Kasia Mazurek

Kitka z nitką


17 Komentarzy

Dlaczego w bohaterów gąszczu padło na ciebie, chrabąszczu?!

DSC01343

O ludzie! Ile ja się nakombinowałam! Ile ja zdjęć robali w internetach oglądałam (nie tylko dorosłych osobników, ale i larw czy pędraków i innych obrzydliwości, bo wyświetlały się w pakiecie)! Ile razy nachodziły mnie wątpliwości i zniechęcenie. Chociaż nie… Zniechęcenie towarzyszyło mi od początku. Od chwili, kiedy pani w przedszkolu zakomunikowała mi, że w najbliższym przedstawieniu mój syn wystąpi jako chrabąszcz. „Calineczkę” zamierzają wystawić. A w naszym przedszkolu to jest tak, że o stroje muszą zadbać rodzice. Popatrzyłam na panią niezbyt zachwyconym wzrokiem, nawet coś tam o tym, że średnio mnie ten wybór satysfakcjonuje, wspomniałam, wróciłam do domu i zaczęłam się zastanawiać, jak do cholery wygląda chrabąszcz. Bo poza biedronką, mrówką i stonką cała reszta biegającego dziadostwa mieści się u mnie po prostu w kategorii robali. A potem, kiedy zaczęłam zgłębiać temat, okazało się, że tych chrabąszczy to jest pierdyliard odmian. Nie mogąc podjąć decyzji, którego wybrać, od przeglądania robaków przechodziłam do poszukiwań gotowych pomysłów na strój. Tych jednak było jak na lekarstwo. Chciałam nawet, zainspirowana kostiumem jednego z teatrów wystawiających „Calineczkę”, uszyć coś takiego bardziej umownego, a jednak bardziej eleganckiego, ale mąż mnie przekonał, że publiczność może nie do końca skumać, kim jest ta postać w cylindrze, wróciłam więc do przeglądania robali. W końcu się zdecydowałam i postawiłam na chrabąszcza majowego (przekonały mnie te czułki z pędzelkami). DSC01331DSC01362DSC01352

Mając już jako takie wyobrażenie na temat tego, jak ma wyglądać strój, udałam się na zakupy do lumpka, bo jakbym nie szukała, to w domu nic brązowego nadającego się do szycia nie miałam. Nie chciałam też na tę jednorazową imprezę wydawać fortuny. Spośród wielu brązowych ciuchów wybrałam sztruksową chłopięcą marynarkę i leginsy, a do tego dodałam jeszcze zamszową zasłonę. Z łupami wróciłam do domu i zaczęłam planować. I wymyśliłam oraz uszyłam to, co widzicie na zdjęciach, choć droga do celu prowadziła przez wyboje i dziury w asfalcie. DSC01348DSC01358DSC01338

Pierwsza wersja skrzydeł oraz wdzianka okazała się niewypałem. Skrzydła wszyte w szwy ramion były za ciężkie i ciągnęły całość, zaś podkrój szyi z przodu koszulki był tak szeroki (musiała się przez niego przedostać głowa), że zsuwał się z ramion. Oj, jak ja się znowu zniechęciłam. Ale poddać się nie mogłam. Na szczęście druga wersja po poprawkach zdała egzamin i do tego stopnia zadowoliła dziecko, że to w pełnym chrabąszczowym rynsztunku chciało się udać na imprezę komunijną do swojego kuzyna. Nie zachwyca może jakością wykonania, ponieważ w tym zniechęceniu niespecjalnie mi na tym zależało i szczerze mówiąc, mało się przykładałam, bo czas gonił, ale wygląda znacznie lepiej niż sobie to wyobrażałam. No i dopiero kiedy wyfrunął mi chrabąszcz na łąkę w parku, popatrzyłam na to zjawisko z nieukrywaną przyjemnością i zadowoleniem z całkiem nieźle wykonanej pracy.DSC01354DSC01350DSC01363

Na koniec podaję trochę technikaliów, gdyby komuś przyszło się zmierzyć z podobnym wyzwaniem:

  1. Poza tymi białymi fifraczkami wystającymi ze skrzydeł brzegi skrzydeł ze sztruksu oraz wdzianka są jedynie obrzucone owerlokiem – podłożenia byłyby za grube, zaś chowanie szwów w środku skrzydeł spowodowałoby ich spore zmniejszenie i prawdopodobnie kiepskie układanie się, bo sztruks jest gruby. Podszewkę zawijałam natomiast pod spód, upinałam szpilkami i przyszywałam.
  2. Marynarkę rozprułam i do uszycia skrzydeł wykorzystałam tylko część składającą się na plecy. Na to naszyłam ten plaster z neoprenu, zostawiając otwarty podkrój szyi.
  3. W pierwszej wersji spód skrzydeł zrobiłam z neoprenu, ale choć skrzydła wyglądały super i lepiej się układały, były za ciężkie. Odprułam go i wymieniłam na podszewkę.
  4. Między podszewką a wierzchem skrzydeł jest odrobina wypełnienia (takiego silikonowego z poduszek). Inaczej skrzydła leżałyby smętnie na plecach. Dodatkowo wypełnienie jest też między tym czymś czarnym a skrzydłami.
  5. Skrzydła ostatecznie mają szelki zapinane na guziczki.
  6. Podkrój szyi w skrzydłach zszyłam na samym końcu po wypełnieniu skrzydeł i zamocowaniu szelek.
  7. Wdzianko ma wydłużony tył, co widać na niektórych zdjęciach, imitujący spodnią warstwę skrzydeł. Mógł być dłuższy, ale wyszło, jak wyszło, bo wszystko robiłam „na oko” 😉
  8. Do wdzianka z przodu wszyłam zamek błyskawiczny, zmniejszając jednocześnie dekolt. Lepiej byłoby mu z tyłu, ale koszulkę kroiłam jeszcze, planując wszyć skrzydła w szwy ramion. Wtedy zapinanie na plecach nie miałoby racji bytu, a dekolt musiał być odpowiednio duży.
  9. Trzecia para odnóży jest przytwierdzona do rękawów za pomocą nici do jeansu. Dzięki temu się fajnie poruszają. Przeszycia w pionie mają udawać stawy, a poza tym dzięki nim się te odnóża trochę zginają.
  10. Opaskę z czułkami też zrobiłam. Czułki to druciki ubrane w tunelik z tej zasłonowej tkaniny i wykończone pędzelkami z filcu.

DSC01356DSC01365DSC01355

No i jak Wam się podoba mój słodki robaczek? 😀

Pozdrawiam majowo, Kasia!

Reklamy


9 Komentarzy

Mamusia, a uszyjesz mi…

… koszulkę, taką wiosenną, i będzie na niej kwiatek, trawka, blok… albo nie – trawka, może jakiś blok, słońce… DSC00893

Uwielbiam w moim dziecku tę jego wyobraźnię i wiarę w to, że potrafię zrobić dla niego wszystko, o co poprosi. No a skoro póki co za każdym razem te prośby udaje mi się spełnić, dziecko nie narzuca sobie absolutnie żadnych ograniczeń, a lista życzeń czasem zdaje się nie mieć końca 😀 Tym razem jednak postanowiłam zmienić taktykę. Dobra – powiedziałam – uszyję, ale ty mi narysujesz to, co ma być na tej koszulce. Umowa  została zawarta, po czym każde z nas zajęło się swoim zadaniem. Efekt zaś widzicie na zdjęciach. DSC00884

Jak rysunek znalazł się na koszulce? To akurat całkiem proste i sprytne rozwiązanie, zwłaszcza, jeśli tak jak mi czasem zdaje się Wam, że nie nadążacie za wyobraźnią swoich latorośli 😉 Otóż zeskanowałam to, co narysował syn, a następnie wydrukowałam na papierze transferowym i przeniosłam zgodnie z instrukcją na koszulkę. To już moje kolejne podejście do tego papieru (zerknijcie tu). DSC00885

Jak w praktyce sprawdza się taki wydruk na koszulce? No cóż, nie jest to najtrwalsze rozwiązanie (choć nie wiem jeszcze, jaki wpływ na to ma jakość papieru i czy są istotne różnice w papierach różnych producentów). Poprzednim razem nie zwracałam na to przesadnej uwagi, więc i nadruk z koszulki schodził stopniowo z każdym praniem oraz prasowaniem. Tym razem, mając już trochę doświadczenia, postanowiłam sprawdzić, jak to będzie, gdy będę jednak trochę bardziej uważać. Na razie pranie w niskiej temperaturze i prasowanie żelazkiem ze specjalną stopą (taką nieprzywierającą) albo przez papier do pieczenia sprawdza się całkiem nieźle, a aplikacja pozostaje nienaruszona. Spore znaczenie ma też to, że dzianina bardzo nieznacznie się rozciąga. Nie ma się jednak co czarować – prędzej czy później rysunek zacznie się odklejać, tak samo zresztą jak w przypadku sklepowych ubrań. Ale nie martwi mnie to w ogóle, będzie powód, żeby przyjąć kolejne zlecenia 😉 DSC00878

Ps. A  tymczasem powiem Wam w sekrecie, że na pokazanie czekają jeszcze spodnie, dres, szyje się płaszcz, a kurierzy znoszą mi paczki z tkaninami. Czasu mało, ale staram się małymi kroczkami realizować kolejne pomysły. Do zobaczenia niebawem!

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


18 Komentarzy

Bajkowy karnawał, czyli przedszkole rzuca kolejne wyzwanie

Zaraz się karnawał skończy, a ja wciąż nie pokazałam Wam stroju, w którym wystąpił mój najmłodszy mężczyzna na balu w przedszkolu. Rok temu (ha ha) zaplanowaliśmy sobie, że w tym roku będzie krabem, potem najmłodszy zmienił zdanie i chciał być astronautą, aż w końcu na jakiś tydzień przed balem okazało się, że sobie przedszkole zaplanowało, że w tym roku to dzieci mają wystąpić przebrani za postacie z bajek. No i masz babo wyzwanie. Szybka kalkulacja, analiza danych i wynik tych operacji wyszedł mi taki, że na zakupy tkanin czasu nie będzie, szycie wymyślnych strojów również, a z bajek, które ogląda mój syn i z bohaterów, z którymi się identyfikuje, najłatwiejszym rozwiązaniem będzie Jake z bajki Jake i piraci z Nibylandii. Do wyboru miałam jeszcze Blaze’a (to taki czerwony monster truck) i Marshalla (Psi Patrol). Sami więc rozumiecie 😉

Jake w oryginale wygląda tak:

119abe8087facbcf4e977802bcc5ae1b

Spodnie, rzecz prosta, wyjęłam najzwyklejsze dresowe z dziecięcej szafy. Całą resztę (poza butami niestety) zorganizowałam z tego, co miałam w zapasach. Koszulę uszyłam z białego płótna na bazie wykroju na t-shirt, ale że płótno ni w ząb elastyczne nie jest, formę poszerzyłam, zwiększyłam podkroje pod pachami, a rękawy przemodelowałam i przyozdobiłam rozcięciami, by było jak najbliżej oryginału. Kamizelka powstała z tej granatowej bawełny, której nakupiłam jak głupia, potem byłam bardzo z niej niezadowolona, ale jak widać nie były to zmarnowane pieniądze. To już kolejny uszytek w przypadku którego sprawdziła się świetnie (wcześniej powstały z niej spodnie i parka). Skorzystałam z wykroju na kamizelkę z kapturem z Burdy 10/2012 model 148, trochę przy nim pomajstrowałam i powiem Wam, że osiągnęłam efekt, na którym mi bardzo zależało, ale miałam wątpliwości, czy się uda. Krawędzie ozdobiłam żółtą lamówką (ale tu już poszłam na skróty trochę, bo po prostu ją rozprasowałam i przyszyłam dookoła bez podkładania brzegów, żeby już nie mnożyć warstw. Guziki znalazłam jakieś stare, obciągnęłam je tą samą lamówką i wyszło tak, że mucha normalnie nie siada. Na głowę zaś powędrowała opaska z dzianiny punto. Dzieć był tylko trochę niezadowolony, że nie uszyłam mu takich czarnych włosów 😀 Miecz to dzieło mojego męża, a został wykonany z czterech warstw rozwałkowanej i posklejanej tektury falistej. W ten oto sposób powstał nasz wesoły kamrat. DSC00519DSC00520DSC00524DSC00545DSC00559DSC00567