Kitka z nitką

O chorobcia, coś się kroi!


28 komentarzy

Lato ≠ wełna?

DSC08292

Rozbudźcie wyobraźnię. Lato. Z nieba leje się żar. Słońce ani na chwilę nie zachodzi za choćby maleńki obłoczek, bo obłoczka, choćby najmniejszego, w taki dzień próżno szukać. W mieście beton i asfalt oddają ciepło ze zdwojoną siłą.  Istna patelnia. Chciałoby się wskoczyć w kostium kąpielowy i czmychnąć na jaką plażę albo basen w egzotycznym kurorcie. A tu lipa. Do pracy trzeba przyodzianą godnie i odpowiednio się udać. Co by tu w takim razie włożyć? Coś lekkiego i przewiewnego. Len, bawełna wiskoza? Jedwab? A może wełna? Ale jak to wełna?! Puchate owieczki z podhalańskich pastwisk → wełniane swetrzyska → zima i szczękanie zębami na mrozie. Taki to u mnie ciąg skojarzeń. Wełna na lato? Ano tak, wełna :). Tyle że to nie jest tak, że ja nie wiedziałam, że wełna może być świetną tkaniną na lato. W końcu z wełny szyje się przecież garnitury, a w tych mój mąż chadza cały rok. Ale to była, że tak powiem, wiedza teoretyczna. Na własnej skórze przekonałam się jednak ostatnio, jak fantastycznym letnim materiałem może być wełna. DSC08376DSC08377DSC08347DSC08374DSC08378

A było to tak. Wstąpiłam sobie do sklepu, żeby kupić tkaninę na bluzkę. Tę, którą macie już prawie wszystkie albo zamierzacie w najbliższej przyszłości sobie sprawić. Obmacałam wszystkie bawełny, wiskozy, jedwabie. Ale nic nie zyskało mojego uznania. Dotarłam wreszcie do belek z wełną. I wśród nich znalazłam przecenioną końcówkę wprost idealną na bluzkę z Burdy 5/2016 model 109 A. A zaraz obok piękną bordowo-grafitową wełnę na spódnicę z tego samego numeru (model 117 A). Zestawienie tych kolorów mnie zauroczyło. W wyobraźni widziałam już ten super komplet, który z nich powstanie i muszę przyznać, że ani wyobraźnia, ani intuicja mnie tym razem nie zawiodły. Zestaw uszyłam sobie przedni. DSC08373DSC08339DSC08241DSC08295

Dzikich upałów jeszcze nie zaliczyłam, ale i tak to, co już mamy, jest na tyle wystarczające, by własnym doświadczeniem potwierdzić, jak cudowną tkaniną letnią może być wełna. Jest przewiewna, chłonie wilgoć, nie gniecie się prawie w ogóle, no i wygląda szlachetnie. Noszę ją z wielką przyjemnością. DSC08297DSC08296

Zarówno bluzka, jak i spódnica nie sprawiły mi żadnych kłopotów podczas szycia. Modele to proste, z małą ilością elementów i nieskomplikowanym opisem szycia. Idealne na szycie pomiędzy obowiązkami, posiłkami, zabawą albo przed wyjściem do pracy. Ani się człowiek obejrzy i już ciuch gotowy. To lubię. I mogę z czystym sumieniem polecić. DSC08308DSC08301

To że uszyłam sobie ten uroczy cukierkowy komplecik, nie znaczy, że zużywanie resztek oraz zapasów mam za sobą. Ta górka ciągle jest. Zaobserwowałam bowiem jedną rzecz. W nagrodę za uszycie resztkowych ubrań kupiłam sobie nowe tkaniny (nie pierwszy zresztą raz). A z tych znów zostały jakieś ścinki, które są za duże, żeby je wyrzucić. Trafiły więc na kupkę. I tym sposobem jej objętość utrzymuje się stale na tym samym poziomie. Chyba czas się z tym pogodzić ;).

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!


22 komentarze

Retro bluzka

DSC08217

Jak daleko sięgnę pamięcią, a sięgam hen hen, trwam w przekonaniu, że człowiek rodzi się z pakietem pewnych predyspozycji. No dobra, może nie człowiek w ogóle, może to tylko ja. No więc urodziłam się pewnego zimowego dnia i od razu zostałam naznaczona. Cholera, a może to była jakaś wróżka chrzestna, jak u Śpiącej Królewny. Piorun wie, ale fakt jest faktem, że z jakichś nieznanych przyczyn to ja się zupełnie do prac kuchennych nie nadaję. I to nie to, że jak gotuję, to pomylę sól z cukrem, jak piekę, to przypalę, a w ogóle to nie mam jakiejś takiej kulinarnej wyobraźni. Wręcz przeciwnie. Uważam, że jedzenie to mi całkiem smaczne wychodzi. Uważają też tak Ci, co je spożywają. Problem natomiast tkwi w ostrych narzędziach kuchennych. Tępych w zasadzie też. I gorących, jak sobie teraz o tym pomyślę. No więc jak sięgam pamięcią, to ja się w ogóle z nimi nie mogę dogadać. Pierwsze wspomnienie braku porozumienia mam z wczesnego dzieciństwa. Jakieś cztery lata miałam, może trochę więcej. W domu ja i moja młodsza o dwa lata siostra. Tata w pracy, mama wyszła na zakupy (ledwie na drugą stronę ulicy) – kiedyś norma, dziś nie do wyobrażenia. Siostra głodna była. Postanowiłam uszykować jej kanapkę. Potem był nóż zjeżdżający po świeżej skórce chleba, środkowy palec i krew. Musiało być jej sporo od kuchni do przedpokoju, bo jak wspomina moja mama, prawie jej serce stanęło na widok tego, co zastała, po kilkunastu minutach nieobecności w domu. Od tego się w każdym razie zaczęło, a później to już kuchenne okaleczanie się poszło gładko i regularnie. Noże, tarki, piekarnik, myślę, że nie ma takiego kuchennego sprzętu, którym nie byłabym w stanie sobie czegoś uszkodzić. Chociaż na przykład pędzel do lukru nie wydaje się przerażająco niebezpieczny, ale kto go tam wie.

Zupełnie natomiast inaczej wygląda sprawa z szyciem. I choć raz (ale tylko ten jeden jedyniutki) przyszyłam sobie palec igłą do czegoś, nad czym akurat pracowałam, szycie uważam za czynność wyjątkowo bezpieczną. Nożyce, noże krążkowe, nóż w owerloku – tyle potencjalnych zagrożeń, a ja nic. Cała i nienaruszona. Przypadek? Nie sądzę. To wielka radość móc sobie uszyć coś i mieć przy tym świadomość, że się przy tym fizycznie nie ucierpi, a myśl o krwi przywodzić będzie jedynie skojarzenia z odcieniem czerwieni tej pięknej tkaniny, którą widziało się ostatnio w sklepie. Krojenie natomiast nie wywoła nieprzyjemnego dreszczu przeszywającego ciało na samo wspomnienie o tym nożu, co Ci ostatnio zjechał na kciuka i pozbawił kawałek paznokcia, a jedynie wzbudzi dreszczyk podniecenia na myśl o nowej, właśnie powstającej, rzeczy.

Z takim sobie zwyczajnym dreszczykiem podniecenia zasiadłam do szycia kolejnej bluzki. Dalej z postanowieniem zużywania resztek. Bardzo chciałam uszyć coś z tkaniny pozostałej po szyciu bluzki koszulowej. Bardzo chciałam, żeby ta bluzka miała falbany. Ale niestety nie znalazłam żadnego wykroju, który nie ukazywałby lewej strony falban, a na takim mi zależało, bo moja tkanina miała zupełnie niereprezentacyjną lewą stronę. Szukałam więc czegoś ciekawego, co mogłoby te falbany zastąpić. I znalazłam bluzkę, która przykuła moją uwagę, w Burdzie Specjal E724 z 1984 r. model 653. burda.Spec_E-724_1984-028Gazeta po bośniacku czy jakoś tak, gdyż akurat takim wydaniem dysponuję, więc i opis szycia w tymże języku. Tylko że ja po bośniacku nic a nic. Po chorwacku czy serbsku też nie bardzo. Ale się uparłam i postanowiłam ją uszyć. Żeby jednak nie zmarnować resztki materiału, kołnierz uszyłam na próbę z jakiegoś płótna bawełnianego. Jaki ten próbny wyszedł mi ładny i jak się wspaniale układał. Tak jak w gazecie. Za to ten właściwy nie chciał się w ogóle trzymać. Przeszywałam go na rozmaite sposoby, mocowałam, a on mi się wyciągał i rozjeżdżał. Do tego bluzka okazała się stanowczo za szeroka. No nie szło mi nic a nic. Calusieńką więc bluzkę rozprułam. Część Was ręce załamuje, bo założę się, że już widzicie oczami wyobraźni, jak ta właśnie bluzka ląduje w koszu. Ale ja to jednak uparte stworzenie jestem. Zszyłam ten kołnierz inaczej (stracił nieco swojego uroku i zupełnie stracił falbanki. Szpic przedni zyskał nieco ostrzejszy kąt, bo po poprzednich manewrach pozostały mi nacięcia i takie tam. Zwęziłam też samą bluzkę o co najmniej 10 cm. Nie chciałam mieć szwu na środku, więc kombinowałam po bokach. Wyszło, jak widać. DSC08219DSC08216DSC08214DSC08211DSC08206

Zadowolona jestem więc połowicznie, bo resztki zużyłam, kolejną bluzkę zyskałam, ale czy będę ją nosić chętnie i często, to się dopiero okaże. Faktem jest, że owa bluzka ma całkiem ciekawy fason, uszyta jest ze świetnej tkaniny i będzie mi pasowała do wielu rzeczy. Na przykład do tej ołówkowej spódnicy, którą miałam na sobie dziś. Przyznam nawet, że mam ochotę zmierzyć się z tym modelem jeszcze raz. A Wam jak podoba się taka retro bluzka? Proszę szczerze i bez ściemy :). DSC08197DSC08213DSC08198DSC08195DSC08199


27 komentarzy

Najwygodniejsze spodnie świata. I bluzka oczywiście

Bo w końcu pisałam ostatnio, że zamierzam trochę energii oraz zalegających resztek materiałowych wykorzystać do uszycia bluzek. Tych odczuwałam spory niedostatek, a górka tkanin pozostałych z szycia innych rzeczy sukcesywnie się powiększa. Tym bardziej, że rzucam też na nią rzeczy, które uszyłam, ale nie do końca trafiłam z fasonem albo już mi się znudziły. I na niej też znalazłam bluzkę, którą uszyłam niezwłocznie z pozostałości po tej sukience. Ale bluzka to była nieudana, bo uszyta z połączenia dwóch szerokich trapezów, a za ramiączka służyła taśma wciągnięta w tunel z przodu i tyłu. W ogóle jej nie nosiłam. Poszła więc pod nożyce. Postąpiłam z nią dokładnie jak z bluzką, czyli dopasowałam wykrój 120 c z Burdy 8/2015 do tego kawałka materiału, którym dysponowałam. I już. Wtedy. Później oczywiście szycie wystawiło mnie na próbę. Ale o tym za chwilę. DSC08130DSC08117DSC08138

W poczuciu dobrze spełnionego postanowienia (w końcu dwie bluzki resztkowe uszyłam) postanowiłam się nagrodzić. Tak mi się spieszyło do szerokich spodni, że nie chciałam już dłużej czekać. Naoglądałam się ich u Anetty, Redhairdressmaker, na stronie Burdy. Potem jeszcze na pintereście znalazłam takie z wysokim stanem i zachorowałam już doszczętnie. Same rozumiecie. Z tym się nie walczy. To trzeba od razu szyć. DSC08129DSC08143DSC08125

W swoich zapasach miałam kuprę wiskozową kupioną właśnie z myślą o spodniach, tyle że bermudach. Miałam jej więc 1,5 metra. Na szerokie spodnie trochę za mało. Na te z lutowej Burdy, które tam były spódnicospodniami do połowy łydki, a które musiałabym przedłużyć, zdecydowanie za mało. Te z marca nie miały odpowiedniej góry. Ale w Burdzie 1/2003 znalazłam model 105A i przepadłam. Szybko skroiłam i uszyłam. Okazało się tylko, że rozmiar 38 po długiej zimie oraz zimnej wiośnie okazał się odrobinę przyciasny w bioderkach. Na szczęście z przodu miałam zakładki, więc zwężając je trochę, zyskałam miejsce na to, czego przybyło. Pasek oraz odszycie skrojone z całością uszyłam tak, żeby uzyskać efekt jak w spodniach z kolekcji Escada Resort 2017. DSC08131DSC08116DSC08141

Tę bluzkę i te spodnie postanowiłam pokazać w komplecie. Bez przymierzania było wiadomo, że będą do siebie pasować. Ale ja tam postanowiłam założyć, powyginać się przed lustrem i pozachwycać wspaniale skomponowanym strojem oraz własną zmyślnością. Tylko że bluzkę założyłam tył na przód i jak chciałam zdjąć i poprawić, to się tak napowietrzyłam, tak naprężyłam, że bluzka trzasnęła pod pachą z lewej strony wzdłuż szwu. Załamka, co? Gorzej nawet, bo ja już zdążyłam się z tą bluzką zaprzyjaźnić. Ciepnęłam ją z powrotem na tę moją nieszczęsną górę i nawet myśleć o niej nie chciałam. I tak nie myśląc o niej przez kilka dni, zupełnie przypadkiem i nawet nie pamiętam, w którym momencie, wymyśliłam, że  mogę przecież ją uratować, wszywając pod pachą kryty zamek (20 cm). Bluzka straci niewiele na szerokości, ale zyska na swobodzie podczas zdejmowania. Co też uczyniłam i potwierdzam – to działa. DSC08115DSC08139

Spodniami jestem wręcz zachwycona. Są lekkie, szerokie, wygodne, przewiewne. Gniotą się tylko trochę, co w takim wydaniu w ogóle mi nie przeszkadza. Powiedziałabym nawet, że to gniecenie to takiego swobodnego sznytu im nadaje. Nadają się do wszystkiego i wszędzie. Najchętniej bym ich nie zdejmowała. Najchętniej uszyłabym kolejne. Myślę, że znalezienie odpowiedniej tkaniny bardzo mi pomoże w realizacji tego planu. DSC08121


36 komentarzy

Szyfonowa bluzka

Choć ciągnie mnie w stronę innych projektów (a zaplanowane mam trzy takie, co to bez nich ani rusz i nie osiągnę wewnętrznego spokoju, póki nie zrealizuję), pozostaję wciąż w sferze bluzek. Nazbierała mi się bowiem kupka materiałów do-zrobienia-czegoś-z-nimi, zwykle jakichś resztek albo ubrań do przerobienia. A tak sobie postanowiłam, że nie ruszę z niczym nowym (a to może mnie zgubić), póki się z tym nie uporam. Dlatego nie chowam tej kupki do szafy, tylko patrzę codziennie na ten wyrzut sumienia i staram się z nim coś zrobić. I powoli oraz z mozołem coś się z tego wykluwa.

W minionym tygodniu w pocie czoła szyłam bluzkę z szyfonu. Koralowego, w kropeczki, sztucznego jak Natalia Siwiec, ale uroczego jak misie koala. Z tego samego, z którego powstała ta sukienka, w trzydziestostopniowym upale przyklejająca się bezlitośnie do ciała. Kawał materiału jednak z jej szycia mi został, więc pomyślałam, że może dam mu szansę. Skoro nie w upalne lato, to może chociaż w tę marną wiosnę da się w tym chodzić bez uczucia dyskomfortu. Wybrałam sobie wykrój z Burdy 7/2012 model 116. A tam jak wół stało, że z szyfonu to najlepiej z dwóch warstw, bo szyfon cienki i w ogóle nie umiejący dochowywać tajemnic. No i o ile z jedną warstwą poszłoby pewnie też dość wolno, ale jednak miałabym poczucie, że posuwam się do przodu, o tyle szycie tej prościzny z dwóch warstw zajęło mi więcej czasu niż szycie żakietu. Z podszewką! Wycinanie – zgroza! Fastrygowanie wszystkiego – ło-rety-rety! Obszywanie lamówką – no, święci pańscy! A do tego ta cholerna lamówka nie chce się nijak zaprasować. O wyrównywaniu nawet nie ma co pisać. Mordęga i tyle. Jako że jednak osoba ze mnie uparta, z bluzką dobrnęłam do końca. 4b2b5b6b

Ponieważ uznałam, że bluzka jest na tyle prosta, że nie ma za bardzo czemu robić zdjęć, postanowiłam pobawić się trochę w ubieranki-przebieranki. Od razu przyznam się, że w tych kolorowych spódniczkach czuję się trochę, jakby było na mnie za dużo koloru, ale pomyślałam, że nie zaszkodzi spróbować. A Wam która wersja przypadła do gustu? 7b8b10b12b11b14b15b16b18b19b

Pozdrawiam serdecznie, Kasia 🙂


32 komentarze

Blue jeans

DSC07911 z efektem

Nosi mnie. Czuję, że mam zespół niespokojnych nóg, niespokojnych rąk i niespokojnej głowy. Nie żebym narzekała jakoś na ten stan, ale ogrom potencjalnych działań, które mogłabym podjąć w wyniku tego nadmiaru aktywności moich członków, zaczyna mnie przytłaczać. Miotam się więc między tym, co dla domu i rodziny, a tym, co dla mnie. Dla domu jak zawsze: nowe kwiaty na balkon, dekoracje, jakieś sprawy porządkowe. Dla rodziny to, co akurat wypadnie w danej chwili. Dla mnie – wiadomo. Nowe szaty. Ale co najpierw? Sadzić czy szyć? Malować jajka czy nowy wykrój. Łatać dziury? (Bo budżetu i tak nie da się już załatać w tym miesiącu). A jak szyć, to co? Sukienki czy bluzki, bluzki czy spodnie? Planów tyle, a minut ubywa. Działać trzeba!DSC07952 z efektem

Biorę więc na warsztat bluzki. Bluzki jako towar stale deficytowy musiały doczekać się uszycia. Bluzki są dobre, bo w tym wirze codziennych zajęć dają się uszyć szybko i w wolnych chwilach pomiędzy zabawą w chowanego a gotowaniem zupy. Tylko trzeba pamiętać o myciu rąk za każdym razem, kiedy siada się do szycia zaraz po odejściu od garów. Mi się raz zapomniało… Ale do brzegu. Uszyłam sobie bluzkę wg modelu 106 A z Burdy 2/2017. Falbanki. Fachowo wolanty. Jakież to piękne zwieńczenie wiosennych i letnich fatałaszków. Dodają lekkości, uroku i żyją własnym życiem, kiedy wiatr mocniej wieje. Zauroczyły mnie od razu. DSC07912 z efektemDSC07914 z efektem

Bluzkę uszyłam z lejącego batystu bawełnianego. Wszystko fajnie, bo jest lekko, przewiewnie, idealnie na ciepłe dni. Ale jak to się gniecie! Łomatkobosko! Prasowanie tej bluzki to istne wyzwanie. Niby wiedziałam, jak tkaninę wybierałam, bo szyłam z niej nie raz, a jednak ta lekkość, naturalne włókna i kolor przeważyły. I jestem teraz jako ta rozdarta sosna, bo prasować zanadto nie lubię (a falban to już w ogóle), ale sztuczne niegniotące włókna noszę raczej mniej chętnie niż bardziej. A taką bluzkę jeszcze jedną na pewno chciałabym mieć. Jakąś jasną. Na lato. Musi oddychać. I musi być cieniutka, żeby brzegi wolantów wyglądały estetycznie. Z czego szyć? Może coś podpowiecie? Podpowiedzcie, proszę 🙂

DSC07946 z efektemDSC07947 z efektem

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!