Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!

Rodzina

28 komentarzy

Nieco ponad dwa tygodnie temu miałam plany. Można powiedzieć dość śmiałe, biorąc pod uwagę, co nastąpiło chwilę później. Otóż postanowiłam wziąć dwa dni wolnego (piątek i poniedziałek), żeby co nieco się zrelaksować. Kino, szycie, takie tam przyjemnostki. Poczyniłam odpowiednie przygotowania – sprawdziłam repertuar, nabyłam materiał potrzebny do szycia, zdekatyzowałam go (!). W drodze do kina miałam kupić Burdę, by po południu przygotować wykrój. Poniedziałek miał być dniem szycia. Wszystko zdawało się ogarnięte na tip top. I nadszedł, proszę Was, ten piątek, wstałam, kawę wypiłam, wstało dziecko, które należało przygotować do wyjścia do przedszkola. Podczas ubierania zaniepokoiły mnie jednak takie małe bąbelki na jego ciele. Sztuk ledwie kilka, ale lampka w głowie od razu się zapaliła. Jak szybko się zaś się zapaliła, tak szybko zgasła nadzieja na piątkowy seans filmowy. Zamiast do kina, wybrałam się z Bąkiem do pediatry, który potwierdził ospę. Z nosem na kwintę i widmem uziemienia wróciliśmy do domu. Piątek zleciał, a w sobotę coś dopadło mnie. Dosyć skutecznie, bo mimo potencjalnych warunków do szycia, nie miałam na nie ani siły, ani ochoty. W poniedziałek wieczorem zaś, o zgrozo, dołączył do nas mój ledwo zipiący mąż. Oj, los sobie lubi ze mnie żartować. Chciałam mieć chwilę dla siebie, a przyszło mi nie dość, że zaniemóc, to jeszcze w towarzystwie. Kiedy jednak poczułam poprawę, zaraz wróciłam do myśli o wymarzonym żakiecie. Raz dwa wyrysowałam formę i zabrałam się za krojenie. Wszystko sobie przygotowałam, a gdy mąż wydobrzał na tyle, by móc pobrykać z Młodym, ja nareszcie zabrałam się za szycie. dsc07593dsc07556dsc07557

Wykrój na wymarzony żakiet pochodzi z Burdy 3/2017 model 114. Wierzcie mi na słowo – długo na taki czekałam, bo jednak nie miałam odwagi, by wziąć się za przemodelowanie jakiegoś z klapami albo na niższy wzrost. Może to wcale nie takie trudne. Może mając już ten jako punkt odniesienia zyskam nieco pewności i kiedyś, nawet tak dla sportu, za takie ćwiczenie się zabiorę. Ale wracając do mojego żakietu – muszę dodać, że Burda, prezentując go na swojej stronie w zapowiedziach, zrobiła takiego małego psikusa. Otóż wcale nie pokazała, jak wyglądają tyły. A tyły, że tak powiem, zostały uatrakcyjnione. Z tej drogi nie było już jednak odwrotu. Maszyna poszła w ruch. dsc07579dsc07595dsc07598

Mimo domu pełnego osób, rozmaitych potrzeb, gencjanowych kropek i pustych żołądków szycie poszło jak z płatka. Jak mi się rodzina solidarnie rozchorowała wcześniej, tak później zajęła się zabawą, a ja mogłam odpocząć przy maszynie. Choć  model żakietu nie należy do najłatwiejszych, forma została dobrze przygotowana, a ja nie musiałam wprowadzać żadnych poprawek. Zrezygnowałam tylko z zapięcia, w związku z czym zmieniłam linię brzegową na środku przodu. dsc07600dsc07563dsc07562dsc07561

Tkanina, z której uszyłam żakiet, to bawełna z elastanem o diagonalnym splocie. Jest może trochę za jasna (chciałam czegoś w piaskowym kolorze, jednak wiosennych tkanin w sklepach stacjonarnych uświadczyłam tyle co kot napłakał), ale szukałam czegoś we wtorek na piątek, a gdybym zamówiła przez Internet, mogłoby nie dojść. Wygrzebałam ją z kosza z końcówkami i uszkodzonymi kuponami i zapłaciłam całe 30 zł. Uznałam więc, że potraktuję to szycie jako testowanie modelu. Nie sądziłam, że tkanina będzie się aż tak strzępić, więc wszystkie brzegi obrzuciłam owerlokiem. Cały przód podkleiłam flizeliną – dzięki temu żakiet ładnie trzyma formę. Pod spód zaś dałam elastyczną podszewkę. dsc07597dsc07602

Żakiet ma długość, która znacznie lepiej sprawdzi się w przypadku zestawienia go z sukienkami (wiem, sprawdziłam). Ponieważ jednak zdjęcia były robione przy okazji rodzinnego wyjścia na spotkanie ze Strażakiem Samem, uznałam, że w spodniach będzie mi wygodniej kucać, przysiadać, wyginać się i robić fotorelację z wydarzenia. Szyjąc go następnym razem, pomyślę, czy nie dodać mu kilku centymetrów długości. Bo że jeszcze taki uszyję, nie mam co do tego wątpliwości.

Jak się okazuje, biały jest równie trudnym kolorem do uchwycenia na zdjęciach co czarny. Mimo że słońce było za chmurami, biel tkaniny skutecznie odbijała wszelkie światło i szczegóły żakietu można dojrzeć dopiero na zbliżeniach. Na tych samych zbliżeniach widać też niestety, że nie udało mi się skutecznie rozprasować niektórych miejsc. Mam jednak nadzieję, że po kolejnym praniu mi się to uda. dsc07603dsc07606

Tymczasem wracam do rodziny, która właśnie wstaje z łóżek i zaraz zacznie domagać się śniadania. Pozdrawiam słonecznie!

Advertisements

28 thoughts on “Rodzina

  1. O, znowu muszę zbierać szczękę z podłogi patrząc na Twoje dzieło. A jak zobaczyłam ten kosmiczny tył, to aż zapiałam z zachwytu. Świetnie Ci wyszedł 🙂

    Lubię

  2. perfekcja w każdym detalu 🙂

    Lubię

  3. Piękny jest po prostu i bardzo ładnie uszyty, podziwiam za każdym razem gdy oglądam Twoje dzieła. Wyglądasz bardzo elegancko i jest to rzecz na lata, taki żakiecik zawsze potrzebny. Rodzina czasami zmieni plany i to w najmniej spodziewanym momencie, ale wszystko dobrze się skończyło. Oglądając Twoje zdjęcia przypomniało mi się, że ja nie uszyłam jeszcze żakietu do tych spodni z gabardyny leży sobie skrojony całą zimę i cierpliwie czeka, a ja mam inne plany na tę chwilę.
    Pozdrawiam ciepło i wiosennie 🙂

    Lubię

    • Anettko, dziękuję bardzo! Jest mi niezwykle miło, że podobają Ci się moje uszytki. Zdecydowanie przychylam się do zdania, że taki żakiecik zawsze się przyda i warto mieć taki w szafie. Ja tam sobie na Twój żakiet z gabardyny będę cierpliwie czekać, a w międzyczasie będę podziwiać Twoje nowe ubrania, bo zawsze jestem bardzo ciekawa, co nowego uszyłaś :).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Lubię

  4. Bardzo potrzebna rzecz, zdecydowanie lepiej wygląda na Tobie niż model na zdjęciu w burdzie 🙂 Znowu zachęcasz do szycia 🙂 No i wiosnę czuć już na zdjęciach, miło się robi. Pozdrawiam

    Lubię

  5. zdecydowanie najlepiej Ci w takiej palecie kolorystycznej! Co do samego żakietu jak zawsze wszystko uszyte z największą starannością,chylę czoła 🙂 model naprawdę ciekawy i atrakcyjny i chetnie widziałabym taki w swojej szafie ale w czarnym kolorze 🙂

    Lubię

    • Dziękuję bardzo! Cieszę się, że Ci się spodobał. A co do kolorów to jestem bardzo zadowolona z wyboru takiej palety. Czuję się w niej naprawdę dobrze :).

      Lubię

  6. Brawo Kasiu! Ja tam żadnych nierozprasowanych szwów nie dostrzegłam 😉 Gratuluję kolejnego żakiecika, wygląda na dość wymagający ( pod kątem szycia ) . A taka długość żakietu zawsze świetnie pasuje do sukienek 🙂

    Lubię

    • Oj, szwy udało mi się rozprasować, ale zagniecenia powstałe podczas pierwszego prania tkaniny uparcie nie chcą się rozprasować. Może następnym razem :). Dziękuję za miłe słowa.

      Lubię

  7. Jesteś niesamowita! Powaliło choróbsko, ale co tam ledwie poczuła się lepiej łup i żakiecik gotowy! Podziwiam Cię 🙂 Piękna robota!

    Lubię

  8. Kasiu, może nie było tak jak planowałaś, ale w końcu efekt osiagnięty i to z jakim przytupem, dla mnie bomba, jest tak dopracowany, te pateczki, te szwy !!! Miód, malina, rewelacja !!!
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Lubię

    • Ach, dziękuję! Jest mi tak miło, czytając te słowa. Staram się jak mogę, bo chciałabym kiedyś dorównać do Twojego poziomu :). Twoje komentarze są zawsze dla mnie bardzo motywujące.

      Lubię

  9. Świetny żakiecik, też zwróciłam na niego uwagę, a twój jest o niebo ładniejszy niż w Burdzie 😉 Pozdrawiam

    Lubię

  10. Znów biel i znów pięknie!

    Lubię

  11. Ja nie wiem jak Ty to robisz, ale za każdym razem tworzysz coś klasycznego i nieprzekombinowanego, a jednak tak urzekającego, że powtórzę, co napisała Uszyta – trzeba zbierać szczękę z podłogi… 😀 Żakiet nie taki prosty do uszycia, podziwiam Twój warsztat, zawsze wszystko wygląda jak od linijki, dopracowane w 100%. No i stwierdzam, że Twój urok osobisty też sprawia, że po prostu lubi się na Ciebie patrzeć:) A co do planów weekendowo-szyciowych… Mogę Cię jedynie pocieszyć, że nie jesteś sama, u mnie też ostatnio ciężko i z czasem, i co najgorsze z chęciami – spódnica leży i kwiczy już od tygodnia aby ją dokończyć, hehe

    Lubię

    • Sprawiłaś mi ogromną przyjemność tym komentarzem :). Bardzo Ci dziękuję za tyle miłych słów. Zawsze się staram, żeby to, co szyję, było wykonane jak najlepiej i cieszę się, że to widać. A do własnych planów staram się tak bardzo nie przywiązywać, bo już mnie doświadczenie nauczyło, że różnie potem z ich realizacją bywa ;). Trzymam kciuki za spódnicę!
      Pozdrawiam serdecznie :).

      Lubię

  12. Kasiu, piękny żakiet. Bardzo starannie odszyty. Podoba mi się krój i materiał który dobrałaś do tego modelu. Uwielbiam kolor biały i właśnie brakuje w mojej szafie białej marynarki/żakietu. Twoja wersja baaardzo do mnie przemawia :-). Pozdrawiam.

    Lubię

    • Dziękuję, Moniko :). Tak sobie myślę, że do Ciebie bardzo by taki żakiet pasował. Może się skusisz? Bardzo się cieszę, że Ci się podoba.
      Pozdrawiam :).

      Lubię

  13. Ależ klasa 🙂 Pięknie się prezentujesz 🙂

    Lubię

  14. Kasiu,żakiet po prostu żyleta : ))) A rodzina,cóż potrafi czasem rozwalić system tak bardzo,że ma się ich ochotę wystrzelić w kosmos i każdego na inną planetę najlepiej ; ). Normalka ale szycie i tak toczy się dalej ; ) Buziaki : )*

    Lubię

    • Co co joty się z Tobą zgadzam! Ale bez tej rodziny byłoby marnie i smutno :). I nikt nie docenia urody moich sukienek bardziej niż mój czterolatek, więc najpierw bym go na tę planetę wysłała, a potem głupia bym się puknęła w głowę i zaraz go stamtąd ściągnęła :D. Buziaki :*

      Lubię

Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz podzielić się ze mną swoją opinią albo po prostu zostawić po sobie ślad :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s