Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


12 komentarzy

Francja-elegancja

Ten tydzień, mimo że jego początek był także początkiem mojego urlopu, zaczęliśmy na pełnej petardzie i w szaleńczym biegu. A wszystko dlatego, że nadprogramowy tydzień poprzedzający wyjazd mógł się okazać wakacyjnym tygodniem niezagospodarowanym, czyli w mojej świadomości zupełnie zmarnowanym. Nie mogąc do tego dopuścić, szybko postanowiłam, czym sobie wypełnimy to radosne oczekiwanie na wakacyjny wyjazd. Wymyśliłam sobie odświeżanie. Tym razem jednak nie garderoby, a mieszkania, a konkretnie dziecięcego pokoju i przedpokoju. No i muszę Wam powiedzieć, że czasami to mam jednak wrażenie, że w pracy zawodowej za biurkiem przy komputerze to ja się chyba marnuję. Taki fajny obraz do pokoju synka wymyśliłam, a jak go zrobiliśmy, to się okazało, że wygląda jeszcze lepiej niż w wyobrażeniach :). Siedzieliśmy później po skończonej pracy, przyglądaliśmy się dziełu własnych rąk i puchliśmy z dumy. A dziecko nagrodziło naszą pracę radosnym piskiem.

Kosmiczny obraz

Obraz na płycie kartonowo-gipsowej podświetlany diodami led dla małego fana kosmosu

No i między jednym malowaniem a drugim udało nam się wreszcie zrobić zdjęcia. Proszę Państwa, fanfary! Oto spodnie, których szycie pokazałam w tym poście, a uszyte zostały według modelu 139 z Burdy 8/2012. Napiszę to jeszcze raz, ale to tak dobrze dopasowana do mojej sylwetki forma, że nie będę już szukać żadnej innej, kiedy zachce mi się kolejnych. A w planach na najbliższy czas mam co najmniej jeszcze jedne. DSC08980DSC08989DSC08983

Bluzkę, którą widzicie na zdjęciach, uszyłam właśnie z myślą o noszeniu jej do tych spodni. Ostatnio bowiem przy wyborze rzeczy do uszycia myślę zestawami, żeby mi później było się łatwo ubierać. A uszyłam ją też dlatego, ponieważ już od dawna miałam na pintereście przypięte zdjęcie bluzki z taką kokardą na ramieniu i co na nie patrzyłam, miałam poczucie, że muszę sobie taką uszyć. No to uszyłam, nie korzystając z żadnego wykroju. Narysowałam sobie tę bluzkę sama i uszyłam raz-dwa, bo to najprostsza bluzka z możliwych. DSC08986DSC08991DSC08994DSC09003DSC08999DSC09007DSC08992

I teraz to ja się Wam do czegoś przyznam. Te tkaniny to zupełnie nienaturalne są. Ze mną to jest tak, że jak kupuję przez Internet, to nawet na te syntetyczne patrzeć nie chcę. Ale jak czasem wejdę do stacjonarnego sklepu i coś zobaczę, to już opór przed kupowaniem tego, czego nie kupiłabym w sieci jest jakby mniejszy. A jeśli wchodzę z nastawieniem, że koniecznie muszę coś kupić, to znikają wszelkie opory. I w ten sposób nabyłam właśnie materiały na spodnie i bluzeczkę. Tkanina na spodnie jest dosyć mięsista, nietransparentna i ma dodatek elastanu. Zdaje mi się, że to taka typowa tkanina kostiumowa. Natomiast bluzkę uszyłam z grubej żorżety, która prawą stronę ma powleczoną złotymi drobinkami. I te właśnie drobinki mnie kupiły, a ja kupiłam je. DSC09013DSC09011DSC09012

Powiem Wam, że w tym zestawie to ja się czuję świetnie. Elegancko, ale bardzo wygodnie, w spodniach, ale wciąż bardzo kobieco. I prosto, choć nie nudno. Jestem z moich nowych ubrań bardzo zadowolona i mam ochotę na więcej.DSC09025DSC09028DSC09032DSC09029DSC09037DSC09035DSC09040

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


20 komentarzy

Zmiana kursu, czyli skok w spodniowy bok

Tego lata, choć z sukienkami jestem za pan brat i chętnie je noszę, zdecydowałam ograniczyć nieco ich szycie i uzupełnić szafę o spodnie. Bo sukienek rozmaitych ci u mnie dostatek, a spodni to jednak trochę mniej. Tak bardzo przez to całe szycie zakręciłam się na punkcie sukienek, że spodnie poszły w odstawkę. A ja spodnie bardzo lubię, chętnie noszę i czasami w moim przypadku są lepszym rozwiązaniem niż sukienka. Tylko okazało się, że z ich wyborem u mnie jednak jest dość marnie. Skoro jednak nabrałam już wprawy w szyciu, postanowiłam, że troszkę ich sobie poszyję. Pokazałam już, jak uszyłam jedne spodnie, pokażę Wam teraz siebie. DSC08955

Ale zaraz zaraz. Miały być długie i różowe, a ja tu tymczasem wyskakuję z krótkimi spodenkami, które na pierwszy rzut oka niewiele mają wspólnego z poprzednimi. To ja już Wam szybko zaraz wszystko opowiem. Bo to było tak, że ja te spodnie różowe uszyłam i one sobie wiszą w szafie. Wiszą i czekają na urlop, pogodę i fotografa, bo sobie zdjęcia wymyśliłam nieco dalej od domu. Tak, żeby mi tło pasowało do tego, co mam na sobie. A kiedy już te spodnie uszyłam, to przyszło mi do głowy, że przecież skoro niebawem już mam ten urlop, to przecież ja muszę sobie w końcu uszyć te krótkie spodenki, które sobie zaplanowałam na urlop na lato. Bo na co mi będą krótkie spodenki, jak ja już będę po? No dobra, pewnie by się przydały, ale radość z ich uszycia byłaby pewnie mniejsza. I wymyśliłam sobie spodenki dokładnie takie, jak widzicie na zdjęciach. DSC08957DSC08972DSC08943

A jaki mają związek z poprzednimi? Ano taki, że do ich uszycia wykorzystałam ten sam wykrój, co do różowych spodni, czyli model 139 z Burdy 8/2012 (w ogóle to uważam, że to jeden z lepszych numerów; okładkę mam już całą zwichrowaną od tego ciągłego jego wertowania). Szukałam takiego modelu w innych numerach, ale nie natrafiłam na nic, co byłoby idealną odpowiedzią na moje poszukiwania. Z każdym wykrojem musiałabym trochę popracować i coś przerobić, pomyślałam więc sobie, po co będę ryzykować, wykorzystam to, co mam i znam. Bo muszę się podzielić już tu z Wami informacją taką, że ten model spodni jest dla mnie absolutnie doskonały. Wszystko jest w nim na moją miarę: podkroje, obwody, długości. Wykrój marzenie. Narysowałam więc sobie krótką wersję spodenek, dodałam zakładki, obniżyłam stan o 3 cm i wyrysowałam mankiety, dodałam kieszenie na pupie. No i doszyłam paseczek, żeby wiązać sobie filuterną kokardkę. I tu nawę mąż, który pomagał mi tę upiornie sztywną tkaninę wywrócić na prawą stronę, zastanawiając się, po kiego grzyba cały ten trud, przyznał po wszystkim, że ta kokardka to całkiem fajny detal. DSC08949DSC08951DSC08950DSC08963

Spodenki mają szerokie i dość długie jak na szorty (a może to już bermudy?) nogawki. Dokładnie o takie mi jednak chodziło, bo chciałam czuć się w nich swobodnie i bez skrępowania i ciągłego myślenia o pilnowaniu godności wyginać, wypinać i tarzać, jeśli będzie trzeba, w piachu. Uszyłam je z bawełny z elastanem (kupionej tutaj) i uważam, że tkanina na spodnie nadaje się idealnie, zwłaszcza jesienne. Jest zwarta, mięsista, nie strzępi się podczas pracy. Ale, ło matko jedyna, jak trudno się w nią wbija szpilki, jak ciężko fastryguje. Taka jest zwarta! Palce pokłułam sobie koncertowo i porobiłam odciski. Najważniejsze jednak, że trud się opłacił. Spodenki są dokładnie takie, jak miały być. DSC08964DSC08967DSC08968

Na koniec to Wam jeszcze powiem, że już dawno, aż do tych spodenek, nie przytrafiła mi się żadna przygoda. A tu przyszło mi się znów zmierzyć dziurą wyciętą w przodzie przez owerloka. Kiedy już odkryłam, co sobie znów zaserwowałam, w akcie niemej rozpaczy udałam się do kuchni, ukroiłam kawał ciasta i otworzyłam piwo. Skonsumowałam. Pomogło. Potem wyprułam lewy przód, wykroiłam nowy (jakbym nie miała zapasu materiału, to rozpacz byłaby pewnie dzika i nieokiełznana) i wstawiłam puzzla w odpowiednie miejsce. Dalej poszło jak z płatka. DSC08947

Spodenki z miejsca stały się moimi ulubionymi i tylko żal, że pogoda jest tak marna, że póki co to ich miejsce jest nie na mnie tylko w szafie. Jak zwykle jednak liczę (mam nadzieję, że nie naiwnie) na to, że jak tylko rozpoczną mi się wakacje, to i słońca i ciepła będzie tyle, ile mi trzeba. Czyli najlepiej tyle, ile podczas ostatniej niedzieli, kiedy robiliśmy zdjęcia.


23 komentarze

Jak uszyć eleganckie spodnie

Nim zabrałam się za szycie tych spodni, pomyślałam, że przygotuję fotorelację z ich szycia. Kto wie, może ktoś przełamie swój opór przed szyciem tej części garderoby i spodnie już nie będą wydawały się takie trudne do uszycia. Tym bardziej takie, w których klasyczny rozporek zlikwidowałam, a zapięcie przeniosłam na lewą stronę. Odpada więc cały stres związany z szyciem rozporka i dzierganiem dziurek na guziki.

Gotowi? Zaczynamy!

  1. Wykrój. Zaczynam od rozgrzewki, czyli wybieram wykrój, przenoszę go na tkaninę i wycinam zgodnie z opisem ze źródła, z którego korzystam.DSC08666
  2. Przygotowanie do szycia. Następnie naprasowuję flizelinę na wszystkie elementy paska, a także flizelinową taśmę formującą (taką wzmacniającą taśmę ze sznureczkiem) w miejscu gdzie będzie wszyty kryty zamek, czyli na tylnej części lewej nogawki i krawędzi lewego worka kieszeni, oraz w miejscu, gdzie będzie przebiegał szew na pupie. To dość ważne, by w delikatniejszych tkaninach wzmocnić to miejsce przed rujnującym godność nieoczekiwanym pęknięciem gaci. Kiedyś takie niewzmocnione mi pękły i wyobraźcie sobie, że to może być dramat, zwłaszcza wtedy, kiedy akurat bielizna, którą macie pod spodem, nijak nie koresponduje kolorystycznie z barwą spodni.
  3. Zaszewki. Na tylnych częściach nogawek zszywam zaszewki i zaprasowuję je w kierunku środkowego szwu.
  4. Kanty. Moje spodnie mają mieć kanty z przodu i to w dodatku ostębnowane, w związku z czym w następnym kroku biorę się za ich zrobienie. Najpierw zaznaczam pisakiem znikającym kanty, następnie je zaprasowuję, a potem stębnuję w odległości 1 mm od krawędzi ściegiem ustawionym na 2,5 mm. (Spodnie bez kantów to już w ogóle szybka robota).
  5. Kieszenie. Kolejny krok to przygotowanie kieszeni. Najpierw prawą stroną do prawej spinam część worka z podszewki z nogawką, przeszywam, odwijam tenże worek, rozprasowuję i stębnuję worek do zapasów. Następnie przypinam szpilkami część worka z tkaniny, zwracając uwagę na nacięcia, które są moimi miejscami kontrolnymi i pokazują mi szerokość wlotu kieszeni. Zszywam worek. W wersji prostszej można obrzucić zapasy owerlokiem lub zygzakiem na zwykłej maszynie, ja postanowiłam wykończyć je lamówką, w związku z czym ścięłam nadmiar zapasów, a następnie przyszyłam lamówkę.
  6. Nogawki. Teraz nadszedł czas na zszycie nogawek. Najpierw zajmuję się prawą. Spinam przód i tył nogawki po wewnętrznej stronie, pilnując, by obie części nogawki spotkały się w miejscu nacięcia kontrolnego. Następnie rozciągam wewnętrzną krawędź tyłu nogawki od nacięcia do samej góry (w przypadku szerokich spodni różnica długości jest nieduża), tak by wyrównać długość krawędzi tylnej i przedniej części nogawki. Jeśli wycinałam wykrój z zapasem 1,5 cm na szwy, miejsce przecięcia przedniej i tylnej części nogawki w kroku musi znajdować się w odległości 1,5 cm od krawędzi zapasu na szew. Zszywam nogawkę po wewnętrznej stronie, obrzucam szwy i zaprasowuję na tył. Zewnętrzne brzegi nogawek obrzucam najpierw owerlokiem (tak mi łatwiej zapanować nad materiałem), spinam i zszywam. Lewą nogawkę zszywam analogicznie tylko po wewnętrznej stronie. Szwem zewnętrznym zajmę się po wszyciu zamka. Teraz trzeba zszyć prawą nogawkę z lewą. W związku z tym spinam ze sobą prawymi stronami prawą i lewą nogawkę wzdłuż środkowego szwu, a potem zszywam. Przód szyję ściegiem prostym o dł. 2,5 mm, tył zaś ściegiem potrójnym wzmocnionym o tej samej długości, by nigdy więcej nie narazić się na kłopotliwe wpadki ;). Zapasy szwu środkowego ujmuję razem, obrzucam i zaprasowuję na jedną stronę na całej długości.
  7. Szlufki. Jeżeli w Waszych spodniach chcecie mieć szlufki, to teraz jest czas na ich przygotowanie. Dłuższe krawędzie paska materiału o długości 50 cm i szerokości 3 cm obrzucam na owerloku, następnie zaprasowuję zapasy pod spód i stębnuję brzegi w odległości 1-2 mm od krawędzi po obu stronach. Potem dzielę ten pasek na pięć szlufek równej długości i przypinam je szpilkami do górnego brzegu spodni.
  8. Pasek. Zszywam krótsze prawe brzegi zewnętrznej i wewnętrznej części paska. Zewnętrzną część przypinam do górnego brzegu spodni. Wewnętrzną zostawiam na później. Przyszywam pasek, zapasy szwów zaprasowuję w pasek.
  9. Zamek błyskawiczny. Przypinam lewą taśmę zamka do przodu spodni, przyszywam i zapinam. Zaznaczam sobie pisakiem znikającym punkt kontrolny na prawej taśmie, rozsuwam zamek, przypinam taśmę do tylnej części nogawki i przyszywam. Ponownie zapinam zamek i wywracam nogawkę na lewą stronę, żeby dokończyć jej zszywanie. Szyję, używając stopki do wszywania zamków, od dołu nogawki do miejsca, w którym zaczyna się szew mocujący zamek (strzałka). Mocuję końce zamka do zapasów szwów, żeby te końcówki nie wywijały mi się na zewnątrz przy rozpiętych spodniach i nie utrudniały zapinania.
  10. Pasek. Wracam do wykończenia paska. Jego wewnętrzną część układam prawą stroną na prawej zewnętrznej części paska, spinam i zszywam. Rozprasowuję, a następnie zaprasowuję zapasy na wewnętrzną część i stębnuję pasek w odległości 1-2 mm od górnej krawędzi. Następnie zaprasowuję wewnętrzną część do środka spodni. Ponownie decyduję się na wykończenie zapasów wewnętrznej części paska lamówką. Zawinięcie ich i schowanie w pasku spowodowałoby, że zrobiłoby się wewnątrz za dużo warstw materiału. Krótsze brzegi wewnętrznej strony paska przyszywam teraz do taśm zamka, ścinam ukośnie brzegi, i wywracam pasek na prawą stronę. Prasuję i przystępuję do przyszycia wewnętrznej części paska do nasady spodni. Szyję stopką do ściegu krytego, która odsuwa mi pasek i umożliwia szycie tuż przy nasadzie paska. Szew będzie niemalże niewidoczny.
  11. Szlufki. To już ostatnia prosta. Zaznaczam sobie teraz miejsce przyszycia szlufek w odległości 1 cm poniżej nasady paska. Robię to, by móc nosić do spodni szerszy pasek, a jak go nie będę nosić, to szlufki nadal będą elegancko przylegały do paska. Jeśli nie zamierzacie nosić szerszego paska, możecie zrobić szlufki tylko na szerokość paska. Przyszywam szlufki w tym miejscu, a następnie zawijam je do góry i przyszywam do paska tuż przy górnej krawędzi spodni, używając ściegu zygzak, którego parametry widać na zdjęciu. Następnie wycinam nadmiar szlufek tuż przy szwie.
  12. Podłożenie spodni. Eleganckie spodnie najlepiej wykończyć ściegiem krytym. Zaprasowuję więc zapasy nogawek  i przyszywam je ręcznie ściegiem krytym.

I na tym koniec zabawy z szyciem spodni :).

DSC08936DSC08937DSC08939

Ps. Zdjęcia spodni na człowieku będą niebawem. Potrzebuję jeszcze tylko odrobinkę czasu, żeby je zorganizować.


30 komentarzy

Historia całkiem do przewidzenia

Dzieckiem byłam sobie na przełomie siermiężnych lat 80. i 90. W pamięci zostały mi jakieś strzępy wspomnień tamtej rzeczywistości, pojedyncze obrazy sklepowych półek i dom towarowy, w którym można było kupić wszystko, a tak naprawdę nic, jeśli nie miało się kartek. Pamiętam też, że ubrań dla dzieci raczej się nie kupowało. Ubrania się zdobywało albo własnoręcznie tworzyło. Pamiętam moją mamę, która wieczorami (a pewnie i nocami, ale skąd mi to pamiętać, skoro o tej porze już dawno spałam) w kuchni spędzała godziny nad maszyną, żeby wyczarować mi i mojej siostrze śliczne ubranka i przebrania na rozmaite przedszkolne i wczesnoszkolne uroczystości. Pamiętam, kiedy furorę zrobiła „Lambada” i wszystkie dziewczynki musiały mieć lambadówki. Ja miałam w biało-granatowe paseczki i do tego króciutki top, wszystko made by mama. Pamiętam bluzeczkę z haftami na kołnierzyku i sukienkę w kratkę vichy. Pamiętam strój Myszki Minnie dla mojej siostry (och, żebym miała zdjęcie i mogła Wam to cudo pokazać) i sukienkę baletnicy, którą już kiedyś pokazałam. Pamiętam, jak już nieco starszej mnie mama haftowała na ubraniach z jeansu jakieś wesołe myszki, żebym te ubrania miała ładniejsze. Pamiętam jeszcze dzierganie na drutach i wielką skórzaną torbę z włóczkami i drutami stojącą za fotelem, na które to druty kiedyś się nadziałam, bawiąc się w chowanego, po czym zresztą bliznę na prawej piszczeli podziwiam do dziś. Pamiętam, że mama ten dziecięcy ubraniowy koncert życzeń spełniała zawsze i bez mrugnięcia okiem. I jak to w życiu bywa, przyszło mi za ten koncert zapłacić 😉. No dobra, to nie do końca tak. Sama się wyrwałam z propozycją, bo każdy powód, żeby usiąść przy maszynie, jest dobry. Uszyłam mamie ostatnio dwie bluzki.

Bluzka pierwsza

Prawda jest taka, że zakupy ubraniowe sprawiają mi teraz przyjemność tylko w towarzystwie mamy. To już niemalże taka nasza tradycja, że kiedy jadę do niej w odwiedziny, wyskakujemy sobie na małe buszowanie po sklepach. Tym razem mama wypatrzyła w jednej z sieciówek bluzkę, wokół której dreptała i się zastanawiała, i nie chciała jej z rąk wypuścić. A z drugiej strony cena bluzki była dla niej trudna do zaakceptowania. I tu decyzję pomogłam podjąć ja, bo powiedziałam, że przecież taka bluzka to prościzna i można taką raz-dwa uszyć. Uszyć miała mama, a skończyło się na tym, ze piątkowe popołudnie i wieczór to ja spędziłam przy maszynie. Wykrój wyrysowałyśmy same. Sklepowa bluzka uszyta była z tkaniny mającej w składzie 65% poliestru i 35% bawełny. W bluzce mamy jest 65% bawełny, 28% poliestru i 7% elastanu. Uszyta została staranniej i za 40% ceny sklepowej 🙂. DSC08878DSC08879DSC08877DSC08884DSC08882DSC08886DSC08888

… i bluzka druga

Z mojej mamy to jest straszny łakomczuch. I nie mówię tu tylko o kulinariach. Kiedy coś jej posmakuje, spodoba się, przypadnie do gustu i ma apetyt na więcej, to z tym apetytem stara się raczej nie walczyć. Kiedy więc pomiziała kupiony przeze mnie materiał, z którego powstała pierwsza bluzka, a ja jej zaproponowałam, że przecież możemy pojechać do sklepu i kupić coś jeszcze, ochoczo przystała na propozycję. W sklepie wybrałyśmy zaś szyfon wiskozowy i ustaliłyśmy, że nada się on na bluzkę z wodą. Jakoś tak bez zbędnego dogadywania się wiadomo było, że to ja ją uszyję. Na bluzkę wybrałam wykrój 117 z Burdy 10/2012. Ale zerkniecie tu, zerkniecie tam i powiecie: ale jak to? Ano tak, że z tego wykroju to ja sobie wzięłam tę zakładkę, co się stała wodą, kawałek pleców i przodu, kawałek rękawa i podkroje pach. Całą resztę dopasować musiałam do nieelastycznej i cienkiej tkaniny. Bluzka nie ma zaszewek na plecach, nie ma wcięcia w talii, nie ma marszczenia, a rękawy skróciłam, poszerzyłam, zrobiłam na każdym po dwie zakładki i wykończyłam mankietami. Bardzo proszę, oto i ona. DSC08870DSC08869DSC08868DSC08871DSC08874

***

No i widzicie, tak się to jakoś porobiło, że teraz to ja jestem tą szyjącą uszczęśliwiającą najbliższe otoczenie i spełniającą życzenia te wypowiedziane i nie. I co najważniejsze, sprawia mi to dużą przyjemność i niemałą satysfakcję, zwłaszcza jak obdarowani przychodzą po więcej. Znaczy – podoba im się! Przemiłe to uczucie 🙂.


34 komentarze

Bluzka z geometrycznym wzorem, czyli mój pierwszy raz z jedwabiem

DSC08501

No i stało się! Skuszona ofertą promocyjną, choć w zanadrzu miałam jeszcze kilka kuponów materiałów do wykorzystania, a w planach już poukładane, co i z czego ma powstać, złożyłam zamówienie w Natanie, nie byłabym bowiem sobą, gdybym z promocji nie skorzystała. Trzeba przyznać, ci to wiedzą, jak pokrzyżować plany i poważnie nadszarpnąć budżet. Skompletowałam więc sobie koszyczek z zakupami, a do niego postanowiłam wsadzić coś dla mnie zupełnie nowego. Uznałam, że najwyższa już pora zmierzyć się z jedwabiem. Nie powiem, miałam trochę wątpliwości, nie pierwszy już raz wkładałam do koszyka jedwabne tkaniny, tyle że do tej pory ostatecznie je z niego usuwałam. Tym razem się powstrzymałam, dzięki czemu teraz mam czadową bluzeczkę i niczym Osioł ze „Shreka” chcę krzyczeć: Ja chcę jeszcze raz!

DSC08505DSC08503

Najpierw to Wam chciałam napisać, że uczucia po otwarciu paczki miałam mieszane. No bo tkanina piękna, ciesząca oko, leciutka i przewiewna, a nie prześwitująca. Dla mnie bomba! Ale do tego przytrafiła mi się taka trochę niemiła niespodzianka, bo na tkaninie było sporo niewidocznych co prawda, ale jednak tam się znajdujących śladów kleju. Musiała to być więc prawdopodobnie końcówka nawoju na belce. Na szczęście tkaniny było więcej niż 80 cm, o których była informacja na stronie sklepu, więc stwierdziłam, że zaryzykuję i zobaczę, co mi z tego wyjdzie. Nim jednak zabrałam się za pranie, bo wymyśliłam, że spróbuję to sprać, pomyślałam, że sprawdzę, co internet radzi w sprawie jedwabiu. A radził sporo i tym prawdopodobnie zraził wiele osób do szycia z tej materii, w tym mnie kiedyś, bo sobie przypomniałam, że ja już to przecież gdzieś kiedyś czytałam. Przyswoiłam więc, co przeczytałam, po czym zrobiłam tak jak postanowiłam, czyli jedwab ręcznie wyprałam i bez wykręcania rozwiesiłam na kiju od szczotki nad wanną, żeby nie było żadnych zagnieceń oraz powodzi w mieszkaniu. Po wyschnięciu kleju było jakby nieco mniej, ale okazało się, że ten jedwab się elektryzuje, co mnie dość zaskoczyło. I teraz pytanie do Was, które miałyście do czynienia z jedwabiem – czy jedwab, mimo że to tkanina naturalna, rzeczywiście się elektryzuje czy dałam się zrobić w bambuko?

DSC08506

Wybór wykroju i szycie to była już prosta sprawa. Ten dodatkowy kawałek tkaniny pozwolił na uszycie bluzki wg wykroju 109 A z Burdy 4/2016, z którego korzystałam w zeszłym roku do uszycia bluzki z wodą, a którą Burda kazała szyć koniecznie z dzianin. Postanowiłam teraz przymknąć oko na tę wskazówkę i zrobić po swojemu, ostatnie moje doświadczenia bluzkowe pozwalały mi z dużą pewnością zakładać, że plan się powiedzie. Poszerzyłam ją tylko nieznacznie w obwodzie (może o jakieś 1,5–2 cm). Miałam jeszcze zrobić zaszewki piersiowe, ale tak się zamotałam, że pomyliłam przód z tyłem przy krojeniu (czwartek, siódma rano to zdecydowanie jednak nie moja pora na takie ekscesy) i ostatecznie z planów wyszły nici. Jedwab jednak układa się tak miękko i wdzięcznie opływa różnorakie kształty, że brak tych zaszewek w ogóle nie wpłynął negatywnie na wygląd bluzki.

DSC08514DSC08513

Plan miałam taki, żeby kupić igły do jedwabiu i nici do jedwabiu, ale jak to z planami bywa, czasami te nie wychodzą. Znaczy w tym przypadku igły z pasmanterii wyszły, a nici w odpowiednim kolorze nie było. Zadowoliłam się więc najcieńszymi standardowymi igłami (70) i zwykłymi nićmi Gütermanna. Poszło pięknie i bez kłopotów. Bluzkę wykończyłam szwem francuskim, dół podłożyłam podwójnie. Fastrygi użyłam tyle co zwykle, ale ja jej zawsze używam, bo jednak ze względu na umiłowanie starannych wykończeń lubię się nią wspomóc, zamiast pruć później to, co mnie nie zadowoli. I w ten oto sposób stałam się posiadaczką super bluzki na lato, którą jeszcze przed założeniem wypłukałam w płynie do płukania tkanin, a potem już mogłam się cieszyć się jej lekkością i przyjemnym dotykiem. Także z wyliczanki „kocha, lubi, szanuje…” zdecydowanie wybieram „kocha”.

DSC08511

A Wy jakie macie doświadczenia z jedwabiem? O czymś szczególnie warto wiedzieć? Podzielcie się ze mną, bo na kupce czeka jeszcze jeden kupon do przerobienia na bluzkę. A może i oprócz mnie ktoś jeszcze skorzysta z tej wiedzy :).

Pozdrawiam ciepło, Kasia!