Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


20 komentarzy

Szyfonowa bluzka

Choć ciągnie mnie w stronę innych projektów (a zaplanowane mam trzy takie, co to bez nich ani rusz i nie osiągnę wewnętrznego spokoju, póki nie zrealizuję), pozostaję wciąż w sferze bluzek. Nazbierała mi się bowiem kupka materiałów do-zrobienia-czegoś-z-nimi, zwykle jakichś resztek albo ubrań do przerobienia. A tak sobie postanowiłam, że nie ruszę z niczym nowym (a to może mnie zgubić), póki się z tym nie uporam. Dlatego nie chowam tej kupki do szafy, tylko patrzę codziennie na ten wyrzut sumienia i staram się z nim coś zrobić. I powoli oraz z mozołem coś się z tego wykluwa.

W minionym tygodniu w pocie czoła szyłam bluzkę z szyfonu. Koralowego, w kropeczki, sztucznego jak Natalia Siwiec, ale uroczego jak misie koala. Z tego samego, z którego powstała ta sukienka, w trzydziestostopniowym upale przyklejająca się bezlitośnie do ciała. Kawał materiału jednak z jej szycia mi został, więc pomyślałam, że może dam mu szansę. Skoro nie w upalne lato, to może chociaż w tę marną wiosnę da się w tym chodzić bez uczucia dyskomfortu. Wybrałam sobie wykrój z Burdy 7/2012 model 116. A tam jak wół stało, że z szyfonu to najlepiej z dwóch warstw, bo szyfon cienki i w ogóle nie umiejący dochowywać tajemnic. No i o ile z jedną warstwą poszłoby pewnie też dość wolno, ale jednak miałabym poczucie, że posuwam się do przodu, o tyle szycie tej prościzny z dwóch warstw zajęło mi więcej czasu niż szycie żakietu. Z podszewką! Wycinanie – zgroza! Fastrygowanie wszystkiego – ło-rety-rety! Obszywanie lamówką – no, święci pańscy! A do tego ta cholerna lamówka nie chce się nijak zaprasować. O wyrównywaniu nawet nie ma co pisać. Mordęga i tyle. Jako że jednak osoba ze mnie uparta, z bluzką dobrnęłam do końca. 4b2b5b6b

Ponieważ uznałam, że bluzka jest na tyle prosta, że nie ma za bardzo czemu robić zdjęć, postanowiłam pobawić się trochę w ubieranki-przebieranki. Od razu przyznam się, że w tych kolorowych spódniczkach czuję się trochę, jakby było na mnie za dużo koloru, ale pomyślałam, że nie zaszkodzi spróbować. A Wam która wersja przypadła do gustu? 7b8b10b12b11b14b15b16b18b19b

Pozdrawiam serdecznie, Kasia 🙂


30 komentarzy

Blue jeans

DSC07911 z efektem

Nosi mnie. Czuję, że mam zespół niespokojnych nóg, niespokojnych rąk i niespokojnej głowy. Nie żebym narzekała jakoś na ten stan, ale ogrom potencjalnych działań, które mogłabym podjąć w wyniku tego nadmiaru aktywności moich członków, zaczyna mnie przytłaczać. Miotam się więc między tym, co dla domu i rodziny, a tym, co dla mnie. Dla domu jak zawsze: nowe kwiaty na balkon, dekoracje, jakieś sprawy porządkowe. Dla rodziny to, co akurat wypadnie w danej chwili. Dla mnie – wiadomo. Nowe szaty. Ale co najpierw? Sadzić czy szyć? Malować jajka czy nowy wykrój. Łatać dziury? (Bo budżetu i tak nie da się już załatać w tym miesiącu). A jak szyć, to co? Sukienki czy bluzki, bluzki czy spodnie? Planów tyle, a minut ubywa. Działać trzeba!DSC07952 z efektem

Biorę więc na warsztat bluzki. Bluzki jako towar stale deficytowy musiały doczekać się uszycia. Bluzki są dobre, bo w tym wirze codziennych zajęć dają się uszyć szybko i w wolnych chwilach pomiędzy zabawą w chowanego a gotowaniem zupy. Tylko trzeba pamiętać o myciu rąk za każdym razem, kiedy siada się do szycia zaraz po odejściu od garów. Mi się raz zapomniało… Ale do brzegu. Uszyłam sobie bluzkę wg modelu 106 A z Burdy 2/2017. Falbanki. Fachowo wolanty. Jakież to piękne zwieńczenie wiosennych i letnich fatałaszków. Dodają lekkości, uroku i żyją własnym życiem, kiedy wiatr mocniej wieje. Zauroczyły mnie od razu. DSC07912 z efektemDSC07914 z efektem

Bluzkę uszyłam z lejącego batystu bawełnianego. Wszystko fajnie, bo jest lekko, przewiewnie, idealnie na ciepłe dni. Ale jak to się gniecie! Łomatkobosko! Prasowanie tej bluzki to istne wyzwanie. Niby wiedziałam, jak tkaninę wybierałam, bo szyłam z niej nie raz, a jednak ta lekkość, naturalne włókna i kolor przeważyły. I jestem teraz jako ta rozdarta sosna, bo prasować zanadto nie lubię (a falban to już w ogóle), ale sztuczne niegniotące włókna noszę raczej mniej chętnie niż bardziej. A taką bluzkę jeszcze jedną na pewno chciałabym mieć. Jakąś jasną. Na lato. Musi oddychać. I musi być cieniutka, żeby brzegi wolantów wyglądały estetycznie. Z czego szyć? Może coś podpowiecie? Podpowiedzcie, proszę 🙂

DSC07946 z efektemDSC07947 z efektem

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


22 komentarzy

Rzecz o tym, dlaczego warto szyć 

To nie jest tak, że odkąd szyję sobie ubrania na poważnie (czyli tak od około dwóch lat), do sklepów odzieżowych zaglądam tylko wtedy, gdy uznaję, że czas uzupełnić bieliźniane zapasy albo zaopatrzyć się w nową parę dżinsów. Co prawda mam świadomość, że co jak co, ja sobie mogę uszyć wszystko, ale to chyba nie do końca o to chodzi, a poza tym popadanie w skrajności raczej rzadko kończy się dobrze. No więc zdarza się, że raz na jakiś czas robię sobie rundkę po sklepach, zwykle nie poszukując niczego konkretnego, raczej szukając inspiracji i chcąc przy tym połechtać swoje ego, porównując jakość tego, co na sklepowym wieszaku i co na wieszaku u mnie. I wtedy też od czasu do czasu zdarzy mi się coś kupić, no bo umówmy się, nie każdy ciuch to znowu taki łach nie warty uwagi. W ten sposób parę sztuk odzieży produkcji masowej stało się moją własnością.

I tak sobie naprzemiennie noszę: coś swojego, coś kupionego, coś swojego, czasem jakiś miks. Taka zmiksowana poszłam sobie ostatnio do pracy. Ot, dzień jak co dzień, troszkę pracy, kawka, praca, obiad, praca. Wróć. Do obiadu wszystko, jak zwykle. Idę sobie do biurowej kuchni z kolegami z pokoju, wstawiam obiad do mikrofali, czekam wpatrzona w jedzonko. Wchodzi do kuchni jakaś dziewczyna. Wchodzi, staje i na mnie patrzy. Patrzy i się uśmiecha. Ja patrzę i założę się, że mam jakąś taką niewyraźną minę. Ale próbuję się uśmiechać, chociaż nie wiem, o co chodzi. W końcu ona mówi: dobry gust. Ja myślę o jedzeniu. W końcu ona pokazuje moją bluzkę. Ja patrzę na jej. Mówię bardzo elokwentnie: no, już więcej jej nie założę. Śmiech. Kurtyna.

Koleżeństwo pracowe spytało mnie, czy ja tak na poważnie. Odparłam, że niestety tak. Bluzka od teraz trafi do działu z rzeczami „wszędzie, byle nie do pracy”. Z nieznanych sobie zupełnie przyczyn mam tak, że ciężko znoszę świadomość, że ktoś w pobliżu ma takie samo ubranie albo jakieś akcesorium. Tak, wiem, kupując w sieciówkach, raczej proszę się o takie niespodzianki. Ale serio – kiedyś dałam siostrze płaszcz, kiedy okazało się, że taki sam zobaczyłam u innej dziewczyny (już go mam z powrotem, ale wciąż jeszcze się nie przemogłam i w nim nie chodzę). W autobusie zobaczyłam kiedyś dziewczynę, która miała takie same srebrne kolczyki. Trochę miałam z tym problem, ale ponieważ to prezent od męża, to jednak w nich chodzę. A poza tym kolczyki na szczęście są dość małe. Zdarzyło mi się też, że jak któregoś zimowego ranka schodziłam do metra po schodach, to przed sobą zobaczyłam dziewczynę w identycznych botkach. Od razu wyhamowałam i puściłam ją bardzo przodem, żeby uniknąć kłopotliwego spotkania. Taka ma pokrętna natura.

DSC07786DSC07798DSC07795

Ale kiedy uszyję sobie taką sukienkę, no to po prostu przepełnia mnie radość, bo POTRAFIĘ i do tego mam coś innego od całej reszty. Dusza śpiewa, ooo, mogę wszystko, a duma, rozpierając mnie od środka, wyłazi na zewnątrz, bo nie mogę utrzymać języka za zębami i powtarzam co chwilę, wow, ale sobie sukienkę uszyłam. DSC07809DSC07813DSC07829DSC07821DSC07824

Sukienkę uszyłam na podstawie wykroju z Susanna Moden 3/2015 mod. 2588 (tutaj można podejrzeć, co to za model). Ale najpierw kupiłam materiał. W środę dotarły do mnie pozytywne prognozy pogodowe. Jak sobie to uzmysłowiłam, to w drodze z pracy, mimo tego że akurat deszcz lał mi się na głowę, a ja nie miałam parasolki, wpadłam do sklepu z tkaninami złakniona wiosennych nowości. I po całym tym stonowanym zimowym sezonie za ostatnie pieniądze tuż przed wypłatą kupiłam dwa kupony bawełny pełne kwiatów, kolorów i życia. (Ten dzisiejszy to 100% realizacji palety kolorystycznej, którą wybrałam sobie za podstawę mojej bazy). W czwartek przygotowałam wykrój. Byłam tak nakręcona, że nawet mężowi się chyba udzielił mój entuzjazm, bo ja rysowałam, a on wycinał. W piątek i sobotę popołudniami oraz wieczorem szyłam. Troszkę musiałam popracować z wykrojem w okolicach biustu, troszkę popruć, wyciąć, przeszyć jeszcze raz, ale kto by tam o tym pamiętał teraz, kiedy sukienka taka, że ojej. Nawet to, że muszę jeszcze poprawić dekolt z tyłu, bo odstaje, a co wyszło dopiero dzisiaj, w ogóle mnie nie zraża, bo sukienka na to zasługuje. Ja na to zasługuję. W końcu szyję po to, żeby mieć rzeczy (subiektywnie przede wszystkim) idealne. DSC07818DSC07817DSC07833DSC07846

Jakież to cudowne uczucie zrzucić po zimie długie buty, rajtki, kurtki, płaszcze i inne rzeczy tak jednoznacznie kojarzące się z zimą. Mnie wiosna opętała zupełnie. Mam tak co roku. Cieszę się jak dziecko, wystawiam twarz do słońca, a energia mnie rozsadza. Ale jakie to miłe uczucie zdjąć buty i boso przechadzać się po trawniku! DSC07851DSC07841

Dziś spragnionych pogody, ciepła i dobrych warunków do zdjęć znalazło się wielu. Wiedziałam, że park, do którego wpadamy na zdjęcia przy okazji odwiedzin u mojej siostry jest popularny, bo poznaję go na zdjęciach na innych blogach. Ale dzisiaj to było istne oblężenie. Aparaty, fotografowie, blogerki i ciuchy zmieniane w krzakach. Na szczęście miejsca dość, by każdy dostał kawałek dla siebie 😉 DSC07869DSC07828DSC07825


28 komentarzy

Koralowa szmizjerka

Życie osoby naiwnej to w gruncie rzeczy bardzo ekscytująca przygoda. Stąpa sobie taki człowiek wyboistą drogą swej codzienności z niezmąconym przekonaniem, że co jak co, ale wszystko zapewne ułoży się po jego myśli, a drobne przeszkody w mig ominie na wszelki wypadek slalomem gigantem, by nie zahaczyć kijkiem nieroztropności o chorągiewkę pecha. Wszelkie bowiem sygnały należy brać za dobrą monetę, wszak to łaskawy los puszcza oko, klepie poufale po ramieniu, zdając się mówić, spoko, nic się nie martw, wiem, co robię. Autobus Ci uciekł? Na pewno po drodze zepsują mu się wszystkie drzwi i nie będzie można wysiąść. Zepsuta zmywarka nagle ożyła? Na bank sama się naprawiła i można zapomnieć o kupnie nowej przez następne pięć lat. W kalendarzu wiosna, a za oknem słońce? No ciepło jest przecież, robimy zdjęcia, a jakże! Lecz nagle ku wielkiemu zdziwieniu zza najbliższego rogu rzeczywistości wyskakują niespodzianki. Przegapionym autobusem jechała koleżanka, która powie, że widziała, jak Cię światła zatrzymały na przejściu, i jaka to szkoda, że nie zdążyłaś, bo przecież mogłyście jechać razem. Zmywarka ożyła tylko, by wydać ostatnie tchnienie swojego nad wyraz długiego agiedowego życia, ale ciesz się, bo słyszałaś, że producent ustawił żywotność na połowę tego czasu, więc to i tak jakby ominęły cię jedne zakupy. Spodziewałaś się, że będzie ciepło i wreszcie zrobisz sobie zdjęcia z prawdziwego zdarzenia, a nie w biegu między jednym a drugim podmuchem sześciostopniowego wiatru, bo jak wiadomo – nie ma jak plener. A w ogóle to zostaw tę halkę, nie musisz jej kończyć, wiosna jest. Wychodzimy!DSC07688

Ha, ha, ha, okulary nawet wzięłam na to słońce, które zdążyło już zajść za chmury. A jak zdjęłam kurtkę, to musiałam się najpierw przebiec, żeby się rozgrzać. Sukienkę będącą kolejną wersją szmizjerki (pierwszą możecie zobaczyć tu) uwiecznialiśmy na zdjęciach, chowając się przed wiatrem między żywopłotami, skacząc (tzn. ja skakałam), kręcąc się (to też ja) i podbiegając świńskim truchtem tu i tam, by nos mi się za szybko czerwony nie zrobił. DSC07698DSC07705DSC07692

Korzystałam z tego samego wykroju, co poprzednim razem (dostępny w internetach tu). Tym razem wybrałam model b i dodałam do niego kołnierzyk. Odjęłam kieszenie (ależ chirurgicznie zabrzmiało), bo prześwitywały i jakoś nie bardzo mi się to podobało. Reszta została według wykroju. Sukienkę uszyłam z poliestrowej żorżety wyciągniętej z zapasów i już mi się przypomniało, dlaczego więcej nie powinnam tego czynić. Z poliestru szyć oczywiście. Elektryzuje się toto na  potęgę, czepia wszystkiego i strzela bez ostrzeżenia. Dobrze, że się ładnie się układa, bo musiałabym ją skazać na zawiśnięcie w szafie, a potem bezpowrotne wydalenie. A tak, mając kartę przetargową, ma spore szanse na wychodne.DSC07708DSC07690DSC07679

Kolor sukienki to istna żarówa. Wali po oczach na odległość i nie ma dla mnie litości (czuję, że zamieniam się w niej w żółtko). W sztucznym świetle wpada trochę w pomarańczowy, w dziennym w koralowy. Za ciepły jest (w przeciwieństwie do tej wiosny, która właśnie przyszła). Nie do końca czuję, że to mój odcień, ale takie niestety ryzyko zakupów w internecie. Mam nadzieję, że jak mnie słońce omiecie swym łaskawym promyczkiem (o ile zacznie wychodzić na dłużej niż pół godziny), będę się czuć w nim troszkę lepiej. DSC07723DSC07718DSC07717DSC07713DSC07722

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


24 komentarzy

Wszystko, co chcielibyście o mnie wiedzieć, ale nie było okazji o tym wcześniej napisać

Monika to zaczęła, Beata podchwyciła, a i mi pomysł tak bardzo się spodobał, że postanowiłam pójść za ciosem i zdradzić Wam parę sekretów 😉 . Gotowi? Zaczynamy!

  1. Nie mam genu kolekcjonera, nie gromadzę przedmiotów, ale…
  2. …w szafie ciągle wisi pierwsza uszyta przeze mnie kurtka (jeszcze z czasów liceum).
  3. Kawy nie odmawiam. Mogę ją pić o każdej porze.
  4. Lubię piec ciasta, ale rzadko je jem. No chyba, że upiekę sernik. Serniki pochłaniam.
  5. Rety, jak ja lubię się śmiać. Dzień bez zapewnienia sobie choć małej dawki niekontrolowanego rechotu jest dniem straconym.
  6. Nie lubię się bać. Do tego stopnia, że zabroniłam domownikom podchodzić do mnie bez ostrzeżenia ;).
  7. Jako pierwsza dziewczyna w klasie (i druga osoba w ogóle) zrobiłam prawo jazdy. Szacun – to przez chwilę było moje drugie imię 😀 .
  8. Nie umiem nic nie robić. Mam wrażenie, że w ten sposób marnuję czas.
  9. Nie lubię bałaganu, ale nie lubię też sprzątać. Stąd może wynikać punkt 1.
  10. W sytuacjach nagłych i stresowych nieruchomieję.
  11. Uwielbiam muzykę filmową.
  12. Przez pięć lat (na przełomie podstawówki i liceum) tańczyłam w zespole tańca nowoczesnego. Wcześniej chodziłam na kurs tańca towarzyskiego.
  13. Nie umiem opowiadać dowcipów.
  14. Grałam w szkolnej reprezentacji siatkówki.
  15. Czasami działam, zanim pomyślę.
  16. Bardzo nie lubię konfliktów.
  17. Lubię jeść.
  18. Aktywny wypoczynek to najlepszy wypoczynek.
  19. Nie lubię się opalać, ale nie przeszkadza mi lekko opalone ciało.
  20. Choć zawsze byłam bardzo dobrą uczennicą (choć z naciąganym bardzo dobrym zachowaniem), nie lubiłam szkoły. Pokochałam za to studia.
  21. Jestem filologiem polskim z wykształcenia, ale na wszelki wypadek nie zrobiłam specjalizacji nauczycielskiej, żeby nie musieć pracować w szkole.
  22. Zwracam uwagę na język, którym posługują się ludzie dookoła, ale nie poprawiam ich. To robię tylko wobec najbliższych, którzy akceptują ten stan rzeczy. Mama nazywa mnie swoim „Miodkiem” i dzwoni do mnie z językowymi problemami.
  23. Staram się nie tracić energii i nie złościć na coś, na co nie mam żadnego wpływu.
  24. Filmy i książki – pochłaniam, nie ograniczając się do konkretnych gatunków.
  25. Lubię zwiedzać Polskę. Inne kraje też, ale Polskę szczególnie.
  26. Lubię wstać rano, kiedy jeszcze dom śpi, i posiedzieć sobie w ciszy z filiżanką kawy.
  27. Lubię podróżować samochodem i z mapą w ręku robić za pilota. Lubię też prowadzić, ale mąż chyba lubi bardziej, więc to jemu zostawiam tę rozrywkę. Nasz syn na szczęście też lubi jazdę samochodem.
  28. Lubię rozmawiać. Lubię też dyskutować z kimś o odmiennym zdaniu dla ćwiczenia sztuki wymiany poglądów i sensownego ich argumentowania.
  29. Jestem antytezą życiowego rozmemłania. Do wszystkiego staram się podchodzić metodycznie i z planem.
  30. Lubię i umiem wiele prac remontowych wykonać sama. Sklepy budowlane mnie nie przerażają, odróżniam wkręty od śrub, a wiertarkę uważam za podstawowe wyposażenie domu. Już w liceum wierciłam zgrabniejsze dziury niż mój kolega, kiedy na ochotników zgłosiliśmy się do odnowienia pracowni biologicznej. W ogóle jestem typem osoby, która kieruje się dewizą: zanim zadzwonisz po fachowca, spróbuj zrobić to sam.
  31. W dzieciństwie nie znosiłam koloru czerwonego. Odkąd zyskałam możliwość decydowania o wyborze koloru nowych rzeczy, ubierałam się na niebiesko. Trwało to całą podstawówkę.
  32. Lubię zapach książek. Ostatnio zauważyłam, że mój syn też je wącha! Genów nie oszukasz 😉 .
  33. Jestem cholerykiem. Jak mnie coś uwiera, to muszę to z siebie wywalić, ale zaraz potem mi lepiej.
  34. Staram się trzymać zasady „Jak nie możesz czegoś zmienić, spróbuj to poznać i polubić” (to słowa mojej mądrej mamy). W ten sposób stałam się fanką gry Heroes of Might and Magic III, a zamiast marudzić, że mój kiedyś chłopak, a teraz mąż, jest fanem piłki (czynnym i biernym), co to tylko mecze ogląda i świata poza tym nie widzi, postanowiłam przekuć to w coś dla siebie pozytywnego. Na te mecze chodziłam razem z nim, co nieco się podszkoliłam i znów przez jakiś czas szacun to było moje drugie imię, zwłaszcza kiedy koledzy męża o piłce chcieli rozmawiać ze mną. Taką fajną dziewczynę miał, a teraz ma żonę 😉 . A w prezencie ślubnym dałam mu własnoręcznie zrobioną „Piłkę Nożną”, w której był bohaterem każdego napisanego przeze mnie artykułu. Postarałam się nawet o plakat. Obecnie jego godziny spędzone przed telewizorem albo na boisku wykorzystuję na szycie. Czy może być lepszy układ?
  35. Nie mam właściwie koleżanek, mam za to przyjaciółki. Nie umiem utrzymywać pobieżnych relacji.
  36. Nigdy nie byłam typem słodkiej dziewuszki. Zawsze bliżej było mi do chłopczycy.
  37. Kiedy byłam w ciąży, postanowiłam sobie, że będę zadbaną mamą, taką, jaką zawsze była moja mama. Było mi zawsze bardzo miło, kiedy jako dziecko słuchałam komplementów na jej temat od innych dzieci.
  38. Nie mam duszy romantyka. Zbyt twardo stąpam po ziemi i racjonalnie spoglądam na świat.
  39. Jestem uważnym słuchaczem.
  40. Ogromną radość sprawia mi robienie/kupowanie prezentów dla innych.
  41. „Zawsze” i „nigdy” – pracuję nad tym, by unikać tych słów.
  42. Zauważam szczegóły, których mogą nie widzieć inni. Stąd pewnie moje uporczywe dążenie do tego, żeby szwy były zawsze równe, linie się schodziły, a całość prezentowała zadowalający mnie poziom.
  43. Lubię pisać rozwlekle 😆.
  44. Nie lubię fałszywej skromności. Uważam, że jeżeli jest się w czymś dobrym, należy się tym zwyczajnie chwalić.
  45. Czytanie to mój nałóg. Poza oczywistościami czytam etykiety, ulotki i ogłoszenia na słupach. Czytam nawet po raz nie wiem który wypis z Regulaminu przewozu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie, kiedy zdarzy mi się usiąść na przeciw niego. Po prostu – widzę litery, to czytam.
  46. Uchodzę za osobę towarzyską, ale w większym gronie przyjmuję pozycję obserwatora i słuchacza.
  47. Uwielbiam gry towarzyskie, planszowe, kalambury, ale w ogóle nie zależy mi na zwycięstwie. Wolę dobrą zabawę. No chyba że gramy w kalambury dziewczyny na chłopaków. Wtedy ze zwykłej babskiej chęci utarcia nosów zadufanym w sobie panom po prostu wygrywamy 😉 .
  48. Lubię swoje obojczyki i trudny do określenia kolor oczu.
  49. George Clooney stracił dla mnie sporą część swego uroku, kiedy się ożenił ;). Jego miejsce zajął Robert Downey Jr (mąż nie traktuje panów jako realnego zagrożenia).
  50. Kocham moją rodzinę i lubię, kiedy spędzamy razem czas.

Zdaje się, że mogłabym tak dłużej, ale spróbuję się zatrzymać, bo już żadna tajemnica mi nie zostanie w zanadrzu. A może zechcecie przyłączyć się do tej zabawy i napiszecie na swoich blogach coś więcej o sobie? Napiszcie. Z radością będę chłonąć każde słowo.

***

No dobrze, to teraz pokażę Wam tę moją pierwszą kurtkę uszytą na maminym łuczniku. Udało mi się nawet znaleźć tę Burdę, z której ona pochodzi. Jak macie ją gdzieś w swoich zasobach, zerknijcie. To nr 6/2000 model 103 A. Kurtka jest niezdatna do noszenia, ale będę ją trzymać chyba już po wsze czasy. Zobaczcie, ma nawet podszewkę. Taka była ze mnie spryciula lat temu ho ho ho nie powiem Wam ile (tylko dlatego, żeby nie stracić dobrego humoru z powodu uzmysłowienia sobie upływu czasu). DSC07675DSC07673DSC07671

Nieźle, co? 😉

Pozdrawiam Was serdecznie, wiosennie i wesoło!

Kasia