Kasia Mazurek

Kitka z nitką


26 Komentarzy

Wszystko, co chcielibyście o mnie wiedzieć, ale nie było okazji o tym wcześniej napisać

Monika to zaczęła, Beata podchwyciła, a i mi pomysł tak bardzo się spodobał, że postanowiłam pójść za ciosem i zdradzić Wam parę sekretów 😉 . Gotowi? Zaczynamy!

  1. Nie mam genu kolekcjonera, nie gromadzę przedmiotów, ale…
  2. …w szafie ciągle wisi pierwsza uszyta przeze mnie kurtka (jeszcze z czasów liceum).
  3. Kawy nie odmawiam. Mogę ją pić o każdej porze.
  4. Lubię piec ciasta, ale rzadko je jem. No chyba, że upiekę sernik. Serniki pochłaniam.
  5. Rety, jak ja lubię się śmiać. Dzień bez zapewnienia sobie choć małej dawki niekontrolowanego rechotu jest dniem straconym.
  6. Nie lubię się bać. Do tego stopnia, że zabroniłam domownikom podchodzić do mnie bez ostrzeżenia ;).
  7. Jako pierwsza dziewczyna w klasie (i druga osoba w ogóle) zrobiłam prawo jazdy. Szacun – to przez chwilę było moje drugie imię 😀 .
  8. Nie umiem nic nie robić. Mam wrażenie, że w ten sposób marnuję czas.
  9. Nie lubię bałaganu, ale nie lubię też sprzątać. Stąd może wynikać punkt 1.
  10. W sytuacjach nagłych i stresowych nieruchomieję.
  11. Uwielbiam muzykę filmową.
  12. Przez pięć lat (na przełomie podstawówki i liceum) tańczyłam w zespole tańca nowoczesnego. Wcześniej chodziłam na kurs tańca towarzyskiego.
  13. Nie umiem opowiadać dowcipów.
  14. Grałam w szkolnej reprezentacji siatkówki.
  15. Czasami działam, zanim pomyślę.
  16. Bardzo nie lubię konfliktów.
  17. Lubię jeść.
  18. Aktywny wypoczynek to najlepszy wypoczynek.
  19. Nie lubię się opalać, ale nie przeszkadza mi lekko opalone ciało.
  20. Choć zawsze byłam bardzo dobrą uczennicą (choć z naciąganym bardzo dobrym zachowaniem), nie lubiłam szkoły. Pokochałam za to studia.
  21. Jestem filologiem polskim z wykształcenia, ale na wszelki wypadek nie zrobiłam specjalizacji nauczycielskiej, żeby nie musieć pracować w szkole.
  22. Zwracam uwagę na język, którym posługują się ludzie dookoła, ale nie poprawiam ich. To robię tylko wobec najbliższych, którzy akceptują ten stan rzeczy. Mama nazywa mnie swoim „Miodkiem” i dzwoni do mnie z językowymi problemami.
  23. Staram się nie tracić energii i nie złościć na coś, na co nie mam żadnego wpływu.
  24. Filmy i książki – pochłaniam, nie ograniczając się do konkretnych gatunków.
  25. Lubię zwiedzać Polskę. Inne kraje też, ale Polskę szczególnie.
  26. Lubię wstać rano, kiedy jeszcze dom śpi, i posiedzieć sobie w ciszy z filiżanką kawy.
  27. Lubię podróżować samochodem i z mapą w ręku robić za pilota. Lubię też prowadzić, ale mąż chyba lubi bardziej, więc to jemu zostawiam tę rozrywkę. Nasz syn na szczęście też lubi jazdę samochodem.
  28. Lubię rozmawiać. Lubię też dyskutować z kimś o odmiennym zdaniu dla ćwiczenia sztuki wymiany poglądów i sensownego ich argumentowania.
  29. Jestem antytezą życiowego rozmemłania. Do wszystkiego staram się podchodzić metodycznie i z planem.
  30. Lubię i umiem wiele prac remontowych wykonać sama. Sklepy budowlane mnie nie przerażają, odróżniam wkręty od śrub, a wiertarkę uważam za podstawowe wyposażenie domu. Już w liceum wierciłam zgrabniejsze dziury niż mój kolega, kiedy na ochotników zgłosiliśmy się do odnowienia pracowni biologicznej. W ogóle jestem typem osoby, która kieruje się dewizą: zanim zadzwonisz po fachowca, spróbuj zrobić to sam.
  31. W dzieciństwie nie znosiłam koloru czerwonego. Odkąd zyskałam możliwość decydowania o wyborze koloru nowych rzeczy, ubierałam się na niebiesko. Trwało to całą podstawówkę.
  32. Lubię zapach książek. Ostatnio zauważyłam, że mój syn też je wącha! Genów nie oszukasz 😉 .
  33. Jestem cholerykiem. Jak mnie coś uwiera, to muszę to z siebie wywalić, ale zaraz potem mi lepiej.
  34. Staram się trzymać zasady „Jak nie możesz czegoś zmienić, spróbuj to poznać i polubić” (to słowa mojej mądrej mamy). W ten sposób stałam się fanką gry Heroes of Might and Magic III, a zamiast marudzić, że mój kiedyś chłopak, a teraz mąż, jest fanem piłki (czynnym i biernym), co to tylko mecze ogląda i świata poza tym nie widzi, postanowiłam przekuć to w coś dla siebie pozytywnego. Na te mecze chodziłam razem z nim, co nieco się podszkoliłam i znów przez jakiś czas szacun to było moje drugie imię, zwłaszcza kiedy koledzy męża o piłce chcieli rozmawiać ze mną. Taką fajną dziewczynę miał, a teraz ma żonę 😉 . A w prezencie ślubnym dałam mu własnoręcznie zrobioną „Piłkę Nożną”, w której był bohaterem każdego napisanego przeze mnie artykułu. Postarałam się nawet o plakat. Obecnie jego godziny spędzone przed telewizorem albo na boisku wykorzystuję na szycie. Czy może być lepszy układ?
  35. Nie mam właściwie koleżanek, mam za to przyjaciółki. Nie umiem utrzymywać pobieżnych relacji.
  36. Nigdy nie byłam typem słodkiej dziewuszki. Zawsze bliżej było mi do chłopczycy.
  37. Kiedy byłam w ciąży, postanowiłam sobie, że będę zadbaną mamą, taką, jaką zawsze była moja mama. Było mi zawsze bardzo miło, kiedy jako dziecko słuchałam komplementów na jej temat od innych dzieci.
  38. Nie mam duszy romantyka. Zbyt twardo stąpam po ziemi i racjonalnie spoglądam na świat.
  39. Jestem uważnym słuchaczem.
  40. Ogromną radość sprawia mi robienie/kupowanie prezentów dla innych.
  41. „Zawsze” i „nigdy” – pracuję nad tym, by unikać tych słów.
  42. Zauważam szczegóły, których mogą nie widzieć inni. Stąd pewnie moje uporczywe dążenie do tego, żeby szwy były zawsze równe, linie się schodziły, a całość prezentowała zadowalający mnie poziom.
  43. Lubię pisać rozwlekle 😆.
  44. Nie lubię fałszywej skromności. Uważam, że jeżeli jest się w czymś dobrym, należy się tym zwyczajnie chwalić.
  45. Czytanie to mój nałóg. Poza oczywistościami czytam etykiety, ulotki i ogłoszenia na słupach. Czytam nawet po raz nie wiem który wypis z Regulaminu przewozu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie, kiedy zdarzy mi się usiąść na przeciw niego. Po prostu – widzę litery, to czytam.
  46. Uchodzę za osobę towarzyską, ale w większym gronie przyjmuję pozycję obserwatora i słuchacza.
  47. Uwielbiam gry towarzyskie, planszowe, kalambury, ale w ogóle nie zależy mi na zwycięstwie. Wolę dobrą zabawę. No chyba że gramy w kalambury dziewczyny na chłopaków. Wtedy ze zwykłej babskiej chęci utarcia nosów zadufanym w sobie panom po prostu wygrywamy 😉 .
  48. Lubię swoje obojczyki i trudny do określenia kolor oczu.
  49. George Clooney stracił dla mnie sporą część swego uroku, kiedy się ożenił ;). Jego miejsce zajął Robert Downey Jr (mąż nie traktuje panów jako realnego zagrożenia).
  50. Kocham moją rodzinę i lubię, kiedy spędzamy razem czas.

Zdaje się, że mogłabym tak dłużej, ale spróbuję się zatrzymać, bo już żadna tajemnica mi nie zostanie w zanadrzu. A może zechcecie przyłączyć się do tej zabawy i napiszecie na swoich blogach coś więcej o sobie? Napiszcie. Z radością będę chłonąć każde słowo.

***

No dobrze, to teraz pokażę Wam tę moją pierwszą kurtkę uszytą na maminym łuczniku. Udało mi się nawet znaleźć tę Burdę, z której ona pochodzi. Jak macie ją gdzieś w swoich zasobach, zerknijcie. To nr 6/2000 model 103 A. Kurtka jest niezdatna do noszenia, ale będę ją trzymać chyba już po wsze czasy. Zobaczcie, ma nawet podszewkę. Taka była ze mnie spryciula lat temu ho ho ho nie powiem Wam ile (tylko dlatego, żeby nie stracić dobrego humoru z powodu uzmysłowienia sobie upływu czasu). DSC07675DSC07673DSC07671

Nieźle, co? 😉

Pozdrawiam Was serdecznie, wiosennie i wesoło!

Kasia

Reklamy


16 Komentarzy

Prezenty, podarki, upominki

Dzieci bezsprzecznie i bez wyjątków lubią prezenty. Z dorosłymi bywa już różnie. Ja akurat na swoje szczęście należę do tych, którzy prezenty lubią. Dawać i dostawać. I uwielbiam, kiedy w święta jest ich pod choinką tyle, że właściwie ją otaczają, zamiast kryć się pod jej gałązkami. Ale w tym roku to Mikołaj przegiął. Raz że prezentów było od groma i ciut ciut. A dwa – prezentu, którym zostałam obdarowana, nie spodziewałam się ani przez chwilę. Nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby takiego oczekiwać. Widzicie tę pakę po prawej stronie choinki? Taką na drugim planie, czerwony papier, żółta kokardka nad nim wisi.DSC04541

Zanim dobrałam się do niej, musiałam pomóc Bąkowi rozprawić się z jego paczkami. I już na tym etapie miałam radochę, jak widziałam, że jemu ta cała heca z Mikołajem i prezentami sprawiła tyle frajdy. A potem ponaglana zaczęłam wreszcie rozdzierać czerwony papier. Nie powiem, to coś wielkiego mnie intrygowało, a głównie jego ciężar. Kiedy już dotarłam do kartonu,  zamurowało mnie. Na obrazku na pudle, i jak się okazało – w środku, znalazłam to cudeńko…

Co tu dużo gadać – byłam tak oszołomiona, że z tego wszystkiego zaniosłam pudło z owerlokiem do pracowni i wróciłam do zabawy. Zapoznawać z brotherem 4234D zaczęliśmy się dopiero w drugie święto. W ramach ćwiczeń uszyłam Bąkowi dwie koszulki. Nadal jestem oszołomiona. I bardzo, bardzo zadowolona :D.DSC04627


17 Komentarzy

Nie próżnuję

Chciałam Wam powiedzieć, że mimo panującej tu ostatnio ciszy mój proces twórczy nieustannie trwa. Znajdując się jednak w stanie jesiennego rozmemłania, nie mogąc się zgrać z pogodą, chorobami i mężem, tkwię w tym kreatywnym rozgrzebie, nie mając się czym konkretnym pochwalić. Może poza bluzką poniżej, która jest już dziełem skończonym, ale że okazała się za krótka, musi poczekać na odpowiedni dół. Dlatego w ramach zajawki pokazuję tylko przód, kawałek brzucha i składam obietnicę, że pokażę więcej (nie brzucha oczywiście), kiedy będę miała już komplet. DSC03559Do kompletu umyśliłam sobie spódnicę z wysokim stanem. Wydrukowałam wykrój, wycięłam i kazałam poczekać, bo…DSC03570… w międzyczasie zaczęłam szyć krótki żakiecik z tej samej tkaniny co bluzkę. Taki do pasa, do sukienek albo spódnic z wysokim stanem właśnie. Ale jeszcze go nie skończyłam – muszę wszyć podszewkę. DSC03573Koniecznie elastyczną, a że takiej nie miałam, wybrałam się dzisiaj do mojego ulubionego sklepu z tkaninami. Tam oprócz zaopatrzenia się w podszewkę wygrzebałam z regału z końcówkami kupon takiej tłoczonej dzianiny w róże. Mam nadzieję, że wystarczy jej na jakąś jesienną sukienkę. DSC03568

Mam nadzieję, że już niebawem pogadamy o konkretach ;).


15 Komentarzy

Znalazłam swoją mekkę

DSC02644

Pokonuję tę trasę dwa razy dziennie od ponad pięciu lat. Zdarzyło mi się zauważyć całkiem spory żółty szyld informujący, że 150 m dalej jest coś potencjalnie mnie interesującego. Mój mózg jednak z wyjątkowym uporem nie przetwarzał tej informacji. Do minionego czwartku (nie wiem, nie rozumiem, dlaczego) nie czułam zupełnie nic, co kazałoby mi wysiąść z autobusu po drodze do domu i sprawdzić to miejsce. Ale w czwartek po prostu wysiadłam i podreptałam. No i, chorobcia, zamarłam z zachwytu. Trafiłam do sklepu Alexis, który jest spełnieniem prawdopodobnie wszystkich moich oczekiwań wobec sklepu z materiałami. Wybór – ogromny, ceny – przystępne (choć i zawrotne się trafiają), a do tego można się przechadzać, macać, miętosić, wyciągać oraz rozwijać te piękne bele z materiałami na wielkim stole, kontemplować i komponować. A do tego to wnętrze… Naprawdę miałam niezły odlot. Nie mogąc sobie poradzić z nadmiarem wrażeń, wyszłam ostatecznie bez żadnych zakupów, ale z mocnym postanowieniem powrotu. W piątek, ochłonąwszy już trochę, wymyśliłam, po co wrócę, a dzisiaj tuż po 9 byłam już na miejscu uzbrojona w pomysł, wykrój i kasę. Kupiłam znacznie więcej, niż zamierzałam, ale z drugiej strony tak po cichu podejrzewałam się o to, że się nie powstrzymam. Nie broniłam się też za specjalnie.

Ta rzecz, którą sobie wymyśliłam do uszycia, to sukienka (ta ze zdjęcia powyżej i poniżej). Zapewne z modyfikacjami. Ale ogólną koncepcję zamierzam zachować. Najpierw wybrałam na nią te niebieskości, ale potem przypomniałam sobie o komentarzu Klary (dziękuję Ci za niego, bo skłonił mnie do poszukiwań :)) i postanowiłam je trochę przełamać. W ręce wpadł mi amarant i już z nich nie wypadł. Bardzo jestem ciekawa, co z tego będzie.

DSC02643

I jeszcze na koniec Wam napiszę o moim kolejnym odkryciu. To hurtownia dodatków krawieckich w Ząbkach. W sumie powinnam napisać, że to miejsce znalazł Michu (i za to chwała mu i cześć, i takie tam), bo to w końcu jego sprawka i jeszcze do tego mnie dzisiaj tam zawiózł. A ja tam weszłam i na własne oczy zobaczyłam kilometry wspaniałości, kilogramy różności i w ogóle mrowie wszystkiego. No obłęd normalny. Sprzedają w detalu. Oszalałam ze szczęścia. Jak ktoś zmotoryzowany, polecam. Chociaż ja to nawet na piechotę bym poszła…

A niebawem pokażę Wam kurtkę/narzutkę/kamizelkę letnią. Białą. Już kończę!

Pozdrawiam radośnie i wciąż na zakupowym haju 😉


11 Komentarzy

Trzydzieści Jaśków i jedna Małgosia

Wczoraj uzbrojona w sprzęt, dobre chęci i zapał do pracy stawiłam się w Ikei, by szyć jaśki. Spotkanie z innymi szyjącymi było bardzo fajnym doświadczeniem, tym lepszym że mieliśmy wspólny cel. Nie wiem, czy to tylko ja tak miałam, ale zaskoczyło mnie to, że szyli także chłopcy i mężczyźni. W każdym razie ja byłam pod wielkim wrażeniem ich entuzjazmu i chęci do pracy :).  Ku mojemu kolejnemu zaskoczeniu do Ikei wpadła także moja nieszyjąca siostra i… uszyła jaśka! Świetnie się zgrałyśmy – Ewa szyła, ja jadłam, maszyna nie miała więc zbędnego przestoju.

Podsumowując – w akcji wzięło udział całkiem sporo osób. Były takie, które z maszyną mają do czynienia na co dzień i takie, które szyły pierwszy raz. Szyli duzi i mali, chłopaki i dziewczyny. Do akcji przyłączali się klienci, przyglądały się nam Julia, Natalia i Małgosia, było wesoło, a czas zleciał nie wiadomo kiedy.

W 5,5 godziny uszyłam 30 poszewek, więc udało mi się wykonać plan minimum z nadwyżką. (Uszyłam właściwie to 28, bo jedną uszyła Ewa, a drugą ja w domu, na próbę). Pod koniec jechałam już z zamkniętymi oczami ;).DSC00786

Moja BERNINA bernette E92c zdała egzamin na piątkę z plusem. Dała radę szyć przez ten czas bez jednego zająknięcia. Nie plątała i nie zrywała nitek, nie przepuszczała, nie marudziła. To była dla niej prawdziwa próba sił. Zwycięska :).