Kasia Mazurek

Kitka z nitką


36 Komentarzy

Kombinezon w stylu boho

Och, ile to ja się nakombinowałam, zanim wymyśliłam, co też mogłabym uszyć z tego dwumetrowego kawałka bawełny z borderem po obu stronach. I nie byłoby to takie może wyzwanie, gdyby nie to, że ta bawełna to była lekko elastyczna po długości, a nie szerokości, a realizację pierwotnego pomysłu porzuciłam w chwilę potem, kiedy na stronie ze stylizacjami Burdy zobaczyłam dokładnie taką kieckę, jaką zamierzałam uszyć. Zacznę jednak od początku i jeśli macie ochotę towarzyszyć moim wspomnieniom, zapraszam do lektury. A było to tak…

Jako osoba już kompletnie zbzikowana na punkcie szycia mam wzrok zaprogramowany na wyszukiwanie witryn sklepowych z szyldami „TKANINY” i „PASMANTERIA”. Rozumiecie to, prawda? Kiedy jeżdżę w rodzinne strony, lubię sobie od czasu do czasu zajrzeć do tamtejszych sklepów i zrobić jakieś małe zakupy (z tych zakupów właśnie powstał mój ostatni spodniowo-bluzkowy komplet). Ale co to dopiero jest za radość, kiedy w jakimś nowym miejscu natknę się (albo wręcz specjalnie wyszperam o tym informację w odmętach internetu – ale o tym to już historia na kolejny wpis) na jakiś sklep z tkaninami i to w dodatku całkiem dobrze zaopatrzony. No radość nie ma wtedy granic, a ja nie byłabym sobą, gdybym chociaż nie zerknęła, co tam ciekawego mają. I tak właśnie było tym razem, czyli dwa lata temu, kiedy z plecakiem na plecach i dwuipółatkiem za rączkę wybrałam się pociągiem na weekend do Gdyni, by zażyć nieco morza i kąpieli słonecznych. Okazało się, że tuż za rogiem placyku, przy którym wynajęłyśmy z koleżanką mieszkanie, znajduje się sklep z materiałami wszelakiej maści. Jakież to było szczęście, kiedy okazał się otwarty w sobotę, a ja mogłam zostawić na chwilę koleżankę, dziatwę i oddać się buszowaniu. I tylko ograniczone miejsce w plecaku spowodowało, że kupiłam kawałek dzianiny na bluzkę dla mamy i dwa metry bawełny na sukienkę. Wybrałam ją, ponieważ chciałam koniecznie jeszcze raz uszyć sukienkę podobną do tej, a było to wtedy, kiedy nie podjęłam się jeszcze jej zmniejszania i nie sądziłam, że jeszcze ją założę.

Z planami szycia nowej sukienki wróciłam do domu. I jak już napisałam, plany porzuciłam, gdy przeglądając realizacje modelu 133 z Burdy 8/2012, ujrzałam identyczną sukienkę. Tak właśnie miała wyglądać moja… Zniechęcona materiał wrzuciłam do mojego składu i co jakiś czas wyciągałam z niego, zastanawiając się, co mogłabym z nim zrobić. Moje myśli cały czas krążyły wokół sukienki, ale niezależnie od tego, jaki model bym wybrała (a szukałam rozkloszowanego), w efekcie otrzymałabym sukienkę podobną do tej uszytej przez Barking. Po jakimś czasie porzuciłam wizję rozkloszowanej kiecki na rzecz czegoś bardziej dopasowanego. Ale wciąż się nie mogłam zdecydować, bo taka sukienka wymagałaby podszewki. A ja podszewki nie chciałam. Zaczęłam myśleć znowu i wyszło mi z tego, że mogłabym wykorzystać same bordery do jej uszycia, a wtedy podszewka byłaby zbędna. I już byłam gotowa szyć sukienkę z modelu, który wykorzystałam dwukrotnie (Snowflake i Sztywniara), aż w maju tego roku dopadło mnie nagłe olśnienie. Kombinezon! Kombinezon będzie idealny! DSC09083DSC09081DSC09078DSC09077DSC09092DSC09093

Ponieważ wykroju wówczas odpowiedniego nie miałam (teraz już jest, w licowej Burdzie), punktem wyjścia uczyniłam wykrój na spodenki od tego kombinezonu, skracając nieco ich stan z przodu i bardziej z tyłu oraz dodając rozcięcia na szwach bocznych nogawek. Sprawdziłam, ile mi to zabierze borderu z tkaniny i potem już wiedziałam, co zrobię dalej. Resztę ozdobnych brzegów pocięłam na pasy, które widzicie w postaci ozdobnego wykończenia dekoltu, a górę kombinezonu uszyłam z białego środka. Nie pamiętam już z którego wykroju korzystałam, rysując górę, ale to i tak nie ma większego znaczenia, bo i tak każdy musiałabym przerobić nieznacznie, by móc później naszyć cięte po nitce prostej listwy ozdobne. Początkowo chciałam, żeby były one wiązane na ramionach, ale po zrobieniu kokardy próbnej zmieniłam zdanie, zrobiłam tunele i wciągnęłam sznurki ozdobione koralikami. To samo w pasie. Wiązanie pełni tylko funkcję ozdobną, natomiast do zapasu szwu łączącego górę i dół wszyłam gumę, żeby kombinezon równomiernie się marszczył. Mimo że kombinezon to raczej nieduża forma, z tkaniny, a zwłaszcza borderu zostały mi ledwie ścinki. DSC09126DSC09125DSC09119DSC09121

No i powiem Wam teraz, że w upały to on się sprawdza idealnie. Odsłania dużo, nie klei się do ciała i jest tak lekki, że się wcale o nim nie pamięta, że się go na sobie ma. Na wakacjach to mi się akurat przydał tylko raz i nawet upałów wtedy nie zaznałam, ale teraz, kiedy z nieba leje się żar, to on jest niezastąpiony. No naprawdę lepszego ciuszka to ja sobie nie mogłam z tej tkaniny wymyślić. Jakież to szycie jest kreatywne! Jak mnie cieszą takie udane projekty! DSC09094DSC09095DSC09099DSC09128DSC09130DSC09131

DSC09138

Im bliżej morza, tym bardziej głowę urywało…

Pewnie i Wam przydarzyły się takie długofalowe, ale zakończone sukcesem projekty. Jeśli macie chęć podzielić się ze mną swoimi opowieściami, podlinkujcie w komentarzach swoje posty. Z chęcią u Was pobuszuję.

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

Reklamy


24 Komentarze

Zmiana kursu, czyli skok w spodniowy bok

Tego lata, choć z sukienkami jestem za pan brat i chętnie je noszę, zdecydowałam ograniczyć nieco ich szycie i uzupełnić szafę o spodnie. Bo sukienek rozmaitych ci u mnie dostatek, a spodni to jednak trochę mniej. Tak bardzo przez to całe szycie zakręciłam się na punkcie sukienek, że spodnie poszły w odstawkę. A ja spodnie bardzo lubię, chętnie noszę i czasami w moim przypadku są lepszym rozwiązaniem niż sukienka. Tylko okazało się, że z ich wyborem u mnie jednak jest dość marnie. Skoro jednak nabrałam już wprawy w szyciu, postanowiłam, że troszkę ich sobie poszyję. Pokazałam już, jak uszyłam jedne spodnie, pokażę Wam teraz siebie. DSC08955

Ale zaraz zaraz. Miały być długie i różowe, a ja tu tymczasem wyskakuję z krótkimi spodenkami, które na pierwszy rzut oka niewiele mają wspólnego z poprzednimi. To ja już Wam szybko zaraz wszystko opowiem. Bo to było tak, że ja te spodnie różowe uszyłam i one sobie wiszą w szafie. Wiszą i czekają na urlop, pogodę i fotografa, bo sobie zdjęcia wymyśliłam nieco dalej od domu. Tak, żeby mi tło pasowało do tego, co mam na sobie. A kiedy już te spodnie uszyłam, to przyszło mi do głowy, że przecież skoro niebawem już mam ten urlop, to przecież ja muszę sobie w końcu uszyć te krótkie spodenki, które sobie zaplanowałam na urlop na lato. Bo na co mi będą krótkie spodenki, jak ja już będę po? No dobra, pewnie by się przydały, ale radość z ich uszycia byłaby pewnie mniejsza. I wymyśliłam sobie spodenki dokładnie takie, jak widzicie na zdjęciach. DSC08957DSC08972DSC08943

A jaki mają związek z poprzednimi? Ano taki, że do ich uszycia wykorzystałam ten sam wykrój, co do różowych spodni, czyli model 139 z Burdy 8/2012 (w ogóle to uważam, że to jeden z lepszych numerów; okładkę mam już całą zwichrowaną od tego ciągłego jego wertowania). Szukałam takiego modelu w innych numerach, ale nie natrafiłam na nic, co byłoby idealną odpowiedzią na moje poszukiwania. Z każdym wykrojem musiałabym trochę popracować i coś przerobić, pomyślałam więc sobie, po co będę ryzykować, wykorzystam to, co mam i znam. Bo muszę się podzielić już tu z Wami informacją taką, że ten model spodni jest dla mnie absolutnie doskonały. Wszystko jest w nim na moją miarę: podkroje, obwody, długości. Wykrój marzenie. Narysowałam więc sobie krótką wersję spodenek, dodałam zakładki, obniżyłam stan o 3 cm i wyrysowałam mankiety, dodałam kieszenie na pupie. No i doszyłam paseczek, żeby wiązać sobie filuterną kokardkę. I tu nawę mąż, który pomagał mi tę upiornie sztywną tkaninę wywrócić na prawą stronę, zastanawiając się, po kiego grzyba cały ten trud, przyznał po wszystkim, że ta kokardka to całkiem fajny detal. DSC08949DSC08951DSC08950DSC08963

Spodenki mają szerokie i dość długie jak na szorty (a może to już bermudy?) nogawki. Dokładnie o takie mi jednak chodziło, bo chciałam czuć się w nich swobodnie i bez skrępowania i ciągłego myślenia o pilnowaniu godności wyginać, wypinać i tarzać, jeśli będzie trzeba, w piachu. Uszyłam je z bawełny z elastanem (kupionej tutaj) i uważam, że tkanina na spodnie nadaje się idealnie, zwłaszcza jesienne. Jest zwarta, mięsista, nie strzępi się podczas pracy. Ale, ło matko jedyna, jak trudno się w nią wbija szpilki, jak ciężko fastryguje. Taka jest zwarta! Palce pokłułam sobie koncertowo i porobiłam odciski. Najważniejsze jednak, że trud się opłacił. Spodenki są dokładnie takie, jak miały być. DSC08964DSC08967DSC08968

Na koniec to Wam jeszcze powiem, że już dawno, aż do tych spodenek, nie przytrafiła mi się żadna przygoda. A tu przyszło mi się znów zmierzyć dziurą wyciętą w przodzie przez owerloka. Kiedy już odkryłam, co sobie znów zaserwowałam, w akcie niemej rozpaczy udałam się do kuchni, ukroiłam kawał ciasta i otworzyłam piwo. Skonsumowałam. Pomogło. Potem wyprułam lewy przód, wykroiłam nowy (jakbym nie miała zapasu materiału, to rozpacz byłaby pewnie dzika i nieokiełznana) i wstawiłam puzzla w odpowiednie miejsce. Dalej poszło jak z płatka. DSC08947

Spodenki z miejsca stały się moimi ulubionymi i tylko żal, że pogoda jest tak marna, że póki co to ich miejsce jest nie na mnie tylko w szafie. Jak zwykle jednak liczę (mam nadzieję, że nie naiwnie) na to, że jak tylko rozpoczną mi się wakacje, to i słońca i ciepła będzie tyle, ile mi trzeba. Czyli najlepiej tyle, ile podczas ostatniej niedzieli, kiedy robiliśmy zdjęcia.


28 Komentarzy

Wiśniowa sukienka

DSC08395

Ta sukienka, jak na moje warunki i możliwości, to była szybka akcja. Wykrój na nią wybrałam co prawda już w kwietniu, kiedy razem z materiałem na sukienkę kupiłam jeszcze jeden, zupełnie kolorystycznie nieprzystający do moich dotychczasowych wyborów. Cóż jednak mogłam zrobić, kiedy wpadł mi w oko i ręce i już za nic nie chciał wypaść. Skoro więc wpadł, musiałam wybrać odpowiedni doń wykrój. Mnogość wiśniowego (tak myślę, że to wiśnia, ale jeśli się mylę, to mnie poprawcie) kwiecia w wyborach mnie ograniczyła, na co bowiem szukać wymyślnych cięć i ciekawych rozwiązań, kiedy i tak wszystko skryje się w tym gęstym listowiu. W kwietniu wybrałam zatem model 107 z Burdy 3/2009 i na tym chwilowo się skończyło, gdyż w międzyczasie z radością oddawałam się innym projektom. Ale w zeszłą sobotę, wieczorem, kiedy dziecko zaskoczyło mnie swą dość wczesną sennością pomyślałam sobie, a może by tak w końcu uszyć tę sukienkę. Przejście od myśli do czynu zajęło mi chwilkę, uzbrojona po zęby w odpowiednie narzędzia zabrałam się do pracy. Wykrój skopiowałam, z materii wycięłam i nawet częściowo zszyłam. W niedzielę rano zaś pozwoliłam spać mężowi do ósmej, po czym turkotem maszyny wygoniłam go z sypialni, bo pomyślałam sobie, że w nowej sukience z chęcią wybrałabym się na obiad i poobiedni spacer. DSC08451DSC08467DSC08429DSC08461

I wiecie co, udało mi się. Udałoby mi się nawet szybciej (tak w okolicy drugiego śniadania), ale jednak sukienka wymagała trochę poprawek w okolicach talii. Potrzebowała mianowicie wcięcia, które w wykroju wyszło takie jakieś niezbyt zdecydowane. Postanowiłam jednak nie czynić z sukienki sztywnej (choć tkanina wcale sztywna nie jest) zbroi, tylko mimo taliowania zostawić sobie w niej trochę swobody, bo ja sobie swobodę bardzo cenię, zwłaszcza w letnich ubraniach. Nie zmienia to faktu, że i tak wszystkie szwy pionowe musiałam rozpruć, przeszyć na nowo i obrzucić, a to zawsze trochę czasu zajmuje. DSC08473DSC08433DSC08439

Sukienkę uszyłam sobie codzienną, wygodną i właściwie bardzo praktyczną. Mimo dość dopasowanego fasonu zapewnia całkiem sporo swobody (nawet się w niej wspinałam na placu zabaw po skałkach!), kolorystyka natomiast gwarantuje idealny kamuflaż dla plam ;). A ponieważ wciąż noszę w sobie dziecko, w sensie metaforycznym oczywiście, co najczęściej wyłazi ze mnie właśnie podczas zabaw z dziećmi, taki strój bywa idealnym kompromisem pomiędzy chęcią bycia kobiecą a niczym nieskrępowaną podczas rozmaitych szaleństw. DSC08435

DSC08422DSC08403DSC08407

Ps. Jeśli jeszcze nie widziałyście, zajrzyjcie na blogi Anetty i Beaty. One też szyły sukienki z tego modelu. Obie są fantastyczne i pokazują, jaki potencjał w nim drzemie. Jak widziałyście, to i tak zajrzyjcie, choćby gwoli porównania. Polecam!

Pozdrawiam słonecznie, Kasia!