Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


20 komentarzy

Inspiracje, motywacje…

DSC07656

Pamiętam, że pierwszy raz myśl o założeniu bloga pojawiła się u mnie, kiedy szukałam informacji o tym, jak uszyć pewną sukienkę z Burdy. Opis jej wykonania, jak i wielu innych burdowych rzeczy, był wówczas dla mnie dość zawiły, ja natomiast nie byłam jeszcze dość biegła w ich interpretacji. Myślałam sobie, że fajnie by było znaleźć się w gronie osób wymieniających się doświadczeniem i mających tę samą pasję, żeby móc samej się czegoś nauczyć. Bo podglądanie innych szyjących to jedno, a wymiana doświadczeń to zupełnie inna rzecz. Wtedy sobie pomyślałam jednak, rety, z czym ja się do ludzi pcham, i sama jakoś tę sukienkę uszyłam. Ale tych rzeczy szyłam coraz więcej i jakiś czas później temat bloga powrócił. Pomyślałam, a co mi tam, zaryzykuję. Przynajmniej jak będę chciała o coś spytać albo coś skomentować, to nie będę anonimowa. A może uda się z kimś nawiązać nić (o, nić to bardzo adekwatne słowo) porozumienia?

Dziś z całą pewnością mogę powiedzieć, że ten blog to całkiem trafiony pomysł był. Przede wszystkim dzięki niemu poznałam wiele utalentowanych osób z dokładnie takim samym szyciowym bzikiem jak mój (a może nawet jeszcze większym). Oprócz tego wiele się nauczyłam, całkiem sporo dzięki niemu uszyłam i w całym tym odzieżowym zamieszaniu znalazłam siebie. No i wreszcie zaczęłam chodzić w sukienkach! Naprawdę. Kiedyś tylko spodnie. Koniec, kropka.DSC07610DSC07619DSC07637

Ale na przekór temu, co przed chwilą przeczytaliście, właśnie spodnie pokazuję. I bluzkę. I nawet kurtkę, którą już co niektórzy z Was pewnie znają. Te spodnie to zaczęłam szyć zaraz po tych, tak byłam pozytywnie naładowana pochlebnymi komentarzami. Postanowiłam, że pójdę za ciosem, przynajmniej będę miała w głowie na świeżo wspomnienie szycia rozporka, co wciąż jeszcze budzi u mnie odrobinę niepewności. Ale właśnie przed uszyciem rozporka coś mnie od tych spodni oderwało, potem coś innego pilnego wskoczyło, a później to już szyłam inne rzeczy i jakoś te niedokończone portki omijałam wzrokiem. Do czasu, aż Anetta pokazała swoje kolejne spodnie. Nie powiem, podziałało. Wyciągnęłam te swoje zszyte nogawki z mocnym postanowieniem doprowadzenia sprawy do szczęśliwego finału. Spodnie to model 107 A z Burdy 11/2012. Coś mi się po głowie telepie, że nic w nich nie poprawiałam, a leżą dobrze. Tzn. mnie zadowalają w zupełności. Nogawki mogłyby być dłuższe, ale to akurat mnie zanadto nie martwi. W następnych będą dłuższe, bo sobie wykrój pieczołowicie opiszę i zaznaczę, że tak, to ten, co można szyć w ciemno. Chociaż teraz to chciałabym uszyć takie szerokie z lejącego materiału. Zawsze lubiłam szerokie spodnie. DSC07631

O, a właśnie! Mam jedno pytanie, bo niewiedza mnie trapi. Z której na którą stronę powinny się odpinać spodnie? Bo ja zasugerowałam się dżinsami i swoje materiałowe szyłam tak jak dżiny, czyli z lewą stroną na wierzchu. A potem znalazłam materiałowe jakieś kupne i się okazało, że zamek jest przyszyty do lewej, czyli spodnie odpinają się z lewej na prawą. No i kurka nie wiem. DSC07624DSC07634

Wracając jednak do mojej prezentacji – tuż przed wykończeniem spodni sprawiłam sobie z kolei bluzkę. Szyłam sukienkę (jeszcze nie skończyłam), ale odwiesiłam ją do ponaciągania i późniejszego wyrównania. I jak co dzień przeglądałam sobie, co słychać tu i tam. Jak tylko zobaczyłam tę bluzkę Beaty, tak od razu zapragnęłam czegoś podobnego. Udałam się na stacjonarne materiałowe łowy, wszak bluzkę chciałam mieć szybko, i zakupiłam kawałek bardzo sztucznego (coś jak organza), kreszowanego materiału. Podczas zakupów internetowych jestem właściwie bezkompromisowa, jeśli chodzi o skład materiałów, a stacjonarnie dostaję czasem jakiegoś obłędu. Ale bardzo chciałam mieć taką ładną zwykłą bluzkę. Kupiłam więc 70 cm tkaniny i uszyłam sobie bluzkę na podstawie wykroju 120 c z Burdy 8/2015. Dokonałam tylko niewielkich korekt, które sprawiły, że moja bluzka niewiele ma wspólnego z tą z Burdy. Pogłębiłam dekolt o szerokość odszycia dekoltu, obniżyłam zaszewkę piersiową (standard), zrezygnowałam z rękawów, ale wydłużyłam linię ramion i wyrównałam bluzkę z przodu do długości tyłu. Takie tam drobiażdżki ;). Taka zwykła, a jak ona mi się podoba! I jak dobrze komponuje się z moim nowym jasnym żakietem. I ze spodniami, i spódnicami. Mówię Wam!DSC07630DSC07648

***

Bardzo się cieszę, że w całym tym blogowym świecie znalazłam kawałek miejsca dla siebie, umościłam się i mam Was, moich czytelników. To jest niezwykle motywujące, że tu zaglądacie, komentujecie i wymieniacie ze mną swoje doświadczenia. Bardzo Wam dziękuję.

Ponieważ prowadzenie bloga stało się częścią mojego życia i wiąże się nierozerwalnie z moją  pasją, postanowiłam wziąć w tym roku udział w konkursie Szyciowy Blog Roku 2016. Jeśli chcecie mnie wesprzeć, możecie zagłosować na mój blog na stronie konkursu. Odnośnik do mojego zgłoszenia znajdziecie na blogu w panelu bocznym na samej górze. Każdy głos sprawi mi mnóstwo radości.

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


28 komentarzy

Rodzina

Nieco ponad dwa tygodnie temu miałam plany. Można powiedzieć dość śmiałe, biorąc pod uwagę, co nastąpiło chwilę później. Otóż postanowiłam wziąć dwa dni wolnego (piątek i poniedziałek), żeby co nieco się zrelaksować. Kino, szycie, takie tam przyjemnostki. Poczyniłam odpowiednie przygotowania – sprawdziłam repertuar, nabyłam materiał potrzebny do szycia, zdekatyzowałam go (!). W drodze do kina miałam kupić Burdę, by po południu przygotować wykrój. Poniedziałek miał być dniem szycia. Wszystko zdawało się ogarnięte na tip top. I nadszedł, proszę Was, ten piątek, wstałam, kawę wypiłam, wstało dziecko, które należało przygotować do wyjścia do przedszkola. Podczas ubierania zaniepokoiły mnie jednak takie małe bąbelki na jego ciele. Sztuk ledwie kilka, ale lampka w głowie od razu się zapaliła. Jak szybko się zaś się zapaliła, tak szybko zgasła nadzieja na piątkowy seans filmowy. Zamiast do kina, wybrałam się z Bąkiem do pediatry, który potwierdził ospę. Z nosem na kwintę i widmem uziemienia wróciliśmy do domu. Piątek zleciał, a w sobotę coś dopadło mnie. Dosyć skutecznie, bo mimo potencjalnych warunków do szycia, nie miałam na nie ani siły, ani ochoty. W poniedziałek wieczorem zaś, o zgrozo, dołączył do nas mój ledwo zipiący mąż. Oj, los sobie lubi ze mnie żartować. Chciałam mieć chwilę dla siebie, a przyszło mi nie dość, że zaniemóc, to jeszcze w towarzystwie. Kiedy jednak poczułam poprawę, zaraz wróciłam do myśli o wymarzonym żakiecie. Raz dwa wyrysowałam formę i zabrałam się za krojenie. Wszystko sobie przygotowałam, a gdy mąż wydobrzał na tyle, by móc pobrykać z Młodym, ja nareszcie zabrałam się za szycie. dsc07593dsc07556dsc07557

Wykrój na wymarzony żakiet pochodzi z Burdy 3/2017 model 114. Wierzcie mi na słowo – długo na taki czekałam, bo jednak nie miałam odwagi, by wziąć się za przemodelowanie jakiegoś z klapami albo na niższy wzrost. Może to wcale nie takie trudne. Może mając już ten jako punkt odniesienia zyskam nieco pewności i kiedyś, nawet tak dla sportu, za takie ćwiczenie się zabiorę. Ale wracając do mojego żakietu – muszę dodać, że Burda, prezentując go na swojej stronie w zapowiedziach, zrobiła takiego małego psikusa. Otóż wcale nie pokazała, jak wyglądają tyły. A tyły, że tak powiem, zostały uatrakcyjnione. Z tej drogi nie było już jednak odwrotu. Maszyna poszła w ruch. dsc07579dsc07595dsc07598

Mimo domu pełnego osób, rozmaitych potrzeb, gencjanowych kropek i pustych żołądków szycie poszło jak z płatka. Jak mi się rodzina solidarnie rozchorowała wcześniej, tak później zajęła się zabawą, a ja mogłam odpocząć przy maszynie. Choć  model żakietu nie należy do najłatwiejszych, forma została dobrze przygotowana, a ja nie musiałam wprowadzać żadnych poprawek. Zrezygnowałam tylko z zapięcia, w związku z czym zmieniłam linię brzegową na środku przodu. dsc07600dsc07563dsc07562dsc07561

Tkanina, z której uszyłam żakiet, to bawełna z elastanem o diagonalnym splocie. Jest może trochę za jasna (chciałam czegoś w piaskowym kolorze, jednak wiosennych tkanin w sklepach stacjonarnych uświadczyłam tyle co kot napłakał), ale szukałam czegoś we wtorek na piątek, a gdybym zamówiła przez Internet, mogłoby nie dojść. Wygrzebałam ją z kosza z końcówkami i uszkodzonymi kuponami i zapłaciłam całe 30 zł. Uznałam więc, że potraktuję to szycie jako testowanie modelu. Nie sądziłam, że tkanina będzie się aż tak strzępić, więc wszystkie brzegi obrzuciłam owerlokiem. Cały przód podkleiłam flizeliną – dzięki temu żakiet ładnie trzyma formę. Pod spód zaś dałam elastyczną podszewkę. dsc07597dsc07602

Żakiet ma długość, która znacznie lepiej sprawdzi się w przypadku zestawienia go z sukienkami (wiem, sprawdziłam). Ponieważ jednak zdjęcia były robione przy okazji rodzinnego wyjścia na spotkanie ze Strażakiem Samem, uznałam, że w spodniach będzie mi wygodniej kucać, przysiadać, wyginać się i robić fotorelację z wydarzenia. Szyjąc go następnym razem, pomyślę, czy nie dodać mu kilku centymetrów długości. Bo że jeszcze taki uszyję, nie mam co do tego wątpliwości.

Jak się okazuje, biały jest równie trudnym kolorem do uchwycenia na zdjęciach co czarny. Mimo że słońce było za chmurami, biel tkaniny skutecznie odbijała wszelkie światło i szczegóły żakietu można dojrzeć dopiero na zbliżeniach. Na tych samych zbliżeniach widać też niestety, że nie udało mi się skutecznie rozprasować niektórych miejsc. Mam jednak nadzieję, że po kolejnym praniu mi się to uda. dsc07603dsc07606

Tymczasem wracam do rodziny, która właśnie wstaje z łóżek i zaraz zacznie domagać się śniadania. Pozdrawiam słonecznie!


20 komentarzy

Snowflake

dsc07395

To już postanowione! Żegnam się z zimą. Prognoza pogody od tygodnia niezmiennie na swoich wykresach pokazuje, że idzie zmiana. Do tego łupie mnie w kościach (tych, co niegdyś połamane były), czacha mi ciąży, a do sypialni mimo zasłoniętych okien co rano próbuje przedostać się coraz więcej światła. Nie ma bata, wiosna idzie. Nikt mnie mnie nie przekona, że skoro mamy luty, to zima musi być w pełni. dsc07381dsc07390dsc07388

Tak się złożyło zupełnie niezamierzenie, że żegnam się z zimą prostą białą sukienką, której zapowiedź mogliście już zobaczyć w poprzednim poście. To kolejne podejście to tego modelu. Poprzednia realizacja miała charakter raczej sportowy, ta zaś jest nieco bardziej neutralna. Uszyłam ją ze średnio grubej z dzianiny bawełniano-wiskozowej typu punto w jodełkę. Karczek odszyłam tym samym materiałem, zaś dolną część zaopatrzyłam w podszewkę, ponieważ niezaopatrzona mogła zdradzać pewne tajemnice. A że prosta ta sukienka jak… (niech sobie każdy wstawi tu, co chce), to i więcej na jej temat nie ma co pisać. No chyba że to, że za tę jej prostotę i odrobinę miejsca w talii, to ja ją lubię od pierwszego włożenia.  dsc07404dsc07397dsc07393

No dobra, wiosna wiosną, ale dzisiaj to jednak trochę wiało. I jak tym jednym stopniem powyżej zera zawiało, a słońce bryknęło za chmurkę, to tak chłodnawo się robiło. Także trzymam się tego, że zima już za nami, ale ubierać się muszę cieplej. Albo zdjęcia robić w domu do czasu, aż sąsiedzi przestaną mieć pretekst, żeby patrzeć ze zdziwieniem na wariatkę, co to ubrać się, jak przystało na luty, nie potrafi.dsc07382


21 komentarzy

Jak wszyć odszycie dekoltu z pęknięciem w sukience/bluzce ze szwem środkowym przodu

Przy okazji prezentacji którejś z sukienek z pęknięciem dekoltu pomyślałam sobie, że podczas szycia kolejnej podobnej sukienki zrobię zdjęcia z etapów jej powstawania i pokażę, jak wszywam w nich odszycie. Przy czym od razu zaznaczam, że nie ma w tym żadnego autorskiego pomysłu, ot, szyję tak, jak nauczyła mnie Burda.

Ponownie postanowiłam wziąć na warsztat sukienkę z Burdy 10/2005 model 119 A. Choć nie ma typowego pęknięcia, a dekolt jest w kształcie serca, to zasadniczą cechą sukienki w tym przypadku jest pionowy szew przebiegający przez środek przodu i to on decyduje o tym, że odszycie należy wszyć w sposób, który pokażę. Gotowi? No to zaczynamy!

***

1. Nim rozpoczęłam szycie, elementy odszycia wzmocniłam flizelinową taśmą formującą. Następnie połączyłam górę i dół przodu oraz górę i dół tyłu zarówno z tkaniny wierzchniej, jak i tkanin składających się na część spodnią sukienki. (W sytuacji, gdy sukienka jest odcinana w pasie, nie ma co sobie tym na razie głowy zawracać). Potem zszyłam szwy ramion przodu oraz tyłu z tkaniny wierzchniej i tak samo postąpiłam z odszyciem. Szwy środkowe przodu i tyłu mają zostać niezszyte (z tyłu będzie zamek błyskawiczny).

Składamy prawymi stronami do siebie prawą wierzchu i odszycia, spinamy i zaznaczamy miejsca, w których zaczynamy i kończymy szycie (skrajne szpilki). Szpilkę pod zaokrągleniem wbijam dokładnie w miejsce poprzecznej kreski zaznaczonej na wykroju. Tak samo należy postąpić w przypadku klasycznego pęknięcia. Na drugim końcu zostawiamy sobie tyle miejsca od krawędzi, żeby swobodnie wszyć zamek błyskawiczny. Analogicznie postępujemy z lewą stroną wierzchu i odszycia.

2. Zszywamy prawy wierzch z odszyciem pomiędzy skrajnymi szpilkami. Tak samo postępujemy z lewą stroną sukienki.

3. Tu widać, ile miejsca zostaje mi na wszycie zamka po zszyciu wierzchu i przodu.

4. Następnie należy przystębnować odszycie do zapasów szwów. Od strony zamka błyskawicznego zaczynamy o 1,5–2 cm dalej niż początek szwu łączącego wierzch ze spodem (po to, żeby później bez problemu poprowadzić ten szew do końca po wszyciu zamka). Szyjemy zaś do momentu w którym udaje się płasko ułożyć warstwy materiału pod stopką.

Gdy mamy sukienkę z pęknięciem, kończymy przed narożnikiem, a potem stębnujemy jeszcze kawałek wzdłuż pęknięcia, żeby odszycie nie wywijało się na wierzch.

5. Po stębnowaniu ścinamy zapasy szwów możliwie blisko szwu.

6. W kolejnym kroku przechodzimy do połączenia prawej i lewej strony wierzchniej warstwy sukienki. Części będące odszyciami odwijamy, składamy na linii tej poprzecznej kreseczki (i jednocześnie końca szwu, którym łączyliśmy wierzchnią stronę z odszyciem) i przypinamy.

7. Na zbliżeniu widać, że w miejscu poprzecznej kreski mam nacięcie kontrolne, które ułatwia mi szycie.

8. Składamy prawymi stronami do siebie prawą i lewą stronę wierzchniej warstwy sukienki i spinamy wzdłuż środkowej linii szwu, poczynając od poprzecznej kreski. To bardzo ważne, żeby nic się nie poprzesuwało, inaczej dekolt nie będzie dobrze leżał.

9. Zszywamy części przodu, kończąc dokładnie w miejscu poprzecznej kreseczki.

10. Tak wygląda przód po zszyciu. Usuwamy wszystkie szpilki i przechodzimy do zszywania odszycia.

11. Postępujemy analogicznie jak z warstwą wierzchnią. Odwijamy ją i mocujemy, by prawymi stronami do siebie złożyć prawą i lewą część odszycia. Znów pilnujemy, żeby schodziły się one idealnie w miejscu poprzecznej kreseczki. Zszywamy dokładnie do tego miejsca.

12. Na tym wszywanie odszycia się kończy. Teraz należy rozprasować szwy, ułożyć na sobie lewymi stronami wierzch i odszycie, a następnie porządnie wyprasować dekolt.

13

13. Tak wygląda przód sukienki po połączeniu z odszyciem. Tył też jest ok. 🙂

***

To jest tylko jeden z wariantów wszywania odszycia do dekoltu z pęknięciem. Przed rozpoczęciem tej czynności można wszyć najpierw zamek błyskawiczny na plecach albo zszyć środek tyłu, jeśli zamek ma być wszyty z boku. Jeśli zamek będzie z boku, wtedy odszycie dekoltu tyłu kroimy jako jedną część i odchodzi nam zabawa z zostawianiem niezszytych miejsc na zamek błyskawiczny. Samo wszywanie odszycia jest czynnością całkiem nieskomplikowaną, a wymagającą jedynie dokładności. A jeśli chcecie podejrzeć, jak wyglądają moje sukienki z takim dekoltem, zapraszam Was do moich archiwów (1, 2, 3).

Pozdrawiam serdecznie!


18 komentarzy

To ci wyzwanie uszyć skrzydła bocianie

Skupienie się na samych sukienkach może wprowadzić w szycie nieco monotonii. Można pobawić się trochę formą, ale wciąż to są sukienki. No dobra, są jeszcze bluzki (te szyje się dobrze i szybko, bo bez podszewek, z niewielu części i zwykle z niewielkich ilości materiału). Spódnice i spodnie rzadziej, a żakiety, powiedziałabym – okazjonalnie. Tak czy inaczej mogę uznać, że tu mam całkiem to szycie obcykane. Na uszyte kurtki i płaszcze trzeba mieć miejsce, a tego mam już niezbyt wiele (mąż się szafą nie chce podzielić), więc powstają raczej wtedy, gdy są potrzebne, niż jako efekt zachcianek. Mam co prawda wełnę na dwa płaszcze, ale zostawię ją sobie na kolejny sezon, bo liczę, że ten się niebawem skończy. I mimo tego całkiem sporego zakresu rzeczy, które szyję, zachce mi się czasem wyzwań. A to bomberka czy garnitur się trafi, a to koszula męska. I kiedy myślę, że arsenał rzeczy do uszycia już się wyczerpuje, pojawia się zamówienie, któremu trzeba sprostać.

Nikt bowiem nie zapewni Wam tyle rozrywki i nie rzuci lepszego wyzwania niż przedszkole Waszego dziecka. Tu karnawał, tam dzień tego i owego. Co święto, to występ, co występ, to strój. Dzień babci i dziadka w tym roku zapisał się nam pod znakiem bociana. dsc07297

Bociana wyobrazić sobie łatwo, w końcu to jeden z naszych symboli, ogólną koncepcję stroju miałam więc już od początku opracowaną. Cała reszta wyszła w praniu. Do uszycia skrzydeł zużyłam dwa metry białego płótna i pół czarnego. Najwięcej kłopotu miałam z wymyśleniem mocowania tego ustrojstwa. Internet milczy na ten temat albo ja niezbyt wytrwale szukałam. W każdym razie stanęło na tym, że przyszyłam do skrzydeł tasiemki do wiązania na nadgarstkach. Ot, prościzna. Gorzej z ramionami. Było coś w rodzaju wiązania na szyi, co budziło moje skojarzenia z obrożą. Potem wymyśliłam i uszyłam szelki. Ale to wszystko mimo podklejenia flizeliną było wiotkie i nie bardzo chciało się trzymać pleców. Ostatecznie więc uszyłam gumowe szelki i osiągnęłam zadowalający efekt. Na koniec doszyłam jeszcze rzepy na wysokości dłoni, żeby te skrzydła zawinąć wokół rąk i przystosować do łopotania. Bocian na scenę miał wejść lecąco. dsc07294dsc07283

Bocian wleciał, zagrał swoją rolę po mistrzowsku i, co ja tam będę Wam ściemniać, zrobił furorę. Ja zrobiłam furorę. Zostałam tą od bociana. Coś mi się zdaje, że po tym jak zareklamowałam się własnoręcznie uszytym strażakiem czy elfem leśnym, w następnym przedstawieniu dostanę angaż jako naczelny kostiumograf. Na piątkowy karnawałowy debiut zaś czeka strój kota. Self mejd ofkors. dsc07272DSC07277.JPG