Kasia Mazurek

Kitka z nitką


16 Komentarzy

Niezły cyrk

W jakim ja ostatnio cyrku byłam! Jakie dziwy widziałam! Baletnice, akrobatki, treserów i dzikie zwierzęta. Siłaczy, sztukmistrzów, magiczkę, zaklinaczkę węży i dwóch klaunów. W tym jednego niezwykłego, bo mojego!

Pisałam Wam już, że przedszkole mojego syna rzuca mi wyzwania, które ja bardzo chętnie biorę na klatę. Poprzednim razem był bocian, tym razem rzecz działa się nie w ogródku babci i dziadka, a w cyrku. Do cyrku zaś zostali zaproszeni rodzice z okazji swojego święta. Żebym mogła jednak zobaczyć mojego klauna na cyrkowej arenie, musiałam zatroszczyć się o odpowiedni strój. Jak to bywa na początku przy tworzeniu przebieranek, szusem po internetach rozpoczęłam poszukiwania inspiracji. I muszę Wam powiedzieć, że trochę mnie te poszukiwania zawiodły, bo nie trafiłam na nic, w co sama chciałabym ubrać mojego śmieszka. Wszystko takie jakieś za duże (niby rozumiem zamysł, ale mnie on jakoś nie przekonuje), głównie w niebiesko-żółtej kolorystyce. Koncepcję stroju obmyśliłam więc sama, czepiając się pomysłu na kamizelkę i dorabiając do tego całą resztę. DSC08225

Na kamizelkę kupiłam 40 cm lamy w pięknym czerwonym kolorze. Wykroju w Burdzie na tę część garderoby w rozmiarze 110–116 można szukać niczym złotego pociągu na Dolnym Śląsku, wyjęłam więc z szafy kamizelkę syna i zrobiłam sobie wykrój sama. Potem zabrałam się za szycie. Oj, nie jest to dzianina, z którą idzie łatwo. Na szczęście na podszewkę wybrałam tkaninę bawełnianą w groszki i to mi trochę to szycie ułatwiło. Do kamizelki z 60 cm bawełny w kolorowe grochy wycięłam spodnie i uszyłam je wg wykroju z Burdy dla dzieci 2015 model 634. Cięłam tak, żeby jak najwięcej tych kolorów znalazło się na spodniach. Wymyśliłam też sobie, że z tymi grochami fajnie zgrają się paseczki, paseczki znalazły się zatem na t-shircie, który uszyłam z resztek po bazowym pasiaku z wykroju na polówkę nr 620 z tej samej Burdy. Żeby było jeszcze weselej, naszyłam na niego puchate kuleczki mające imitować guziki. Zwieńczeniem klauniego dzieła stał się kapelusz, który przytargałam z pracy. Oderwałam od niego fabryczną tasiemkę i w to miejsce nakleiłam czerwony pasek lamy. Tadam! DSC08227DSC08221DSC08229

Co Wam powiem, to Wam powiem, ale klaun wyglądał wybornie i grał jak z nut. W przedszkolu dostał jeszcze włosy i kokardę, zabrano mu natomiast nos, bo z takim kinolem to się nieco trudniej mówi. Ja za radą męża dorzuciłam skarpetki w paseczki. I jedna rzecz mnie tylko zasmuciła nieco. Kokardę klaun dostał błyszczącą czerwoną. Zupełnie jak kamizelka. Przedszkolanki uznały więc, że kamizelkę będzie lepiej założyć groszkami na wierzch. A ja po sklepach latałam, żeby coś błyszczącego zdobyć… DSC08329

Ach, no i nie byłabym do końca sobą, gdybym szyjąc strój, nie pomyślała, co stanie się z nim po przedstawieniu. Wymyśliłam więc, że spodnie nadadzą się do spania po wyciągnięciu gumy z nogawek (żebyście widzieli tę radość w dziecięcych oczach), a koszulkę ze względu na tę srebrną nitkę, która na niej połyskuje, podaruję córce przyjaciółki, tylko guziki-pomponiki zamienię na jakąś aplikację. A kamizelka? Przed nami kolejne Boże Narodzenie. Kto wie, może tym razem będę musiała pomyśleć o stroju elfa :).

Reklamy


19 Komentarzy

To ci wyzwanie uszyć skrzydła bocianie

Skupienie się na samych sukienkach może wprowadzić w szycie nieco monotonii. Można pobawić się trochę formą, ale wciąż to są sukienki. No dobra, są jeszcze bluzki (te szyje się dobrze i szybko, bo bez podszewek, z niewielu części i zwykle z niewielkich ilości materiału). Spódnice i spodnie rzadziej, a żakiety, powiedziałabym – okazjonalnie. Tak czy inaczej mogę uznać, że tu mam całkiem to szycie obcykane. Na uszyte kurtki i płaszcze trzeba mieć miejsce, a tego mam już niezbyt wiele (mąż się szafą nie chce podzielić), więc powstają raczej wtedy, gdy są potrzebne, niż jako efekt zachcianek. Mam co prawda wełnę na dwa płaszcze, ale zostawię ją sobie na kolejny sezon, bo liczę, że ten się niebawem skończy. I mimo tego całkiem sporego zakresu rzeczy, które szyję, zachce mi się czasem wyzwań. A to bomberka czy garnitur się trafi, a to koszula męska. I kiedy myślę, że arsenał rzeczy do uszycia już się wyczerpuje, pojawia się zamówienie, któremu trzeba sprostać.

Nikt bowiem nie zapewni Wam tyle rozrywki i nie rzuci lepszego wyzwania niż przedszkole Waszego dziecka. Tu karnawał, tam dzień tego i owego. Co święto, to występ, co występ, to strój. Dzień babci i dziadka w tym roku zapisał się nam pod znakiem bociana. dsc07297

Bociana wyobrazić sobie łatwo, w końcu to jeden z naszych symboli, ogólną koncepcję stroju miałam więc już od początku opracowaną. Cała reszta wyszła w praniu. Do uszycia skrzydeł zużyłam dwa metry białego płótna i pół czarnego. Najwięcej kłopotu miałam z wymyśleniem mocowania tego ustrojstwa. Internet milczy na ten temat albo ja niezbyt wytrwale szukałam. W każdym razie stanęło na tym, że przyszyłam do skrzydeł tasiemki do wiązania na nadgarstkach. Ot, prościzna. Gorzej z ramionami. Było coś w rodzaju wiązania na szyi, co budziło moje skojarzenia z obrożą. Potem wymyśliłam i uszyłam szelki. Ale to wszystko mimo podklejenia flizeliną było wiotkie i nie bardzo chciało się trzymać pleców. Ostatecznie więc uszyłam gumowe szelki i osiągnęłam zadowalający efekt. Na koniec doszyłam jeszcze rzepy na wysokości dłoni, żeby te skrzydła zawinąć wokół rąk i przystosować do łopotania. Bocian na scenę miał wejść lecąco. dsc07294dsc07283

Bocian wleciał, zagrał swoją rolę po mistrzowsku i, co ja tam będę Wam ściemniać, zrobił furorę. Ja zrobiłam furorę. Zostałam tą od bociana. Coś mi się zdaje, że po tym jak zareklamowałam się własnoręcznie uszytym strażakiem czy elfem leśnym, w następnym przedstawieniu dostanę angaż jako naczelny kostiumograf. Na piątkowy karnawałowy debiut zaś czeka strój kota. Self mejd ofkors. dsc07272DSC07277.JPG


26 Komentarzy

Mały mężczyzna

Bywa,  że w swoim macierzyństwie popadam w skrajności. Czasami wydaje mi się, że mój trzyipółlatek jest taaaki duży i samodzielny, że mógłby biegać po podwórku bez nadzoru albo wyskoczyć po coś do sklepu w razie nagłej potrzeby. A innym razem myślę, że to taki mój mały bąbelek i trzeba wszystko za niego zrobić, a już na pewno nie wymagać od niego jakichś czynów ekstra. I właśnie wtedy najczęściej bywam zaskoczona.

Na wesele, które odbyło się w ubiegłym tygodniu, postanowiłam wyprawić mojego syna w pełnym odzieżowym rynsztunku. Ceny nieco porządniejszych (w żadnym wypadku stuprocentowo wełnianych) chłopięcych garniturów w sklepach mnie poraziły, więc jako matka szyjąca postanowiłam, że na tę okazję przygotuję coś sama. Nakupiłam materii (96% wełny + 4% elastanu) i przystąpiłam do prac. Spodnie uszyłam ponownie według wykroju nr 20 z Ottobre 3/2012 (poprzednie w wersji krótszej pokazywałam tu). Tym razem wyszły długie, nawet odrobinę za, współpraca jednak z dzieckiem podczas szycia nie układała się najlepiej ;). DSC05513DSC05516

Dopiero marynarka okazała się niezłym wyzwaniem, o czym przekonywałam się na bieżąco podczas szycia. Tym razem nie znalazłam odpowiedniego wykroju w Ottobre, więc przeszukałam Burdę. Wybrałam więc wykrój 139 z numeru 4/2013 i zabrałam się za dostosowywanie go do naszych potrzeb. To, co najbardziej może rzucać się w oczy, to zamiana nakładanych kieszeni na klasyczne z podwójnymi wypustkami i patkami. To moja duma. Oprócz tego wyposażyłam marynarkę w poszetkę. Szycie ułatwiłam sobie, rezygnując z guzików na mankietach i dziergając na przodzie dwie dziurki zamiast trzech (dla mojej maszyny to zawsze strach i zgrzytanie podzespołów). DSC05517anigif

To to pieruńskie rozcięcie okazało się moją największą zmorą. Uszycie tego z samego materiału wierzchniego nie było zbyt kłopotliwe. Powiem więcej, uszyłam to tak sprawnie i ładnie, że niemal poczułam, jak obrastam w piórka. Dopiero kiedy przyszło mi się zmierzyć z podszewką i umieścić ją w odpowiednim miejscu, musiałam piórek się pozbyć i z pokorą przyznać, że długa jeszcze droga przede mną w zdobywaniu krawieckich umiejętności. Co więcej jedna z niewielu przymiarek, na jakie zgodził się mój model, pokazała, jak niewłaściwy dla jego sylwetki okazał się ten wykrój. Misio bowiem ma dość wystający zadek. I brzuszek, który rośnie jak balonik po każdym zjedzonym posiłku. O ile więc rano marynarka leżała jako tako, o tyle po południu  dopinała się z niejakim trudem, a na pupie rozłaziła. Koszmar. Ale że wiele nie dało się z tym zrobić, jedyne manewry, na jakie mogłam sobie pozwolić, to przesunięcie guzików. W dniu wesela sprzymierzeńcem (o ironio) okazał się upał, który odebrał apetyt dziecku i dzięki temu marynarka układała się w sposób zadowalający. DSC05532

Muchę sprawiłam dziecku sama dawno dawno temu, kiedy Misio kończył roczek i wyprawiał swoją pierwszą imprezę. Pięknie przełamała granat i powagę garnituru oraz skomponowała się z czerwonymi sznurówkami.DSC05535

Mój mały mężczyzna upał w pełnym mundurku zniósł bardzo dzielnie, zapięty na ostatni guzik i zwieńczony muszką nie skarżył się wcale. W końcu tata też miał na sobie garnitur, a wyglądać dokładnie jak tata, to dla takiego smyka samo szczęście. DSC05658

Misio dostał też niezwykle ważne zadanie do wykonania. Moja siostra bardzo chciała, by jej ukochany siostrzeniec podał im, młodym, obrączki podczas udzielania ślubu. Ja, matka tym razem sceptyczna, miałam wątpliwości, czy to się uda. Nawet został przygotowany plan awaryjny. Na szczęście jednak dostałam prztyczka w nos, bo Miś z zadania wywiązał się na szóstkę, a ja dumna patrzyłam, jak wręcza przygotowane przeze mnie pudełeczko księdzu :). DSC05634

Pozdrawiam serdecznie!


13 Komentarzy

Mały elegancik

Niektóre uroczystości wymagają nieco bardziej odświętnej garderoby. A że tych ważnych dni ostatnio u nas co nieco, uznałam, że dziecku memu przy takich okazjach będę przyodziewać doły w nieco bardziej wyjściowe spodnie. Takowych nie mieliśmy, należało je więc uszyć. W Ottobre 3/2012 znalazłam model 20, który idealnie wpasował się w nasze potrzeby. A także zadowolił się skrawkami materiału pozostałymi z szycia sukienki oraz zamkiem błyskawicznym wyprutym z moich starych spodni. DSC05357DSC05360DSC05359

Spodnie dziecięce są bermudami, bo jakby nie patrzeć ciepłe miesiące przed nami, a mama ze mnie taka, co lubi, jak dziecko ładnie wygląda, ale litość przy tym ma. Chciałabym, abyście dali  mi wiarę, że próbowałam je rozprasować, o czym świadczą kanty zaprasowane za każdym razem inaczej, ale to wszystko, co udało mi się osiągnąć. Bawełna, nawet satynowana, tak chyba po prostu ma. Ja natomiast nie miałam już więcej cierpliwości. Tej także nie stykło Miśkowi, który nie chciał się ani na chwilę zatrzymać w celu uwiecznienia maminych wyczynów maszynowych. Łapałam go więc w locie.DSC05364DSC05374


18 Komentarzy

Na majówkę

DSC05314

W piątek po południu znalazłam wolną chwilkę, w sobotę poranek oraz syn okazali się łaskawi, na majówkę najmłodszy ruszył więc przyodziany w nowy zestaw maminej produkcji. Do uszycia spodni dżinsowych o kroju dresowym wykorzystałam przetestowany już wykrój na porciaki dresowe z Burdy MDD 2015 (model 634) i resztki po uszyciu swoich spodni. Żeby dodać im charakteru, przyozdobiłam je fałszywym rozporkiem i kieszonkami na pupie. T-shirt powstał z mojej koszulki, w której nie chadzałam z racji zbyt małego dekoltu. Przyłożyłam więc do niej wykrój z papavero, poszerzyłam jak w koszulkach z mega pakietu, szast prast i jest. Do swojego konta sprytu doliczam 120 pkt – wykorzystałam podłożenie dołu i rękawów, a zestaw w całości uszyłam ze staroci. DSC05333DSC05316DSC05318