Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


32 komentarze

Blue jeans

DSC07911 z efektem

Nosi mnie. Czuję, że mam zespół niespokojnych nóg, niespokojnych rąk i niespokojnej głowy. Nie żebym narzekała jakoś na ten stan, ale ogrom potencjalnych działań, które mogłabym podjąć w wyniku tego nadmiaru aktywności moich członków, zaczyna mnie przytłaczać. Miotam się więc między tym, co dla domu i rodziny, a tym, co dla mnie. Dla domu jak zawsze: nowe kwiaty na balkon, dekoracje, jakieś sprawy porządkowe. Dla rodziny to, co akurat wypadnie w danej chwili. Dla mnie – wiadomo. Nowe szaty. Ale co najpierw? Sadzić czy szyć? Malować jajka czy nowy wykrój. Łatać dziury? (Bo budżetu i tak nie da się już załatać w tym miesiącu). A jak szyć, to co? Sukienki czy bluzki, bluzki czy spodnie? Planów tyle, a minut ubywa. Działać trzeba!DSC07952 z efektem

Biorę więc na warsztat bluzki. Bluzki jako towar stale deficytowy musiały doczekać się uszycia. Bluzki są dobre, bo w tym wirze codziennych zajęć dają się uszyć szybko i w wolnych chwilach pomiędzy zabawą w chowanego a gotowaniem zupy. Tylko trzeba pamiętać o myciu rąk za każdym razem, kiedy siada się do szycia zaraz po odejściu od garów. Mi się raz zapomniało… Ale do brzegu. Uszyłam sobie bluzkę wg modelu 106 A z Burdy 2/2017. Falbanki. Fachowo wolanty. Jakież to piękne zwieńczenie wiosennych i letnich fatałaszków. Dodają lekkości, uroku i żyją własnym życiem, kiedy wiatr mocniej wieje. Zauroczyły mnie od razu. DSC07912 z efektemDSC07914 z efektem

Bluzkę uszyłam z lejącego batystu bawełnianego. Wszystko fajnie, bo jest lekko, przewiewnie, idealnie na ciepłe dni. Ale jak to się gniecie! Łomatkobosko! Prasowanie tej bluzki to istne wyzwanie. Niby wiedziałam, jak tkaninę wybierałam, bo szyłam z niej nie raz, a jednak ta lekkość, naturalne włókna i kolor przeważyły. I jestem teraz jako ta rozdarta sosna, bo prasować zanadto nie lubię (a falban to już w ogóle), ale sztuczne niegniotące włókna noszę raczej mniej chętnie niż bardziej. A taką bluzkę jeszcze jedną na pewno chciałabym mieć. Jakąś jasną. Na lato. Musi oddychać. I musi być cieniutka, żeby brzegi wolantów wyglądały estetycznie. Z czego szyć? Może coś podpowiecie? Podpowiedzcie, proszę 🙂

DSC07946 z efektemDSC07947 z efektem

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


39 komentarzy

W stylu Claire U.

DSC06456DSC06626

No cóż, kalendarza nie da się oszukać. Choć dni jeszcze pełne słońca, to wieczory robią się coraz chłodniejsze, słońce znika jakoś tak szybciej za horyzontem, a z drzew spadają pierwsze liście. Jesień się zbliża, jak bum cyk-cyk. Dla mnie oznacza to, że czas rozejrzeć się za sukienkami z zasłoniętymi ramionami. Rozsiadłam się więc wygodnie otoczona moim zbiorem z wykrojami i bach! Ledwie rozpoczęłam poszukiwania, a już trafiłam na idealną propozycję – sukienkę z Burdy 8/2016 model 124 A. Następnie poczułam, jak przez mój mózg z jednego neuronu wystartował sygnał z obrazem sukienki, a z innego swój galop rozpoczął ten materiałowy. Potem to już tylko eksplozja, chaos i twórcze działanie. DSC06447DSC06472DSC06619

Wszystkie części skopiowałam, nie czyniąc żadnych zmian w wykroju. Doświadczenie z burdowymi modelami nauczyło mnie, że jeżeli sukienka posiada cięcia francuskie, to jest całkiem prawdopodobne, że będzie dobrze dopasowana. Wykroiłam elementy z materiału i prędziutko zabrałam się za szycie. Sukienka w końcu prosta, bez podszewki, więc powinno pójść całkiem sprawnie. Ale temu mojemu szyciu w jego pierwszej fazie wyjątkowo uparcie towarzyszył jakiś chochlik. A to mi się coś źle wdało, wzór się rozjechał, zamek wszyłam tak, że się sukienki zapiąć nie dało (jedną taśmę przekręciłam nie w tę stronę, co trzeba). Prucie, prucie, prucie. Szczyt i jednocześnie granicę moich marnych poczynań osiągnęłam, kiedy po starannym wykończeniu dekoltu zszyłam boki, po czym okazało się, że jakimś cudem jedno ramię jest skręcone. Trzy głębokie wdechy, szybka decyzja, co pruć – ramię czy zamek – i poszło (sprułam ramię). Dalej na szczęście obyło się już bez ekscesów.  DSC06452DSC06470DSC06464DSC06461

Sukienka nosi się świetnie. Tkanina jest miękka, przyjemna dla ciała i dosyć przewiewna, ponieważ jej splot nie jest zbyt gęsty. Krój jest jednym z tych, który na pewno jeszcze powtórzę. Co nie znaczy, że nie powinnam dokonać drobnej korekty. Pierwsza rzecz to zaszewki piersiowe. Zaćmienie jakieś mnie dotknęło, bo powinnam była je obniżyć o jakiś centymetr, ale nie wiedzieć czemu tego nie zrobiłam (a to taka zmiana z automatu jak poprawka z tyłu przy dekolcie). Może jak mnie któregoś dnia najdzie, to jeszcze to poprawię. A druga sprawa to konieczność wydłużenia górnej części sukienki o 1-1,5 cm. Widać to najlepiej, kiedy mam pasek. Bez szlufek zjeżdża sobie tam, gdzie mam talię, za nic mając szew łączący górę i dół spódnicy. Wydaje mi się też, że podniesiona linia talii nieco zaburza moje proporcje, więc jej obniżenie powinno wyjść mi na dobre. I to tyle. Drobiazgi takie. DSC06635DSC06459DSC06629DSC06473

Pozdrawiam, Kasia


31 komentarzy

No i nie zdążyłam

DSC03289DSC03305

Tę sukienkę szyłam wyjątkowo długo. Nie dlatego, że była trudna. Wręcz przeciwnie – sądzę, że to jedna z łatwiejszych sukienek, które uszyłam. Ciągle jednak coś mnie odciągało od pracy przy niej. A to sprawy domowe, a to inne, pilniejsze rzeczy wpadły do uszycia. Poza tym to sukienka składak. O ile z wyborem góry nie miałam najmniejszego problemu, o tyle dół był dla mnie zagadką stulecia. Zaraz Wam o tym opowiem.DSC03299-horzDSC03286

Tkanina, z której powstała sukienka, jest cieniutką bawełną z jakimś niewielkim dodatkiem elestanu. Pokazywałam ją w tym poście, który napisałam na fali euforii związanej z odkryciem nowego sklepu ze szmatkami. Przeglądając wykroje właściwie od razu wiedziałam, że chciałabym uszyć kopertowy przód. Nigdy nie udało mi się kupić takiej sukienki (za każdym razem, kiedy próbowałam, szew odcinający lądował u mnie na biuście, a nie pod nim), a zawsze mi się takie podobały. Jakie to fajne uczucie coś sobie wymyślić, a potem móc sobie to uszyć! Wybrałam górę modelu 112 z Burdy 11/2007, wykroiłam i uszyłam. I odłożyłam, bo nie mogłam podjąć decyzji, co dalej. DSC03284DSC03267DSC03271

W sprawie dołu czekałam na natchnienie. Materiał jest tak lekki, że dół z połowy koła albo jakakolwiek jego rozkloszowana forma nie wchodziły w ogóle w grę. Przy najmniejszym wietrze miałabym bowiem kłopoty. Ale wciąż chciałam zachować swobodę poruszania się, móc się najeść po brzegi i wcisnąć gdzieś łapki. Jak się baba uprze, to nie ma przeproś. W końcu na stronie Burdy ze stylizacjami w jednym czasie trafiły dwie realizacje spódniczki, która mogłaby być moim dołem (model 111A z Burdy 4/2010). Jedną uszyła Beata (klik) z bloga Szyję… bo kocham i potrafię. Skoro Beata uszyła i poleciła, to ja nie miałam już żadnych wątpliwości. DSC03258

Uszyłam sobie sukienkę iście letnią, kwiecistą, przewiewną… idealną na przyszły rok. Co by nie mówić i jak by nie zaklinać rzeczywistości, lato sobie poszło i marne szanse, że zmieni zdanie. Paradowanie po dworze w takiej cieniźnie uznałam za zbyt zuchwałe, a że chciałam Wam ją od razu pokazać, zdjęcia są domowo-balkonowe. Bardzo się staraliśmy – ja pozować przyzwoicie, a Michu nie wyjść z siebie – ale chyba jednak znacznie lepiej czujemy się w plenerach ;). DSC03230DSC03228

Bardzo żałuję, że muszę na razie odwiesić tę sukienkę do szafy. Żałuję, bo ta kombinowana forma przypadła mi do gustu, a sukienka po prostu bardzo mi się podoba. Na szczęście lato już za niecały rok ;). DSC03275


16 komentarzy

Kokardki

Upały nas rozpieszczają co niemiara, jednak mam świadomość, że lato niechybnie odejdzie. Jest mi to nie w smak z dwóch powodów. Jesień jaka jest – każdy wie i w związku z tym nie należy do moich ulubionych pór roku. Martwi mnie jeszcze jedno – obawiam się, że mogę nie zdążyć uszyć wszystkich letnich sukienek, które sobie zaplanowałam. Na pewno nie zdążę, tym bardziej, że zachciało mi się bluzki. A że bluzki jeszcze nie szyłam, postanowiłam zmierzyć się z nowym.

DSC03005DSC03008

Tak naprawdę by jej nie było, gdyby nie te kokardki na granacie. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Żeby szyło się miło, lekko i przyjemnie, wybrałam model z Szycia krok po kroku 1/2015 (2 C). Żeby mieć jeszcze mniej trudów i znoju, zapięcie zrobiłam bez kryjącej listwy i zrezygnowałam z rękawków. 36°C w cieniu nie pozwoliło mi ich uszyć. Forma okazała się bardzo udana i nie wymagała poprawiania. Zdecydowanie do powielenia.

DSC03021

Bardzo chciałam, żeby mi się te kokardki schodziły ładnie i we wszystkich miejscach. Myślałam, że dam radę je ogarnąć i zdyscyplinować, ale niestety poległam sromotnie. Prawa strona bluzki – miodzio, lewa – cacuśnie, tylko kurka prawa i lewa zejść się nie chcą. Teraz wiem, że powinnam była zacząć krojenie od przodów.

DSC03023

Ostatecznie jednak postanowiłam się tym nie przejmować, wszak bluzka jest pełna uroku oraz wdzięku, a w te upały nosi się ją wyśmienicie. Poza tym nawet w Burdzie nie obeszli się z wzorem zbyt łaskawie.

DSC03022

Dzisiaj zdjęcia dla odmiany pstrykała Mamusia. „Piękny uśmiech, proszę”, „Pani była dzisiaj u manikiurzystki. Proszę pokazać, jakie ma pani piękne paznokcie”, „Wspaniale”, „Jakie ma pani  zgrabne nogi” (i wszystko tak super entuzjastyczne) – naprawdę trudno było nie chichotać. Bardzo przyjemna odmiana to była.

DSC03028