Kasia Mazurek

Kitka z nitką


28 Komentarzy

Parka – najpraktyczniejsza kurtka w moim rankingu i szafie

DSC09857

Miesiąc. Miesiąc minął od powzięcia decyzji o szyciu, uszycia i nacieszenia się nową rzeczą do zrobienia zdjęć. Jesień jest jednak do dupy. W moim przypadku czekanie na sprzyjające warunki atmosferyczne do zrobienia sesji, a do tego dogranie innych czynników to trochę jak czekanie chociaż na piątkę w totka. No ale na szczęście mi się udało, więc wreszcie mogę Wam pokazać kurtkę, o której przebąkiwałam już od jakiegoś czasu. DSC09839DSC09838DSC09837DSC09855

Kurtkę uszyłam na podstawie wykroju nr 18 z Ottobre Design Woman 5/2013. Burda mnie swoimi wykrojami nie zachwyciła dostatecznie, poza tym te modele wydawały mi się jakieś takie bardzo obszerne. Zmian w stosunku do wykroju dokonałam niewielkich (nie wciągnęłam gumy w rękawy, nie nabijałam oczek, bo nie miałam sprzętu i trochę inaczej obeszłam się z kapturem), ale to raczej kosmetyka, więc nie ma o czym mówić. Bardziej istotne jest to, że podszewkę wszyłam tak zwyczajnie, a w przepisie było, że należy ją szyć razem z warstwą wierzchnią jak jedną warstwę. I tak naprawdę to tu miałam najwięcej gimnastyki z tym szyciem. A! Kieszenie dolne uszyłam inaczej. Prawdę mówiąc, długo się zastanawiałam, jakie bym chciała mieć te kieszenie. Worków nie chciałam, by uniknąć poszerzania w biodrach. Zasuwanych też nie, bo noszę ręce w kieszeniach i mnie te zamki rysują po nadgarstkach. Naszywane na płasko wydały mi się zbyt zwyczajne, choć jak teraz myślę, to chyba byłyby całkiem ok. Uszyłam jednak jeszcze inne. DSC09869DSC09854DSC09850DSC09846DSC09826

Na parkę wykorzystałam dokładnie te same tkaniny, z których szyłam ostatni zestaw dla syna, wzbogacając ją jednak o tradycyjną podszewkę w rękawach, by swobodnie w kurtkę się odziewać i z niej wyskakiwać. Ponieważ zrezygnowałam z gumy w rękawach, rękawy okazały się nieco przykrótkie. Poratowałam się, wymyślając sobie, że odszyję je paskiem z tkaniny w kratkę. Od siebie dorzuciłam jeszcze naszywki pasujące kolorystycznie do kraty, żeby kurtkę z zewnątrz ożywić. No i powiem Wam, że mi się podoba, ale… DSC09829DSC09845DSC09860DSC09830

… ale jednak się trochę przy szyciu namordowałam. O ile szycie spodni dla syna poszło gładko, o tyle z szyciem kurtki z takiej zwartej i dość sztywnej tkaniny nie szło już tak łatwo. Zszywanie wielu warstw i manewrowanie tym wielkim chałatem na domowej maszynie wymagało sporo ekwilibrystyki. Są więc tu i ówdzie miejsca niedoskonałe, gdzieś mogło pójść troszkę równiej, ale nie do końca wyszło. Prawda jest jednak taka, że widzę to ja i zauważyłybyście Wy, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że cała reszta świata niekoniecznie, więc tym razem należało odpuścić. Poza tym podczas szycia kieszeni cierpiałam na jakieś chwilowe zaćmienie umysłu. Pierwsze dwie poszły do kosza, kolejna wyszła dobrze, przy czwartej pomyliłam strony i uszyłam z lewą stroną materiału jako wierzchnią, więc musiałam uszyć piątą. Ale wiadomo, trening czyni mistrza 😉 Dałam też ciała przy listwie odszywającej kaptur. Jeśli dobrze się przyjrzycie, zobaczycie, że odszycie przodu i kaptura nie schodzi się w jednej linii. Wszystko dlatego, że zapomniałam, że w podstawie podszewka i wierzch kurtki stanowią jedną warstwę. Więcej jednak tej kratki nie miałam, zostawiłam, jak jest, plując sobie w brodę z powodu własnego gapiostwa. DSC09840DSC09867DSC09862

Mimo wszystko kurtkę polubiłam. Sprawdza się świetnie nawet w deszczową pogodę, nie przepuszcza wiatru, można z powodzeniem ubrać się pod nią na cebulkę, owinąć grubym swetrzyskiem i nadal jest wygodnie. Zasłania oraz grzeje i nereczkę, i bioderko, a nawet kawałek uda. W kapturze nie wyglądam może przesadnie urodziwie, ale spełnia swoją funkcję, a dzięki temu zmarszczonemu kawałkowi nie zsuwa się z głowy nawet podczas silniejszego wiatru. I tylko rzepy uważam za kiepskie rozwiązanie, bo może i tanie i łatwe do uszycia, ale jednak czepiają się wszystkiego i niszczą kosmate ubrania. Rzepom więc mówię stanowcze nie. DSC09874

A Was pozdrawiam i życzę dużo słońca!

Reklamy


22 Komentarze

Zestaw nieco bardziej wyjściowy dla chłopca

DSC09752

Chłopiec, czyli syn, żywo interesuje się tym, czym interesuje się mama, a jak mama skroluje listę blogów i na czymś zawiesi oko, to i syn chętnie głowę wsadzi, obraz przysłoni i pyta: Co to? No i pewnego razu przeglądałam sobie te blogi i u którejś z Was coś dziecięcego oglądałam i padło rzeczone pytanie, po uprzednim wsadzeniu nosa w ekran mojego telefonu rzecz jasna. Mówię więc, że to ubranka uszyte przez taką panią, co jak mamusia lubi szyć i szyje też dla swoich dzieci. A potem to już poszło szybko, bo syna mam, co lubi szyte przez mamę ubrania, a w przedszkolu to potrafi się nawet pochwalić tymi, których akurat ja nie szyłam. Zażyczyło sobie dziecko sztuk odzieży trzy: spodni, koszulki i bluzy. Z dzianiny, dodam, bo to takie codzienne miały ubrania być. To ja mu na to: Misiu, takich ubrań to Ci dostatek, może uszyję Ci coś takiego bardziej. Takiego na przykład, żeby się na zdjęcia w przedszkolu nadawało. No i Misiu z wrodzonym sobie entuzjazmem dla nowych przedsięwzięć się zgodził i wybraliśmy się na zakupy tkaninowe, by ów plan zrealizować.

I tak uszyłam spodnie, trochę jakby jeansowe, ale nie do końca, z tkaniny, którą akurat już miałam. Trochę z nią zabawna historia. To znaczy teraz, po czasie, bo wcześniej to jakoś nie bardzo ubawiona byłam. Jakiś rok temu zamówiłam sobie u Natana tkaninę (bawełnę z elastanem) na spodnie. Przyszła, na zdjęciach podobała mi się bardziej niż na żywo, była też nieco inna w chwycie niż sobie wyobrażałam, poszła więc leżakować. Ostatnio zaś, skuszona rabatem znów zrobiłam zakupy w Natanie. Wybrałam sobie tkaninę na płaszcz, która po przyjściu, a potem po praniu okazała się kiepskim wyborem, co może pamiętacie ze wzmianki na Instargamie. Co więcej okazała się dokładnie tą samą tkaniną, którą zamówiłam rok wcześniej. I tak mój skład „wzbogacił” się o 4 m tkaniny, co do której nie miałam specjalnego przekonania. By jednak nie mieć poczucia straty, postanowiłam ją przerobić na parkę i spodnie właśnie. Spodnie dla dziecka. Wybrałam wykrój z Ottobre 4/2015 model 21. Uszyłam szybko i sprawnie, ozdobiłam stębnowaniem jak w jeansach. Oszukałam z rozporkiem, w pasie wszyłam gumę. Guzik to ściema. Zdjęcia szczegółów lepiej widać na zdjęciach na Instagramie, bo jakoś tak z rana przed pójściem do przedszkola to mi dziecko pozować nie chciało, w związku z czym umówiliśmy się na dziesięć zdjęć, co i tak uważam za spory sukces. DSC09764DSC09765DSC09775DSC09741DSC09770

Do spodni uszyłam zaś koszulę. Tkaninę wybraliśmy razem i musieliśmy pogodzić tu dwie racje, bo postanowiłam, że tym samym wzorem wypełnię sobie wnętrze kurtki. Ale że ja potrafię swoje dziecko skutecznie przekonać, używając sztuki perswazji oraz siły niepodważalnych argumentów, wybór tkaniny, która spodoba się nam obojgu okazał się czystą przyjemnością. Jeśli zaś chodzi o wykrój, wybrałam model 152 A z Burdy 8/2012. Rękawy zrobiłam krótkie, żeby było swobodniej, i dodałam pagony, żeby dać coś od siebie. A koszulę uszyłam tak, jak się szyje standardowo koszule męskie. No i popatrzcie, jak mi dobrze to szycie wyszło. DSC09739DSC09744DSC09776DSC09740DSC09756

I powiem Wam, że nic mnie tak nie cieszy w całym tym szyciu dla dziecka, jak to, że dziecko najchętniej to by codziennie w tej nowej koszuli do przedszkola chodziło. Nawet te równiutkie szwy i schodząca się pięknie kratka tracą na znaczeniu, choć nie ukrywam, że cieszą moje oko. W dodatku całe to szycie jest jednak łatwiejsze i takie odprężające. A nagroda w postaci szczerej dziecięcej radości warta jest rzucenia w kąt swoich spraw.

DSC09779

A tu już wersja tuż przed wyjściem do przedszkola, czyli spodnie dresowe, t-shirt i koszula na luzaka.


30 Komentarzy

Buzka zwyczajna

DSC09675

W najbliższym czasie nie planuję szyć żadnych sukienek. Nie ma okazji, nie ma weny, nie ma nawet sensownej pogody. Lato mnie zupełnie zniechęciło w tym roku do kiecek. Nie mam nawet tkanin przeznaczonych na ich uszycie. Mam za to jako taki zbiór sukienek, które na dziś wydają się w zupełności zaspokajać moje potrzeby.

Nie mam też za bardzo planów na szycie. To znaczy inaczej. Nie mam ciśnienia, że coś tam koniecznie muszę sobie uszyć, bo inaczej spuchnę albo jaki inny nieciekawy los mnie spotka. Mam zapas tkanin przeznaczony na uszycie różnych rzeczy, ale zamierzam po prostu dać się ponieść chwilowym nastrojom i chęciom. Rozgrzebaną mam parkę i koszulę dla syna, myślę o kardiganie i może jakimś zimowym płaszczu, skoro z trenczem mi nie wyszło. W międzyczasie zapewne wypadnie cały stos innych rzeczy, które wpłyną na to, co i kiedy będę szyć. Postanowiłam za bardzo nic nie planować i cieszyć się chwilą 😉

Działając w ten sposób, naszła mnie właśnie ostatnio chęć na uszycie bluzki. Takiej zwykłej koszulowej, bo w sumie wcale ich jakoś za wiele nie mam, a bardzo lubię. Kupiłam sobie w Natanie tkaninę koszulową i normalnie czuję, że aż muszę ją Wam zareklamować, bo jest fantastyczna! Jest cienka, nie gniecie się za bardzo i jest przemiła w dotyku. Po tym dotykaniu poczułam to! Impuls taki, żeby koniecznie i już uszyć z niej bluzkę. Zależało mi na czymś maksymalnie prostym i z długim rękawem, a że wcale za dużo takich bluzek w Burdzie nie ma (a właściwe to ja nie znalazłam nic dokładnie takiego, na czym mi zależało), to sobie wzięłam wykrój z październikowej Burdy i go dopasowałam do swoich potrzeb.

DSC09670DSC09668DSC09663

Wykrój to model 116 z Burdy 10/2017. Do dyspozycji miałam metr tkaniny (z jakimś jak zwykle dodatkiem od Natana). Zmian wprowadziłam niewiele, ale zmieniły one jednak charakter bluzki. Zrezygnowałam z riuszek oraz zamka błyskawicznego w rozcięciu z obawy, że będzie ciągnął tkaninę w dół. Pogłębiłam dekolt (bo ten na formie Burdy był maleńki, co widać zresztą na zdjęciu z gazety – mam wrażenie, że zamek dziabie modelkę w szyję) i zrobiłam rozcięcie. Obniżyłam też o jakiś centymetr zaszewki, no i wyrysowałam sobie odpowiednie odszycie dekoltu. Samą bluzkę uszyłam raz-dwa, bo i nie ma tu żadnych podchwytliwych miejsc i krawieckich trudności do pokonania. Mankiety wykończyłam guziczkami w kształcie perełek, co możecie obejrzeć na Instagramie, bo do zdjęć w plenerze postanowiłam sobie nonszalancko wywinąć rękawy. Do bluzki założyłam moje różowiutkie spodnie i ten cukierkowy zestaw bardzo mi się spodobał.

DSC09677DSC09674DSC09673DSC09678

Ps. Mój mąż powiedział, a ja akurat w tej materii to się z nim zupełnie zgadzam, że cała ta jesień to mogłaby tak wyglądać aż do wiosny z przerwą tylko na dwa tygodnie śniegu w okolicy świąt (tych grudniowych oczywiście). Na inną to ja się stanowczo nie godzę. DSC09683

Pozdrawiam, Kasia!


42 Komentarze

Spodnie ciekusy

DSC09625

Ostatnio przychodziłam do Was z samymi sukienkami, choć już jakiś czas temu uszyłam sobie spodnie do ciekania popołudniami po dworze i do załatwiania weekendowych spraw, a i do pracy mogą się nadać, pod warunkiem że je się troszkę bardziej pracowo ogra resztą garderoby. Spodnie uszyłam więc jakiś czas temu z materiałów będących moimi nadmorskimi łowami (ten akurat z textilmara), ale że ciągle były w użyciu, a pogoda wciąż nie rozpieszczała, sporo naczekały się, żeby uwiecznić je na zdjęciach. DSC09632DSC09627DSC09622DSC09623DSC09626DSC09642DSC09636DSC09641DSC09633

Są to spodnie z kategorii tych, które zawsze muszę mieć w szafie, odkąd pierwsze takie kupiłam sobie dawno temu w sieciówce. Są z cieniutkiej lejącej wiskozy (która co prawda w czasie noszenia rozbija się, skutkując zworkowaceniem spodni), mają niezbyt dopasowany fason, ale za to bardzo dopasowany pasek, żeby im na myśl nie przyszło zjeżdżać z tyłka, gdy już się rozbiją po pierwszych paru przysiadach i kilku skłonach. Potrzeba ich uszycia pojawiła się nagle, gdy w spodniach zakupionych dwa sezony temu zauważyłam już takie przeciery, że przy jakimś bardziej zdecydowanym ruchu groziło to najzwyczajniej w świecie nagłym odsłonięciem bielizny w okolicy czterech liter. Za wzór posłużyły spodnie z przecierami (a możecie zerknąć na nie tutaj), a formą wspomogłam się ostatnio przy szyciu spodni mocno eksploatowaną, czyli wykrojem modelu 139 z Burdy 8/2012. Oczywiście dopasowałam go na potrzeby tych spodni, skracając stan, dodając zakładki z przodu i kieszenie z tyłu, a także zwężając nogawki. Więcej pisać nie trzeba. Ocena należy do Was 😉 DSC09541DSC09539DSC09538DSC09547DSC09553

Pozdrawiam ciepło, Kasia!


29 Komentarzy

Sukienka z kontrafałdami

DSC09589Sukienka, z którą dziś do Was przychodzę, to poniekąd efekt nagłego natchnienia spowodowanego niezbyt zajmującymi obowiązkami zawodowymi, o czym niektórzy z Was już wiedzą, bo sobie konto niedawno na Instagramie założyłam, by pokazywać, co się u mnie dzieje, kiedy nie dzieje się na blogu. Siedziałam sobie więc w pracy, myśli moje krążyły wokół różnych spraw, a najbardziej to mnie ciągnęło w tych myślach w stronę szycia. Niewiele się zastanawiając, wzięłam małe żółte kwadratowe karteczki z przylepcem, cienkopis i nabazgrałam sobie sukienkę. No i kiedy ją już zwizualizowałam, to tak mi się spodobała, że postanowiłam sobie ją uszyć. DSC09584DSC09586DSC09582DSC09590

Za bazę posłużyła mi sukienka z wykroju 121 z Burdy 11/2012. Tym razem jednak zabrałam się do rysowania, krojenia i szycia porządnie, bo zależało mi na idealnym dopasowaniu sukienki (niby zawsze mi zależy, ale nie zawsze mi się chce, a i rezygnacja z szycia modeli próbnych powoduje, że czasami znacznie trudniej osiągnąć zamierzony efekt, zwłaszcza kiedy nie stopniuje się wykroju, tylko poszerza albo zmniejsza tu i ówdzie). Ten wykrój miałam już przetestowany, wiem więc, że rozmiar 38 jest miejscami dla mnie za duży. Z grubsza sprowadza się to do tego, że w pionie powinnam go zachować, a w poziomie zmniejszyć do 36. I tak też zrobiłam, dopasowując podkroje pach do rozmiaru 38, bo w mniejszy moje nieco napakowane ramiona by nie weszły. Wydłużyłam też górną część sukienki o 1 cm, żeby talia wypadała idealnie w pasie. Od siebie już dodałam kształt dekoltu, skróciłam i poszerzyłam rękawy w ich dolnej części, by móc potem wciągnąć w nie gumkę oraz dodałam kokardki, żeby było słodko i uroczo. A z wykroju 116 B z Burdy 8/2013 ściągnęłam pomysł na przesunięcie linii ramienia na plecy. Aha, nie wykańczałam sukienki podszewką, bo rozważam doszycie do niej halki z warstwą tiulu. Ale to kiedyś w bliżej nieokreślonej przyszłości. DSC09594DSC09593DSC09598DSC09620

Sukienkę uszyłam z nie wiadomo czego, ale sztucznego, ładnego, lekko naddającego się, o ciekawej fakturze, no i pudrowobrudnoróżowego. To tkanina, którą przywiozłam sobie z wakacji od tej miłej pani ze sklepu w Wejherowie, o której niedawno wspominałam. Tak się nam dobrze gawędziło, że pani za grosiki dosłownie dodała mi (przynajmniej ja sobie to tak tłumaczę) do tego, co potrzebowałam, końcówkę materiału z belki. Przy szyciu sukienki mogłam więc zaszaleć, a i mam nadzieję, że wystarczy mi go jeszcze na spódniczkę. DSC09610DSC09602DSC09601

I to tyle opowieści. Pozdrawiam serdecznie, Kasia!