tym to sukienka składak. O ile z wyborem góry nie miałam najmniejszego problemu, o tyle dół był dla mnie zagadką stulecia. Zaraz Wam o tym opowiem.DSC03299-horzDSC03286

Tkanina, z której powstała sukienka, jest cieniutką bawełną z jakimś niewielkim dodatkiem elestanu. Pokazywałam ją w tym poście, który napisałam na fali euforii związanej z odkryciem nowego sklepu ze szmatkami. Przeglądając wykroje właściwie od razu wiedziałam, że chciałabym uszyć kopertowy przód. Nigdy nie udało mi się kupić takiej sukienki (za każdym razem, kiedy próbowałam, szew odcinający lądował u mnie na biuście, a nie pod nim), a zawsze mi się takie podobały. Jakie to fajne uczucie coś sobie wymyślić, a potem móc sobie to uszyć! Wybrałam górę modelu 112 z Burdy 11/2007, wykroiłam i uszyłam. I odłożyłam, bo nie mogłam podjąć decyzji, co dalej. DSC03284DSC03267DSC03271

W sprawie dołu czekałam na natchnienie. Materiał jest tak lekki, że dół z połowy koła albo jakakolwiek jego rozkloszowana forma nie wchodziły w ogóle w grę. Przy najmniejszym wietrze miałabym bowiem kłopoty. Ale wciąż chciałam zachować swobodę poruszania się, móc się najeść po brzegi i wcisnąć gdzieś łapki. Jak się baba uprze, to nie ma przeproś. W końcu na stronie Burdy ze stylizacjami w jednym czasie trafiły dwie realizacje spódniczki, która mogłaby być moim dołem (model 111A z Burdy 4/2010). Jedną uszyła Beata (klik) z bloga Szyję… bo kocham i potrafię. Skoro Beata uszyła i poleciła, to ja nie miałam już żadnych wątpliwości. DSC03258

Uszyłam sobie sukienkę iście letnią, kwiecistą, przewiewną… idealną na przyszły rok. Co by nie mówić i jak by nie zaklinać rzeczywistości, lato sobie poszło i marne szanse, że zmieni zdanie. Paradowanie po dworze w takiej cieniźnie uznałam za zbyt zuchwałe, a że chciałam Wam ją od razu pokazać, zdjęcia są domowo-balkonowe. Bardzo się staraliśmy – ja pozować przyzwoicie, a Michu nie wyjść z siebie – ale chyba jednak znacznie lepiej czujemy się w plenerach ;). DSC03230DSC03228

Bardzo żałuję, że muszę na razie odwiesić tę sukienkę do szafy. Żałuję, bo ta kombinowana forma przypadła mi do gustu, a sukienka po prostu bardzo mi się podoba. Na szczęście lato już za niecały rok ;). DSC03275